O pierwszej komunii świętej, wierze, alkoholizmie i grzechu

Moja pierwsza komunia święta… Zapamiętałem jedynie piękny zegarek w prezencie i alkohol na stole. A, i księdza celebransa, który „huknął” na mnie za głośne roześmianie się. Potem dość szybki rozbrat z Kościołem i z czasem pławienie się w uciechach życia, a zwłaszcza w alkoholu.

Wielki Czwartek 2015 – Żona jest w pracy, a ja na zakupach świątecznych w hipermarkecie. Pod sklepem już od rana kręcą się alkoholicy – proszą o parę groszy na bułkę, mleko… ale gdy chcę im to kupić, odchodzą, bo przecież nie o mleko chodzi. W sklepie obserwuję sporo kupujących alkohol.

Wielki Piątek – Jestem z żoną na nabożeństwie paschalnym. I tu znakomicie wyczuwam alkohol na odległość od paru gości po śledziku. Całują krzyż tak jak i inni.

Czy alkoholizm jest grzechem?

Moja pierwsza komunia święta… Zapamiętałem jedynie piękny zegarek w prezencie i alkohol na stole. A, i księdza celebransa, który „huknął” na mnie za głośne roześmianie się. Potem dość szybki rozbrat z Kościołem i z czasem pławienie się w uciechach życia, a zwłaszcza w alkoholu. Rano po przepiciu nieraz uczucie umierania, migotanie przedsionków serca i głośne, nierówne jego bicie. I wiem, co to znaczy być pierwszy klientem w sklepie nie po chleb, ale po alkohol.

Przełom nastąpił dopiero w 2010 roku. Po parudniowym piciu dręczący sen jakby na jawie.  Śniło mi się piekło, jakieś biegnące w  przepaść bordowe schody, przepastne labirynty, z których nie było wyjścia. Ktoś mnie wołał stamtąd i wciągał w dół, ktoś przeciwnie stamtąd wyciągał. Miałem halucynacje i omamy nawet słuchowe, poty i kołatanie serca. Wiem, że tym razem byłem bliski śmierci. Może rzeczywiście byłem w piekle?

Przeżyłem tę noc. Nadzwyczajna łaska Boża dała mi jeszcze jedną szansę powrotu do normalności. I zdarzył się w moim życiu cud moralny zaprzestania nałogowego picia. Niezwykły ten fakt wywołuje zdziwienie (definicja cudu św. Augustyna), bo przekracza siły moralne alkoholika. Ale ja doświadczyłem cudu także na płaszczyźnie pozanaturalnej (św. Tomasz). Prawie przez całe życie piłem w nadmiarze alkohol. Nieraz próbowałem zaprzestać picia i nic z tego nie wychodziło. Wierzę, że tamtej nocy Jezus Chrystus podał mi dłoń, której chwyciłem się tak mocno, jak tylko tonący potrafi. I nagle odszedł ode mnie obsesyjny przymus picia, który mną kierował, a nadchodziło nowe życie w Chrystusie i z Chrystusem. To była moja Pascha.

***

Powróciłem do życia z Bogiem. Dziś zastanawiam się z Wami, czy pierwsza komunia to ósmy sakrament. Mam poważne wątpliwości. Kościół wyodrębnił siedem sakramentów, z tym że ja liczbę siedem pojmuję symbolicznie. I diakonat jest sakramentem, i urząd biskupa jest sakramentem, i Kościół jest sakramentem, i Jezus Chrystus jest sakramentem. Zbawienie płynie nie tylko siedmioma kanałami. Sakrament pełni symboliczną funkcje, ale może mieć i „dia-boliczną funkcję”(Leonard Boff, Sakramenty Kościoła, s. 73, PAX 1981), gdy dzieli chrześcijan, tworzy przeszkody i prowadzi na manowce. Zdaniem tego głośnego teologa, ucznia Rahnera, sakramentalizm i magia są zwyrodnieniem sakramentu i oznaczają jego dia-boliczny wymiar. Czy pierwsza komunia z ową rewią mody drogich strojów komunijnych, bardzo kosztownych prezentów i wystawnych przyjęć, nierzadko z wódką na stole, nie zawiera owego dia-bolicznego wymiaru? Niewątpliwie panuje tu duch magii; obrzęd przez biesiadników ani nie jest rozumiany, ani właściwie przeżywany, bo nie Chrystus jest tu podstawą, ale ceremonia sama w sobie i  zasada „zastaw się, ale postaw się”. Dla mnie pierwsza komunia była zapewne przeżyciem religijnym, ale i końcem edukacji religijnej, początkiem późniejszego upadku.

Oczywiście ten upadek nie nastąpił od razu. Były także jasne okresy w moim życiu. Jednak pierwsze nawrócenie przeżyłem dopiero po trzydziestce, wtedy przyjąłem sakrament bierzmowania i podjąłem studia na uczelni teologicznej. Z czasem piłem jednak coraz więcej, szczególnie po kolejnych życiowych rozczarowaniach, po powrocie do kraju z zagranicy, po upadku jednej firmy i drugiej. I pewnie bym umarł, gdybym nie został podźwignięty przez łaskę Bożą owego pamiętnego czerwca sprzed pięciu lat.

Zrozumiałem, czym jest Eucharystia, sakrament obecności Jezusa z nami. Bóg mój, jak i każdego grzesznika tak umiłował, że przyjął postać człowieka, więcej, zszedł jeszcze niżej, by pozostać z nami pod postaciami chleba i wina. „Bierzcie i jedzcie… to jest ciało moje… to jest krew moja”.  Jezus daje się nam, także ludziom chorym na tę dziwną chorobę, jaką jest alkoholizm, bo chce ich przemienić w siebie. Jezus przemienia chleb i wino z miłości do mnie, a ja, gdy biorę udział w tej świętej uczcie, staję się do Niego podobny. Teraz mogę naśladować mego Pana, żyć w Panu, a Pan we mnie. On uleczył mnie radykalnie i całkowicie z choroby śmiertelnej, progresywnej, która zabrała już paru moich znajomych do grobu. Wśród nich byli moim koledzy ze studiów, znajomi księża… Wszystkim żyjącym z problemem alkoholowy  chciałbym polecić dni skupienia u pewnego jezuity w Suchej w Borach Tucholskich, przyjaciela alkoholików, którymi opiekuje się i z którymi tam mieszka ( [email protected]).

Warto pamiętać, że 100 lat temu, jako pomoc w przezwyciężeniu uzależnienia od alkoholu, zrodził się w USA program Dwunastu Kroków. Dziś zalety tego programu odkrywa coraz więcej osób, nie tylko alkoholicy. Rekolekcje w Suchej są adresowane do wszystkich, którzy na co dzień starają się żyć według wskazań zawartych w programie Dwunastu Kroków. Pozwolą one zobaczyć między innymi wielką zbieżność tego programu z duchowością św. Ignacego z Loyoli, założyciela jezuitów. Przy tamtejszym Domu Rekolekcyjnym istnieje wspólnota mężczyzn, którzy po różnych „przejściach życiowych”, najczęściej związanych z uzależnieniem od alkoholu, powracają do normalnego życia. Poprzez codzienną pracę i modlitwę, a także regularny kontakt z wykwalifikowanymi terapeutami, członkowie wspólnoty powracają do wykonywania swego zawodu, a także nabywają nowych umiejętności i po kilku miesiącach lub też latach (w zależności od indywidualnych potrzeb) usamodzielniają się.

Alkoholizm jest chorobą niezwykle podstępną. Znajduje się w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10. Nie jest grzechem, wbrew temu, co się często słyszy, nawet w kościele na kazaniach. Grzech jest świadomym i dobrowolnym przekroczeniem woli Bożej. Czyli musi być obecna świadomość i dobrowolność. Choroba alkoholowa polega na utracie przez osobę uzależnioną wolnej woli — możliwości dobrowolnego decydowania o tym, czy wypije, czy nie. Grzechem jest picie nadmierne czy ryzykowne — kiedy wiemy, że wypicie będzie miało negatywne konsekwencje, ale nie jesteśmy uzależnieni i mamy kontrolę nad naszym zachowaniem.

Moim marzeniem jest, by program Dwunastu Kroków w oparciu o duchowość św. Ignacego  był realizowany przy naszych parafiach. A przynajmniej chciałbym wyrazić takie pragnienie:

– Nie poniżajmy alkoholików, rozwodników, narkomanów, ludzi z tzw. „marginesu społecznego”.

– Nie  zamykajmy przed nimi naszych kościołów!

– Nie utwierdzajmy ich w przekonaniu o ich grzeszności, co nie pozwala im uwierzyć w Boże Miłosierdzie

–  Nie wymagajmy od nich ciągłego spowiadania się!

– Nawołujmy do częstej Komunii św., która jest duchowym pokarmem w drodze przez życie.

 bob_whiskyArtykuł oparty na książce: Robert Koss, Bob Whisky czyli duchowość alkoholika, Poligraf 2012, s. 96.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *