Świadek Boskiego cierpienia

Być prorokiem to znaczy solidaryzować się z Boskimi uczuciami, doświadczać komunii z boską świadomością. Prorok słyszy głos Boga i spogląda na świat z Bożej perspektywy.

Poniższy tekst stanowi skróconą wersję wstępu do książki Abrahama Joshuy Heschela Prorocy, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Esprit na początku 2014 roku. Tłumaczenie: Albert Gorzkowski.

„Jakim człowiekiem jest prorok?” – pyta mój ojciec na pierwszych stronach książki. Człowiekiem cierpienia, którego „życie i dusza są zagrożone przez to, o czym mówi, który jednak ma zdolność odczuwania „niemego westchnienia” ludzkiej udręki. Wedle powszechnego mniemania prorocy to ludzie, którzy przepowiadają przyszłość, ostrzegają przed Bożą karą za grzechy, domagają się sprawiedliwości społecznej. Takie uproszczenie oznacza brak zrozumienia tego, że to „Bóg wyraża swój gniew w słowach proroka”. Możemy wszyscy skarżyć się na przejawy niesprawiedliwości społecznej, które pozostają dla nas znośne, jednak dla proroka „niesprawiedliwość przyjmuje niemal kosmiczne rozmiary”. Skąd ten gniew i oburzenie? Czy reakcja proroka nie jest przesadą?

Lecz to właśnie uniesienie proroka jest kwestią podstawową. Dla mojego ojca znaczenie prorokowania leży nie tylko w przesłaniu, ale też w roli proroka jako świadka, kogoś, kto ma zdolność uczynienia Boga słyszalnym i do objawienia nie tylko Jego woli, ale też wewnętrznego życia. Być prorokiem, pisze, to znaczy solidaryzować się z boskimi uczuciami, doświadczać komunii z boską świadomością. Prorok słyszy głos Boga i spogląda na świat z Bożej perspektywy.

Tak naprawdę to właśnie jest początkowy punkt wyjścia dla większości religijnych ludzi, ale zbyt często rozpraszają się oni, myląc przesłanie z posłańcem. Powołajmy się na przykład z Talmudu (Berachot 8a). Dla wielu żydowskich myślicieli fragment ten naucza o centryczności halachy; według mojego ojca natomiast werset ten należy czytać jako wyrażanie żalu. Halacha nie bardziej niż jakiekolwiek inne nauczanie religijne jest środkiem prowadzącym do Boga, a nie Jego substytutem, jest wyzwaniem, a nie panaceum. I podobnie pisze on, że modlitwa musi być subwersywna – musi być raczej policzkiem wymierzonym samozadowoleniu niż potwierdzeniem naszych zalet: „Dla proroka przesyt sumieniem jest pruderią i ucieczką od odpowiedzialności”.

Książka mojego ojca o prorokach zaczęła się jako studium prorockiej podmiotowości proroka. Prorok nie był po prostu wyłącznie Bożym posłańcem, który przekazywał naukę, pobudzając ludzi do sprawiedliwego postępowania i ostrzegając przed konsekwencjami zlekceważenia tej wiadomości. Najważniejszą kwestią, jeżeli chodzi o proroków, była nie treść ich przesłania, ale rodzaj doświadczenia religijnego, jakiego byli przykładem.

To doświadczenie proroków bardzo długo stanowiło dla biblistyki zagadkę. Biblistyczne tradycje naukowe, ukształtowane w Niemczech w połowie XIX wieku, zostały zdominowane przez liberalnych teologów protestanckich, którzy swoje prace na temat proroków zabarwiali własną polemiką religijną. Utrzymywali, że nauki proroków stanowią szczyt izraelskiego rozwoju religijnego oraz że epoka postprofetyczna jest czasem schyłku i stopniowego zdegenerowania w kierunku ograniczonego umysłowo nacjonalizmu i legalizmu. Pod względem teologicznym, twierdzili niemieccy protestanci, prawdziwym spadkobiercą tradycji profetycznej był nie judaizm, ale chrześcijaństwo. Duch tej tradycji przetrwał w nauczaniu Jezusa, a nie rabinów.

Na początku XX wieku chrześcijańscy badacze Biblii zaczęli dostrzegać różnicę między nauczaniem proroków a ich osobowościami. I tak jak nauczanie było zestawiane z nauczaniem Jezusa, tak osobowość proroka była opisywana z coraz wyraźniejszym lekceważeniem – nie bez porównania z pogardą, jaką żywiono dla mistyków, których ówcześni badacze często wyśmiewali jako histeryków. Niemiecki biblista Gustaw Hoelscher określił proroków jako szaleńców, którzy nauczyli się osiągać odmienne stany świadomości od pogańskich przywódców religijnych z Kanaan. Według Hoelschera prorocy w stanie ekstazy postrzegali siebie nie jako Bożych posłańców, ale przemawiali jako Bóg i utożsamiali się z Nim. Inni badacze kładli nacisk na całkowite pochłonięcie proroka przez Boga lub też przedstawiali proroka jako zwykłą tubę dla Bożego przesłania.

Dla mojego ojca takie spojrzenie na proroków nie znajduje pokrycia w tekście samej Biblii i pojawiło się, ponieważ przywołanym wyżej biblistom brakowało odpowiednich narzędzi pojęciowych do zrozumienia doświadczenia prorockiego. Żadna z cech charakterystycznych dla ekstazy – szał, zespolenie się z Bogiem i samozatracenie – nie pojawia się w tekstach profetycznych. Prorockie doświadczenie Boga, jak sugeruje, nacechowane jest raczej poczuciem duchowej wspólnoty z boską świadomością, współczuciem dla boskiego cierpienia, głębokim zatroskaniem Boga o ludzkość. Prorocy nie zostają wchłonięci przez Boga, tracąc własne osobowości, ale współdzielą Jego cierpienie poprzez swoje pogłębione współczucie. Nie wyzbywając się własnych osobowości, prorocy poprzez swoje doświadczenia emocjonalne wpływają na jedność z boską świadomością i przekazywanie Bożej myśli.

Wprowadzony przez mojego ojca termin „boskie cierpienie”, jako centralny element teologii prorockiego nauczania, wywodzi się z rabinicznego pojęcia zoreh gavoha, oznaczającego wyższą, boska potrzebę. Podkreśla on, że Bóg nie jest odseparowanym od wszystkiego nieporuszonym Poruszycielem – jak nazywa Go tradycja Arystotelesowska, ale wręcz przeciwnie – jest najbardziej „poruszonym Poruszycielem”, na którego ludzkie czyny oddziałują w sposób niezwykle znaczący. Boskie cierpienie wskazuje na nieustanne zaangażowanie Boga w bieg dziejów człowieka, lecz zaangażowanie to ma charakter emocjonalny: Bóg cierpi, kiedy cierpi człowiek, więc kiedy ranię człowieka, ranię również Boga.

W ten sposób prorok nie jest ani posłańcem, ani wyrocznią, ani widzącym, ani ekstatykiem, ale świadkiem boskiego cierpienia, dającym świadectwo Bożej troski o ludzi. Mój ojciec podkreślał, że nie tylko Bóg jest przedmiotem ludzkiego zainteresowania – On sam także troszczy się o nas. Świadomość tego, że Bóg odczuwa udrękę w odpowiedzi na ludzkie nieszczęście, jest dla proroka przytłaczająca i dotkliwa. Spotykając się natomiast z bezdusznością i obojętnością, prorok nie postrzega Boga jako źródła pocieszenia i wsparcia, ale jako nieustające żądanie: „Kiedy świat jest uśpiony i spokojny, na proroka spada grom z nieba”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *