Sławny list Grzegorza z Nyssy o pielgrzymkach do Jerozolimy

Tam, gdzie Pan wzywa błogosławionych do objęcia dziedzictwa królestwa niebieskiego, nie wymienił wśród dobrych uczynków pielgrzymki do Jerozolimy; tam, gdzie głosi błogosławieństwo, nie objął nim takiej gorliwości. A kto ma rozum, niech rozważy, dlaczego mamy się gorliwie starać o to, co ani nie czyni szczęśliwym, ani nie prowadzi do królestwa niebieskiego. I choćby ta rzecz była pożyteczna, i tak nie byłoby dobrze, aby ludzie doskonali gorliwie starali się o nią. Ponieważ zaś rzecz ta, zbadana dokładnie, przynosi nawet szkodę duchową tym, którzy prowadzą życie ujęte w dokładne reguły, nie zasługuje ona na wielką gorliwość, lecz na największą ostrożność, by ten, co wybrał życie według Boga, nie naraził się na coś z tego, co przynosi szkodę.
Cóż więc jest w tym szkodliwego? Poważny tryb życia nakazany jest wszystkim, tak mężczyznom, jak niewiastom, a właściwością życia ascetycznego jest przyzwoitość. Zachowuje się ją w sposobie życia nie towarzyskim, samotniczym, tak że jego natura jest czymś niezmieszanym, kiedy pragnąc przestrzegać przyzwoitości kobiety nie szukają towarzystwa mężczyzn, ani mężczyźni towarzystwa kobiet. Natomiast konieczność podróżowania zawsze sprowadza obowiązującą w tym dokładność do zobojętnienia wobec zasad ostrożności. Niemożliwą bowiem rzeczą dla niewiasty jest przebycie tak wielkiej drogi, gdyby nie miała opiekuna: z powodu fizycznej słabości trzeba ją wsadzać na muła i zsadzać z niego, a w trudnych przejściach trzeba ją podtrzymać. Cokolwiek byśmy zaś przypuścili, czy to ktoś jako jej znajomy spełnia przy niej te posługi, czy też dostarcza ich jako najemnik, to w obu Wypadkach to, co się dzieje, nie unika nagany. Czy to bowiem powierza się obcemu, czy też swojemu, nie zachowuje prawa wstrzemięźliwości.
A ponieważ na Wschodzie zajazdy i gospody miasta nastręczają wiele swobody i obojętności wobec złego, jak może ten, kto przechodzi przez dym, nie mieć podrażnionych oczu? Gdzie brudzi się ucho i brudzi się oko, brudzi się także serce, przyjmując przez wzrok i słuch bezeceństwa. Jakże więc będzie można przejść bez poruszenia namiętności przez miejsca dotknięte namiętnością?
I cóż więcej od innych będzie miał ten, który był w owych miejscach? Jak gdyby Pan do dziś dnia przebywał cieleśnie w owych miejscach, a od nas odszedł; albo jak gdyby Duch Święty okazywał pełnię działania u Jerozolimian, a nie mógł przejść do nas! I jeżeli z tego, co się widzi, można wnioskować o obecności Boga, to raczej by mógł ktoś sądzić, że Bóg przebywa wśród ludu Kapadoków niż poza tym krajem. Ileż to bowiem jest u nich ołtarzy, przez które wielbi się imię Pana! Na całej prawie ziemi nie można by naliczyć tylu ołtarzy. A następnie, gdyby nawet w miejscach jerozolimskich była większa łaska, grzech u tamtejszych mieszkańców nie byłby tak nagminny. Tymczasem nie ma żadnego rodzaju nieczystości, na który by się u nich nie poważono: nieprawości, cudzołóstwa, kradzieży, bałwochwalstwa, trucicielstwa, zawiści i zabójstwa; zwłaszcza to ostatnie zło jest tam tak nagminne, że nigdzie nie ma takiej gotowości do zabijania, jak w owych miejscach, gdzie jak dzikie zwierzęta biegną rodacy do krwi rodaków, by się wzajemnie mordować dla zimnego zysku. Gdzie tedy dzieją się takie rzeczy, jaki dowód masz na to, że w tych miejscach jest większa łaska?
Lecz wiem, co wielu odpowie na moje słowa. Mówią bowiem: „Dlaczego tego prawa nie ustanowiłeś i dla siebie samego? Przecież jeżeli pobyt w tamtych miejscach nie przyniósł żadnej korzyści temu, który według Boga odbył tę pielgrzymkę, to dlaczego, zamiast zostać u siebie, na próżno podjąłeś się tak wielkiej drogi?” Niech więc posłuchają mojej obrony w tej sprawie! Mnie z powodu tego rodzaju życia, jakie mi kazał prowadzić ten, co kieruje naszym życiem, wypadło koniecznie być aż w tych miejscach z powodu świętego Soboru w sprawie poprawienia Kościoła w Arabii. Ponieważ zaś Arabia graniczy z miejscami jerozolimskimi, przyrzekłem zbadać tę sprawę wspólnie z przełożonymi świętych Kościołów jerozolimskich, dlatego że wzajemne stosunki między Arabią a tymi Kościołami były w zamieszaniu i potrzebowały jakiegoś pośrednika. A nadto wobec tego, że najpobożniejszy cesarz ułatwił nam drogę przez pozwolenie korzystania z komunikacji państwowej, nie musieliśmy doznać tego, co zauważyliśmy u drugich. Albowiem pojazd służył nam za kościół i pustelnię, gdzie przez całą drogę wszyscy śpiewali psalmy i pościli dla Pana. Niech więc nasz przykład nikogo nie gorszy, a raczej niech nasza rada będzie bardziej przekonywająca, bo cośmy widzieli na własne oczy, o tym dajemy radę. Myśmy bowiem wyznawali, że objawiony Chrystus jest prawdziwym Bogiem i wtedy, zanim byliśmy na miejscu, i potem, a wiara nasza ani nie była mniejsza przedtem, ani potem się nie powiększyła. I o tym, że się stał człowiekiem przez Dziewicę, wiedzieliśmy i przed zwiedzeniem Betlejem. I w zmartwychwstanie wierzyliśmy przed oglądaniem pomnika grobowego, a wniebowstąpienie uznawaliśmy za prawdziwe i bez widzenia Góry Oliwnej. Tylko zaś tyle zyskaliśmy z pielgrzymki, żeśmy poznali przez porównanie, iż nasze miejscowości są o wiele świętsze od zagranicznych.
Przeto wy, którzy boicie się Pana, chwalcie Go tam, gdzie jesteście. Albowiem zmiana miejsca nie powoduje przybliżenia Boga, lecz gdziekolwiek byś był, Bóg przyjdzie do ciebie, jeżeli znajdzie się taka gospoda twojej duszy, aby Pan zamieszkał i przechadzał się w tobie. Jeżeli zaś masz człowieka wewnętrznego pełnego złych myśli, to chociażbyś był na Golgocie i na Górze Oliwnej i pod pomnikiem zmartwychwstania, jesteś tak daleki od przyjęcia do siebie Chrystusa, jak ci, co w ogóle nie wyznawali wiary w Niego.
Poradź więc, mój kochany, braciom, by podróżowali od ciała do Pana, a nie z Kapadocji do Palestyny. Jeżeliby zaś ktoś przytoczył słowa Pana, nakazujące uczniom, by nie odchodzili z Jerozolimy (Acta 1, 4), to niech zrozumie, co znaczą: Ponieważ laska i rozdawnictwo Ducha Świętego jeszcze nie przyszło do apostołów, polecił im Pan pozostać na tym samym miejscu, aż przyobleczeni zostaną w moc z góry. I gdyby do dziś dnia działo się to, co było na początku, że Duch Święty w postaci ognia rozdzielał każdemu swe dary, trzeba by wszystkim być w tym miejscu, w którym odbywał się rozdział darów; jeżeli zaś Duch wionie, gdzie chce, to i ci, którzy są tu i wierzą, stają się uczestnikami Jego darów, stosownie do swej wiary, a nie stosownie do pielgrzymki, przedsięwziętej do Jerozolimy.

Grzegorz z Nyssy, List o pielgrzymkach do Jerozolimy, tł. T. Sinko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *