Ojcowie o dziewictwie Maryi

Wybrałam teksty najważniejsze, najwcześniejsze i według mnie najciekawsze. Wszystkich zacytować nie sposób, jest ich takie mnóstwo….

Ignacy Antiocheński, List do Efezjan XIX, 1, tł. A. Świderkówna (BOK 10, s. 118)
Nie pojął książę tego świata dziewictwa Maryi ani Jej macierzyństwa, podobnie jak i śmierci Pana, owych trzech głośnych tajemnic, które dokonały się w ciszy Boga.

Justyn Męczennik, Dialog z Żydem Tryfonem 100, tł. A Lisiecki (dostępny w internecie)
To, że stał się On Człowiekiem z dziewicy, dokonało się dlatego, by nieposłuszeństwo, które od węża wzięło swój początek, mogło zostać przezwyciężone w taki sam sposób, w jaki się zaczęło. Ewa bowiem, która była dziewicą i niepokalaną, przyjąwszy słowo węża wydała na świat nieposłuszeństwo i śmierć. A Dziewica Maryja doświadczyła ufności i radości, kiedy anioł Gabriel zwiastował Jej wielkie rzeczy.

Ireneusz z Lyonu, Zdemaskowanie i zbicie fałszywej wiedzy (Adversus Haereses) III, 21, 9-10, tł. M. Przyszychowska
Zjednoczył w sobie dawne stworzenie, ponieważ jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszedł grzech a przez grzech zapanowała śmierć, tak sprawiedliwość wprowadzona przez posłuszeństwo jednego człowieka jako owoc przynosi życie tym ludziom, którzy niegdyś umarli. I jak ów protoplasta Adam powstał z dziewiczej ziemi – Bóg bowiem nie zesłał jeszcze deszczu i człowiek nie uprawiał ziemi – i został stworzony ręką Boga to znaczy Słowem Boga – wszystko bowiem przez Nie się stało – i wziął Bóg muł z ziemi i ukształtował człowieka – tak Słowo, rekapitulując w sobie Adama, słusznie otrzymało narodzenie z Maryi, która była dziewicą. Gdyby więc pierwszy Adam miał za ojca człowieka i począł się z ludzkiego nasienia, słusznie mówiłoby się i o drugim Adamie, że narodził się z Józefa. Jeśli zaś tamten z ziemi został wzięty i ukształtowany Słowem Boga, trzeba było, by samo Słowo, rekapitulując w sobie samym Adama, miało narodzenie do niego podobne. Dlaczego więc Bóg ponownie nie wziął mułu, lecz ukształtował swoje stworzenie z Maryi? Aby nie powstało inne stworzenie i aby inne stworzenie nie zostało zbawione, lecz dzięki zachowanemu podobieństwu to samo stworzenie zostało zrekapitulowane.

Ireneusz z Lyonu, Zdemaskowanie i zbicie fałszywej wiedzy (Adversus Haereses) III, 22, 4, tł. W. Myszor (Bóg w Ciele i Krwi, s. 77-78)
Odpowiednio dotyczy to także Maryi dziewicy, która okazała się posłuszna: „Oto ja służebnica twoja, Panie, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Ewa przeciwnie, okazała się nieposłuszna, nie posłuchała bowiem, gdy była jeszcze dziewicą. Tak jak tamta, mając za męża Adama, była w tym czasie dziewicą – „byli bowiem oboje nadzy” w raju „i nie wstydzili się”, bo właśnie krótko przedtem zostali stworzeni i nie mieli jeszcze pojęcia o rodzeniu dzieci, trzeba bowiem było, żeby najpierw rośli, a potem dopiero rozmnażali się (por. Rdz 1,28) – i gdy okazała się nieposłuszna, stając się przyczyną śmierci dla całego rodzaju ludzkiego, tak Maryja, mając wyznaczonego męża,będąc jednak dziewicą okazała się posłuszna i stała się przyczyną zbawienia dla siebie i całego rodzaju ludzkiego. I dlatego prawo nazywa tę, która została poślubiona, żoną poślubionego przez nią męża, chociaż jeszcze jest dziewicą (por. Pwt 22,23). Tym samym nakreśla odwrotny krąg, od Maryi do Ewy. Bo nie inaczej się rozplątuje węzeł, jak tylko poczynając od końca do początku węzła, tak że pierwsze węzły rozwiązuje się przez drugie i drugie uwalniają węzły pierwsze. I tak jest, że pierwszy węzeł zostaje rozwiązany przez drugi, zaś drugi węzeł znajduje miejsce dla swego rozwiązania w pierwszym. (…) Tak samo i węzeł nieposłuszeństwa Ewy znalazł swoje rozwiązanie przez posłuszeństwo Maryi. Co bowiem Ewa dziewica przez niewiarę związała, to Maryja dziewica przez wiarę rozwiązała.

Ireneusz z Lyonu, Zdemaskowanie i zbicie fałszywej wiedzy (Adversus Haereses) V, 19, 1, tł. M. Przyszychowska
Skoro Pan jawnie przyszedł do swojej własności i skoro był niesiony przez własne stworzenie, które on sam nosi, i sporo przez posłuszeństwo na drzewie dokonał pojednania dokonanego na drzewie nieposłuszeństwa, i uwiedzenie, którym została zwiedziona owa przeznaczona mężowi dziewica Ewa, zniszczył przez prawdę, ogłoszoną przez anioła oddanej mężowi dziewicy Maryi – jak bowiem ta pierwsza została zwiedziona słowem anioła, by uciec od Boga przez zbuntowanie się jego słowu, tak ta druga została pouczona słowem anioła, by nosiła Boga przez posłuszeństwo jego słowu. I jak pierwsza została zwiedziona, by być nieposłuszną Bogu, tak druga została przekonana do słuchania Boga, aby Maryja stała się orędowniczką Ewy; i jak rodzaj ludzki został związany ze śmiercią przez dziewicę, tak uwolniony został przez dziewicę, bo dziewicze nieposłuszeństwo zostało zrównoważone/wyrównane przez dziewicze posłuszeństwo. Skoro grzech pierwszego człowieka został naprawiony przez skarcenie pierworodnego, a przebiegłość węża została zwyciężona przez prostotę gołębicy, zatem zostały zerwane więzy, którymi przywiązani byliśmy do śmierci.

Ireneusz z Lyonu, Wykład nauki apostolskiej 33; tł. W. Myszor (ŹMT 7, s. 51-52)
A więc jak przez nieposłuszeństwo dziewicy człowiek upadł, a upadając umarł, tak, przez dziewicę, która była posłuszna Słowu Bożemu, człowiek na powrót ożył i przyjął życie. Pan bowiem przyszedł szukać zagubionej owcy. A zagubił się człowiek. I dlatego nie powstało jakieś nowe stworzenie, ale rodząc się z tej, której ród był od Adama, zachował podobieństwo ukształtowania. Trzeba było bowiem zjednoczyć i streścić Adama w Chrystusa, aby to, co śmiertelne wchłonięte zostało przez nieśmiertelność, a Ewa przez Maryję, aby dziewica stała się orędowniczką dziewicy i usunęła dziewicze nieposłuszeństwo przez posłuszeństwo dziewicy. To zaś przekroczenie, które zostało popełnione przy pomocy drzewa, zostało usunięte przez posłuszeństwo, przez które posłuszny Bogu Syn Człowieczy przybity został gwoźdźmi do drzewa odrzucając poznanie zła, a wprowadzając poznanie dobra. Złem jest nieposłuszeństwo Bogu, dobrem zaś posłuszeństwo Bogu.

Atanazy Wielki, Mowy przeciw arianom II, 70, tł. P. Szewczyk (ŹMT 67, s. 156)
I jak nie zostalibyśmy uwolnieni od grzechu i przekleństwa, gdyby ciało, które wdział Logos, nie było co do natury ludzkie – nie mielibyśmy bowiem nic wspólnego z ciałem różnym od naszego – tak samo człowiek nie zostałyby ubóstwiony, gdyby tym, który stał się ciałem, nie był prawdziwy i własny Logos Ojca, co do natury pochodzący z Niego. Dlatego dokonało się tego rodzaju zjednoczenie, aby mocą przymierza naturalnej boskości z naturalnym człowiekiem jego zbawienie i ubóstwienie było trwałe. A zatem ci, którzy negują, że Syn co do natury jest z Ojca i że jest własnym Synem Jego istoty, niech też zanegują, że przyjął prawdziwe ludzkie ciało z Maryi zawsze dziewicy.

Orygenes, Homilie o Ewangelii św. Łukasza VII, 4, tł. S. Kalinkowski (PSP 36, s. 49)
Aby ludzie prości nie ulegli oszustwu, musimy w tym miejscu odeprzeć zarzuty, jakie zazwyczaj wysuwają heretycy. Otóż pewien heretyk tak daleko posunął się w swej głupocie, iż twierdził, jakoby Jezus wyparł się Maryi, ponieważ ona, po urodzeniu Jezusa połączyła się z Józefem. Mówił tak, jakby rozumiał sens tego, co sam mówił. Jeśli przeto kiedykolwiek heretycy wysuną wobec was podobny zarzut, odpowiedzcie im tak: Nie ma wątpliwości co do tego, że Elżbieta napełniona Duchem Świętym powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami”. Jeśli zatem wysławiano Maryję, że jest błogosławiona przez Ducha Świętego, to jakże Zbawiciel się jej wyparł? Zresztą (heretycy) głosząc, że Maryja zawarła małżeństwo po urodzeniu Jezusa, nie potrafią tego udowodnić. Ci bowiem, których nazywano synami Józefa, nie urodzili się z Maryi, a i żaden tekst Pisma o tym nie wspomina!

Orygenes, Komentarz do Ewangelii według Mateusza X, 17, tł. S. Kalinkowski (ŹMT 10, s. 61-62)
Niektórzy idąc za przekazem Ewangelii zatytułowanej Według Piotra lub na podstawie księgi Jakuba utrzymują, że bracia Jezusa są synami Józefa z pierwszej żony, jaką miał przed Marią. Zwolennicy tego poglądu chcą zachować wiarę w dozgonne dziewictwo Marii, nie dopuszczając myśli, by ciało, które zostało wybrane, aby służyć słowu mówiącemu: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1, 35), poznało męża, gdy już Duch Święty zstąpił na nią i Moc z nieba, która ją osłoniła. Moim zdaniem rozumnie jest widzieć w Jezusie pierwociny dziewiczej czystości mężczyzn, a w Marii pierwociny dziewiczej czystości niewiast; nie byłoby wcale pobożnie te pierwociny czystości przypisać innej niż Ona niewieście.

Bazyli Wielki, Kazanie na Boże Narodzenie, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t.1, s. 78-79)
„Zbudziwszy się ze snu, Józef, wziął swą małżonkę do siebie” (Mt 1,24). Choć odnosił się do Maryi jako do małżonki z czułością, miłością i troskliwością, to przecież powstrzymał się od małżeńskiego pożycia. „Nie zbliżył się do Niej, aż powiła Syna swego pierworodnego” (Mt 1,25). To wyrażenie nasuwa podejrzenie, iż Maryja po czystym powiciu Pana za sprawą Ducha Świętego nie odmówiła zwyczajnego pożycia małżeńskiego. Choć nie obraża to pobożnej nauki (gdyż dziewictwo było potrzebne dla posługi zbawienia, a co nastąpiło potem, jest dla tajemnicy nieważne), my jako przyjaciele Chrystusa i w oparciu o przytoczone świadectwa nie możemy słuchać, że Bogarodzica przestała kiedyś być Panną. Co do słów: „Nie zbliżył się do Niej, aż powiła Syna swego”, odpowiadamy, że wyrażenie „aż” zdaje się wyrażać nieraz jakiś określony czas, w rzeczywistości jednak ma się rzecz inaczej. Za przykład mogą służyć słowa Pana: „Oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28 20). Wszak Pan pozostanie ze świętymi i po końcu świata. Obietnica teraźniejszości wskazuje raczej na stałe trwanie i nie wyklucza przyszłości. Podobnie jest i w naszym wypadku ze słówkiem „aż”. Mówiąc „pierworodnego” nie myśl o następnych; bo ten zwie się pierworodnym, który pierwszy otwiera Jono matki. Historia Zachariasza dowodzi też, iż Maryja na zawsze pozostała Panną. Opowiadają, i doszło to do nas drogą tradycji, że po narodzeniu Pana Zachariasz wyznaczył Maryi miejsce między dziewicami i za to oskarżony przez lud poniósł śmierć od Żydów między świątynią a ołtarzem, przez co potwierdził ów przedziwny i jasno przepowiedziany znak, iż Panna porodzi i panieństwa nie straci.

Jan Chryzostom, Kazanie na Wielkanoc, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t.1, s. 80)
Radujmy się wszyscy, cieszmy się i weselmy! Bo choć sam Pan zwyciężył i podniósł znak zwycięstwa, to jednak radość i wesele należą do wszystkich. Dla naszego bowiem zbawienia uczynił wszystko, i czym nas szatan pokonał, tym zwyciężył Chrystus. Tę samą wziął broń i tą samą go pobił. A jak – posłuchaj! Dziewica, drzewo i śmierć były znakami naszej klęski. Dziewicą była Ewa – nie miała bowiem jeszcze męża, gdy została uwiedziona; było drzewo; była śmierć jako kara za Adama. Widzisz, jak dziewica, drzewo i śmierć były dla nas znakami klęski? Patrz też, jak to samo stało się dla nas przyczyną zwycięstwa! Zamiast Ewy – Maryja, zamiast drzewa wiadomości dobrego i złego – drzewo krzyża, zamiast śmierci Adama – śmierć Pana.

Grzegorz z Nyssy, Życie Mojżesza II, 21, tł. S. Kalinkowski (ŹMT 50, s. 46)
Otrzymujemy tutaj również pouczenie o tajemnicy Dziewicy, z której dzięki niepokalanemu narodzeniu zajaśniało dla ludzkiego życia Boże światło, krzew zaś pozostał nietknięty, a kwiat dziewictwa nie zwiądł przy porodzie.

Grzegorz z Nyssy, Homilie do Pieśni nad Pieśniami XIII, tł. M. Przyszychowska (ŹMT 43, s. 201-202)
Dlatego mówi, że ten, który jest biały i rumiany, bo dzięki ciału i krwi miał udział w naszym życiu, jako jedyny jest wybrany z pozostałych tysięcy dzięki dziewiczej czystości: ciąża nie była skutkiem współżycia, poczęcie było nieskalane, a poród bezbolesny; komnatą była moc Najwyższego, która jak obłok okryła dziewicę, ślubną pochodnią był blask Ducha Świętego, łożem wolność od wszelkich doznań, a pożyciem nieśmiertelność. Ten więc, który rodzi się w takich okolicznościach, słusznie zostaje nazwany wybranym spośród tysięcy, co oznacza, że nie przyszedł na świat w wyniku poczęcia: On jeden zaistniał bez poczęcia i powstał bez współżycia. Nie można bowiem właściwie odnieść nazwy poczęcie do kobiety niesplamionej i dziewiczej, bo dziewictwo i poczęcie nie mogą mieć miejsca w tej samej osobie. Skoro jednak został nam dany Syn bez ojca, tak samo dziecko narodziło się bez poczęcia. Jak bowiem dziewica nie dowiedziała się, w jaki sposób w jej ciele powstało zawierające Boga ciało, tak samo nie pojęła porodu, bo jak zaświadcza proroctwo, porodziła bez bólu; jak mówi Izajasz: „Zanim nadeszły bóle porodowe, umknęła i urodziła chłopca” (Iz 66, 7). Dlatego ze swojej natury jest jednocześnie wybrany i obcy, bo u jego początków nie było przyjemności ani nie przyszedł na świat w bólu. Stało się tak słusznie i bynajmniej nie nieprawdopodobnie. Jak bowiem ta, która przez grzech wprowadziła śmierć do natury, została skazana na rodzenie w bólu i cierpieniu, tak trzeba było, by matka życia zaczęła ciążę od radości i w radości ukończyła poród. Ciesz się, pełna łaski – mówi do niej archanioł, swoim głosem niszcząc ból, przez grzech od początku związany z porodem. On zatem jako jedyny z tysięcy przyszedł na świat w wyniku nowego i szczególnego porodu; On, który ze względu na ciało i krew słusznie został nazwany białym i rumianym, a wybranym z tysięcy ze względu na szczególny, nieskalany i bezbolesny poród, wyróżniający go spośród innych.

Hilary z Poitiers, Komentarz do Ewangelii św. Mateusza I, 3-4, tł. E. Stanula (PSP 63, s. 44-45)
Wyjaśnienie sposobu narodzenia jest proste. Wszyscy bowiem prorocy zapowiadali, że poczęty z Ducha Świętego narodzi się z Maryi Dziewicy. Wielu jednak ludzi bezbożnych i dalekich od duchowej nauki bierze okazję do bluźnierczego mniemania o Maryi z tego, że powiedziano: „wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną” dalej: „Nie bój się wziąć do siebie małżonki twojej”; wreszcie: „Nie zbliżał się do Niej aż porodziła”. Zapominają, że była zaręczona oraz że powiedziano to do Józefa, który był gotów zerwać zaręczyny, ponieważ był sprawiedliwy i nie chciał w tej sprawie decydować na podstawie Prawa. Dlatego, aby nie pozostała najmniejsza wątpliwość odnośnie do poczęcia się z Ducha Świętego, najpierw sam Józef został powołany na świadka – następnie, ponieważ była zaręczona, przyjął ją za małżonkę. Po narodzeniu przebywa z Nią, to jest uznaje Ją za małżonkę, mieszka z Nią, ale nie współżyje. Kiedy bowiem Józefowi polecono przenieść się do Egiptu, tak mu powiedziano: „Weź Dziecię i Matkę Jego” oraz „Wróć z Dziecięciem i Matką Jego”; a także u Łukasza czytamy: „A był Józef i Matka Jezusa”. Ilekroć bowiem mowa jest o nich obojgu, Ona nazywana jest raczej Matką Chrystusa, ponieważ nią była, niż żoną Józefa, ponieważ nią nie była. Tego też powodu trzymał się anioł, gdy narzeczoną sprawiedliwego Józefa nazywał małżonką. Mówi bowiem: „Józefie, synu Dawida, nie bój się przyjąć Maryi, Małżonki twojej”. A zatem narzeczoną nazywa już małżonką, a po narodzeniu małżonkę nazywa tylko Matką Jezusa, aby w jaki sposób uznawano małżeństwo sprawiedliwego Józefa z Maryją, w taki też ukazało się w matce Jezusa czcigodne Jej dziewictwo. Ludzie przewrotni tym również umacniają autorytet swych błędnych przekonań, że powiedziano, iż Pan nasz miał wielu braci. Gdyby to byli synowie Maryi, a nie Józefa z pierwszego małżeństwa, nigdy by w czasie męki Maryja nie została oddana za matkę Janowi Apostołowi. Do obojga z nich bowiem Pan powiedział: „Niewiasto, oto syn twój, a do Jana: Oto matka twoja” (J 19, 26-27). Chyba że zaszczepił synowską miłość w sercu ucznia jako pociechę dla opuszczonej
[Matki].

Hieronim, Przeciw Helwidiuszowi o wieczystym dziewictwie błogosławionej Maryi 5-6, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t.2, s. 84)
Najpierw męczy się przeciwnik nadmiernym wysiłkiem, aby wykazać, iż „poznać” należy rozumieć o akcie małżeńskim, a nie o duchowej czynności poznania. Jak gdyby kto temu przeczył lub jak gdyby to rozumny przepadał za głupstwami, o które on walczy! Dalej chce nas pouczyć, że partykuła „aż do” oznacza określony czas, po którego upływie dzieje się to, co dotąd się nie działo, jak w tym wypadku. „I nie poznał Jej, aż porodziła Syna”. Z tego – mówi – wynika, iż Maryja została poznana po zrodzeniu, co przez zrodzenie Syna było tylko odłożone. Na dowód przytacza mnóstwo przykładów z Pisma świętego i na wzór gladiatorów macha mieczem w ciemności, aby tym zranić tylko siebie. Odpowiadam na krótko, iż czasownik „poznać” i partykuła „aż” występuje w Piśmie świętym w podwójnym znaczeniu. Helwidiusz twierdzi, że czasownik „poznał” należy rozumieć o akcie małżeńskim, ale przecież nikt nie wątpi, że oznacza to często także duchową czynność, na przykład: „Dziecię Jezus pozostało w Jerozolimie, a Jego Rodzice nie poznali Go” (Łk 2,43). Trzeba dalej zauważyć, że jak w jednym miejscu poszedł za zwyczajem Pisma świętego, tak gdzie indziej, gdy chodzi o „aż”, zwyczajowi Pisma świętego się sprzeciwia, co według jego własnej wypowiedzi oznacza określony punkt czasu, ale często i nieokreślony, jak na przykład tam, gdzie Bóg u proroka mówi do niektórych: „Aż do waszej starości ja będę ten sam i aż do siwizny ja was podtrzymam” (Iz 46,4). Czyż po ich starości Bóg przestał istnieć? Zbawiciel też mówi w Ewangelii do apostołów: „Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Hieronim, Przeciw Helwidiuszowi o wieczystym dziewictwie błogosławionej Maryi 11-12, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t.2, s. 88)
Helwidiusz przyjmuje on, że Maryja zrodziła jeszcze innych synów, gdyż napisano: „Wybrał się Józef do miasta Dawidowego, aby się zapisać z poślubioną Małżonką, Maryją, która była brzemienna; a gdy tam przebywali, nadszedł dla Niej czas rozwiązania. I zrodziła Syna swego pierworodnego” (Łk 2,4-6). Stara się udowodnić, iż „pierworodnym” można nazwać tylko takiego, który ma braci, podczas gdy ten, który jest dla rodziców jedynym synem, nazywa się „jednorodzonym”. Ja zaś tak to wyjaśniam: każdy jednorodzony syn jest też pierworodnym, choć nie każdy pierworodny jest jednorodzonym. Pierworodnym mianowicie jest nie tylko ten, po którym przychodzą inni, ale i ten, po którym nikt się nie urodził.

Hieronim, Przeciw Helwidiuszowi o wieczystym dziewictwie błogosławionej Maryi 16-17, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t.2, s. 93-94)
„Dlaczego więc – zapytasz – nazywają się braćmi Pana ci, którzy nimi nic byli?” Powinieneś już wiedzieć, że określenie „brat” ma w Bożym Piśmie cztery znaczenia. Wyraża ono naturalnego brata, przynależność do tego samego narodu, pokrewieństwo i uczucie. Naturalnymi braćmi byli: Jakub i Ezaw, dwunastu patriarchów, Andrzej i Piotr, Jakub i Jan. Przez narodową przynależność nazywają się między sobą braćmi Żydzi. (…) Braćmi nazywają się też krewni, pochodzący z tej samej rodziny, czyli ojczyzny, którą łacinnicy nazywają „ojczyznami”, gdy z korzenia wyrasta lekko rozgałęziona rodzina. (…) Również na uczuciu opierający się stosunek nosi nazwę braterstwa. To zaś może być duchowe i zwykłe. Dzięki duchowej miłości wszyscy chrześcijanie nazywają się braćmi.

Hieronim, Przeciw Helwidiuszowi o wieczystym dziewictwie błogosławionej Maryi 21, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t.2, s. 97-98)
Lecz jak nie przeczymy temu, co jest napisane, tak odrzucamy to, co napisane nie jest. Wierzymy, że Bóg narodził się z Dziewicy, bo o tym czytamy; ale że Maryja żyła po małżeńsku po zrodzeniu, nie wierzymy, bo o tym nie czytamy. I nie dlatego tak mówię, jakobym gardził małżeństwem, bo nawet dziewictwo jest owocem małżeństwa, ale że nam nie wolno lekkomyślnie wydawać sądu o świętych mężach. Bo gdyby chodziło o czystą możliwość, można by nawet twierdzić, że Józef miał więcej żon, skoro ich więcej miał Abraham i Jakub, i że z tych żon są bracia Pana, jak to wielu zmyśla nie z pobożności, lecz z zuchwałej lekkomyślności. Ty twierdzisz, że Maryja nie pozostała Dziewicą, a ja idę dalej i twierdzę, że i Józef żył w dziewictwie dzięki Maryi, by z dziewiczego małżeństwa dziewiczy Syn się narodził. Skoro bowiem na świętego męża nie może paść nawet podejrzenie pozamałżeńskiego pożycia, a nie ma napisane, że miał inną żonę, skoro wreszcie był dla Maryi raczej stróżem niż mężem, jasne jest, iż ten, który zasłużył na nazwę ojca Pana, pozostał z Maryją dziewicą.

Ambroży z Mediolanu, Na obłóczyny dziewicy VII, 47-48, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t. 2, s. 54)
Godne naprawdę było, aby Ten, co przebaczył łotrowi (Łk 23,43), uwolnił Matkę od wątpliwości wstydu. Rzekł bowiem do Niej: „Niewiasto, oto syn twój”. Rzekł też do ucznia: „Oto Matka twoja”. Sam jest uczeń, któremu zlecona została Matka. Czyż wziąłby on małżonkowi żonę, gdyby Maryja złączona małżeństwem świadoma była pożycia małżeńskiego? Zamknijcie usta, bezbożni, otwórzcie uszy, pobożni, i słuchajcie, co mówi Chrystus. Świadczy z krzyża Pan Jezus i na chwilę odwleka zbawienie, aby nie zostawić bez czci Matki. Zapisany zostaje Jan w testamencie Chrystusa. Odczytajmy Matce obronę wstydliwości, świadectwo niewinności, odczytajmy i uczniowi opiekę Matki, łaskę miłości. „I od tej chwili wziął Ją uczeń do siebie” (J 19,27). Nie dopuszczał Chrystus rozwodu, nie opuściła Maryja męża. Z kim Dziewica winna mieszkać? Tylko z tym, o którym wiedziała, że jest powiernikiem Syna, stróżem niewinności.

Ambroży z Mediolanu, Na obłóczyny dziewicy VIII, 52-57, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t. 2, s. 55-56)
Któż jest tą bramą, jak nie Maryja, dlatego zamkniętą, że jest Dziewicą? Bramą jest Maryja, przez którą wszedł na ten świat Chrystus, w dziewiczym zrodzeniu nie naruszając dziewictwa. Pozostał nietknięty mur wstydu i nienaruszone pozostały znaki niewinności. Wyszedł z Dziewicy, której wzniosłości świat nie mógł podtrzymać. „Ta brama ma być zamknięta. Nie powinno się jej otwierać”. Dobrą bramą była Maryja. Była ona zamknięta i nie otwierano jej. Przeszedł przez nią Chrystus, choć jej nie otworzył. I abyśmy uczyli, że każdy człowiek ma bramę, przez którą wchodzi Chrystus, powiedziano: „Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały” (Ps 24,7). Ileż bardziej bramą była Maryja, w której zasiadł Chrystus i z niej wyszedł? Jest bowiem i brama łona. Stąd święty Job mówi: „Niech gwiazdy poranka zasłoni […] by nie zamknięto mi drzwi życia” (Jb 3,9—10). 55. Jest i brama łona, lecz nie zawsze zamknięta; tylko jedna mogła pozostać zamknięta, przez którą wyszedł płód bez naruszenia dziewictwa. Dlatego mówi prorok: „Ta brama ma być zamknięta. Nie powinno się jej otwierać i nikt nie powinien przez nią wchodzić” (Ez 44,2), to znaczy nikt z ludzi, „albowiem Pan, Bóg Izraela, wszedł przez nią. Dlatego winna ona być zamknięta”, to jest przed i po przejściu Pana będzie zamknięta i nie będzie otwarta przez nikogo, i nie otworzyła się; ponieważ miała zawsze swe drzwi — Chrystusa, który powiedział: „Ja jestem bramą” (J10,7). Ta brama zwrócona była na wschód, ponieważ rozlała prawdziwe światło, zrodziła Wschód – Słońce sprawiedliwości. Niech więc nieroztropni słuchają: Zamknięta będzie ta brama, która przyjmuje tylko Boga Izraela. Czyż więc Ten, o którym powiedziano do Kościoła: „Umacnia bowiem zawory bram twoich” (Ps 147,13), nie mógł umocnić swej bramy? Umocnił zaiste i zachował nietkniętą. Do końca nie została otwarta.

Augustyn, Kazanie 186, 1, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t. 2, s. 116)
Cieszmy się, bracia! Niech się radują i weselą wszystkie narody! Dzień ten uświęciło nam nie słońce widzialne, lecz uświęcił nam niewidzialny Stworzyciel tego słońca. Sama Dziewica-Matka, stworzona przez Niewidzialnego, wydała Go na świat dla nas w postaci widzialnej z brzemiennego żywota i czystego łona. Dziewicą była przy poczęciu, Dziewicą przy porodzeniu, Dziewicą jako brzemienna, Dziewicą jako rodząca, zawsze Dziewicą. Czemuż się dziwisz? Bóg tak się urodził, skoro raczył stać się człowiekiem. Taką uczynił Maryję Ten, który sam z Niej powstał. Przedtem, nim stał się, był. A ponieważ był wszechmogący, mógł stać się, pozostając tym, czym był. Uczynił dla siebie Matkę, gdy był u Ojca, i gdy stał się z Matki, pozostał u Ojca. W jaki sposób mógłby przestać być Bogiem, gdy stał się człowiekiem Ten, który wyniósł tak swoją Rodzicielkę, aby nie przestała być Dziewicą, kiedy Go porodziła?

Augustyn, Kazanie 190, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t. 2, s. 116-117)
Któż pojmie nowość tak niespotykaną, jedyną w swym rodzaju, która będąc niewiarygodną stała się wiarygodną? Uwierzył świat cały w rzecz niewiarygodną, iż Dziewica poczęła, Dziewica zrodziła, a rodząc Dziewicą pozostała. Czego bowiem umysł ludzki nie ogarnie, wiara pojmie i tam, gdzie nie starcza ludzkiego rozumu, dopomaga wiara. Któż bowiem mógłby powiedzieć, iż Słowo Boże, przez które wszystko się stało, nie mogło być ciałem bez matki, jeśli mogło pierwszego człowieka uczynić bez ojca i bez matki? Zaiste, On sam stworzył jedną i drugą płeć, to jest męską i żeńską. Jedną i drugą płeć chciał w ten sposób uczcić przez narodzenie, bo przyszedł jedną i drugą wyzwolić. Zaprawdę, znacie upadek pierwszego człowieka. Wąż nie odważył się przemówić do męża, lecz dla jego zguby posłużył się jakby narzędziem niewiastą. Przez słabszą opanował płeć mocniejszą. Wkradłszy się do niej, odniósł zwycięstwo nad obydwoma Przeto, abyśmy nie lękali się śmierci naszej w kobiecie, jako przyczynie słusznego gniewu, i abyśmy nie byli pewni, że ona została skazana bez możliwości odrodzenia się, Pan przyszedł szukać tego, co zginęło (Łk 19,10), a ponieważ jedna i druga płeć zginęła, chciał zaszczycić obie. Zaiste, z powodu żadnej z obu płci nie powinniśmy czynić zarzutu niesprawiedliwości Stwórcy, narodzenie Chrystusa jedną i drugą płeć zaszczyciło nadzieją zbawienia. Dostojeństwo płci męskiej jest w ciele Chrystusa, dostojeństwo płci żeńskiej w Matce Chrystusa. Łaska Jezusa Chrystusa zwyciężyła podstęp szatana.

Augustyn, Kazanie 215, 3, tł. W. Kania (Teksty o Matce Bożej, t. 2, s. 119-120)
Nie zdołasz ani pojąć narodzenia Boga z Boga, ani go wypowiedzieć. Możesz tylko w to wierzyć zgodnie ze słowami Apostoła: „Kto przystępuje do Boga, winien wierzyć, że Bóg jest i że będzie On dawcą nagrody dla tych, którzy Go szukają”. Jeśli pragniesz poznać Jego narodzenie według ciała, któremu dla naszego zbawienia łaskawie się poddał, to posłuchaj i wierz, iż narodził się z Maryi Dziewicy dzięki działaniu Ducha Świętego. „Narodzenie Jego któż wypowie?” (Iz 53,8), bo kto należycie wypowie tę prawdę, że Bóg dla ludzi chciał się narodzić z Dziewicy, lecz Ona Go poczęła bez udziału mężczyzny, porodziła Go bez naruszenia swego dziewictwa, które zachowała w nienaruszoności po porodzeniu Syna. Bo Pan nasz Jezus Chrystus raczył wyjść z łona Dziewicy, On niepokalany wypełnił członki kobiety, zapłodnił Matkę bez naruszenia w Niej dziewictwa, tam sam siebie ukształtował i z Jej łona wyszedł zostawiając nietknięte łono Rodzicielki. W ten sposób Syn Boży swą Matkę uczcił zaszczytnym macierzyństwem i świętym dziewictwem. Kto zdoła pomyśleć i kto zdoła wyrazić tę tajemnicę? Zatem, „narodzenie Jego kto wypowie?” Bo czyja myśl i czyja mowa jest zdatna, by wyrazić, że „na początku było Słowo” (J 1,1) nie mające żadnego początku w swym narodzeniu? A kto zdolny jest wypowiedzieć, że „Słowo ciałem się stało” (J 1,14) wybierając sobie za Matkę Dziewicę, uczyniło Ją Matką z zachowaniem Jej dziewictwa? Żadna kobieta nie poczęła Słowa jako Syna Bożego, a On jako Syn Człowieczy nie miał ludzkiego ojca. Zbawiciel przybywając obdarzył Matkę płodnością kobiecą, a rodząc się nie pozbawił Jej nienaruszoności. Co to jest? Kto może to wypowiedzieć i kto przemilczeć? Rzecz godna podziwu, że nie jesteśmy w stanie zamilczeć tego, co niewyrażalne, nasz głos przepowiada to, czego myśl nie pojmuje. Nie potrafimy wyrazić tak wielkiego daru Bożego, bo jesteśmy do tego za mali, mimo to musimy Go sławić, aby milczenie nasze nie było oznaką niewdzięczności. Dzięki Bogu, że możemy szczerze wierzyć w to, czego godnie nie potrafimy wyrazić.

28 myśli nt. „Ojcowie o dziewictwie Maryi”

  1. Bardzo ważne cytaty z ojców Kościoła.
    Mnie jednak najbardziej interesują te, które nie wychodzą poza wiek II. Mam do Pani pewne pytanie ( wychodząc z założenia, że jest Pani specjalistką w patrologii ). Według ks. Meiera, ale i nie tylko, w świadectwach ojców Kościoła ( imiennie wymienia on Hegezypa, Ireneusza i Tertuliana ) oraz Protoewangelię Jakuba, można wyśledzić jedynie obecność perspektywy Helwidiusza oraz Epifaniusza ( chodzi o okres 100 – 200 ). Dwaj najstarsi pisarze, których Pani przytoczyła na początku, ograniczają się jedynie do stwierdzenia, że Jezus narodził się z dziewicy. Ten pogląd zapożyczyli oni zapewne od Mateusza i Łukasza. Ks. Meier stwierdza, że Ireneusz poprzez frazę ex Maria quae adhuc erat Virgo ( Adv. haer. 3, 21, 10 ) ograniczył Jej dziewictwo do momentu porodu ( por. Sz. Pieszczoch, Mariologia, w: Słownik wczesnochrześcijańskiego piśmiennictwa, red. J. M. Szymusiak – M. Starowieyski, Poznań 1971, s. 560: nasuwało myśl przeciwną koncepcji «virginitatis in partu» ) . Z paraleli Ewa – Maria wysunął on szereg innych wniosków, ale nie mam co do nich wątpliwości, dlatego też nie chcę tracić Pani czasu i zagłębiać się w te kwestie. Chciałem się jednak dowiedzieć: Czy rzeczywiście rozpatrując wczesne teksty patrystyczne ( 100 – 200 ) – jak to wskazuje ks. Meier oraz R. Bauckham – możemy odnaleźć tylko i wyłącznie poglądy wspierające późniejszych eksponentów poglądu na braci i siostry Jezusa: Helwidiusza i Epifaniusza. Ks. Meier stwierdził:

    What can be said instead for the solution of Jerome, who seems to be the first Father of the Church to have suggested that the brothers of Jesus were actually cousins and that both Joseph and Mary were perpetual virgins? Once again, we must observe that the solution seems thought up to defend the perpetual virginity of Mary. The idea that Joseph was a perpetual virgin was a novelty in the fourth century and has no basis in Scripture. Indeed, later on in life, Jerome himself did not always explain his position in the same way. But what of the heart of Jerome’s claim, namely, that the Greek word for „brother,” adelphos actually means „cousin” in the Gospel texts that speak of the brothers of Jesus? A number of philological arguments can be brought forward to support Jerome’s theory; but close examination shows that they are not as probative as might first appear ( J. P. Meier, The Brothers and Sisters of Jesus in Ecumenical Perspective, CBQ 54 [ 1992 ] ).

    Czy rzeczywiście zwolennicy opinii Hieronima nie mogą powołać się na jakiekolwiek bezsprzeczne świadectwo wspierające jego perspektywę postrzegania braci i sióstr Jezusa z okresu 100 – 200? Dlaczego zarówno Helwidiusz jak i Epifaniusz powoływali się na jakichś swoich poprzedników, a Hieronim w uzasadnieniu pominął poprzedzającą go tradycję?
    José M. Pedrozo w swojej pracy The brothers of Jesus and his mother’s virginity ( The Tomist 63 [1]:83-104 [1999] ) stara się naruszyć argumentację ks. Meiera i udowodnić, iż stanowisko Helwidiusza nie cieszyło się w II wieku szerokim poparciem; jakby miały na to wskazywać – według niego – powierzchowne analizy księdza biblisty. Jednak ten wybitny mariolog ( możemy go tak nazwać ) nie przedstawił też ani jednego pisarza chrześcijańskiego z II wieku, u którego istniałyby chociaż podejrzenia, iż zbliżył się on w interesującym mnie okresie do skomplikowanej łamigłówki argumentacyjnej Hieronima. Czy zatem nie jest słuszna uwaga M. Leveringa:

    Nawet jeśli Pedrozo ma rację, że niewielu teologów przed Helwidiuszem twierdziło, że Maryja miała więcej dzieci, to podstawowy punkt Witheringtona nie utracił swojej aktualności: ciężar dostarczenia dowodu spoczywa na tych, którzy twierdzą, że teksty Nowego Testamentu odnoszące się do Jezusa i Jego braci i sióstr nie mówią w ten sposób o dzieciach Maryi, a taki dowód nie może być dostarczony. Ponieważ specyfika dowodu wymagana przez Witheringtona jest niedostępna, trzeba za Witheringtonem utrzymywać, że Jezus był pierworodnym Maryi w licznej rodzinie ( M. Levering, The Brothers and Sisters of Jesus, firstthings, II. 30. 07; Witherington, którego wspomina Kevering jest autorem pracy Matthew ).

    P.s.
    Odnośnie komentarza Mt 1, 25 w ujęciu Bazylego Wielkiego. Należy się z nim zgodzić, że fragment ten nie może z całkowitą pewnością wskazywać, że po narodzeniu Jezusa nastąpiła zmiana czynności. Po co jednak Mateusz umieścił tak dwuznaczne zdanie? Należy na to spojrzeć w szerszym kontekście, który odsłonił ks. Meier:

    Whether we are oriented more to redaction criticism or to modern narrative criticism, we realize that we cannot take Matt I :25a in splendid isolation. It is a very small part of a large literary and theological work with a surprising amount of coherence and „cross-referencing.” Matthew often points forward and backward in his text to foreshadow and recapitulate. Such is the case here. The author who tells us in 1:25a that Joseph did not have relations with Mary until she bore a son is the same author who tells us in 13:55 that Jesus’ mother is called Mary and his brothers James, Joseph, Simon, and Jude. Putting aside for the moment the special question of the meaning(s) of „brother”(adelphos) in NT Greek, we must admit that, at first glance, the combination of the „until” statement in Matt 1:25a with the naming of Jesus’ mother and brothers all in the same verse (13:55) creates the natural impression that Matthew understood 1:25a to mean that Joseph and Mary did have children after the birth of Jesus ( Brothers and sisters, dz. cyt. ).

    Wyjaśnia to więcej niż zabarwiona już koncepcją wieczystego dziewictwa Maryi egzegeza Bazylego. Ks. Meier dodatkowo, aby naświetlić ten tekst, odsyła nas do fragmentu Diagonesa Laertiosa Żywoty i poglądy słynnych filozofów ( 3, 1, 2 ):

    Speusippus in the work entitled Plato’s Funeral Feast, Clearchus in his Encomium on Plato, and Anaxilaïdes in his second book On Philosophers, tell us that there was a story at Athens that Ariston made violent love to Perictione, then in her bloom, and failed to win her; and that, when he ceased to offer violence, Apollo appeared to him in a dream, whereupon he left her unmolested until her child was born.

    Passus o zbliżonej konstrukcji do Mt 1, 25: Aristos utrzymywał się w stanie wstrzemięźliwości seksualnej w małżeństwie z Periktione, dopóki ta nie urodziła dziecka. Platon – jak wiemy – posiadał rodzeństwo. To jest odpowiedź księdza na to czy fragment Mt 1, 25 mówi coś o zmianie czynności. Moim zdaniem słusznie biblista i qumranolog o. J. A. Fitzmyer powiedział o ks. Meierze:

    Meier zadaje trafne pytania i dlatego dostaje właściwe odpowiedzi.

  2. Zdziwiłabym się bardzo, gdyby znalazł się w II wieku tekst potwierdzający wieczne dziewictwo Maryi. To był czas walki przede wszystkim z doketyzmem i ojcowie skupiali się na obronie prawdziwego człowieczeństwa Jezusa. Trzeba docenić, że w ogóle mówili o dziewictwie Maryi i tak mocno je podkreślali. Łatwiej niewątpliwie byłoby obronić człowieczeństwo Jezusa, gdyby było ono jak najbardziej podobne do naszego. I pewnie dlatego Tertulian podkreślał fakt, że Maryja odczuwała bóle porodowe. Ja bym się jednak bała stwierdzenia, że skoro ojcowie w II wieku nie wyrażali explicite przekonania o wiecznym dziewictwie Maryi, to znaczy, że takiego przekonania nie mieli. Moim zdaniem to znaczy, że mówiąc kolokwialnie – mieli inne sprawy na głowie. Trudno w ogóle uznać, że istnieje coś takiego jak mariologia patrysytyczna (no może z wyjątkiem Hieronima) – zagadnienia dotyczące Maryi były w okresie patrystycznym zawsze ściśle związane z chrystologią. I jeśli nie pojawiał się jakiś temat w chrystologii, nie było go również w „mariologii”. Więc mnie osobiście dziwi zacietrzewienie, z jakim cytowani przez Pana autorzy doszukują się pewnym zagadnień w pismach patrystycznych z czasu, w którym chrześcijanie się tymi zagadnieniami nie zajmowali.

  3. Przychylam się do opinii Marty Przyszychowskiej. W istocie nie można mówić o mariologii sensu stricto przed ostatnią dekadą XVI wieku, kiedy to Francisco Suárez napisał słynne dzieło systematyczne Quaestiones de beata Maria Virgine. Jeżeli natomiast mielibyśmy przyjąć terminologię zaproponowaną przez ks. dra Marka Gilskiego, w stosunku do doby patrystycznej (w całej jej rozciągłości), a nawet średniowiecznej i wczesnonowożytnej powinniśmy mówić o tzw. „mariologii kontekstualnej”, czyli o podejmowaniu tematyki Maryi zawsze w kontekście innych, bardziej palących kwestii, np. wspomnianej walki z doketyzmem. Siłą rzeczy taka „mariologia kontekstualna” jest fragmentaryczna i zależna od tematyki chrystologicznej czy też – w przypadku Hieronima – antropologicznej, a nawet eschatologicznej (bo Maryja w pismach Doktora Biblijnego służyła jako koronny argument za godziwością podjęcia przez kobiety życia monastycznego, nadto – za wyższością dziewictwa jako antycypacji eschatologicznej przemiany natury ludzkiej); nie jest ona czymś autonomicznym, nie można więc odbierać ją jako swego rodzaju przejawu wczesnego stadium kształtowania się mariologii systematycznej. Ta ostatnia, choć odwołująca się do poszczególnych Ojców i teologów średniowiecznych, jest czymś całkowicie nowym w stosunku do epok poprzednich.

  4. W II wieku dziewictwu Maryi przeczą Żydzi, z którymi polemizuje św. Justyn w „Dialogu z Żydem Tryfonem”. Dziewictwo Maryi jest dla tego apologety dowodem boskości Chrystusa /Dialog 33,43,66/. Najpoważniejsze zarzuty zebrał Celsus w swoim „Słowie prawdziwym”. Sprowadzają się one m. inn. do następujących stwierdzeń:

    1. Poczęcie dziewicze trzeba odrzucić a priori:

    — jest rzeczą niegodną posłać Ducha w nieczyste łono kobiety
    — jest rzeczą niegodną Boga wybrać kobietę biedną i podłego pochodzenia, jaką była Maryia

    2. Jezus narodził się z cudzołóstwa Maryi i rzymskiego żołnierza – Pantery.

    Orygenes odpowiadając na zarzuty Celsusa wyjaśnia naukę o dziewictwie Maryi. Odnośnie pierwszej grupy zarzutów krótko: Celsus „nie pojmował, jak czyste i nieskalane było narodzenie z Dziewicy ciała, które miało służyć zbawieniu ludzi” /C. Celsum VI, 73, t. II, 136/.Odnośnie drugiej grupy powiada: „Czysta bajka nieporadnie wymyślona’. Orygenes uważa, że niemożliwą jest rzeczą, by Jezus narodził się z cudzołóstwa, gdyż doskonałości ciała odpowiada doskonałość ducha. Jak więc mógł tak doskonały człowiek jak Jezus mieć tak podłe, poczęte w grzechu pochodzenie? /C.Celsum, 32, t.I,83, także 33, 85/. Orygenes broni dziewictwa Maryi posługując się cytatami ze Starego Testamentu: /Iz7,14;Prz9,1;Wj15,17; Dn2,34; Wj13,2 i 12,75/. Obrona dziewictwa Maryi jest jednym z elementów obrony boskości Chrystusa, którego dziewictwo było znakiem. „Istotnie, było rzeczą konieczną, żeby ten, który nie był podobny do innych zmarłych…został złożony do nowego i czystego grobu…wyrytym i wykutym w jednej litej skale; jak bowiem jego narodziny były czystsze od wszelkich innych narodzin, bo począł się z dziewicy, tak samo jego grób musiał być napełniony czystością…/C.Celsum II,69, t.I,199/.

    Stanowisko Orygenesa wobec dziewictwa ante postum jest oczywiste, natomiast jego nauka wobec dziewictwa in partu bardziej skomplikowane. Z jednej strony uczy o otwarciu łona przy wydaniu na świat Chrystusa, z drugiej wyraźnie twierdzi, że Maryja pozostała do końca życia dziewicą. W komentarzu do Ewangelii św. Mateusza czytamy: „Doszło do naszych uszu takie opowiadanie, jakoby było w świątyni pewne miejsce, gdzie dziewice mogą wejść i modlić się do Boga… Maryja jednak, po zrodzeniu Zbawiciela naszego weszła, aby się modlić i stanęła w miejscu dla dziewic. Zachariasz powiedział im, że godzi się , by była w miejscu dla dziewic, bo jest dziewicą. Mężowie więc z jego rodu zabili go między świątynią a ołtarzem, jako jawnie przekraczającego Prawo, ponieważ pozwolił kobiecie na wejście zarezerwowane dla dziewic”/In Math. comm.ser.25/.

    Pozostaje trzeci element; Czy Maryja pozostała dziewicą post partum, do końca życia ? Jest tu to problem „braci Jezusa”. Orygenes jest zgodny z „Protoewangelią Jakuba”: „bracia Jezusa” to synowie Józefa z pierwszego małżeństwa /Protoewangelia Jakuba IX, 3, In Math.X,17/. Na zarzut, że Chrystus zaparł się swojej matki, bo po jego narodzeniu urodziła jeszcze „braci Jezusa”, odpowiada argumentem skrypturystycznym: „Jeśli zatem wysławiano Maryję, że jest błogosławiona przez Ducha Świętego, to jakże Zbawiciel się Jej zaparł?” In Luc, Hom.VII,4/. Orygenes uznawał zatem dziewictwo Maryi post partum. Świętość jej dziewictwa wypływa z faktu, że poczęła z Ducha Świętego i porodziła Syna. Dlatego nazywa Maryję „pierwocinami dziewictwa u kobiet”, jak Chrystusa „pierwocinami czystości u mężczyzn”. In Math. comm. X,17/.To porównanie Maryi do Jezusa świadczy o wysokim pojęciu świętości dziewictwa Maryi u Orygenesa.

  5. Pani Marto,
    w odpowiedzi stwierdza Pani: Zdziwiłabym się bardzo, gdyby znalazł się w II wieku tekst potwierdzający wieczne dziewictwo Maryi ( Marta Przyszychowska, 6 sierpnia 2014 11: 20 ). Jednak taki tekst istnieje:

    I wyszła położna z jaskini, i spotkała ją Salome. I [położna] rzekła do niej: „Salome, Salome, mam ci do opowiedzenia cud niezwykły: dziewica porodziła, do czego z natury jest niezdolna”. I rzekła Salome: „Na Boga żywego, jeśli nie włożę palca mojego i nie zobaczę jej przyrodzenia, nie uwierzę, że dziewica porodziła”.
    I weszła położna [do jaskini], i rzekła: „Maryjo, ułóż się odpowiednio, niemały bowiem spór toczy sięw twojej sprawie”. I Maryja usłyszawszy to ułożyła się odpowiednio, i włożyła Salome palec w jej przyrodzenie. I Salome wydała okrzyk i rzekła: „Biada mi, bezbożnej i niewiernej, bom kusiła Boga żywego. Oto ręka moja palona ogniem odpada ode mnie” ( Protoewangelia Jakuba 19, 3 – 20, 1; przeł. ks. M. Starowieyski ).

    Nie jest więc też do końca tak, że nie można było wtedy wyrazić tego przekonania explicite. Wychodząc z tego założenia, można stwierdzić, z duża dozą prawdopodobieństwa, że późniejsza perspektywa Epifaniusza ( bracia i siostry Jezusa jako rodzeństwo z poprzedniego małżeństwa Józefa ), była wykorzystywana do uzasadnienia historyczności wieczystego dziewictwa Maryi. Oczywiście większość ojców Kościoła ( przed Hieronimem ), użytkowała to przekonanie z apokryfów. Opinia Helwidiusza, którą zdaje się podzielać, w tym wczesnym okresie, Hegezyp i Tertulian – nie nadawała się do tego z oczywistych względów. Orygenes, którego Maryjne koncepcje tak pięknie zrelacjonował P. Robert Koss, był – jak wynika z jego komentarza – w obozie Epifaniusza. Czy samego Ireneusza, za ks. Meierem można zaliczyć do zwolenników opinii Helwidiusza? Meier wskazuje tu na Adv. Haer. 3, 21, 10; 3, 22, 4. Ale czym innym jest – zauważa Bauckham – założenie, że Józef i Maryja mieli stosunki seksualne, a zupełnie inną sprawą jest to, czy bracia i siostry Jezusa byli potomstwem Józefa i Maryi. Ścisły związek między tymi dwoma punktami został ukształtowany przez późniejsze kontrowersje dotyczące tematyki wieczystego dziewictwa Maryi i nie powinny być one na powrót odczytywane – bez możliwości dalszych dyskusji – z Ireneusza ( R. Bauckham,The Brothers and Sisters of Jesus: An Ephiphanian Response to John Meier, Catholic Biblical Quarterly, 59.3 [July 1997]: 513 ). Bauckham namawia zatem, aby na powrót odczytać starożytnych ojców, odcinając się od późniejszych dyskusji o wieczystym dziewictwie Matki Bożej. Ciekawe.

    Pani Marto dziękuje za odpowiedź. Wydaje mi się to ważne, że w tradycji poprzedzającej Hieronima nie można odnaleźć poglądów na to, że bracia i siostry Jezusa byli Jego kuzynami i kuzynkami. Biorąc pod uwagę przepaść pomiędzy 30 r. a IV wiekiem, byłoby istnym nieprawdopodobieństwem przyjąć, że ta tradycja z pominięciem tak wybitnych ojców jak Tertuliana, Klemensa Rzymskiego, Orygenesa itd. mogła dotrzeć akurat do niego. Zatem patrząc na to z czysto historycznego punktu widzenia – pomijającego nauczanie i późniejszą wiarę Kościoła oraz tradycyjną egzegezę – historyk powinien brać pod uwagę w swoich rozważaniach na kwestię braci i sióstr Jezusa, jedynie perspektywę Helwidiusza i Epifaniusza. Tylko one posiadają zdolność całkowitej eksplanacji pism NT i wczesnej tradycji Kościoła.

    Panie Michale, strasznie zaciekawił mnie Pana komentarz, a zwłaszcza wzmianka o „mariologii kontekstualnej”. Czy wie P. coś więcej, ewentualnie, czy może P. polecić jakieś syntezy tego tematu. Będę wdzięczny.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

  6. Panie Andrzeju, klasyczne pozycje na temat „mariologii kontekstualnej” to kolejno:

    • M. Gilski, Mariologia kontekstualna św. Augustyna, Lublin 2006;
    • S. De Fiores, Maria nella teologia contemporanea, Rzym 1987;
    • D. Fernandez, Aktualność mariologii Ojców Kościoła, „Częstochowskie Studia Teologiczne”, 11 (1983);
    Nauczycielka i Matka, red. S.C. Napiórkowski, Lublin 1991.

    Zwłaszcza te dwie pierwsze książki stanowią wyczerpujące studia nad poruszanym problemem. Monografia ks. dra Gilskiego jest – jak się zdaje – łatwo dostępna w księgarniach i bibliotekach. Jest to bardzo rzetelna źródłowo praca; już sam wstęp zawiera drobiazgowe wyjaśnienie terminu „mariologia kontekstualna” oraz wszelkich problemów związanych z tym sformułowaniem (rozwój mariologii systematycznej w późniejszych wiekach, włączenie przez Suáreza tomizmu do dyskusji mariologicznej, metodologia czytania oraz specyfika wątków mariologicznych w pismach patrystycznych).

    Oprócz tego polecam równie świetną książkę na temat kształtowania się refleksji mariologicznej w wiekach średnich (raz jeszcze podkreślając, iż jej walor tkwi w rzetelności analiz źródłowych; nie jest to natomiast ani teologia, ani próba odpowiedzi na newralgiczne punkty w dyskusji biblistycznej):

    • B. Kochaniewicz, Średniowieczni dominikanie o Matce Bożej, Kraków 2008.

    • Ponadto za kilka miesięcy ukaże się drukiem moja książka, Małżeństwo Józefa i Maryi w literaturze katolickiej doby potrydenckiej (Wydawnictwo naukowe Collegium Columbinum, 2015). Do niej też zawczasu zachęcam.
    😉

    A tak na marginesie Pana dyskusji z Martą Przyszychowską, zastanawia mnie jeszcze inna kwestia, mianowicie brak powoływania się na rodzonych braci i siostry Jezusa w polemice antydoketyckiej II/III wieku. Dla apologetów chrześcijańskiej ortodoksji mógł to być wszakże koronny argument za tezą, głoszącą że Chrystus narodził się z ziemskiej matki; posiadał on rodzeństwo co do krwi, co podkreślałoby antydoketycki charakter repliki apologetów. A jednak na przełomie II i III wieku, jak mniemam, argument braci i sióstr (argument mający uwydatnić pełne człowieczeństwo Jezusa) nie pojawiał się wcale…

  7. Panie Michale,

    to był koronny argument Tertuliana, w jego słynnej rozprawie Przeciw Marcjonowi. Tertulian nawiązał w nim do Mt 12, 47 – 50, chcąc udowodnić zwolennikom Marcjona, że Jezus był rzeczywistym człowiekiem posiadającym rodzinę, powiązaną z Nim krwią ( Adv. Mar. 4, 19 ). Na jego tradycję powoła się Helwidiusz, a Hieronim zwalczając Helwidiusza będzie starał się ją zdyskredytować. Nie należy na wczesnych pisarzy chrześcijańskich przenosić naszych wyobrażeń na kwestię braci i sióstr Jezusa. Sam Orygenes wspomina, że tylko niektórzy chrześcijanie idą za przekazem Ewangelii według św. Piotra i Protoewangelii Jakuba ( Komentarz do Ewangelii według Mateusza X, 17 ). Oznacza to nic innego, jak to, że nawet w czasach współczesnych Orygenesowi w gminach chrześcijańskich, koegzystowały ze sobą dwa poglądy: Epifaniusza i Helwidiusza. Nikt nie narzucał komukolwiek swojego punktu widzenia. Dopiero od czasów pohieronimowych dochodzi do prób narzucenia jednostronnego stanowiska w tej kwestii, na dodatek takiego, które nie ma swojego fundamentu w Piśmie i we wczesnej tradycji. Przypomina jedynie logiczną układankę, która ma uratować Józefa od możliwych stosunków seksualnych. Perspektywa Epifaniusza i Helwidiusza nie czyni z Józefa „prawiczka”, co wyraźnie nie odpowiadało niektórym starożytnym egzegetom. W obecnych pracach zwraca się uwagę na ten ekumeniczny akcent wczesnego chrześcijaństwa. Zwolennicy perspektywy Epifaniusza i Helwidiusza spotykali się przy jednym stole Pańskim i nie rzucali na siebie żadnych anatem. Wysiłek chrześcijan powinien zmierzać w kierunku osiągnięcia pierwotnego stanu harmonii. W tym celu, w pierwszej kolejności, należy doprowadzić do refutacji błędnych założeń opinii Hieronima. Wysiłek biblistów zmierza obecnie do zbicia jego kluczowych argumentów – co zakończyło się już sukcesem; współcześni zwolennicy Hieronima musieli zmodyfikować jego układankę. Nie jest to jednak zadanie łatwe – nie z przyczyn historycznych, czy też merytorycznych. Podam tutaj tylko jeden wymowny tego przykład: świat czekał na werdykt izraelskiego sądu odnoszący się do kontrowersyjnego odkrycia ossuarium, na którym znajdowała się następująca inskrypcja: „Jakub syn Józefa brat Jezusa„. Ks. Meier stwierdził, że rozstrzygnięcie autentyczności tego odkrycia będzie ostatnim gwoździem do trumny hipotezy Hieronima. Sąd uniewinnił Golana z zarzutu fałszerstwa. Obecnie nie można na forum publicznym – bez dowodów – mówić i utrzymywać, że ossuarium jest fałszerstwem ( grozi za to proces ). Wydawałoby się, że biorąc pod uwagę świętych Pawła i Hegezypa, Józefa Flawiusza, Klemensa Aleksandryjskiego, Tertuliana, Euzebiusza z Cezarei, Orygenesa, Epifaniusza i Helwidiusza oraz ten cenny artefakt, będzie można odłożyć rojenia Hieronima do lamusa, w którym znajduje się już niejeden szalony pomysł pisarza chrześcijańskiego. Tak zgodne świadectwa Pisma i tradycji na rzecz ojcostwa Józefa dla braci i sióstr Jezusa, są czymś zdumiewającym – i nie można przejść wobec tego obojętnie. To tylko pozory. Kardynał Sheffczyk nie zakłada fałszerstwa inskrypcji, lecz przyjmuje tylko niewielkie prawdopodobieństwo statystyczne w utożsamieniu Jakuba z ossuarium z osobą brata Chrystusa. Monachijski teolog przychyla się zasadniczo do wyliczenia zaproponowane przez Lemaire`a , jednak na ich podstawie dochodzi do zupełnie innego wniosku. Zdaniem kardynała Sheffczyka 10% społeczeństwa ówczesnej Jerozolimy nosiło imienia Józefa i Jezusa i przedstawiona w inskrypcji kombinacja imion pasuje do co najmniej 20 rodzin. Tym samym rzekome sensacyjne odkrycie archeologiczne nie ma dla uczonego żadnego wpływu na naukę o dziewictwie Maryi ( o. M. Szwajnoch, Historiozbawcze ujęcie tytułów Maryi w pismach kardynała Leo Scheffczyka, Opole 2007, s. 270 ). Cały świat chrześcijański uniósł ręce w górę z powodu odkrycia materialnego dowodu istnienia Jezusa, ( który uznają również niewierzący ), oprócz mariologów. Chrześcijańscy badacze skupiają się, aby wykazać wysokie prawdopodobieństwo możliwości, iż ossuarium to było miejscem spoczynku brata Jezusa Chrytusa, Jakuba syna Józefa. Kardynał „zainfekowany” opinią Hieronima woli raczej podważać identyfikację. Dziewictwo stało się ważniejsze niż sam Chrystus. Ks. Meier prorokując o końcu Hieronima nie przewidział pomysłowości i zamkniecia oczów na fakty u mariologów – tej umiejętności dowiedli oni na przestrzeni wielu setek lat i dowiodą jej zapewne jeszcze nie jeden raz. Tę umiejętność zatracą oni, gdy nie będą mieli już kogo nauczać.

    Dziękuję za informację.

    Serdecznie pozdrawiam i do usłyszenia. Pana książkę na pewno przeczytam. Życzę sukcesów.

  8. Myślę, że stawianie sobie za cel obalenie poglądów Hieronima nie doprowadzi do osiągnięcia większej harmonii i wspólnego zasiadania do stołu Pańskiego w zgodzie.
    Może raczej dążyć do tego, aby spoglądać na dogmaty w Kościele tak jak tych 12 biskupów, którzy w ankiecie rozesłanej przed ogłoszeniem dogmatu o niepokalanym Poczęciu stwierdzili, że dogmat warto ogłosić, ale bez uznawania opinii przeciwnej za heretycką.

  9. Pani maarto!
    Wyjście z tej sytuacji zostało zaproponowane przez ks. Johna Meiera w dokumencie nadesłanym do Katolickiego Stowarzyszenia Biblijnego ( styczeń 1992 ) opublikowanym w Catholic Biblical Quaterly ( I. 1992, s. 28 ), w którym ksiądz otwarcie stwierdził, że wieczyste dziewictwo Matki znajduje się bardzo daleko od centrum hierarchii prawd: Jeśli kryterium hierarchii prawd, nie może powołać się na spór, który jest tak marginalny, na Pismo Święte..To czy jest jakiś spór, w którym kryterium to może być skutecznie zastosowane? Pytanie dramatyczne. Z kolei kardynał Avery Dulles zasugerował, że Kościół powinien przyjmować nawróconych ( m.in. i protestantów ) nie pytając ich co sądzą na temat Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia ( zob. jego apel do Katolickiego Towarzystwa Teologicznego Ameryki ).
    Odnosząc się do opinii Hieronima ( bracia i siostry Jezusa jako kuzyni ). Jak każdy pogląd może on być weryfikowane poprzez metodę historyczną – krytyczną, nie widzę powodu dla którego najważniejsi współcześni eksponenci tez Helwidiusza i Epifaniusza mieliby zrezygnować z obrony perspektyw mających uzasadnienie w Piśmie Świętym i w najwcześniejszej, a i chyba najbardziej czcigodnej tradycji Kościoła. Tym bardziej, że z całości hipotezy Hieronima zostały już, że tak powiem, jakieś resztki, podtrzymywane w niszowych publikacjach ( mam tu na myśli popularną prasę katolicką ), z wiadomych względów, ponieważ już od dłuższego czasu żaden biblista nie wystąpił oficjalnie na łamach poważnej i specjalistycznej ( biblijnie ) prasy z próbą historycznego udowodnienia poglądu głoszącego, że centrum rodziny Jezusa w Nazarecie składało się z Józefa i Maryi oraz czterech kuzynów, a także z jakiś nienazwanych kuzynek.
    Pozdrawiam.

  10. (…) w najwcześniejszej, a i chyba najbardziej czcigodnej tradycji Kościoła.

    Panie Andrzeju, czy ma Pan na myśli to, że im wcześniejsza tradycja, tym najbardziej czcigodna? Bo jeżeli właśnie to ma Pan na myśli, to trzeba zaznaczyć, że jest to pogląd nie znajdujący żadnego uzasadnienia w wierze chrześcijańskiej. To raczej Plotyn twierdził, że im dalej w historię ludzkości, tym gorzej, a im wcześniejsze dzieje, tym lepsze i bardziej prawdziwe. Z plotynizmem chrześcijaństwo się w tym punkcie nie pokrywa. Ale może Pan w cale nie miał to na myśli…

  11. Andrzej Jan Nowick: jeśli w środowisku naukowym biblistów nikt nie bierze poważnie poglądów zbieżnych z poglądem Hieronima to zaproponowane przez Pana obalanie poglądów Hieronima powinno odbyć się na forum ogólnokatolickim. nie uważam tego za słuszne, ponieważ wielu osobom bliski jest pogląd o Maryi zawsze dziewicy, są z nim uczuciowo i w wierze związani, więc po co starać się ich zmienić. Lepiej uwrażliwiać na to, że inni katolicy mogą mieć przeciwne zdanie i nie oznacza to, że są heretykami.

  12. Dla mnie jest to niezrozumiałe, iż zdrowa kobieta, Matka Boża, nie mogła mieć dzieci ze swoim mężem Józefem, uważam za, delikatnie mówiąc, dziwny. Czego taka postawa ma dowodzić, jakie znaczenie ma mieć w praktycznym życiu? W moim środowisku ludzie chcą mieć dzieci i i ch posiadanie uważają za Boże błogosławieństwo, a brak za przykre doświadczenia.

  13. Panie Julianie, nie wdając się w kontrowersje wokół historycznego aspektu wieczystego dziewictwa Maryi, a zatrzymując się na samym tylko aspekcie teologicznym, pragnę zaznaczyć, iż nie da się tak łatwo odrzucić tej koncepcji, ponieważ wypływa ona z doniosłego znaczenia, jakie Kościół katolicki przypisuje cnocie „doskonałej czystości” (por. 1Kor 7, 38). Ważne jest również to, iż w teologii katolickiej dziewictwo wcale nie przeczy płodności, gdyż prowadzi do tzw. „duchowego rodzicielstwa”; stąd też Maryja jest matką wielu, podobnie jak bezżenny Chrystus jest ojcem wielu (por. Mk 10, 13-16). Pociecha Księgi Mądrości skierowana do osób, którym nie udało się spłodzić w tym życiu potomstwa, brzmi: „Szczęśliwa bezpłodna, nieskalana; wyda bowiem owoc w czasie nawiedzenia dusz” (Mdr 3, 13). Dozgonna czystość jest znakiem takiej płodności.

    Dziewicze małżeństwo Józefa i Maryi ma wskazywać na Królestwo Boże, w którym ludzie – pozostając kobietą i mężczyzną – „nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22, 30). Choć formalnie związek Świętych Rodziców był małżeństwem, to oboje praktykowali życie anielskie, wskazując na nowy wymiar jedności, który ma się objawić w wieczności. Więcej na ten temat napiszą nasi kleofasowi autorzy we wrześniu, będzie to bowiem miesiąc poświęcony dyskusji wokół trwałości więzi rodzinnych w Królestwie Bożym.

  14. Moim zdaniem da się teologiczną cnotę dziewictwa przestawić w innym świetle.

    „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało”

    Czy intuicją Jezusa nie było to, że istnieje pierwotna jedność mężczyzny i kobiety, którzy są sobie „przeznaczeni” darzą się głęboką przyjaźnią (i także miłością, choć moim zdaniem współcześnie lepiej używać słowa przyjaźń niż miłość także do małżeństwa), mają wspólne cele, wspólną duchową drogę, wymianę i jedność, działają na rzecz Królestwa Bożego 9 coś w stylu Pryski i Akwilii). Nie dbają o zabezpieczenie materialne, ich małżeństwo nie jest sposobem na przetrwanie biologiczne, na zapewnienie sobie utrzymania na starość poprzez dzieci, na przeżycie w trudnym świecie? czy ludzie przez wieki nie zawierali małżeństw z powodów społecznych, z powodu chęci przetrwania? (W tym tygodniu słyszałam w tramwaju rozmowę dwóch dziewczyn, problemem jednej z nich było to, czy zdąży się hajtnąć do 30-stki, osoba przyszłego męża schodziła tu całkowicie na drugi, czy trzeci plan). Czy nie takie małżeństwa nie podobały się Jezusowi i Pawłowi 9warto spojrzeć na kontekst Mt 22, 30 czy 1Kor 7, 38. nie ma tam mowy o małżeństwie, w którym małżonkowie są głębokimi przyjaciółmi, ale o małżeństwie z powodu wymogów prawa, powtórnym małżeństwie – być może takim, w którym chodzi o gotowanie i pranie skarpetek lub dostarczanie pożywienia, które można włożyć do garnka. W takiej interpretacji dziewictwa można mówić o jego symbolicznym znaczeniu, także w małżeństwie, którego częścią jest seks, ale które nie jest nakierowane na biologiczne trwanie, a raczej na królestwo boże.

  15. Szanowni Państwo,
    nie projektujmy wstecz, bo nie przyniesie to jakichkolwiek rezultatów, oprócz totalnego zamieszania. Pan Michał stwierdza: Dziewicze małżeństwo Józefa i Maryi ma wskazywać na Królestwo Boże, w którym ludzie – pozostając kobietą i mężczyzną – „nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22, 30) [ 10 sierpnia 2014 na 13:28]. Tekst ten mówi o czasach eschatologicznych – Jezus nie namawia do małżeństwa, którego celem miałby być celibat. Wypowiedział On się zdecydowanie przeciwko rozwodom, a Jego uczniowie skonsternowani odrzekli: Jeśli tak się przedstawia sprawa męża i żony, nie warto się żenić ( Mt 19, 10 ). Jezus w dalszej części wywodu poucza o ludziach, którzy podejmą ten trud dla Królestwa ( zob. Mt 19, 12 ). Małżeństwo dla Jezusa jest tym czym było ono dla każdego pobożnego Żyda: A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela ( Mt 19, 6 ). Człowiek nie może zaprzeczać Boskiej idei małżeństwa, która zakłada zjednoczenie duchowe i cielesne. Św. Paweł w obliczu krótkiego czasu, który pozostał ( 1 Kor 7, 29 ); co prawda namawia do celibatu ( apokaliptycznego ), ale z pewnym zastrzeżeniem: Jeśli nie mogą zachować wstrzemięźliwości, niechaj wstępują w stan małżeński; albowiem lepiej jest wstąpić w stan małżeński, niż gorzeć ( 1 Kor 7, 9 ). Św. Paweł nie namawia do dziewiczych małżeństw, ale do indywidualnych dziewiczych powołań ( 1 Kor 7, 32 – 34 ). Jezus i Paweł są więc zgodni: nie widzą oni potrzeby tworzenia instytucji (?) dziewiczego małżeństwa, gdyż zostało ono stworzone po to, aby być jednym ciałem ( Jezus ) i nie gorzeć ( Paweł ).

    Czy Maryja i Józef byli przykładem dziewiczego małżeństwa, o którym Jezus i Paweł nic nie wiedzieli, albo też nic nie chcieli powiedzieć? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie ( historyczność dziewiczego małżeństwa założył w pewnym stopniu Pan Michał ), jednak zrozumienie mojej odpowiedzi wymaga pewnego przyswojenia podstawowych faktów. Jako, że ich udowodnienie wydłużyłoby mój wpis do zbyt dużych rozmiarów, a właściwie byłyby on powtórzeniem analiz, które już przeprowadził ks. Strzelczyk, to pozwolę sobie skierować czytelników do samego tekstu, abym ja mógł spokojnie wyciągnąć z niego pewne konkluzje, które będą nam potrzebne do wydania sprawiedliwego werdyktu w tej kwestii ( Maryi świadomość tożsamości i misji Jezusa ). Co o misji swojego Syna wiedziała Matka Boża historyczna?

    1. Najstarsze tradycje Nowego Testamentu – listy Pawłowe, mowy w Dziejach Apostolskich – nie zawierają żadnego materiału historycznego, który mógłby być pomocny w naświetleniu stosunku Maryi do Jezusa. Ewangelia Marka zaś wręcz zalicza ją w poczet krewnych próbujących powstrzymać Jezusa ( por. Mk 3, 20 – 35 ), ale trudno jednoznacznie uznać ten epizod za historyczny ( wydaje się, że Marek celowo przedstawia rodzinę Jezusa oraz Piotra, przywódcę Dwunastu, w złym świetle, chcąc zdeprecjonować tradycje stojącą za świętymi Jakubem i Piotrem; Mk został zredagowany w nurcie chrześcijaństwa popawłowego, pozostającego w konflikcie doktrynalnym z jerozolimskim centrum – przyp. AJN ).
    2. Portrety Matki Jezusa w Ewangeliach dzieciństwa choć zawierają pewne elementy historyczne Łukasza i Mateusza, w odniesieniu do pytania o świadomość Maryi nie dają historycznie wiarygodnego materiału – wystarczy zwrócić uwagę na rozbieżności pomiędzy rolą, jaka odgrywa ona w obu opowieściach oraz na stylizację starotestamentową, jaka stosuje w jej przedstawieniu Łukasz.
    3. Rola Maryi w epizodach z publicznej działalności Jezusa w Ewangeliach synoptycznych jest wyraźnie podporządkowana założeniom redakcyjnym autorów, co wyklucza w praktyce ich historyczna wiarygodność. Epizody zaś przynależące do własnego materiału Czwartej Ewangelii nie znajdują potwierdzenia w niezależnych tradycjach. Choć zatem nie można w nich wykluczyć w stu procentach istnienia rdzenia historycznego, jednak trudno uznać za historycznie wiarygodne szczegóły przekazane w opisach o wyraźnie teologicznym charakterze ( Strzelczyk, Maryi świadomość…, s. 4 ).

    Dzięki temu podsumowaniu zbliżyliśmy się do próby uściślenia historycznej świadomości Maryi odnośnie Jezusa. Trudno nie odnieść wrażenia, że nie była ona taka jakiej oczekiwaliby ludzi oddający się pewnej mariolatrii. Niektórzy swoje obecne poglądy, wywiedzione częstokroć z bardzo twórczej egzegezy tekstów biblijnych, próbują anachronicznie przenieść na żydowska kobietę z I wieku, niejaką Maryję z Nazaretu. Wszak „istnieje pokusa, by dane te projektować wstecz, na historyczna postać Maryi i w ten sposób uzupełniać luki historyczno – teologicznego poznania. Nierzetelność metodologiczna takiego postępowania jest ewidentna, nie będę więc dłużej zatrzymywał się nad tą kwestią” ( s. 3 ). Odnosząc się do meritum czyli tzw. dziewiczego małżeństwa, należy poszukać korzeni tej, w swojej istocie, dziwnej koncepcji. Wraz z rozwojem kultu Maryi i przyznaniu jej, przynajmniej od czasu zredagowania Protoewangelii Jakuba ( połowa II wieku ), tytułu dziewicy dozgonnej, „Maryja była stylizowana na modelową uczennicę Chrystusa, wsłuchana w Jego nauczanie, wierną we wszystkim. Dokonywało się to, rzecz jasna, w ramach procesu, w którym abstrakcyjnym w istocie model życia chrześcijańskiego identyfikowany był z konkretna postacią, uznawana odtąd za paradygmatyczną” ( s. 12 ). Za część takiego procesu trudno nie uznać przypisywania Maryi ślubu dziewictwa, zapoczątkowanego przez Grzegorza z Nyssy ( por. In natalem Christi 5 ) – ślub trudny do wyobrażenia w kontekście żydowskim, doskonale odpowiada monastycznej stylizacji postaci Matki Chrystusa” ( przyp. 48, s. 12 ). Opisując więc dziewicze małżeństwo Maryi i Józefa tak naprawdę opisujemy ideały monastyczne z epoki i kontekstu, bardzo dalekiego od Nazaretu i historycznej Maryi. Wraz z oddalaniem się tradycji Kościoła od swoich żydowskich pierwszych korzeni, dochodzi do coraz większego zacierania się obrazu historycznej Maryi. To co obecnie otrzymują wierni, to mitologiczna sztuczna konstrukcja przenoszona anachronicznie w I wiek. Nie można twierdzić, że opisując ją odnosimy się do rzeczywistej postaci, nie robiąc krzywdy własnemu rozumowi, ale i także samej Maryi. Orygenes tak chętnie cytowany tutaj ( Kleofas ) przez apologetów Maryjnego kultu, jest cytowany, jakbym to miał powiedzieć, pod z góry ustaloną tezę. Warto jednak zapoznać się z jedną z jego wypowiedzi, wraz z komentarzem ks. Strzelczyka:

    Napisano wyraźnie, że w chwili męki wszyscy apostołowie doznali zgorszenia (…). Czemu sądzimy, iż skoro apostołowie się zgorszyli, Matka Pana pozostała wolna od zgorszenia? Jeśli w chwili męki Pana nie doznała zgorszenia to Jezus nie umarł za jej grzechy (…).”
    Charakterystyczna jest tutaj interpretacja proroctwa Symeona: miało być zapowiedzią zgorszenia Maryi wobec Krzyża Jezusa. Motyw ten powtarzany będzie przez innych Ojców po Orygenesie. Zauważmy, że nie waha się on przypisać Maryi grzeszności – dość daleko jeszcze do idealizacji/teologizacji tej postaci” ( s. 11 ).

    Reasumując: teksty NT niewiele na mówią o świadomości Maryi w trakcie działalności Jej Syna. Najstarsza tradycja Markowa zawiera epizod, w którym myśli ona o Nim, jako o osobie niespełna rozumu. Ewangelie dzieciństwa są legendarną formą opowieści, mającej za cel, przekazanie nam przesłania o Boskim pochodzeniu Jezusa i o Jego godności Mesjasza ( Betlejem ). Tradycja Janowa nie ma niezależnych potwierdzeń ( w części dotyczącej Maryi ), niemniej jednak może ona zawierać trochę historycznej prawdy oprawionej w ramy koncepcji chrystologicznej tej ewangelii. Śluby dziewictwa i małżeństwo dziewicze, to późniejsze pomysły teologów, anachronicznie przenoszone obecnie na sytuację pewnego żydowskiego małżeństwa z Galilei. Sytuacja ta dodajmy: najprawdopodobniej nie zdarzyła się w rzeczywistości.
    AJN

  16. Panie Andrzeju, nieprawdą jest, że w pewnym stopniu założyłem historyczność dziewiczego małżeństwa; sprawę historyczności pozostawiłem zupełnie na marginesie, nie zajmując się nią. Ja jedynie przedstawiłem tradycyjną interpretację teologiczną (!) motywu (symbolu?) dziewiczego małżeństwa Józefa i Maryi, niezależnie od tego, czy było ono faktem w życiu Świętych Rodziców, czy też ta koncepcja pojawiła się dopiero w III-IV wieku. Napisałem bowiem: nie wdając się w kontrowersje wokół historycznego aspektu […]. Wyraźnie zaznaczyłem więc, że zamierzam tylko i wyłącznie wytłumaczyć, jakie treści tradycyjna teologia katolicka (!) skrywa za motywem anielskiego życia Maryi i Józefa. To wypowiedź z zupełnie innej kategorii niż rekonstrukcja historyczna, proszę mieć to na uwadze.

  17. Panie Michale, opacznie zrozumiałem konstrukcję komentarza. Wydawało mi się, że podzielił go P. na dwie części ( widoczny akapit ). Przy czym z jego pierwszej, stricte teologicznej części, przeszedł Pan do drugiej, historycznej. Zatem po wyjaśnieniu jest on, teraz bardziej dla mnie zrozumiały ( „To wypowiedź z zupełnie innej kategorii niż rekonstrukcja historyczna, proszę mieć to na uwadze” ). Niemniej jednak treść mojego komentarza pozostaje aktualna wobec wszystkich prób anachronicznego przenoszenia – bardzo późnych – wyobrażeń na osobę historycznej Maryi.

  18. Panie AJN
    Pisze Pan: „Orygenes tak chętnie cytowany tutaj ( Kleofas ) przez apologetów Maryjnego kultu, jest cytowany, jakbym to miał powiedzieć, pod z góry ustaloną tezą”.
    Zapewniam Pana, że nie jestem apologetą, a tym bardziej maryjnego kultu. Brak czasu nie pozwala mi teraz rozwinąć moich poglądów. Najkrócej mówiąc, Maria była zwykłą żydowską kobietą, jednak wybraną przez Boga. Tak ją postrzegali Ojcowie a także Orygenes, który wręcz zarzucał jej chwiejność w wierze. Nie wahał się jednak jako pierwszy użyć tytułu „Theotokos”. Oczywiście dla historyka niewierzącego interwencja Boga w bieg historii to czysta abstrakcja. Pozostaje on zamknięty w swoim małym świecie faktów. Ale warto pamiętać, że autorzy Ewangelii pisali nie jak historycy ale jak teologowie. Wierzyli oni, że Wcielenie i Zmartwychwstanie istotnie nastąpiło. I opisali narodzenie z Dziewicy tak jak umieli, w sposób prosty i szczery. Oczywiście byli oni także świadomi symbolicznego charakteru tych wydarzeń. Pisali jednak teologię historii, to znaczy gdyby opisana historia nie była prawdziwa to i teologia byłaby nieważna. Niestety, dzisiejsze nastawienie nauki to przekreślanie wszystkiego, co przekracza pewną sferę faktu. A szkoda, bo mit otwiera umysł na wyższe stany świadomości.

  19. Mit i historia.
    Fragment wywiadu ks. prof. J. P. Meiera dla U.S. Catholic: Why get to know the historical Jesus?

    Why get to know the historical Jesus?
    Why get to know the historical Jesus?
    Why get to know the historical Jesus?

    I:
    Jakie jest znaczenie badań nad Jezusem dla współczesnych katolików?
    J. P. Meier:
    Pamiętam biskupa, który opowiadał mi o pewnym administratorze świeckim w jego diecezji; w prywatnej rozmowie zadał on następujące pytanie: „Wiesz, jestem skłonny przyjmować, to co Kościół naucza o Jezusie poprzez wiarę i autorytet, ale czasami zastanawiam się: czy to wszystko nie jest mitem […], czy to wszystko się naprawdę wydarzyło?” Biskup dał mu pierwszy tom „Marginal Jew”[…] przeczytał całość, wrócił i powiedział biskupowi, jak bardzo to pomogło mu zdać sobie sprawę, że rzeczywiście mówimy o kimś, kto żył, a doktryny wiary[…] nie są czymś „pływającym w powietrzu”[…]. Jestem zdumiony liczbą e – maili i listów, które otrzymuję od ludzi – nie od naukowców, ale zwykłych chrześcijan, katolików i protestantów. […] Główna część książki przynajmniej pomaga ludziom zrozumieć, że wiara chrześcijańska nie jest czymś zupełnie oderwanym od rzeczywistości i od osoby Jezusa[…].

    Ludzie szukają prawdy, nie mitu. Z mitem zaznajomieni są już wszyscy, a teraz obudziło się nowe pragnienie, pragnienie szczere i gorące, a związane z kwestią: Ile w micie jest prawdy?

  20. Panie Andrzeju,

    przecież Pan wie, że prawdę objawioną o Bogu i o zbawieniu autorzy biblijni opisywali nierzadko za pomocą języka symboli. Z całą swobodą stosowali oni takie formy literackie, jak metafora, parabola, midrasz i mit. Dawniej pojęcie mitu było zdecydowanie negatywne, dzisiaj dostrzega się w nim tekst, który objawia głębiej, niż rozum, samą naturę bóstwa. „To co oznajmia, istotę swą ma nie w tym, że się coś pewnego razu hic et nunc stało, lecz w tym, że odzwierciedla się w nim wieczne, kosmiczne przeznaczenie człowieka” (H. Schlier). Autorzy biblijni wyrażali swoją niezwykłą świadomość religijną przy dostępnych im gatunków literackich. Ale trzeba podkreślić, że elementy mityczne u nich, jako forma i środek wypowiedzi, są zakotwiczone w historii.

    Nie wiem, jak ks. Mejer tłumaczy takie epizody (oprawę) Ewangelii dzieciństwa, jak Zwiastowanie anielskie, gwiazda betlejemska, pokłon trzech mędrców (króli), gwiazda betlejemska, rzeź niewiniątek, ucieczka do Egiptu itp. Jeśli odrzuci jej mityczną oprawę to cóż mu pozostanie? I co w zamian zaproponuje współczesnemu odbiorcy? Przecież „nawet tak kościelnie nastawieni egzegeci jak Ernst Nellessen czy Rudolf Pesch opowiadają się przeciwko historyczności opowiadania o mędrcach” (Ratzinger, Jezus z Nazaretu Dzieciństwo, s.156).

    Podkreślam jednak, że nie trzeba wszystkiego próbować odmitologizować. Jest to konieczny środek wyrażenia tajemniczej treści objawienia. A jest nim fakt historyczny, że narodziny z Dziewicy, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie rzeczywiście nastąpiło.

  21. No właśnie – czy można „prawdę” przeciwstawiać „mitowi”? Do popularnej definicji mitu należy konstatacja, iż stanowi on próbę ujęcia rzeczywistości. Toteż nie jest on przeciwstawny prawdzie, jest raczej próbą – jakże charakterystyczną dla ówczesnej kultury (pomijam problem zhellenizowanego judaizmu) – opisania prawdy, albo systemu przekonań przy pomocy języka obrazowego i metaforycznego, względnie – za pomocą określonej strategii narracyjnej. Do fenomenu mitu należy to, że w nim w sposób pośredni zawarta jest interpretacja tak prawdziwych wydarzeń, jak i pojęć dość abstrakcyjnych (natura życia, świata, egzystencji). Mit jest zakorzeniony w prawdzie. Osobiście nie przeciwstawiałbym zatem współczesnego pragnienia poznania historycznego Jezusa i Maryi pragnieniu głębszego poznania mitu.

  22. Ciekawe rozważania i sugestie. Jednak chrześcijaństwo jest religią, którą – w jakimś sensie – zapoczątkował człowiek. Obojętne czy ktoś widzi w Nim jeszcze Boga, czy też nie, my wierzymy, że wraz z tym wydarzeniem ( Wcielenie ) na arenę dziejów świata wkroczył Bóg i Człowiek. Ma to swoje ważne implikacje: Bóg stał się człowiekiem, a w związku z tym pozostawił po sobie ślady, którymi historycy mogą się przyglądać. Skoro On na to zezwolił – to nie można zakazać tego historykom. Historycy nie mają nic przeciwko mitologicznemu ( metaforycznemu ) wyrażaniu swojej religijności; oni tylko proszą, aby swoich wyobrażeń nie przenosić na historyczne postacie, a następnie nie wymagać od nich potwierdzania ich, czasami, bardzo zawiłych spekulacji teologicznych. Święci Mateusz i Łukasz, jak tutaj wskazano, oddali mistrzowski literackim pędzlem wyraz swojej wiary w dziewicze poczęcie. Co ma do tego historyk? Ma i to dużo. Historyk, bowiem stwierdza, że istotne sprzeczności pomiędzy tymi relacjami muszą prowadzić do konstatacji, iż była to tradycja, która ich poprzedzała – jest więc starsza niż ich sprawozdanie ( nie wnikając w tym momencie w jego historyczną strukturę ). Paweł wydaje się przeczyć dziewiczemu poczęciu, Marek nic o nim nie wspomina, a redaktor Jana wydaje się o dziewiczym poczęciu wiedzieć, ale go z jakiś względów odrzuca. Co dalej? Historyk stwierdza, że wiara w dziewicze poczęcie nie jest dobrze poświadczona historycznie, ale są przesłanki, że w sześćdziesiątych latach pierwszego wieku podzielały to wierzenie niektóre gminy nazarejczyków. Sam ks. Meier uznaje, że dowody na rzecz historyczności dziewiczego poczęcia nie są jednoznaczne ( Meier, Marginal Jew, 220 – 22 ) I tyle, proszę drogich Panów. Historyk nie zabiera wiary w dziewicze poczęcie – on ją jedynie umiejscawia na pewnym etapie rozwoju religijnego. Nie wypowiada się kategorycznie za jej odrzuceniem lub przyjęciem, ale stara się dotrzeć, jak to najbardziej oczywiście możliwe, w pobliże pojawienia się jakiejś idei religijnej. Ks. Meier wierzy w dziewicze poczęcie; Nowicki wierzy w dziewicze poczęcie; święci Mateusz i Łukasz wierzyli ( i pewnie wierzą ) w dziewicze poczęcie i Panowie zapewne podzielają tę wiarę. Należy jednak z całą stanowczością stwierdzić, że nie ma ona dobrych podstaw historycznych, za to mitologicznych to ma ona, aż na wiele tysiącleci. Nie interesuje mnie więc ( proszę zwrócić uwagę, że wyrażam swój osobisty pogląd – to bardzo istotne ) tworzenie dalszej mitologicznej podstawy tego wierzenia, ale wręcz przeciwnie, chciałbym potwierdzić, że można wskazać, iż owa tradycja sięga dwunastu, gdyż tylko wtedy, można by dopiero mówić o jej historyczności ( na razie nie mogę tego zrobić, bo po prostu nie ma na to mocnych dowodów historycznych ). Proszę o uważne wczytanie się w moje słowa: Tu nie chodzi o to, że ja nie lubię mitologicznego języka religijnego, tu chodzi o to, że ja mam go po prostu powyżej uszu ( celowy kolokwializm ). Nie tylko zresztą ja, ale jest to coraz szerszy odruch, w różnych grupach religijnych, i nie jest to nawet problem samego chrześcijaństwa. Kto tak naprawdę z dzisiejszych ludzi uchwyci prawdę oksymoronu śmierci Boga jako dzieła wieńczącego Jego człowieczeństwo? Co to znaczy, że Jezus był takim samym człowiekiem jak każdy? Czy każdy człowiek chodzi po wodzie, uzdrawia masowo ludzi, wie wszystko do przodu, a w przerwach potrafi wyczarować pieniążka w pyszczku rybki? Prawdziwy Człowiek jest u ks, Meiera i ci co Go poznają, kochają Go jeszcze bardziej, bo jest to Bóg, który stał się Człowiekiem, a nie mitologiczna papka przypominająca współczesnych bohaterów komiksowych. Czasami i mit może znaleźć się na bezdrożach, nie tylko historyk – historyk jednak w przeciwieństwie do mitomana, pod wpływem argumentów może z bezdroży zawrócić, mitoman zostaje zazwyczaj na nich na zawsze.

  23. Szanowny Panie Andrzeju!
    W pełni się zgadzam z Pana wypowiedzią:
    „Dzięki temu podsumowaniu zbliżyliśmy się do próby uściślenia historycznej świadomości Maryi odnośnie Jezusa. Trudno nie odnieść wrażenia, że nie była ona taka jakiej oczekiwaliby ludzi oddający się pewnej mariolatrii. Niektórzy swoje obecne poglądy, wywiedzione częstokroć z bardzo twórczej egzegezy tekstów biblijnych, próbują anachronicznie przenieść na żydowska kobietę z I wieku, niejaką Maryję z Nazaretu. Wszak „istnieje pokusa, by dane te projektować wstecz, na historyczna postać Maryi i w ten sposób uzupełniać luki historyczno – teologicznego poznania. Nierzetelność metodologiczna takiego postępowania jest ewidentna, nie będę więc dłużej zatrzymywał się nad tą kwestią” ( s. 3 ). Odnosząc się do meritum czyli tzw. dziewiczego małżeństwa, należy poszukać korzeni tej, w swojej istocie, dziwnej koncepcji. Wraz z rozwojem kultu Maryi i przyznaniu jej, przynajmniej od czasu zredagowania Protoewangelii Jakuba ( połowa II wieku ), tytułu dziewicy dozgonnej, „Maryja była stylizowana na modelową uczennicę Chrystusa, wsłuchana w Jego nauczanie, wierną we wszystkim. Dokonywało się to, rzecz jasna, w ramach procesu, w którym abstrakcyjnym w istocie model życia chrześcijańskiego identyfikowany był z konkretna postacią, uznawana odtąd za paradygmatyczną” ( s. 12 ). Za część takiego procesu trudno nie uznać przypisywania Maryi ślubu dziewictwa, zapoczątkowanego przez Grzegorza z Nyssy ( por. In natalem Christi 5 ) – ślub trudny do wyobrażenia w kontekście żydowskim, doskonale odpowiada monastycznej stylizacji postaci Matki Chrystusa” ( przyp. 48, s. 12 ). Opisując więc dziewicze małżeństwo Maryi i Józefa tak naprawdę opisujemy ideały monastyczne z epoki i kontekstu, bardzo dalekiego od Nazaretu i historycznej Maryi. Wraz z oddalaniem się tradycji Kościoła od swoich żydowskich pierwszych korzeni, dochodzi do coraz większego zacierania się obrazu historycznej Maryi. To co obecnie otrzymują wierni, to mitologiczna sztuczna konstrukcja przenoszona anachronicznie w I wiek. Nie można twierdzić, że opisując ją odnosimy się do rzeczywistej postaci, nie robiąc krzywdy własnemu rozumowi, ale i także samej Maryi. Orygenes tak chętnie cytowany tutaj ( Kleofas ) przez apologetów Maryjnego kultu, jest cytowany, jakbym to miał powiedzieć, pod z góry ustaloną tezę.”
    Nie róbmy z Matki Bożej, która był prostą Żydówką, mniszki!
    pozdrawiam

  24. Szanowny Panie Andrzeju,
    Wydaje się, że obaj podjęliśmy się na tym teologicznym blogu zadania krytycznej refleksji nad wiarygodnością chrześcijaństwa. To zainteresowanie objawieniem odpowiada postulowanej we wszelkim poznaniu otwartości na prawdę. Pozostajemy ślepymi na znaki objawienia jeśli nie rozumiemy, że są one odpowiedzią na pytanie o sens naszego istnienia. Droga prowadząca do odczytania tych znaków bywa skomplikowana i mozolna. Znak bowiem, podobnie jak symbol, wymaga interpretacji. Poznający musi zdecydować się na przekroczenie swego świata i oddanie się temu, co wydaje się niepojęte i niewyrażalne. Proszę się nie irytować, ale Pan jako historyk niewiele ma do powiedzenia na temat dziewictwa Maryi, a przecież jest to temat miesiąca. Podobnie i ja. Teologię studiowałem wiele lat temu i dopiero niedawno (także dzięki Kleofasowi), rozbudziłem w sobie zapomnianą pasję.

    Jeśli chcę wziąć udział w dyskusji na temat dziewiczego poczęcia Syna Bożego, muszę krytycznie przyjrzeć się tak zwanej Ewangelii dzieciństwa pod kątem zastosowanych w nich rodzajów literackich. Dostrzegam w nich elementy mitu. A zatem jest tam prawda czy fałsz? Proszę Pana, obaj wierzymy, ( tak Pan napisał), w dziewicze poczęcie. Ale ja sobie zadaję pytanie : „Dlaczego w nie wierzę?” Czym jest mit?
    Ponieważ nie mam pod ręką lepszego materiału, podaję za Wikipedią :
    „Fenomenologiczna koncepcja mitu
    Mircea Eliade postrzega mit jako opowieść, która w sposób absolutny i nie podawany w wątpliwość wyjaśnia świat człowiekowi kultury tradycyjnej. Mit zawiera w tym ujęciu odpowiedzi na wszelkie pytania i problemy egzystencjalne. Wyjaśnia człowiekowi fenomen śmierci, podziału na płcie, różnorodności obecnej w świecie. Mit jest opowieścią, która nie poddaje się ocenie w dwuwartościowej logice (prawda – fałsz), gdyż stanowiąc fundament wiedzy o świecie danego społeczeństwa jest także podstawą wszelkich kategoryzacji. Poznawczym jądrem mitu jest dostrzeżenie przez człowieka hierofanii, czyli obecności w świecie sacrum[2].”

    Jak widać, mitoznawstwo i symbolika religii są częścią fenomenologii religii. A w niej mit dziewiczych narodzin jest postrzegany jako powszechny wyraz jednej z najgłębszych ludzkich dążności. „Ponadto Eliade podkreśla, iż główną funkcją mitu jest kreowanie wzorów wszystkich rytuałów i działań ludzkich, jak również wzorców osobowych, egzemplarycznych zachowani i postaw, co ustala realny stosunek mitu do rzeczywistości[3]. Rumuński religioznawca uważa również, że mit należy do sfery sacrum i pozwala człowiekowi znieść, unicestwić sferę profaniczną; stara się ocalić ludzką duchowość, co Eliade wyprowadza na gruncie określonych sposobów znoszenia sfery profanum, podzielonych na periodyczne i nieperiodyczne. Poza tym uważa, że człowiek zawsze może odtwarzać zachowania wywodzące się z prawzorców postaw tkwiących w podświadomości kolektywnej (czyli archetypów) odwołując się tym samym do okresu, kiedy owe prawzorze powstały, zatem między innymi do mitu”

    W wypadku Maryi mit stał się faktem. I co to ma wspólnego z „ mitologiczna papka przypominająca współczesnych bohaterów komiksowych”- jak Pan pisze. Czy rzeczywiście uważa mnie Pan za mitomana? Jeszcze jeden cytat: „ http://www.psychiatria.pl. › Choroby psychiczne › Porady lekarskie – Mitomania, pseudologia bądź zespół Delbrücka definiowana jest jako występująca przejściowo bądź trwale choroba psychiczna.”
    Uważam, że aby być religijnym, trzeba być inteligentnym. Ponieważ ma Pan uprzedzenia do mitoznawstwa i w uzasadnianiu stosuje jedynie metodę historyczno – krytyczną, Kleofas dużo by zyskał, gdyby Pan czasami uzupełniał ją hermeneutyką biblijną, tj. interpretacją źródeł historycznych, tekstów , a także wszelkich tekstów symbolicznych.
    Pozdrawiam

  25. Panie Ryszardzie,
    nie uważam Pana za mitomana, ale jedynie przestrzegam przed możliwością popadnięcia w takich stan, który – jak już to Pan wie – jest chorobą, na którą ciężko znaleźć jakiekolwiek antidotum. Odniosę się, w tym momencie, do kilku poruszanych przez Pana zagadnień. Otóż wyizolujmy przynajmniej jedną kwestię: czym innym jest dziewicze poczęcie i narodziny, a czymś zupełnie innym jest post partum virgo. Otóż w każdej z tych spraw ma coś do powiedzenia historyk. Pierwsze zagadnienie stało się częścią powszechną chrześcijańskiego orędzia dopiero od czasów świętych Mateusza i Łukasza. Św. Jan, chociaż tworzył po nich, doskonale wyrażał swoją cześć i szacunek dla Syna Bożego, nie nawiązując do tego wydarzenia. Święci Paweł i Marek wyznawali w Chrystusie Syna Bożego choć o dziewiczym poczęciu nie wspomnieli, a Paweł wydaje się nawet mu przeczyć w jednym ze swoich listów ( Rz 1, 3 ). Czy wiara w Jezusa jako Syna Bożego jest wcześniejsza niż dziewicze poczęcie? [Tak!]

    Stwierdza Pan: mit stał się faktem. Stwierdzam ja: to jest niemożliwe; ja w to nie wierzę; ja w takie coś nie chce wierzyć; ja nawet czegoś takiego w snach nie zakładam i wreszcie – gdyby było tak jak Pan mówi, to ja utraciłbym znaczną część mojego poczucia bezpieczeństwa. Według mnie to nie mit stał się faktem, ale fakt został opleciony mitem: innej drogi nie dostrzegam. Aleksander Macedoński, wielki i śmiały strateg, który zapisał się chlubną kartą w historii wojen i podbojów, również obrósł mitami. Olimpias jego cudownej matce w trakcie snu towarzyszył wąż. Wyrocznia delficka orzekła, iż ten wąż to w rzeczywistości bóg Jupiter Amon, a Aleksander jest owocem tego związku. Inny przekaz – bardzo ciekawy w zagadnieniu, które poruszamy – mówił, iż przed ślubem z Filipem, Olimpias miała sen, w którym piorun spowodował pożar w jej łonie. Miało to potwierdzić boskie pochodzenie Aleksandra. Czy Pan chce mi powiedzieć, że to samo stało się z Jezusem? Jeśli tak, to mitologia nie mogła spowodować, że w przypadku Nazarejczyka stała się ona faktem. Uznaje zasadność Pana argumentów, mogło dojść do mitologizacji narodzin Jezusa, działo się tak już wcześniej wielokrotnie w przypadku wybitnych osobistości. Hipoteza ta ma zresztą wiele mocnych argumentów i nie można jej oczywiście do końca odrzucić z czysto historycznego punktu widzenia. Jednak ja osobiście uważam, że gdy rozważamy samo dziewicze poczęcie, to największe prawdopodobieństwo trzeba przyznać dwóm hipotezom:

    a) Maryja nie wiedziała w jaki sposób zaszła w ciążę, Józef uznał jej wyjaśnienia za wiarygodne, ale zachował to w tajemnicy, którą podzielił się ze swoim bratem Kleofasem. Gdy przywództwo nad gminą w Jerozolimie objął kuzyn Jezusa Symeon, syn Kleofasa, upowszechnił tę wiadomość w redagowanej właśnie Ewangelii Hebrajczyków. Z tej Ewangelii dowiadują się o tym liczne gminy chrześcijańskie rozrzucone chaotycznie w basenie Morza Śródziemnego. W dwóch z nich anonimowi autorzy, zwani obecnie świętymi Mateuszem i Łukaszem, niezależnie od siebie, mitologizują piękną i wzruszającą opowieścią to wydarzenie. ( Hipoteza wyjaśnia dlaczego o dziewiczym poczęciu mogli nie wiedzieć święci Paweł i Marek. )

    b) W czasach Jezusa kobiety najczęściej wychodziły za mąż w wieku dwunastu lat. Gdy zdarzyło się, że w czasie niewidocznej menstruacji ( przyczyny skąpych miesiączek: niedostatecznie wykształcona błona śluzowa jajników i macicy, nadmiar stresu, niedostatki żywieniowe ) zachodziła ona w ciążę, to mimo współżycia była uznawana za dziewicę. W takim rozumieniu tego terminu, jak potwierdza to rabbi Eliezer ( zob. tNid. 1, 6 ), dziewica mogła mieć dziecko. Ze względu na to, że ludzie tamtej epoki mieli ograniczoną wiedzę na temat biologii człowieka, takie zdarzenie było odbierane jako przejaw szczególnej interwencji Boga: mamy zatem Syna Bożego zrodzonego z dziewicy. Wydaje się słuszne postawienie tezy, że gdy w świecie pogańskim głoszono, że Jezus jest Synem Bożym, zrodzonym z dziewicy, to nowo pozyskani zwolennicy Chrystusa poszukali do tego analogii w mitologii helleńskiej oraz w rodzącym się, właśnie wtedy, kultem cesarzy. Twórca hipotezy tłumaczącej pojawienie się wiary w dziewicze poczęcie, prof. Vermes opisuje to następująco:
    Świadectwa wskazują, że dziewczyna mogła wyjść za mąż i zamieszkać razem ze swym małżonkiem, zanim osiągnęła dojrzałość płciową. Wydaje się, że faktycznie zdarzało się to dosyć często, skoro dwie wiodące szkoły rabiniczne z pierwszego stulecia po Chr. wszczęły spór na temat tego, czy plamienie u nieletniej (tj. u dziewicy pod względem menstruacji) podczas nocy poślubnej należy przypisać zerwaniu błony dziewiczej czy pierwszej miesiączce kobiety. Bardziej rygorystyczna Szkoła Szammaja rozstrzygnęła tę kwestię na rzecz pierwszej z tych możliwości jedynie w odniesieniu do pierwszych czterech nocy; Szkoła Hillela przyjęła podobne rozwiązanie, lecz miało ono obowiązywać „aż do czasu zagojenia się rany. Kolejnym skutkiem takiego stanu rzeczy było to, że dziewczyna mogła począć dziecko, nadal będąc „dziewicą” pod względem menstruacji, tj. chwili swej pierwszej owulacji. W ten sposób mogła zostać „dziewiczą matką” ( G. Vermes, Jezus Żyd, Kraków 2003, s. 293 – 294 ).

    To – moim zdaniem – w tej chwili, najlepsze historyczne próby wyjaśnienia wiary w dziewicze poczęcie. Większą zdolność eksplanacji ma ta druga, ale ja osobiście wierzę w pierwsze rozwiązanie. Uzasadnienie dla mojej opinii wyraziłem na Kleofasie ( Dziewicze narodziny Jezusa z Nazaretu ).

    Cieszy mnie, że swoją perspektywę może Pan uzgodnić z moją. Serdecznie Pana Pozdrawiam.

  26. .Consensus między nami jest bliski. Chciałbym dorzucić jedynie dwie uwagi:
    1/.Najstarsze świadectwo biblijne o Marii (ok. 57 r.) zawiera list do Galatów: ” Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty…”(4,4). Z cytowanego przez Pana , Rzymian 1,3, niewiele wynika, tu natomiast Paweł ukazał Marię w dziele zbawienia, włączoną w losy wcielonego Słowa. Myślę, że Paweł, podobnie jak Marek przed rokiem 70 wstrząśnięty krzyżem, głosili Chrystusa ukrzyżowanego. Dopiero później zrodziła się refleksja nt. Wcielenia.

    2/. „mit stał się faktem”. Pisząc te słowa ad hoc użyłem złego skrótu myślowego. Chodzi o to, że pewne elementy popularnego w różnych religiach mitu o dziewiczym poczęciu zostały wplecione w treść dwóch Ewangelii, ( i wielu apokryfów ! ) stając się tym samym świadectwem wiary zakotwiczonym w historii. Dlatego nie całkiem zgadzam się z Pana zdaniem , że „…wiara w Jezusa jako Syna Bożego jest wcześniejsza niż dziewicze poczęcie”.
    Pozdrawiam R.K.

  27. Pan Robert Koss napisał;

    1/.Najstarsze świadectwo biblijne o Marii (ok. 57 r.) zawiera list do Galatów: ” Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty…”(4,4). Z cytowanego przez Pana , Rzymian 1,3, niewiele wynika, tu natomiast Paweł ukazał Marię w dziele zbawienia, włączoną w losy wcielonego Słowa.”

    List do Galatów nie dowodzi, że Maryja była wieczystą dziewicą.
    ”zrodzonego z niewiasty”: Słowo genomenon zostało użyte w aoryście, co wskazuje na przyjęcie natury ludzkiej dla wypełnienia misji. Słowa te zostały zaczerpnięte ze ST (Hi 14,1; 15,14; 25,4; por. 1 QH 13,14). Zrodzony z niewiasty Jezus podporządkował się Prawu, przyjmując obrzezanie i stając się zdolnym do wzięcia na siebie przekleństwa. Aby jednak Galaci nie wyciągnęli z tego niewłaściwego wniosku, Paweł nie wspomina o obrzezaniu Jezusa. Zamiast słowa genomenon, „zrodzony”, niektórzy pisarze patrystyczni czytają gennōmenon i odnoszą je do dziewiczego poczęcia Maryi; jednak ta interpretacja jest anachroniczna (zob. MNT 37-38, 42).
    http://biblia.wiara.pl/doc/423340.UROCZYSTOSC-NMP-CZESTOCHOWSKIEJ#3

  28. Pan nie odróżnia dziewiczego poczęcia Syna Bożego od wiecznego dziewictwa Maryi. Ja się nie upieram przy poglądzie „post partum”. Niechby miał rację ks. John Meier, choć zdanie Ojców cenię wyżej. Maria mogła mieć dzieci, tylko co Pan przez to chce dowieść? To, że krewni Jezusa może żyją do dziś? A może i Syn Boży nie odkupił nas na krzyżu, a jedynie zemdlał, z potem wziął za żonę Marię Magdalenę? Skoro matka jego była zwykłą kobietą, to i syn … ?
    Maria postrzegana była od wieków jako pierwociny dziewiczej czystości niewiast. Dla Pana to zapewne śmieszne. W Ewangelii są jednak podstawy dla uznania dziewiczego poczęcia, natomiast nie ma żadnych argumentów za odrzuceniem dziewictwa „post partum”. Na Marię trzeba patrzeć przez Jezusa. I tylko dlatego, że jest Jego Matką, należy jej się szacunek. Czy w imię czystości, posłuszeństwa i ubóstwa cały zrodzony potem ruch monastyczny, ascetyczny i mistyczny w Kościele to wielkie nieporozumienie? Były w historii, i zapewne są, niewiasty, które ślubują i zachowują czystość w imię Marii. I nie wie pan, czy to nie dzięki ich modlitwom do Boga świat ten nie jest ciągle podtrzymywane w istnieniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *