Księdzu Hellerowi: Dlaczego katolicy przestają wierzyć w zmartwychwstanie Jezusa?

Podczas debaty „Nauka a wiara: konflikt czy współistnienie?” w 2010 roku jeden z widzów podzielił się takimi oto wątpliwościami:

„Jest szereg takich problemów, od których szanowne grono, między innymi tutaj, ucieka. Ucieka mianowicie przed problemami milionów ludzi. Nie szukając daleko (…) Dogmaty, których Kościół zafundował sobie mnóstwo nie wiadomo po co. Takie stwierdzenie w wyznaniu wiary: wierzę w ciała zmartwychwstanie. Otóż, jeśli ktoś się zastanowi nad tymi dogmatami, to ma szalony kłopot uwierzyć, że one są prawdziwe. No bo gdzież: musiałby być bliźniaczy świat, w którym te istoty, te ciała nasze po zmartwychwstaniu mogłyby funkcjonować. Musiałaby być odrębna Ziemia. Ale i tak tam by działały prawa ewolucji, to by się starzało… Otóż mądrzy ludzie Kościoła od tych problemów – takie jest moje wrażenie – uciekają”. [1]

 Odpowiedzi katolickich uczonych na te uwagi zostały od razu opatrzone zastrzeżeniami (ks. prof. Michał Heller: „To tylko wstęp do odpowiedzi”, ks. dr Zbigniew Liana: „To nie będzie pełna odpowiedź”). Ks. Heller podjął wyłącznie wątek nadmiaru twierdzeń dogmatycznych, a ks. Liana –  opowiedział o niedostatkach poznania empirycznego (poprzez zmysły). Ten ostatni wprawdzie przelotnie wspomniał o zmartwychwstaniu ciała i świecie po zmartwychwstaniu: „To akurat jest już kwestia wiary. Ani nauka się na ten temat nie wypowiada, bo nie ma możliwości, gdyż to przekracza metodę empiryczna, ani tym bardziej teologia nie próbuje tego naukowo wyjaśnić”. W końcu otwarcie przyznał: „To już jest trudne do dalszego uzasadniania”.

 

ZMARTWYCHWSTANIE JAKO TEMAT TABU

Podobne “zapomnienie o zmartwychwstaniu” zdarzyło się podczas niedawnego wykładu o “kosmicznym dramacie”, gdzie ksiądz Heller przedstawił swą wizję połączenia współczesnej wiedzy kosmologicznej i chrześcijańskiej Genesis. [2] Wykład niezwykle cenny, bo jego intencją było właśnie wprowadzenie potocznego, zrozumiałego języka do wysoce teoretycznych debat o relacjach nauki i religii. Redaktor Sporniak z Tygodnika Powszechnego przesiedział jednak całą prelekcję i debatę wokół niej z pytaniem o “zmartwychwstanie Jezusa” na końcu języka. Ale nie zdążył go zadać. Pozostał niedosyt. Anna Connolly surowo skomentowała na blogu teologicznym “Kleofas”:  „Ks. Heller ewidentnie unika odpowiedzi na pytania religijne. Sam się do tego przyznaje. Znacznie lepiej czuje się opowiadając o logice i fizyce. Jezus, zbawienie, odkupienie, czyściec, piekło, niebo – to w ogóle się u niego nie pojawia”.

 Współczesny teolog wydaje się łatwo odpowiadać na pytania o Księgę Rodzaju i teorie fizyki, pochodzenie życia i wszechświata. Trudniej mu jednak  wyjaśnić, jak się ma chrześcijański dogmat o „cielesnym zmartwychwstaniu” – do wiedzy dzisiejszych biologów. Jeśli ktoś uznałby opisane przeze mnie sytuacje za przypadkowe, bo wynikające np. z zakresu wykształcenia konkretnych osób, biorących udział w konkretnej debacie, przytoczę pytania z obu dziedzin nauki, stawiane przez Fundację Templetona: „Czy fizyka kwantowa ułatwia wiarę w Boga?” i „Czy religia chrześcijańska i teoria ewolucji nie pozostają w sprzeczności?” [3] Tutaj już w samym sposobie sformułowania obu pytań widać, że chrześcijanie ze strony nauk o świecie fizycznym spodziewają się wręcz wsparcia. Zupełnie inaczej sprawy mają się jednak w przypadku biologii.

 Rzecz w tym oczywiście, że Księgę Rodzaju łatwo interpretować metaforycznie, a poza tym fizyka jest dziś rozbita na dwie póki co nie spajalne teorie: kwantową i względności. (Co więcej: fizyka kwantowa ma kilka bardzo odmiennych wykładni). Trudniej natomiast przychodzi teologom zestawianie takich dokładniej określonych idei, jak Nowo Testamentalne “cielesne zmartwychwstanie” –  z dominującym w biologii, przejrzystym i pozbawionym poważnej konkurencji neodarwinizmem. Można się w tej sytuacji obawiać, że teologia chrześcijańska radzi sobie dobrze z nauką, ale tylko wtedy, gdy albo jej własne idee nie są jasne, albo idee naukowe nie są jasne (np. nie bardzo wiadomo, jak teoria kwantowa ukazuje nam świat). Innymi słowy, „dialog z nauką” albo sprowadza idee religijne do wieloznacznych metafor, albo dotyczy bardziej luk w wiedzy naukowej, niż samej tej wiedzy.

 Stawiając sprawę na ostrzu noża chciałbym zapytać: czy nie powstaje niebezpieczeństwo, że dialog ten odbywa się bardzo wysokim kosztem, bo kosztem objaśniania i rozumienia przyrody, w tym także człowieka jako części procesu ewolucji?

Tego rodzaju niedokładne „odpowiedzi” są w moim przekonaniu tylko odsuwaniem problemu na później, a ich skutki – na dłuższą metę będą fatalne dla chrześcijaństwa. Według badań TNS połowa polskich katolików utraciła w ogóle wiarę w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. [4] Globalne procesy takie jak: pentakostalizacja chrześcijanstwa [5] czy odejście od jego zorganizowanych form [6] także mogą mieć tutaj jedną ze swych przyczyn.

 

O TAJEMNICY NAUKOWEJ

 Wrócę zatem do tamtego pytania, aby je lepiej przemyśleć i poważniej potraktować. Zacznę od obserwacji, że to, co zostało nazwane „uciekaniem od problemów”, teologowie często nazywają „szacunkiem wobec tajemnicy”. Ks. Heller powiedział w wywiadzie, że „jeżeli przyjmuję Pana Boga, to z góry zakładam, że są rzeczy, których nie pojmę. Z tak rozumianą tajemnicą spotykamy się właśnie w nauce na każdym kroku”. [7] Wyglądałoby więc na to, że ci, którzy za bardzo „zastanawiają się nad dogmatami” przestali szanować tajemnicę. Także tę naukową. Tracą wiarę wbrew teologii i wbrew nauce, jakby wyłącznie z własnej winy.

 Czy jednak aby na pewno w dzisiejszej nauce spotykamy się „z tak rozumianą tajemnicą”? Czy naukowiec “zakłada z góry to, co niepoznawalne” – w taki sam sposób, jak zakłada to teolog? To pytanie wydaje mi się niezwykle ważne. Nieco dalej w tym samym wywiadzie ks. prof. Heller sam zauważa: „Nasze kategorie poznawcze nie są dane z góry, tylko wypracowane przez ewolucję”. Czy w takim razie tego ostatniego stwierdzenia nie należałoby odnieść do tego pierwszego i powiedzieć: „niepełność” naszego poznania była przypisywana „niepoznawalności zamysłów Boga” – przez powstaniem teorii ewolucji? Obecnie zaś wydaje się całkowicie logiczna konsekwencją lokalności każdej biologicznej adaptacji, w tym także człowieka. Jak tłumaczy Dawid Deutsch (Beginning of Infinity, 2011), rzeczywistość odkrywana przez nauki wydaje się coraz bardziej sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, bo coraz bardziej zagłębiamy się w środowiska i aspekty świata, które nie wpłynęły na naszą ewolucję. Nie mamy wykształconych ani zmysłów, ani idei, które mogłyby nam pomóc się poruszać po tych obcych nam krainach. Dlatego tak ważne są instrumenty naukowe, które uzupełniają nasze zmysły, a także – wykraczające poza „lokalny”, zdrowy rozsądek – teorie naukowe, dostarczające nam brakujących idei.

Deutsch pokazuje w tej samej książce coś jeszcze: że dla dobrego wyjaśnienia jakiejkolwiek  „tajemnicy naukowej” istotna jest nie tylko możliwość falsyfikacji danej teorii, ale przede wszystkim funkcjonalne połączenie jej elementów, mocno związanych z elementami wyjaśnianego zjawiska. [8] Dobre wyjaśnienia naukowe – w odróżnieniu od wyjaśnień słabych, zawierających nie funkcjonalne i łatwo wymienialne składniki – posiadają siłę przewidywania zjawisk jeszcze nie zaobserwowanych. Dopiero tego rodzaju wyjaśnienia umożliwiły rewolucję naukową i postęp techniczny.

Starożytni Grecy dla wyjaśnienia pór roku ułożyli mit o porwaniu Persefony. Na mocy kontraktu małżeńskiego musi ona co roku wracać do podziemnego królestwa Hadesa, a wówczas smutek jej matki, bogini Demeter, wywołuje zimę. Co stałoby się jednak, gdyby na przykład na skutek podróży do Australii Grecy odkryli, że na półkuli południowej pory roku są odwrócone w fazie? Mogliby oni wówczas łatwo zaadoptować mit, aby pasował do nowego odkrycia, np. stwierdzając, że Demeter przegania gorąco z półkuli północnej na południową i w ten sposób wywołuje lato w Australii. Jak mocno podkreśla Deutsch, uznanie błędu w micie i odpowiednie jego skorygowanie nie zbliżyłyby Greków ani kroku do prawdy, gdyż całe wyjaśnienie było słabe. 

 A co stałoby się, gdyby jednak Grecy znali współczesne wyjaśnienie pór roku, mówiące o nachyleniu osi Ziemi w stosunku do płaszczyzny orbity jej rocznego obrotu wokół słońca? Gdyby wtedy ulegli ówczesnym normom zdrowego rozsądku i próbowali tak zaadaptować teorię, żeby na całym świecie zawsze była ta sama pora roku – wyjaśnienie to by się “posypało” i straciło moc tłumaczenia nawet pogody w Grecji. Żadna łatwa do wprowadzenia zmiana nie mogłaby spowodować, aby nachylenie osi Ziemi wywoływało taką samą porę roku na obu półkulach.

Moim zdaniem nie tylko w starożytnych mitach, ale także we współczesnych wyjaśnieniach teologicznych brakuje tego rodzaju funkcjonalności i „oporu”, stawianego rozmaitym modyfikacjom. W przypadku nawet tych sprawdzalnych wyjaśnień religijnych – jak przepowiednie o końcu świata – „falsyfikacja” bynajmniej nie powoduje ich odrzucenia. Zostają one przeformułowane przez teologię i nadal są uważane za prawdziwe. To oznacza, że zawierały one luźne elementy i należą do kategorii wyjaśnień słabych. W efekcie ani nie nie tworzą one spójnego, możliwego do systematycznego rozbudowywania i korygowania „trzeciego świata” Karla Poppera (świata obiektywnej wiedzy). Dlatego chyba nie możemy – jak to zrobił podczas opisanej przeze mnie konferencji ks. Liana – stawiać znaku równości między „podwojeniami świata”, dokonywanymi przez naukę i teologię. Obie dyscypliny wychodzą poza „dane zmysłowe” i obie uznają realne istnienie „czegoś więcej”, ale ich metody i wyniki, a także wyobrażenia o pochodzeniu i naturze „świata niewidzialnego” są jak na razie bardzo odmienne.

 

HIPOTEZA POSTAWIONA PRZEZ JEZUSA

 Czy można mieć w tej sytuacji pretensje do polskich katolików, że stawiają pytania, a kiedy nie jest to poważnie traktowane – tracą wiarę w te „teorie teologiczne”, gdzie np. teoria ewolucji daje sprawdzalne, jasne i zrozumiale odpowiedzi? (Alan Rogers, The Evidence for Evolution, 2011). Co prawda nauki humanistyczne – w odróżnieniu od biologii człowieka – na progu XXI stulecia nie są jeszcze ani ścisłe, ani neodarwinistyczne. Ich ewolucjonizacja i uściślanie jednak wciąż postępuje (Evolution, Culture, and the Human Mind, 2010).

Zastanawia mnie, że teologowie zajmujący się współczesną nauką i świadomi jej osiągnięć nie stawiają oczywistego pytania: Dlaczego najlepszy sposób poznania – nauka – wydaje się nie pochodzić z chrześcijańskiego objawienia? Dlaczego dobry chrześcijański Bóg dostarcza nam – poprzez teologię – słabych wyjaśnień? 

Prace Davida Deutscha – stawiając w centrum nauki wyjaśnianie, a nie samą tylko eksperymentalną kontrolę – stawiają przed teologią nowe wymagania, ale i otwierają szanse, jakich nigdy wcześniej nie miała. Moim zdaniem nawet szansę na nowy, wiarygodniejszy sposób tłumaczenia świata. Gdyby na przykład w ramach czegoś, co ks. Heller nazywa „fikcją teologiczną”, wyobrazić sobie radykalne przeformułowanie teologii słabej w teologię ścisłą na wzór nauki – konieczny byłby moim zdaniem przede wszystkim powrót do prawdziwej „hipotezy założycielskiej” Jezusa. Mam na myśli jego zapowiedzi nastania rajskiego Królestwa za życia jego i jego uczniów. Paula Fredriksen (From Jesus to Christ, 1988) pokazała bardzo dokładnie to, co nauki biblistyka krytyczna podejrzewała już od czasów Dawida Straussa: że ewangeliści dokonali gruntownej przebudowy idei Królestwa, a także roli Jezusa – już po jego śmierci. Było to możliwe dzięki słabemu funkcjonalnemu powiązaniu różnych elementów żydowskiej eschatologii, jak zmartwychwstanie umarłych, nadejście Mesjasza czy nawrócenie pogan. W efekcie “hipoteza o bliskim Królestwie” została na całe dwa kolejne tysiąclecia zawieszona między falsyfikacją, a weryfikacją. Uznano, że Królestwo po części nadeszło, a po części nadejdzie dopiero w czasie Sądu Ostatecznego.

 Jeśli chrześcijaństwo miałoby uzyskać status bardziej ścisły, powinna istnieć możliwość zweryfikowania (wykazania prawdziwości) hipotezy o Królestwie. Jak jednak tego dokonać? Np. obserwując, że dobrobyt, jakość życia i długowieczność we współczesnych społeczeństwach Zachodu nie mają historycznego precedensu. (Steven Pinker, The Better Angels of Our Nature, 2011) Czy nie można by w takim razie uznać współczesności Zachodu za wstępna realizację idei Królestwa, zwłaszcza, że nowożytna nauka i technika – główne źródła tego nieomal „raju na Ziemi” – powstały właśnie w cywilizacji chrześcijańskiej? 

 Dla zweryfikowania takiej “hipotezy o Królestwie” po pierwsze ważne byłyby prace historyczne, szczegółowo opisujące naukę i kulturę Zachodu jako “dziecko chrześcijaństwa”. Takie prace już istnieją i zawierają solidne, socjologiczne i statystyczne argumenty (Rodney Stark, The Victory of Reason, 2006). Konieczne byłoby jednak równie dokładne zbadanie całej drogi historycznej: także jej wczesnego etapu, prowadzącego od idei Królestwa do chrześcijaństwa (chrześcijaństwem nazywam „ortodoksyjne” poglądy i wielkie społeczności, stworzone przez Ojców Kościoła). Innymi słowy: proces prowadzący do narodzin nauki musi być możliwy do opisania począwszy od nauczania Jezusa z Nazaretu (postaci historycznej, widzianej tak, jak ją widzą współczesne teorie akademickie). Królestwo musi mieć jakiś początek za jego życia, tak jak obiecywał. Weryfikacja/falsyfikacja musi dotyczyć oryginalnej idei, a nie jej poprawionych wersji.

Po drugie potrzebne byłoby w teologii coś trudnego dziś do wyobrażenia: przejście od podziwiania nauki z dystansu i powierzchownej akceptacji jej twierdzeń – do autentycznego zaadaptowania metody i postawy naukowej. Jak pokazuje historia, dopiero przełamanie liczących tysiąclecia barier między dyscyplinami wiedzy umożliwiło rewolucję naukową (Margaret Osler, Reconfiguring the World, 2010). Może tym razem nadszedł czas na nowe przymierze między teologią a akademią? Czy ks. Liana – zapewniający, że pewnymi tematami teologia czy nauka akurat się nie zajmują – pamięta jak Galileusz zmatematyzował przyrodę, a Kepler stworzył „fizykę niebios”? Mimo, że w ich czasach te nauki i te dziedziny badań „akurat” nie były ze sobą łączone.

 

ERCHÓMENOS – TEN, KTÓRY DOPIERO PRZYCHODZI

 Hipoteza eschatologiczna, skupiająca się na pierwotnej idei jeszcze-nieobecnego Królestwa (a nie na ideach Pawła, ewangelistów czy Ojców Kościoła) mogłaby w każdym razie ominąć kulturowe rafy „ortodoksyjnych” chrystologicznych wyobrażeń, opartych na obcych nam, starożytnych intuicjach moralnych: grzechu pierworodnego i odkupienia przez śmierć/zmartwychwstanie. Nigdy nie dała sobie z nimi do końca rady tzw. teologia procesu, czyli wczesna chrześcijańska teologia ewolucjonistyczna. (Celia Deane-Drummond, Christ and Evolution, 2009). Chyba właśnie dlatego pytania o ciało zmartwychwstałe pozostają bez odpowiedzi. Idee tego typu mogłyby jednak być tymczasowo „zawieszone” jako część “słabego wyjaśnienia”, zaproponowanego przez wczesnych myślicieli chrześcijańskich. Jeśli zawieszeniu na wiele stuleci mogła zostać poddana idea Królestwa, dlaczego nie idee chrystologiczne? Także to zawieszenie nie musiałoby być trwałe. Być może uściślona teologia znalazłaby jakiś nowe, tym razem dobre wyjaśnienie i nowy sens dla tych tradycyjnych intuicji? 

  Wielkie religie uznawane są – z ewolucyjnego punktu widzenia – za ogromne, doskonale zaadaptowane, bardzo rozległe kompleksy powiązanych idei. Naiwne są oczekiwania szybkiej laicyzacji Zachodu. Z tego samego ewolucyjnego punktu widzenia nie można jednak także wykluczyć, że nawet chrześcijaństwo – jeśli nie zmieni stosunku do dominujących we współczesności nauk – może przestać kiedyś istnieć. Będzie miało swoje miejsce w historii, ale tylko jako drabina, na jaką nauka się wspięła, aby potem ją odrzucić (Ara Norenzajan, Big Gods, 2013). Mogłoby to okazać się katastrofą także dla nauk. Bo a nuż mamy do czynienia nie z żadną „drabiną”, ale z fundamentem, którego jeszcze na razie zbyt dokładnie nie widać? Co drugi polski katolik nie wierzy w zmartwychwstanie, ale co piąty polski ateista wierzy w istnienie duszy. [9]

 Jak zatem mogłaby brzmieć inna, dokładniejsza i bardziej konstruktywna odpowiedź na pytania, pominięte podczas przywołanych przeze mnie konferencji? Mogłaby brzmieć: jeszcze nie znamy sposobu uzgodnienia ewolucyjnej i chrześcijańskiej wizji człowieka. Domyślamy się jednak, że problem ten „jakoś” zaczyna się w nauczaniu Jezusa i „jakoś” prowadzi do odkryć ewolucjonistów. Jest mianowicie szansa, że nie przypadkiem nowożytna biologia i inne nauki, oparte na dobrych i sprawdzalnych wyjaśnieniach, rozwinęły się właśnie w cywilizacji chrześcijańskiej. Żywimy w związku z tym nadzieję, że uda nam się oczyścić nasze idee, odbudować zerwane mosty i ułożyć bardziej wiarygodną opowieść o czekającym nas lepszym życiu.

 

Linki:

[1] https://www.youtube.com/watch?v=CsDtrOgbirc

[2] https://www.youtube.com/watch?v=mcbvkDDmuGQ

[3] http://www.copernicuscenter.edu.pl/wp-content/uploads/2014/10/Granice-Nauki.pdf

[4] http://www.rp.pl/artykul/1073998.html?print=tak&p=0

[5] https://www.academia.edu/15602017/Etyczne_aspekty_wsp%C3%B3%C5%82czesnej_pentekostalizacji_chrze%C5%9Bcija%C5%84stwa

[6] http://news.berkeley.edu/2013/03/12/non-believers/

[7] http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/248340,1,dowod-na-istnienie-boga.read

[8] https://www.youtube.com/watch?v=folTvNDL08A

[9] http://tygodnik.onet.pl/wiara/raport-o-polskich-ateistach-co-piaty-z-nich-wierzy-w-istnienie-duszy-temat-numeru/yn6z

242 myśli nt. „Księdzu Hellerowi: Dlaczego katolicy przestają wierzyć w zmartwychwstanie Jezusa?”

  1. Chciałbym napisać kilka tylko uwag, raczej pobocznych, ale dla mnie ważnych:
    1. Ks. Prof. Heller głosi, że dogmaty kościelne zawsze mają wymiar polemiczny i są palącą odpowiedzią na rodzące się w danej epoce błędy teologiczne. To oczywiście prawda, jeśli spojrzeć na historię doktryny z lotu ptaka. Warto jednak zauważyć, że ostatnie dogmaty nie powstały w takiej funkcji, zwłaszcza dogmaty maryjne: Niepokalane Poczęcie i Wniebowzięcie. O czym to świadczy? Dla tematu dyskusji to w ogóle nie ważne, ale po prostu warto pamiętać, że nie można sprowadzić dogmatyki tylko do aspektu polemicznego, tak jakby trzeba było się wytłumaczyć z jej bujnego kształtu. Dogmaty są i tyle. Gdy się ich nie rozumie w duchu literalizmu, tylko poprawnie (czyli jako symbole), nie stoją żadną miarą na przeszkodzie dialogu religii z nauką.
    2. Milczenie profesora w tematach religijnych, pewien asekuracyjny ton w tej kwestii to niekoniecznie znak tego, że ma on problem z połączeniem swoich dwóch dziedzin, ani że jest bardziej naukowcem niż chrześcijaninem etc. Wydaje się, że chodzi tu o pewną błogosławioną ostrożność. Łatwo bowiem o tani, pośpieszny konkordyzm, który później może szybko runąć jak domek z kart, ośmieszając przy okazji religię. Nie brakuje na przykład takich apologetów, którzy Pana Boga chcą spektakularnie umieścić „przed” wielkim wybuchem, albo jako motor ewolucji. To, że Heller unika takich nieostrożnych syntez jest właśnie jego wielkością, a nie brakiem. Co prawda jest to wielkość trudna, bo słuchając profesora czeka się z wypiekami na twarzy na fragment, w którym wreszcie pojawi się Jezus, Maryja i sakramenty. To z pewnością dość frustrujące, że słuchacz nie doczeka się nigdy tego momentu. Ale może właśnie w tym jest największa mądrość – żeby nie mieszać wymiarów rzeczywistości. Nie znaczy to, że są „dwie prawdy”, ale po prostu rzeczywistość ma różne wymiary i wplatanie Boga w fizykę kwantową wcale Mu nie dodaje chwały.
    3. Przykład pytania o zmartwychwstanie nie jest chyba zbyt dobry, bo jest to pytanie zadane właśnie w duchu kiepskiego konkordyzmu. Chrześcijaństwo mówiąc o zmartwychwstaniu ciała nie mówi o kontynuacji biologii, lecz o nowym wymiarze kończącym wszelką biologię. Pytać o miejsce i sposób życia ciał zmartwychwstałych w kosmosie to jedno wielkie nieporozumienie. Nie ma się co dziwić, że od tak postawionego pytania „mądrzy ludzie Kościoła uciekają”.

  2. KAROL DARWIN

    Ileż to lat minęło, od kiedy „poczciwy” Karol Darwin w 1859 roku w dziele „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt” (pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1884 roku) napisał:

    Wzniosły zaiste jest to pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form, lub jedną tylko, i że gdy planeta nasza, podlegając ścisłym planom ciążenia dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż się jeszcze rozwija, nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu (Karol Darwin, O powstawaniu gatunków, Warszawa 2006, s. 451).

    Co się stało przez ten okres dwustu lat, że dziś ani to nie jest pogląd wzniosły, ani też nie jest to pogląd, z którym radziłaby sobie teologia chrześcijańska?

    Być może błąd leży w edukacji teologów. Nie wiem, czy na wydziałach teologicznych wykłada się ewolucjonizm, fizykę czy matematykę. Być może kadry kształcone na katolickich uniwersytetach nie są przygotowane do tego, by zmierzyć się z owymi problemami. Nie mając wiedzy, muszą dreptać w miejscu, nie są w stanie – nawet jeśli założymy, że mają dobre intencje – wyjść ponad to, co ich nauczono (Augustyn, Tomasz itd.). Może rzeczywiście należy rozmawiać z duchownymi, którzy są naukowcami, a teologów unikać, bo nie mogą oni odnieść się do naszych, jakże ważnych, problemów. Być może teologiczne rozwiązanie dylematów nauki otrzymamy nie od teologa, lecz od chrześcijańskiego naukowca. Nieraz tak bywało – nauka zna takie przypadki – że rozwiązanie przychodziło nie z tego miejsca, w którym go wszyscy oczekiwali…

  3. Do cytatu z Darwina wkradł się błąd, mój błąd. Powinno być: „prawom ciążenia”, a jest: „planom ciążenia”.

    Przepraszam 🙂

  4. Na podst. książki M. Hellera „Sens życia i sens wszechświata”:

    Jak odpowiada na problem zła w ewolucji ksiądz Michał Heller? Uważa on przede wszystkim, że pomiędzy prawdami religijnymi a teorią ewolucji nie istnieje rzeczywista sprzeczność. Zdaje sobie sprawę, że najważniejszą kontrowersją jest problem cierpienia. Ewolucja dokonuje się na drodze doboru naturalnego, eliminowania słabszych przez silniejszych, co łączy się z ogromem cierpień. „Wobec najnowszych dokumentów Stolicy Apostolskiej jest rzeczą oczywistą, że naukowa teoria ewolucji nie jest sprzeczna z żadną prawdą wiary chrześcijańskiej i że chrześcijaninowi wolno ją uznawać”.

    Obecnie nie ma w nauce żadnej alternatywnej globalnej teorii biologicznej, dlatego teorię ewolucji należy uznać za obowiązującą. Zatem jak godzi prof. Heller problem cierpienia wynikającego z ewolucji z istnieniem dobrego Boga? Przyznaje on, że Bóg stworzył świat, a cierpienie jest zasadniczym elementem wbudowanym w procesy prowadzące do pojawienia się coraz wyżej zorganizowanych struktur, w tym człowieka. Ks. Heller pisze, że moc Boga jest ograniczona do tego, „co mieści się w zasięgu Jego racjonalnego działania”, a chcąc osiągnąć swój cel Bóg musiał dopuścić cierpienie. Jeśli ten cel „równoważy” cierpienie konieczne do jego urzeczywistnienia, to Boga można w ten sposób „usprawiedliwić”. „Racjonalne działanie Boga” nie pozwala urzeczywistnić Bogu sprzeczności. Sprzeczność może być oczywista, jak np. to, że Bóg nie może stworzyć kwadratowego koła. Inne sprzeczności są ukryte, jak np. prawo entropii mówiące, że wzrost złożoności może się dokonywać jedynie kosztem wzrostu entropii w otoczeniu, zatem wzrost złożoności ma cenę nakładów energetycznych. Bóg w swoich działaniach musi uwzględniać pewne konieczności. „Biologicznym wyrazem zasady wzrostu złożoności dzięki wzrostowi entropii w otoczeniu jest zasada naturalnej selekcji. A więc „odrzuty ewolucji” są koniecznym warunkiem biologicznego postępu. Mówiąc inaczej, w ewoluującym świecie istnienie cierpienia jest strukturalną koniecznością”.

    Problem entropii w świecie jest fascynujący. Jak to się dzieje, że świat zmierzający do chaosu (wzrostu entropii) produkuje uporządkowane układy, takie jak na przykład żywe organizmy? Dodam od siebie wyjaśnienie, jak można rozumieć tą strukturalną konieczność ewolucyjną w odniesieniu do entropii. Jeśli wzrost porządku jednego układu musi odbywać się kosztem wzrostu entropii innego/innych układów, to w przypadku doboru naturalnego działa to tak: uporządkowanie układu ciała człowieka (sprawne działanie organizmu, wykonywanie czynności życiowych takich jak oddychanie, odżywianie, rozmnażanie itp) wymaga entropii, czyli rozkładu porządku innych organizmów, roślin i zwierząt. Ich porządek zostaje zniszczony w rezultacie ich uśmiercenia i zjedzenia przez człowieka. To z jednej strony wzrost uporządkowania układu ciała człowieka, a z drugiej strony zniszczenie uporządkowania (entropia) pszenicy i kurczaka. Aby żył jeden organizm, musi ulec zniszczeniu wiele innych.

    Czy metoda stwarzania świata przez ewolucję także była taką strukturalną koniecznością? Ks. Heller jest zdania, że tak, że Bóg był zmuszony do wyboru takiej właśnie metody przez jakąś inną strukturalną konieczność. Ks. Heller uważa, że istnieje jakaś strukturalna konieczność, której musi podporządkować się Bóg. Jednocześnie jednak przyznaje, że sam Bóg jest tą koniecznością. Innymi słowy, Bóg nie może nic poradzić na to, czym bądź kim jest. Nawet sam Bóg nie ma wolej woli, ale jest zdeterminowany tą koniecznością, która każe Mu m.in. wbudować cierpienie w plan stworzenia świata. „Zarówno w tradycyjnych traktatach teologicznych, jak i w sformułowaniach katechizmowych zawsze podkreśla się, że Bóg nie jest autorem cierpienia, lecz je jedynie dopuszcza. W mojej próbie „usprawiedliwienia Boga” (gdyż jest to tylko próba) określenie „dopuszcza” nabiera właściwego sensu: Bóg zmierza do jakiegoś celu, chce go; wprawdzie cierpienia nie zamierza, ale musi włączyć je do swego planu, bo tak mu każe strukturalna konieczność, którą przecież jest On Sam”.

    Jeśli teolog staje przed wyborem rezygnacji z jednego z następujących przymiotów Boga: wszechmoc, wszechwiedza i miłosierdzie, najprawdopodobniej zrezygnuje z wszechmocy. Heller podporządkował Boga strukturalnym koniecznościom, odbierając Mu tym samym część mocy. Podobnie czyni poeta Czesław Miłosz w wierszu „Jak mogłeś”:

    Nie pojmuję, jak mogłeś stworzyć taki świat,
    Obcy ludzkiemu sercu, bezlitosny.
    W którym kopulują monstra i śmierć
    Jest niemym strażnikiem czasu.

    Nie potrafię uwierzyć, że Ty tego chciałeś.
    To musiała być jakaś przed-kosmiczna katastrofa,
    Zwycięstwo inercji silniejszej niż Twoja wola.

    Wędrowny rabbi, który nazwał Ciebie ojcem naszym,
    Bezbronny człowiek przeciw prawom i bestiom tej ziemi,
    Pohańbiony, rozpaczający,
    Niech mnie wspomaga
    W moich modlitwach do Ciebie.

    Inercja silniejsza niż wola Boga jest u Miłosza odpowiednikiem strukturalnych konieczności Hellera. Ograniczona moc Boga występuje u Miłosza także w innych jego wierszach. Ograniczenie mocy jest tutaj sposobem na zachowanie Boga miłosiernego i wszechwiedzącego.

    Ks. Heller wydaje się być zwolennikiem idei Boga istniejącego poza czasem, który niejako z wysokości bezczasowej wieczności, w której przebywa, obserwuje dzieje świata, nie ingerując w nie, ale pozwalając toczyć się historii swobodnie. „Tym, który kontempluje, jest Bóg. Widzi On i przeszłość, i przyszłość, choć autorami tego, co się dzieje, są ludzie, uczestnicy dramatu dziejów, a nie On sam. On ich obdarzył wolnością i nie ingeruje w ich decyzje, choć widzi je, zanim oni je jeszcze podjęli”.

    Mamy tutaj dwa problemy: brak ingerencji Boga w świat jest sprzeczny z większością religii, a na pewno z chrześcijaństwem i judaizmem. Drugi problem to kwestia wolnej woli, której istnienie jest dziś poddawane w wątpliwość.

    Jeśli Bóg jest jedynie obserwatorem dziejów, nieingerującym i pozostawiającym ludzi samym sobie oraz różnorakim „strukturalnym koniecznościom”, to wizja ta przeczy objawieniu żydowsko-chrześcijańskiemu ze Starego i Nowego Testamentu. Bóg Hellera to nie Bóg Abrahama, Jakuba i Jezusa. Jest to Bóg naukowca. Boga – biernego obserwatora trudno utożsamić z Jahwe Starego Testamentu, Bogiem zazdrosnym i wtrącającym się nieustannie w dzieje człowieka. Nie pasuje On także do Boga Nowego Testamentu, Boga-Ojca, który troszczy się nieustannie nie tylko o ludzi, ale nawet o ptaki, który dokonuje cudów na tym świecie poprzez Swojego Syna i Jego uczniów. Jak Heller godzi tego biernego Boga-obserwatora z Bogiem – Ojcem, który tak przejmuje się światem, że posyła nań Swojego Syna? Nie można chyba bardziej wtrącać się w świat niż samemu na nim się zjawić – a tak właśnie zrobił Bóg chrześcijan, o czym świadczy dogmat o wcieleniu.

  5. Ks. Heller w rzeszowskim wykładzie stawia znak równości pomiędzy racjonalnością, bytem i dobrem. Racjonalność jest dobrem. Nie mogę się tu zgodzić. Racjonalność ignoruje dobro i zło. Np. nikt nie zaprzeczy, że ewolucja drogą doboru naturalnego jest racjonalna. Jednak odbywa się kosztem cierpienia przeżywanego, zadawanego sobie nawzajem przez różne gatunki i przez przedstawicieli tego samego gatunku. Prawdopodobnie homo sapiens pozabijał na tyle dużo Neandertalczyków, że gatunek ten wygasł. Czy taka racjonalność jest dobrem? A co z walkami między plemionami, z walkami o przywództwo u zwierząt, zabijanie się szympansów, dzieciobójstwo? To jest przecież racjonalne z punktu widzenia sukcesu ewolucyjnego osobników bądź „samolubnych” genów. Racjonalne to nie zawsze dobre.

    Ponadto racjonalność to coś, co istnieje, w przeciwieństwie do irracjonalności, która według Ks. Hellera jest tak nieznacząca, że zostaje unicestwiona. Ale czy irracjonalność nie istnieje? Oczywiście, że istnieje. W świetle teorii ewolucji takie zachowania jak nadstawianie drugiego policzka, oddawanie szaty i płaszcza, najprawdziwszy altruizm (bez żadnej korzyści) – to są działania irracjonalne. To, że Jezus poddał się bez walki, przebaczył swoim oprawcom – to są działania irracjonalne z punktu widzenia interesu ewolucyjnego. A przecież chrześcijaństwo uznaje takie zachowania za szczyt dobra. Religia jako taka niesie w sobie potencjał irracjonalności, która każe się jednostkom sprzeciwić potędze tej racjonalności, która niesie zło.

  6. ALTRUIZM

    Anno, altruizm nie jest działaniem sprzecznym z ewolucją i nie wprowadza do niej czynnika irracjonalnego. Już Darwin zauważył, że „plemię złożone z wielu jednostek wykazujących rozwinięty w wysokim stopniu duch patriotyzmu, wierności, posłuszeństwa, odwagę i zdolność współodczuwania, zawsze gotowych do udzielania sobie nawzajem pomocy oraz do poświęcania się dla ogólnego dobra, przeważnie będzie odnosić zwycięstwa nad większością innych plemion” (Ch. Darwin, O pochodzeniu człowieka, Warszawa 1959).

    Tymi problemami zajmuje się socjobiologia, a za jej ojca założyciela uchodzi Edward O. Wilson – amerykański entomolog, badacz życia społecznego owadów:

    Powiedzmy, że jeden człowiek tonie, a drugi skacze do wody, by go ratować, chociaż nie są spokrewnieni, a nawet nigdy wcześniej się nie spotkali. Reakcja ta jest typowym przykładem zjawiska określanego przez ludzi jako «czysty» altruizm. Jednak po zastanowieniu można dostrzec korzyści, jakie z tego odniósł samarytanin. Przypuśćmy, że gdyby nie udzielono pomocy tonącemu, miałby on szansę jedną na dwie, że zginie, podczas gdy prawdopodobieństwo śmierci ratownika jest jak jeden do dwudziestu. Wyobraźmy sobie też, że gdy utonie ratownik, pociągnie za sobą ofiarę, lecz gdy samarytanin przeżyje, ocali również tonącego. (…) Populacja, która przyjmuje na siebie takie moralne zobowiązania do aktów wzajemnego altruizmu, będzie populacją osobników o ogólnie podniesionej genetycznej wartości przystosowawczej (E.O. Wilson, Socjobiologia, Poznań 2000, s. 74).

    Mamy obecnie wiele prac, które zajmują się tym zagadnieniem i okazuję się, że altruizm jest jedną z cech adaptacyjnych ewolucji, która pozwala przetrwać gatunkom rywalizację; stąd np. zjawisko dzielenia się krwią przez nietoperze-wampiry, chociaż dla niektórych z nich kończy się to śmiercią (M. Ridley, O pochodzeniu cnoty, Poznań 2000, s. 77–78).

    Nie ma obecnie powodów, by etyki, która wydaje się być pochodną religii, oddzielać od zimnej i bezwzględnej ewolucji darwinowskiej (zob. E. Aronson, T.D. Wilson, R.M. Akert, Psychologia społeczna. Serce i umysł, Poznań 1997; E.O. Wilson, Socjobiologia, Poznań 2000; D. Buss, Psychologia ewolucyjna, Gdańsk 2001; B. Wojciszke, Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej, Warszawa 2002). Wręcz przeciwnie: dziś religię – ze wszystkimi jej działami – wpisano w normalny cykl ewolucyjny, racjonalny aż do bólu.

  7. Andrzeju, wiem o tym, jak socjobiologia tłumaczy altruizm: krewniaczy lub odwzajemniony. Ale mnie chodzi o altruizm bezinteresowny (ani korzyść genu, ani spodziewane odwzajemnienie). A chyba Jezus umierając na krzyżu nie przyczynił się do sukcesu swojego genu ani nie spodziewał sie odnieść późniejszych korzyści.
    Altruizm bezinteresowny jest aberracją, zdarza się niezmiernie rzadko, bo nie jest dobrym przystosowaniem, i jako taki nie jest wybierany przez dobór naturalny.

  8. Na pewno Darwin, a chyba też i Wilson uważali, że istnieje dobór grupowy, tzn jakaś cecha będzie „wybrana”, bo jest dobra dla grupy. ALe zdaje się, że współcześnie nauka odeszła od doboru grupowego i zamiast tego mamy dobór genowy lub osobniczy.

  9. Ewolucja ignoruje dobro i zło, ale to nie znaczy, że w pewnych okolicznosciach nie preferuje dobra. Na przykład przy wychowywaniu własnych dzieci musimy być dla nich dobrzy i się dla nich poświecać. Chetnie też robimy coś dla krewnych lub znajomych, którzy mogą nam się odwdzięczyć. Samarytanin z przypowieści prawdopodobnie nie jest krewnym człowieka, któremu pomaga ani nie spodziewa sie od niego wzajemności. Taki altruizm nakazuje Jezus, chociaż jest dla osobnika i jego genu kosztowny i nieopłacalny. Dlatego tak mało ludzi jest zdolna do takiego altruizmu.
    Moralność mogła być starsza od religii, a jej przyczyny to właśnie powstanie empatii u człowieka. Ale jednak moralność typu: kiedy jest to opłacalne dla genu – pomóż, współczuj, bądź dobry. Ale kiedy nieopłacalne lub wręcz zagraża twemu genowi – likwiduj przeciwnika.
    Typ moralności; zawsze bądź dobry, nawet dla wroga, który ci zagraża, to wynalazek chyba religii, a w każdym razie jest propagowany przez religie.

  10. MĘCZENNIK BEZ KORZYŚCI

    Czy Jezus nie spodziewał się, że odniesie jakąś korzyści ze Swojej śmierci, czyli że co: uważał, iż ponosi klęskę i pogrąży się w niebyt; że Jego idea odejdzie wraz z nim?

    Otóż ludzie, którzy oddają swoje życie dla jakiejś idei, religii lub państwa przyczyniają się do przetrwania genów (innych). Ich bezinteresowność w poświęceniu swojego życia ma bardzo dużą wartość dla społeczności, w której żyją. Np. tylko fanatyczne poświęcenie i męczeństwo w trakcie powstania żydowskiego uratowało religię i naród za Machabeuszy. Męczeński gen (tak go nazwijmy), choć nie występuje często, ma bardzo duże znaczenie ewolucyjne

    Czyż nie ma Wilson racji, pisząc, że humaniści widzą człowieka takim, jakim chcieliby go widzieć, socjobiologia widzi go takim, jakim jest naprawdę.

  11. Tak można by pomyśleć, gdyby naukowcy uważali, że dobór grupowy istnieje. Jednak ta koncepcja jest passe. Ewolucja nie dba o grupy takie jak naród żydowski ani o gatunki nawet o homo sapiens. Z punktu widzenia teorii ewolucji gen Jezusa poniósł klęskę. A czy Jezus uważał, że poniósł klęskę to inna sprawa. Gen męczeński (hipotetyczny, bo nikt go nie widział) może się pojawić jako mutacja, ale nie rozprzestrzeni się w popoulacji bo nie sprzyja genowi.

  12. wyszło masło maślane – gen nie sprzyja genowi. Nie tak. Jeśli by istniał gen męczeństwa lub samobójstwa to on by nie przetrwał, ponieważ nie byłby przekazywany dalej: człowiek zamordowany lub który popełnił samobojstwo nie będzie miał za wiele dzieci, na pewno mniej niż inni, którzy żyją dłużej. Ale oczywiście nauka nie stwierdziła istnienia takich genów.

  13. Memetyka jest bardzo ciekawa, tylko że nie ma żadnych dowodów na istnienie memów. Zatem jest to tylko hipoteza. Być może kiedyś naukowcy znajdą memy, ale na razie można tylko spekulować. Analogia genu i memu nie jest dokładna. W wielu punktach gen i mem działają na innych zasadach (o ile przyjmiemy, że memy istnieją).

  14. Musielibyśmy określić skalę prawdopodobieństwa istnienia memów, na dzień dzisiejszy. Ale dla wyjaśnienia fenomenu męczenników i samarytan wystarczą twierdzenia socjobiologiczne.

    Natomiast bardziej interesującą kwestią jest poświęcanie życia dla innych, też wrogów, w przypadku ateistów. Mieliśmy tego liczne przykłady w trakcie interwencji USA w Iraku. Gdy żołnierz-ateista brał w obronę ludność cywilną – też mu wrogą – i ginął. Poświęcał wszystko – przynajmniej w jego mniemaniu, bo nie wierzył w życie pozagrobowe, w jakiejkolwiek formie. Zastanawia mnie, ostatnio często, czy to poświęcenie nie jest warte więcej niż to religijne, za którym stoi przecież nagroda. Ateista poświęca się nie oczekują nic w zamian. Ale to tak na marginesie – w kontekście ofiary Chrystusa.

  15. No tak, zgadzam się, że takie poświęcenie ateisty jest więcej warte, bo on naprawdę nic nie zyskuje, myśli, że nic nie zyskuje.
    Co do memów: jak obliczyć prawdopodobieństwo istnienia memów? Czy ktoś to próbował zrobić?
    Co ciekawe, zagorzały przeciwnik religii Dawkins uważa (wbrew deterministom i tym, co zaprzeczają wolnej woli), że wielkość człowieka polega na tym, że mimo zniewolenia przez memy i geny potrafi on czasem przeciwstawić się niewoli genu i memu, tzn zachować się z najczystszym altruizmem, nie zyskując NIC. Taką moralność promuje.

  16. O ROSNĄCEJ NIEWIERZE W ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA

    Prześledziłem wczoraj wieczorem zawrotne tempo sobotniej dyskusji pomiędzy Anną i P. Andrzejem. Błysk wiedzy, oczytania, śmiałość i szybkość formułowania myśli. Brawo! Wielu mogłoby pozazdrościć…

    Powracam jednak do zasadniczego tematu we wpisie P. Dariusza. Chodzi o rosnącą niewiarę w zmartwychwstanie Jezusa, a więc także o poważne niedostatki teologii. Jakkolwiek pytanie skierowane jest imiennie do Ks. prof. M. Hellera, chciałbym dołączyć kilka swoich refleksji.

    1. W SPRAWIE ZAPOMNIENIA O ZMARTWYCHWSTANIU

    Sądzę, że nie należałoby może przesadzać z podkreślaniem faktu „zapomnienia o zmartwychwstaniu” w debatach o nauce i wierze. Nie wszystko musi odbywać się u nas w Polsce z takim nagłośnieniem jak rzeszowski wykład Ks. Hellera. Kiedy zaproszono mnie do udziału w „Copernicus Festival”, organizowanym przez krakowski Copernicus Centre z udziałem „Tygodnika Powszechnego” w maju 2014 r., wzbraniałem się przed wygłoszeniem referatu. W końcu uległem. Wybrałem temat trudny i szeroki, jak widać to już w samym tytule: „Chrześcijańskie Credo a wyzwania nauki”. Zob. https://www.youtube.com/watch?v=hZjgfZ4QhwY
    Nie mogłem, w kontekście dialogu teologii i nauki, pominąć wiary w zmartwychwstanie Jezusa oraz w eschatologiczne konsekwencje tego wydarzenia dla dziejów świata. Nie sposób przecież było zapomnieć o zmartwychwstaniu i obecności tej prawdy w chrześcijańskim wyznaniu wiary. W miarę swojej wiedzy i możliwości mówiłem o cierpieniu, śmierci i złu w dziejach ewolucji. Dotykałem kwestii materii, cielesności i jej eschatologicznej przemiany. Zwracałem uwagę na fakt, że teksty biblijne tchną zdumiewającą logiką ciągłości i nieciągłości (continuity/discontinuity). Przypominałem także o tym, jak współcześni teologowie na świecie potrafią spokojnie i mądrze dyskutować z naukowcami o tego rodzaju zagadnieniach – o zmartwychwstaniu ciała i świecie po zmartwychwstaniu. Podkreślałem, że dzisiaj wiara w zmartwychwstanie i życie w przyszłym świecie nie jest naprawdę łatwa.
    Tam, w Krakowie, przy udziale licznej publiczności, wprowadziłem do rozważań teologicznych pojęcie nieutracalnego wzorca informacyjnego (information-bearing pattern), ukrytego w samej strukturze materii. – chyba, jeśli się nie mylę, po raz pierwszy w polskiej teologii. O tym pojęciu dyskutowaliśmy także w II części debaty „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę w cywilizacji informatycznej?”, po moim artykule/wpisie wstępnym.

    Jeżeli dyskutuje się o tym publicznie także w blogu teologicznym KLEOFAS, to wydaje mi się, że akcentowanie „zapomnienia o zmartwychwstaniu” jest chyba co najmniej trochę przesadzone. Ale rzeczywiście, w „katolickiej” Polsce bywa i tak, że teologowie nie interesują się poglądami kogoś, kto nosi od lat etykietkę „heretyka”. Nie wspomnę nawet o poziomie teologicznej edukacji w seminariach i uniwersytetach na temat dialogu wiary i niewiary, nauki i teologii…

    2. KRÓLESTWO BOŻE I WSPÓŁCZESNY ZACHÓD

    Refleksje P. Dariusza skłaniają do myślenia. Najważniejszy i najbardziej śmiały jest, w moim odczuciu, jego postulat przeformułowania „teologii słabej w teologię ścisłą ma wzór nauki”. Zachęca do tego, aby zaadoptować metody i postawy naukowe w teologii. On ateista, wierzy w solidne i trwałe przymierze między teologią i nauką. Chce być pomocny w budowaniu takiego przymierza. Rzadko chyba mamy do czynienia z taką otwartą i pochwały godną postawą.

    Dlatego powraca on do pierwotnego i podstawowego faktu – do Jezusa, Jego oczekiwania i zapowiedzi bliskiego Królestwa/panowania Boga na ziemi. Pyta: jak zweryfikować prawdziwość hipotezy o Królestwie? Jezus uczył, że to Królestwo już się przybliżyło, że ma już swój początek (uwaga: początek!) za Jego życia. Ale jak znaleźć drogę od pierwotnej idei wciąż jeszcze nieobecnego Królestwa do chrześcijaństwa?

    I tu właśnie dotykam najbardziej, w moim przekonaniu, KONTROWERSYJNEGO PUNKTU. – Tą wstępną realizacją idei Królestwa miałby, czy mógłby być, „współczesny Zachód”. Czy to właśnie ze względu na swoją arcy-racjonalność i oczarowanie skutecznością nauki, Zachód może być uznany za rzeczywisty zaczątek owego „rajskiego Królestwa” na ziemi?

    Trudno mi, doprawdy, zgodzić się z tym poglądem. Nie potrafię się z nim oswoić. Czyżbym źle zrozumiał intuicję P. Dariusza? Ileż krytycznych uwag można by przecież poczynić po adresem owego, niegdyś rzekomo „chrześcijańskiego Zachodu!” Czy dzisiaj bardzo przybliżył się on do „Królestwa Bożego” ze względu na swoją „racjonalność” i postęp naukowo-techniczno-informatyczny? Ks. Heller mówił w swoim rzeszowskim wykładzie o XIX-wiecznym doświadczeniu skuteczności nauki, ale także o XX-wiecznym doświadczeniu GRANIC nauki… Sam P. Dariusz często również wskazuje na te granice…
    Obecnie Papież Franciszek zarzuca współczesnemu Zachodowi m.in. grzech destrukcyjnej „globalizacji obojętności”. Całą litanię zarzutów można by mieć pod ręką!

    Rozumiem konieczność szukania nowych dróg dla teologii, jeżeli nie chcemy narazić chrześcijaństwa na rosnącą niewiarygodność w oczach tak wielu ludzi. Czy nie nadużywamy jednak, pewnego rodzaju konkretnym rozumowaniem, samej idei „Królestwa Bożego” w nauczaniu Jezusa?

    A może trzeba inaczej spojrzeć na ideę Królestwa i jego obecności w świecie? Dyskutowaliśmy już zresztą o tych zagadnieniach w Kleofasie. W tym miejscu chciałbym sformułować ponownie kilka refleksji.

    3. UNIŻONA POSTAĆ KRÓLESTWA I PANOWANIA BOŻEGO

    Jezus poświęcił swoje życie przepowiadaniu panowania Boga i Jego Królestwa. Wiele spraw tego świata zdaje się świadczyć o tym, że ono nie nadeszło, gdyż dzieje ludzkie nie zmieniły się na lepsze. W świadomości wierzących wciąż powraca dręczące pytanie o realizację Królestwa Bożego w ziemskim czasie. Jestem przekonany, że wyczekiwana przyszłość już się rozpoczęła. Trzeba w nią uwierzyć. Urzeczywistnia się jako królestwo wolności w dobrych decyzjach ludzi, we wzajemnej służbie i niesieniu pomocy, we współczuciu, w przebaczeniu i pojednaniu. To coś więcej niż tylko nadejście królestwa Bożego wyłącznie w sferze duchowej. To dzieje się w rzeczywistym codziennym życiu przez uwewnętrznienie Ewangelii Nauczyciela z Nazaretu.

    Jezus nie podzielał wiary w ewolucyjne ulepszanie i doskonalenie człowieka. Nie przeczył, że są ludzie o dobrym sercu: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swojego serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło, bo z obfitości serca mówią jego usta” (Łk 6,45; por. Mt 12,35). Zbyt dobrze znał jednak ludzką ułomność i skłonność do czynienia zła. Mówił: „choć źli jesteście, potraficie dawać dobre dary swoim dzieciom” (Łk 11,13). Stąd ten ustawiczny apel Nauczyciela z Nazaretu do ciągłego nawracania się, czynienia dobra, wybaczania i pojednania. Żyjemy w ustawicznym napięciu pomiędzy czynieniem dobra i zła, między łaskawością i życzliwością Boga a wolnością człowieka, między „już” zapoczątkowanego Królestwa Bożego a „jeszcze nie” jego pełnej realizacji w „Stanie Omega. To napięcie pozostanie do końca dziejów. Bóg go przemocą nie usuwa. Droga do Królestwa i panowania Boga wiedzie przez wolność człowieka. Dokonuje się to, dzięki obecności zmartwychwstałego Pana, także w Kościele, pomimo jego oporów, błędów, słabości i grzeszności.

    Ilustruje to dobrze przypowieść Jezusa o ziarnku gorczycy, z którego wyrasta rozłożysty krzew (Q 13,18-19; Mk 4,30-32). Panowanie Boga w dziejach podobne jest nie do samego ziarna, ale do CAŁEGO PROCESU JEGO CICHEGO WZRASTANIA i stopniowego przekształcania się. Panowanie Boga cechują niepozorne wydawałoby się wydarzenia w ludzkim życiu, ciche przemiany umysłu i serca (metanoia!), które z kolei przynoszą dobre owoce w relacjach międzyludzkich. Mówimy wówczas o nawróceniu i jego dobroczynnych skutkach w życiu społecznym.

    To jest właśnie owa UNIŻONA, KENOTYCZNA POSTAĆ KRÓLESTWA, będąca odzwierciedleniem uniżenia i kenozy samego Jezusa (zob. Flp 2, 6-11). MĘKA I ŚMIERĆ KRZYŻOWA JEZUSA WNIOSŁY TRWAŁĄ MODYFIKACJĘ W SAMO ROZUMIENIE GŁOSZONEGO PRZEZ NIEGO PANOWANIA BOGA W LUDZKICH DZIEJACH (zob. G. Lohfink, Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był, przeł. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań 2012, s. 68).

    Stwórca osiąga niezawodnie swój cel, ale w poszanowaniu ludzkiej wolności – w uniżeniu, ciszy i spokoju, bez rozgłosu i zbędnego hałasu. Celem tym jest doprowadzenie wszystkich do ostatecznej pełni Królestwa. „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga, u Boga bowiem wszystko jest możliwe” (Mk 10,27).

    Ostrzeżenia berlińskiego profesora, żydowskiego filozofa Jacoba Taubera, o którym była mowa w naszych Kleofasowych dyskusjach (uważni dyskutanci pamiętają, gdzie i kiedy), warte są głębokiego namysłu. Pisał on: „Uwewnętrznienie nie stanowi (…) linii podziału między judaizmem a chrześcijaństwem, lecz świadczy o kryzysie w samej eschatologii żydowskiej (…). Jeżeli idea mesjańska w żydowskiej tradycji nie zostanie uwewnętrzniona, może zamienić ‘krainę zbawienia’ w płonącą apokalipsę”.

    To ważne ostrzeżenie, którego nie wolno zlekceważyć. Trzeba zatem STRZEC SIĘ ILUZJI, JAKOBY ZBAWIENIE (NAWET TYLKO W ZACZĄTKU) DOKONYWAŁO SIĘ W SPEKTAKULARNY SPOSÓB NA SCENIE HISTORII. Każda próba realizacji zbawienia w dziejach świata bez transformacji idei mesjańskiej oraz jej interioryzacji w ludzkich sercach może prowadzić do zguby.

    Prawdziwa przemiana świata nie dokonuje się wskutek głoszonych ideologii i teorii, lecz dzięki ludziom przemienionym, którzy w swoim życiu realizują Ewangelię Jezusa o Królestwie. Są oni wówczas ludźmi błogosławionymi, ludźmi Błogosławieństw, którzy wprowadzają sprawiedliwość i pokój w dzieje tej ziemi.

    Tyle moich sobotnio-niedzielnych refleksji.

  17. Rozwój Królestwa Bożego ma swój wymiar intensywny i ekstensywny.
    ten pierwszy warunkuje drugi,zatem trzeba powrócić do swego wnętrza.
    Człowiek współczesny żyje ‚jakby poza sobą’,mawiał św.Jan PawełII.
    Diagnoza prosta,terapia nie,ale możliwa.

  18. Czytając te słowa ks.Profesora Hryniewicza :”Stwórca osiąga niezawodnie swój cel, ale w poszanowaniu ludzkiej wolności – w uniżeniu, ciszy i spokoju, bez rozgłosu i zbędnego hałasu”- pomyślałam, że ludzie przestają wierzyć w zmartwychwstanie, bo…mogą, właśnie w poszanowaniu wolności człowiek albo odpowiada wiarą, albo nie. Czytałam niedawno książkę, bardzo ciekawą, „Świadkowie tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”,dziennikarskie dochodzenie w sprawie pamiątek po Jezusie, związanych głównie z wydarzeniami śmierci. Refleksja moja jest taka, że człowiek ma dużo „dowodów”, jeden naukowiec- zatwardziały ateista- nagle doznał porażenia, nawrócił się i wierzy bardzo mocno, inny badacz widział to samo i nic. Niesamowita wolność, niewiara jest opcją, którą człowiek może wybrać i te powody jej wyboru zamieszkują serce i umysł każdego z osobna, ciężko podać ogólne powody, spotkanie z Bogiem jest sprawą indywidualną i powody zwątpień również są indywidualne.

  19. A skąd w ogóle przypuszczenie ,że wiara w Zmartwychwstanie Chrystusa zanika?przeprowadził ktoś jakieś badania,są jakieś wymierne dane?

    Wolter słuszne szydził z chrześcijan niewierzących w Zmartwychwstanie:’ wierzycie,że Bóg stworzył świat z niczego, anie wierzycie w Zmartwychwstanie?’

    Jest oczywistym,że bardziej doniosłym aktem wszechmocy bożej jest akt stwórczy ,ale skoro to jest podważane ,to nie dziwi

    zwątpienie w Zmartwychwstanie.
    Odnoszę wrażenie,że dla niektórych Bóg to tylko taki lepiej uposażony Kowalski,takie kolejne ogniwo w łańcuchu skutkowo przyczynowym a nie Absolut.
    Jeżeli człowiek uchodzący za jednego z najinteligentniejszy ludzi XXw.,Bernd Russel zadał pytanie:”a kto stworzył Boga”,no to myly państwo…

  20. UZUPEŁNIENIE LINKOWE
    (do poprzedniego mojego komentarza)

    Przepraszam, że przed południem nie wskazałem więcej linków. Oderwały mnie od komputera „niedzielne obowiązki”. Dlatego teraz uzupełniam.

    – Jacob Taubes, Mesjanizm i jego cena, „Teologia Polityczna” 4: 2006–2007. Zob. http://www.teologiapolityczna.pl/assets/numery_tp/tp4/taubes_mesjanizm_i_jego_cena.pdf

    – Pojęcie ‘information-bearing pattern’ a eschatologia zmartwychwstania
    Zob. część II debaty: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę…” . a tam m.in. :
    1)o poglądzie Johna Polkinghorne’a – „Dusza jako „complex information-bearing pattern”
    2) ocena stanowiska Johna Polkinghorne’a – z punktu widzenia historyka nauki, J. H. Brooke’a.;
    3) moje stanowisko: bosko-ludzki synergizm;
    4) wniosek: o przyjazny dialog z nauką w imię wspólnej odpowiedzialności za los ludzkości.
    Zob także mój komentarz 25 czerwca 2015, 09:21 po artykule Anny Connolly „Chrystus jako zjednoczenie genu i Logosu )

  21. A w swoim komentarzu z 17 STYCZNIA 2016 O 10:52 dopiero teraz odkryłem błąd w nazwisku berlińskiego profesora Jakoba TAUBESA. Oczywiście, że komputer natychmiast poprawia na: Taubera. Jak trzeba się pilnować! Przepraszam.

  22. Korzystając z chwilowej przerwy, nieobecności Dariusza, chciałem odnieść się do problemu niewiary katolików we wskrzeszenie Jezusa i do rzekomej związanej z tą niewiarą winy teologów (zob. Tomasz Terlikowski, Polacy, wtórni poganie).

    WSKRZESZENIE JEZUSA

    Każdy chrześcijanin wie, że centralnym punktem jego wiary jest uznanie, że Jezus został wskrzeszony, że jest Żywy. Czymś niewyobrażalnym jest – przynajmniej dla mnie – negowanie tego centralnego punktu i jednoczesne utrzymywanie, iż pozostaje się chrześcijaninem (por. 1 Kor 15, 14-15). Czy w ramach „unaukowienia” teologii znów mamy wejść na drogę Rudolfa Bultmanna i głosić, że Jezus zmartwychwstał jedynie w kerygmie. Bultmann nie chciał uzasadniać kerygmy badaniami historycznymi, bo – wg niego – kerygmat jest wydarzeniem eschatologicznym i to on wyraża prawdę o tym, że Jezus w niej uczestniczy (zob. R. Bultmann, The Primitive Christian Kerygma and the Historical Jesus, 1964). Jednak jak pokazały najnowsze badania możemy mówić o czymś więcej niż „górnolotne” wskrzeszenie Jezusa jedynie w kerygmacie, że za tym wydarzeniem stoją historyczne przeżycia. Tzn., że nikt obecnie nie przeczy, iż w Galilei coś się stało, że coś Dwunastu doświadczyło (zob. Krzysztof Paczos, Zmartwychwstanie). Teologia podejmuje tę kwestię, jednak jest ona na tyle trudna i problematyczna, niejasna i skomplikowana, że niektórzy – w ramach uproszczenia – chcieliby ją obejść lub, co zostało wskazane w sondażach, odrzucić tę wiarę, nie do przyjęcia w czasach dzisiejszego sceptycyzmu.

    W jaki więc sposób chrystologia – na wzór nauk ścisłych – mogłaby stawiać tezy, które mogłyby być falsyfikowane? Określać prawdopodobieństwa tam gdzie nie ma pewności? Do czego by to ją doprowadziło? Czy tak zaproponowana droga dla teologii ma w ogóle jakiś sens? Wg Dariusza ma, jeśli tylko odwoła się do akademickich badań nad tzw. Jezusem historycznym.

    JEZUS HISTORYCZNY CZY JEZUS HISTERYCZNY?

    Nie ma co ukrywać, że na świecie zapanowała moda na Jezusa historycznego, można nawet mówić o histerii: co nie jest historycznie prawdopodobne, jest odrzucane jako naleciałość, jako wynik niekiełznanej fantazji pierwotnego chrześcijaństwa (zob. Tomasz Polak i jego teoria fantazmatów: Świadomościowa i instytucjonalna konstytucja chrześcijaństwa. Pytanie o struktury fantazmatyczne, 2009). Już od czasów Friedricha Straussa i jego Chrystusa wiary i Jezusa historycznego (1865) chrześcijaństwo zmaga się z nową rzeczywistością i dramatycznymi zarzutami: że z powodu gorliwości i fałszywej pobożności Kościoła, historyczny Jezus stał się boskim Mesjaszem. Ale rzeczywistym Chrystusem jest dla chrześcijaństwa Chrystus biblijny, nie akademicki. Nowy Testament, a zwłaszcza synoptycy, prezentują nam obraz historycznego Jezusa, ale zinterpretowanego przez proklamację wiary w zmartwychwstanie. Jak stwierdził protestancki profesor teologii z Halle – Martin Kähler (1835-1912): „Możemy i powinniśmy nauczyć się od Nowego Testamentu ujmować razem osobę i dzieło. Jego dziełem jest osoba w jej historyczno-ponadhistorycznym działaniu; odnośnie do niej nie jest potrzebne żadne udowodnienie za pomocą środków sztuki poszukującej historii (der geschichtforschenden Kunst). Jest ona dostępna dla każdego w przemierzającym stulecia Kościele, w słowie wyznania i w życiu braci, we własnej silnej wierze, którą to On właśnie mu ofiarował. W ten sposób ów pełen życia dogmat o Zbawicielu gwarantuje niezawodność obrazu, który dostarcza nam biblijne przepowiadanie o Jezusie Chrystusie” (M. Kähler, Der sogenannte historische Jesus und der geschichtliche, biblische Christus, 1961, przeł. Ks. Dariusz Piskorski). Droga do historycznego Jezusa niekoniecznie prowadzi do realnego Jezusa (Ks. J. P. Meier, A Mariginal Jew. Rethinking the Historical Jesus, I: The Roots of the Problem and the Person, 1991, s. 21). «Także w przypadku „realny” i „historyczny” – zauważa Dariusz Piskorski – obrazy będą się między sobą różnić, zarówno z racji na niepełność danych, jak i na subiektywny charakter historycznych interpretacji, lecz w dużym stopniu będą się one ze sobą pokrywać» (D. Piskorski, Uwagi na temat historii i znaczenia określenia „Jezus historyczny”, 2006, s. 95).

    Kościół obecnie nie obawia się historycznych badań dotyczących Jezusa z Nazaretu. Benedykt XVI w ciepłych słowach wyraził się o monumentalnym dziele amerykańskiego księdza Johna P. Meiera „Mariginal Jew”. Sam John Meier jako przewodniczący Catholic Biblical Association na inauguracyjnym przemówieniu w 1991 roku oraz na łamach tego czasopisma (1992 r.) dwukrotnie wykorzystał swój historyczny, kontrowersyjny pogląd na kwestię braci i sióstr Jezusa do kwestii doktrynalnych i ekumenicznych związanych z tzw. „hierarchią prawd” (Ks. J. P. Meier, The Brothers and Sisters of Jesus in Ecumenical Perspective, 1992).

    Ks. dr Grzegorz Strzelczyk – odważnie, wbrew danym Biblii i Tradycji, a zgodnie z danymi historycznymi (por. Dariusz Kot, Zagadka chrztu Jezusa, 2009) – doszedł do konkluzji, że można przyjąć bezgrzeszność Mistrza z Nazaretu de iure przy jednoczesnej nieświadomości u Niego tego faktu (zob. Ks. G. Strzelczyk, Bezgrzeszność Jezusa z Nazaretu jako problem współczesnej chrystologii systematycznej, 2009).

    Ks. prof. Wacław Hryniewicz korzystając z badań historycznych dotyczących stanowiska Jezusa zwanego Chrystusem wobec Gehenny broni swojej perspektywy, a ściślej nadziei na to, iż nie jest ona czymś nieodwołalnym, ale że ma ona sens terapeutyczny, ekspiacyjny, czasowy, niewieczny (zob. komentarze do Ks. prof. Wacław Hryniewicz OMI, Radość i nadzieją są naszą siłą: część druga, 2014). Piotr Lorek polski teolog i biblista protestancki, doktor habilitowany nauk teologicznych, daje wyraźny sygnał, że nadzieja ta ma swoje źródło w naukach historycznego Jezusa: „Gdyby uznać, że Ewangelia św. Marka, najstarsza z synoptycznych, najrzetelniej oddaje poglądy samego Jezusa, a nie późniejszych gmin chrześcijańskich, w obrębie których zostały skomponowane Ewangelie synoptyczne, to wydaje się, iż dalsze rozważania musiałyby zmierzać w kierunku tezy, że Jezus najprawdopodobniej nie wyznawał poglądu na nieskończony czasowo proces kar piekielnych znanego nam ze współczesnych eklezjalnych podręczników do dogmatyki” (P. Lorek, Skończoność-nieskończoność czasowa piekła w Ewangeliach synoptycznych, 2013, s. 124). Mój własny wniosek historyczny jest całkowicie zgodny z perspektywą Piotra Lorka (por. A. J. Nowicki, Jezus historyczny a Gehenna, 2015).

    Sytuacja, gdy analizujemy styk chrystologii i dziedziny określanej jako „Jezus historyczny”, nie jest więc tak zła, by nie mieć nadziei na to, że przebuduje ona myśl teologiczną i stanie się impulsem do nowych poszukiwań i rozwiązań – nawet wbrew tradycyjnym, ortodoksyjnym poglądom eklezjalnym, które obecnie nie mogą się już ostać.

    Czy Jezusowe królestwo Boże może być (oczywiście przedwstępnie) cywilizacją zachodniego dobrobytu? Czy historyczny Jezus mógł tak rozumieć to pojęcie? I Ty Darku uważasz, że byłoby to zgodne najnowszymi ustaleniami, które sytuują Nazarejczyka w obrębie żydowskich nurtów apokaliptycznych, niecierpliwie wyglądających powrotu YHWH na Syjon (por. D. C. Allison, Constructing Jesus: Memory, Imagination and History, 2010; B. D. Ehrmann, Jesus: Apocalyptic Prophet of the New Millennium, 1999)?

    YHWH wraca na Syjon jako supermarket pełen dóbr!

    Musisz rozwinąć tę intencję, bo przyznaje, że podobnie jak Ksiądz Profesor Wacław Hryniewicz, niezbyt ją rozumiem…

  23. WYKŁAD PROFESORA J. VETULANIEGO, NEUROBIOLOGA
    w Krakowie (organizator jesiennej konferencji w Toruniu).
    Otrzymałem – przekazuję
    __________________________________________________________________

    Wielce Szanowny Panie Profesorze,
    Zapraszam uprzejmie na kolejne spotkanie w Kawiarni Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności, które odbędzie się 25 stycznia 2016 o godz. 18.15 w Dużej Sali Akademii.

    Profesor Jerzy Vetulani członek czynny PAU
    przedstawi wykład:

    JAK ŻYĆ DŁUGO, SZCZĘŚLIWIE I MĄDRZE – REFLEKSJE NEUROBIOLOGA

    Zapraszam serdecznie do udziału, równocześnie prosząc o rozpropagowanie Kawiarni wśród uczniów, studentów i znajomych.
    Łączę wyrazy szacunku
    Andrzej Białas

  24. WIEDZA, WIARA I ŚWIATOPOGLĄD

    Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim artykułem. Odpowiem na Państwa uwagi po kolei.

    Dziękuję Panu Zbychowi za jego spostrzeżenia, które dla mnie wcale nie są “poboczne”. Pan Zbych pisze:

    “słuchając profesora (Hellera) czeka się z wypiekami na twarzy na fragment, w którym wreszcie pojawi się Jezus, Maryja i sakramenty. To z pewnością dość frustrujące, że słuchacz nie doczeka się nigdy tego momentu. Ale może właśnie w tym jest największa mądrość – żeby nie mieszać wymiarów rzeczywistości. Nie znaczy to, że są „dwie prawdy”, ale po prostu rzeczywistość ma różne wymiary i wplatanie Boga w fizykę kwantową wcale Mu nie dodaje chwały”

    Jak to “nie mieszanie wymiarów rzeczywistości” ma wyglądać? Pan Zbych pisze przykładowo o zmartwychwstaniu:

    “Chrześcijaństwo mówiąc o zmartwychwstaniu ciała nie mówi o kontynuacji biologii, lecz o nowym wymiarze kończącym wszelką biologię. Pytać o miejsce i sposób życia ciał zmartwychwstałych w kosmosie to jedno wielkie nieporozumienie. Nie ma się co dziwić, że od tak postawionego pytania „mądrzy ludzie Kościoła uciekają”

    Wyjaśniania Pan zatem, Panie Zbyszku, problem “ciało zmartwychwstałe a ewolucja biologiczna” poprzez zastrzeżenia typu ”to ciało będzie należeć do innego wymiaru” albo “to ciało nie będzie zlokalizowane w kosmosie” albo “to ciało nie będzie częścią biologii”. Chciałbym Panu w tym momencie zwrócić uwagę, że chociaż stwierdzenia te są zupełnie OK z punktu widzenia wiedzy naukowej (nie dotyczącej zaświatów) czy wiary religijnej (np. objawionej) – nie posuwają nas naprzód w zakresie światopoglądu.

    Wyjaśnię, co mi chodzi. Problem światopoglądu jako wręcz “nieunikniony” wskazał ks. prof. Heller właśnie w wykładzie o “kosmicznym dramacie” w Rzeszowie: “Każdy posiada jakąś wizję świata, poskładaną z mniej lub bardziej pasujących do siebie kawałków (…) Życie wymaga środowiska logicznego ładu”. Każdy ma jakiś światopogląd, porządek w życiu. (Jak inaczej moglibyśmy podejmować jakiekolwiek decyzje?) Aby jednak w ogóle zacząć logicznie wpasowywać jakiś “kawałek” – na przykład ideę ciała zmartwychwstałego – w całość naszego światopoglądu, musimy mieć o nim jakieś wyobrażenie, wypełnić tę nazwę jakąś treścią.

    Moim zdaniem Pańskie trzy formuły, po prostu wyrzucające “ciało zmartwychwstałe” poza naturalny wszechświat to charakterystyka ekstremalnie ogólnikowa, prowadząca do idei skrajnie ogólnikowej. Nie wiadomo, gdzie tę ideę wmontować, gdyż nie wiadomo za bardzo, CO właściwie wmontowujemy. I dokładnie tutaj wierni pozostawieni są sami sobie – a zwłaszcza nie potrafią tej idei zintegrować z dzisiejszą ideą “ciała” w sensie naukowym, ewolucyjnym (ciała jako fenotypu, określanego przez geny i środowisko). Co drugi polski katolik – już tę starą chrześcijańską ideę porzucił.

    Moje obawy: wierni zawsze będą mieli jakiś swój całościowy, zrozumiały dla nich obraz świata, a jeśli teologia chrześcijańska nie rozwiąże problemu światopoglądu, życie religijne zogniskuje się w zakresie emocji, irracjonalności. Jak pisałem w moim tekście, podejrzewam że ekspansja pentakostalizmu to skutek min. nieefektywności dialogu nauki i teologii.

  25. Zbychu pisze, że katolicy czekają z wypiekami na twarzy na pojawienie się słów typu Jezus, Maryja itp. Dlaczego tak tego pragną? Bo sami są bezradni właśnie w próbie połączenia katolicyzmu i światopoglądu naukowego. A ks. Heller unika tego połączenia, unika tych istotnych religijnie słów! Katolicy są zawiedzeni tym brakiem, tymi unikami, ale dobre maniery nie pozwalają domagać się odpowiedzi, bo przecież to Ksiądz profesor, naukowiec. Jakbyśmy się bali być niedyskretni czy coś w tym stylu. A Ksiądz Heller sam mówi (kilkakrotnie), że „uciekł” w wizję itp. Czy przyciśnięcie do muru odsłoniłoby niemożność zadowalającej odpowiedzi? Możemy tylko spekulować, czy w głębi duszy Ks. Heller ma te odpowiedzi, ale nie udziela ich światu.
    Inna kwestia: Darek pisze, że religia osunie się w sferę emocji i irracjonalizmu. Czy mam rozumieć, że te sfery identyfikujesz? Wydaje mi się, że nawet współczesna nauka nie identyfikuje emocjonalności i irracjonalności. Przecież emocje pochodzą z mózgu, mózg z genów, geny z doboru naturalnego, a ten proces jest racjonalny. Czy raczej chodzi Ci o to, że emocje bez racjonalnego namysłu będą rządzić w religii? (emocje tak, myślenie – nie). To moje pytanie.

  26. Taki wyłania się paradoks: racjonalna ewolucja toleruje (nawet promuje, bo religijnym ludziom rodzi się więcej dzieci) nieracjonalną religię.
    Co to jest racjonalność?
    znaczenie (1) myślenie logiczne, naukowe, materialistyczne i naturalistyczne
    znaczenie (2) racjonalność wszelkich procesów przyrody w tym ewolucji
    Czy w sensie (2) istnienie religii nie jest racjonalne? Powstała przecież w naturalnym procesie ewolucji, jako produkt genów czy memów, które są jednakowo materialne i naturalne. Pomimo to, że religia nie jest racjonalna w sensie (1).
    Zatem irracjonalna religia może być częścią racjonalnego procesu ewolucji? Jak to wyjaśnić? To pytanie do tych, którzy uważają religię za irracjonalną.

  27. SKALA ZALEGŁOŚCI TEOLOGÓW: OD MINI-LUDZIKÓW DO EWOLUCJI KOSMICZNEJ

    Mam dwa problemy: jeden z metodą, i drugi z efektami dialogu nauki i teologii (dalej: DNT). Chciałbym poprosić, abyśmy te problemy rozdzielili – drugi jest o wiele trudniejszy, opowiem o nim później. (Jego potencjalne rozwiązanie to moja najbardziej kontrowersyjna idea: nadejścia Królestwa we współczesnej cywilizacji Zachodu). Na razie opowiem o jednak tylko o problemie pierwszym.

    Co jest według mnie nie tak z metodami DNT? Pisałem już w głównym tekście, że cierpi on na unikanie/ogólnikowość/niejasność w zakresie tematów biologii i ewolucji. Andrzej Nowicki zacytował Darwina i zadał pewne pytanie.

    Cytat z Darwina “Wzniosły zaiste jest to pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form, lub jedną tylko, i że gdy planeta nasza, podlegając ścisłym planom ciążenia dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż się jeszcze rozwija, nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu”

    Pytanie Andrzeja: “Co się stało przez ten okres dwustu lat, że dziś ani to nie jest pogląd wzniosły, ani też nie jest to pogląd, z którym radziłaby sobie teologia chrześcijańska?”

    Bardzo ważne pytanie, moim zdaniem: jeśli marzeniem DNT ma być powtórne spojenie nauki i teologii w sensowny nowoczesny światopogląd chrześcijański, musimy obserwować, jak i gdzie, i dlaczego – te więzy były zrywane. Powiedziałbym tak: dla Darwina było jeszcze możliwe mówienie o pierwotnych “formach”, natchnionych przez Boga, gdyż jego teoria dziedziczności znajdowała się dopiero w pół drogi między teorią preformacji a obecną genetyką.

    Muszę tutaj przypomnieć trochę historii biologii. Preformacja była jeszcze bardzo blisko biblijnej idei Stwórcy: chodziło o to, że rozwój od nasienia do dorosłego osobnika polegał po prostu na zwiększaniu wymiarów, gdyż w spermie znajdował się już w pełni ukształtowany, tyle że miniaturowy organizm (pre-uformowany). Darwin uznawał pogląd bardziej skomplikowany, pozwalający mu na wytłumaczenie dziedziczenia cech nabytych i ewolucji. Jego zdaniem nie ma miniaturowej kopii całego organizmu, ale raczej każdy organ ma mikro-kopie samego siebie, które są transportowane poprzez krew do narządów rozrodczych, a w procesie zapłodnienia mieszane z kopiami organów partnera seksualnego. Dopiero później wyposażono teorię ewolucji w obecną teorię dziedziczności, możliwą dzięki odkryciu genów przez Gregora Mendela. Neodarwinizm to Darwin “poprawiony” Mendelem. Zasadnicza różnica polega na innym żródle zmian w organizmach: Darwin wierzył jeszcze w dziedziczenie przez potomstwo nowych cech, nabytych podczas życia przez rodziców, podczas gdy Mendel i jego następcy wykazali, że choć selekcja naturalna operuje na fenotypach (“ciałach”), źródłem zmian są głównie przypadkowe modyfikacje genotypu (“kodu”), powstałe w procesie kopiowania. Tutaj powrót do idei “formy” pochodzącej od Boga jest już bardzo trudny.

    A to jeszcze nie wszystko, bo to tylko problem z ewolucją biologiczną, powstały dobre pół wieku temu. Obecnie nauka zbliża się moim zdaniem do uściślenia (matematyzacji) idei totalnej ewolucji, ewolucji kosmosu, w ramach której życie to tylko jeden z etapów ogólniejszego procesu rozwoju systemów złożonych: od atomów do społeczeństw. Bardzo mocno polecam Państwu Erica Chaissona “The Natural Science Underlying Big History”, dostępne w pdf-ie online.

    Powodów do pośpiechu w teologii widzę zatem więcej nawet, niż Andrzej. A jakie są realia DTN? Moim zdaniem teologia katolicka jest zdławiona przez tradycjonalizm. Przypomina mi się zaskoczenie ks. prof. Hryniewicza, gdy trafił na słowa ks. prof. Hellera „Jezus nauczał, że jest Bogiem”. (Chodzi oczywiście o sformułowanie „nauczał”). Czy taka sytuacja o czymś nie świadczy? Wspaniały naukowiec-ikona polskiego DNT z Nagrodą Templetona pomija ponad dwieście lat akademickich sporów na absolutnie kluczowy dla tożsamości chrześcijaństwa temat (tzn. na temat genezy wysokiej chrystologii). Można więc chyba mieć obawy, że DNT zbyt mało korzysta z bogactw przeszłości religii po-Jezusowej?

    A to ma swoją cenę. Jeśli widzi się wyniki świeckich nauk prawie wyjącznie w kontekście ortodoksyjnej, instytucjonalnej wykładni tego, czym jest rzymski katolicyzm – pole manewru może być zbyt małe, bo wielu dawnych opcji w ogóle dziś nie dostrzegamy i nie ma za bardzo czego porównywać z rozpędzonymi naukami świeckimi. Bardziej śmiałe koncepcje będą bowiem budziły obawy jako pozachrześcijańskie „herezje” i taka teologia nigdy nie będzie skuteczna. (Za skuteczną teologię uważam taką, której rozwiązania nie tylko będą publikowane, ale także masowo nauczane i wypróbowywane w praktyce duszpasterskiej).

    Stąd sugerowane przeze mnie rozwiązanie problemu metodologicznego DTN: może warto szukać syntez inspiracji teologicznych płynących z Jesus Quest (i w ogóle akademickich badań nad wczesnym chrześcijaństwem) z inspiracjami ze współczesnej wiedzy naukowej. Sam Jesus Quest nie czyni DNT skutecznym, bo materiał źródłowy nie jest dość solidny. Sama wiedza naukowa także nie wystarcza, aby nowe idee teologiczne „trafiały pod strzechy”, bo jest ośmieszana jako oświeceniowy, amoralny materializm.

    DTN powstający NA PRZECIĘCIU obu tych dyscyplin może mógłby pomóc? Mielibyśmy bowiem dwa nawzajem wzmacniające się autorytety: chrześcijaństwa sprzed Ojców Kościoła i nauki nowożytnej. Teologia potrzebująca większej przestrzeni, mogłaby tutaj (być może) przekonać wreszcie tradycjonalistów, dominujących w Kościele. Może nie skończyłoby się na samych tylko wysoce teoretycznych dywagacjach?

  28. ODPOWIEDŹ KS. HELLERA DLA ANNY (CZY MYŚLENIE RELIGIJNE JEST LEPSZE, RACJONALNE OD NAUKOWEGO?)

    «W pewnym sensie nauka jest łatwiejsza od religii. I, niestety, religia w wydaniu ludzkim często szkodzi, bo bardzo łatwo ją sfałszować. Naukę trudniej sfałszować, bo ma rozmaite mechanizmy, którymi się broni, a poza tym jest w wielu sprawach neutralna i człowieka nie dotyka tak bardzo osobiście jak religia.

    Religia jest strukturą bardzo niestabilną; ona często operuje przenośnią, która łatwo ulega zniekształceniu. Ile jest psychicznych zboczeń na tle religii! Oczywiście maniactwo naukowe też istnieje, ale maniactwo religijne jest dużo bardziej niebezpieczne i widoczne. Fanatyzm, te wszystkie wojny i konflikty religijne, przez które religie są kompromitowane, to tego przykład. Więc religia jest trudniejsza od nauki».

    Czym różni się Ksiądz Profesor Michał Heller od Richarda Dawkinsa?

    «Ktoś nas w końcu zapytał, jaka jest główna różnica między poglądami moimi i Dawkinsa, bo on sam był chyba zaskoczony, że nie walczyłem np. z teorią ewolucji. Powiedziałem, że widzę między nami jedną małą różnicę – in spelling, w pisowni… Co to znaczy, pyta Dawkins? Bo ty słowo rationality mówisz małą literą, a ja dużą – odpowiedziałem. On chwilę pomyślał i odrzekł: you are probably right, chyba masz rację» (Cyt. Cząstka Pana Boga).

    Piszesz Aniu, że Ksiądz Heller unika „religijnych słów”; nic dziwnego skoro religia jest – wg niego – tak NIEBEZPIECZNA,MAŁO RACJONALNA i PODATNA NA FAŁSZERSTWO.

  29. DOPOWIEDZI O JEZUSIE ORAZ O ZAKONNIKU G. MENDLU

    1. Panie Dariuszu,
    przypomniał Pan moje zaskoczenie słowami Ks. prof. M. Hellera o Jezusie (komentarz z 20 stycznia 2016 O 18:53 ).
    Podaję dokładne brzmienie tamtych słów:

    „Zainteresowanie problemami związanymi z relacją narodziło się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, w związku ze sporami na temat Trójcy Świętej. Biblia uczy o tym, że Pan Bóg występuje niejako w trzech postaciach, ale nie zawiera głębszych refleksji teologicznych na ten temat. Jest CHRYSTUS, KTÓRY MÓWI O SOBIE, ŻE JEST BOGIEM, zwraca się do Ojca i posyła Ducha Świętego” (wyróżnienie moje, WH).

    (Cytat z rozmowy Łukasza Kwiatka z Ks. Hellerem pt. „Wśród matematyków jest mniej ateistów”, „Tygodnik Powszechny” nr 24, 14 czerwca 2015, s. 38-40, cyt. s. 39).

    Wspomniał Pan także o „odkryciu genów przez Gregora Mendela. Neodarwinizm to Darwin ‘poprawiony’ Mendelem”.
    Chciałbym tylko dodać, że ów „GREGOR MENDEL” BYŁ CZESKIM ZAKONNIKIEM, AUGUSTIANINEM. Byli więc także światli synowie Kościoła!

    2. W tym kontekście nawiązuję także do komentarza P. Andrzeja (z 20 stycznia 2016 o 18:54).

    Przypominam o ważnej debacie między Ks. Hellerem a Richardem Dawkinsem. Odbyła się ona w Brnie, w dawnym klasztorze augustianów – właśnie w bibliotece, z której niegdyś korzystał o. Mendel. Było to spotkanie obydwu ludzi nauki w ramach programu poświęconego zasługom czeskiego augustianina w dziedzinie podstaw genetyki. Na zaproszenie BBC obaj podjęli spór o to, jak należy pojmować rolę Boga w przyrodzie oraz wzajemną więź między prawdami wiary a odkryciami nauk przyrodniczych. Dyskusja była spokojna i rzeczowa. Odbiegała od emocjonalnego tonu, do którego przywykł Dawkins w swoich książkach.

    W tej dyskusji obydwaj uczestnicy podkreślali doniosłą rolę PRAW PRZYRODY. Odmienną treść wiązali jednak z terminem „prawo”. Heller twierdził, że w pisowni angielskiego terminu „law” użyłby wielkiej litery, ponieważ pytając o istotę praw przyrody, dochodzimy do Boga-Stwórcy, który przez te prawa ukazuje swoją obecność w przyrodzie.
    Tego rodzaju wniosku nie podzielał natomiast Dawkins. Według niego, prawo jest tylko prawem i nie ma sensu stawiać dodatkowych pytań o jego głębszą istotę.
    Dla Hellera owo „Prawo” jest „imieniem ukrytego Boga”. Świat przyrody opisywany w języku matematyki wyraża, jego zdaniem, harmonię stworzenia, w której objawia się „Logos Stwórcy” (zob. abp Józef Życiński, Bóg i stworzenie. Zarys teorii ewolucji, Lublin: Wyd. Gaudium 2011, s. 117).

    Tyle moich dopowiedzeń. Poranne pozdrowienia.

  30. Andrzeju, przytoczyłeś cytaty dające do myślenia (niestety nie mogę przeczytać artykułu z Polityki, bo wyczerpałam jakiś limit). Czyli można przyjąć, że ks. Heller zgadza się z Dawkinsem na temat niebezpieczeństw religii. Jednak wydaje się, że nie uważa on, że religia jest mało racjonalna. Przecież w wykładzie rzeszowskim uznaje cały wszechświat za zacieśnienie Racjonalności czy też Logosu. Potem w rozmowie z Zanussim mówi, że granice nauki nie pokrywają się z granicami Racjonalności, czyli że religia zawiera się w tym polu Racjonalności (to mój wniosek).
    Zastanawiem się, co miał na myśli mówiąc, że religia może być łatwo sfałszowana. Czy to znaczy, że istnieje jakaś czysta najprawdziwsza religia, którą ludzie już znają, czy raczej każda obecna religia jest jakoś sfałszowana?

  31. W artykule z Polityki 13 marca 2008 „Dowód na istnienie Boga”, ks. Heller mówi, że „kładzie nacisk na racjonalne przesłanki uwiarygodniające wiarę”. Niestety nie mówi, jakie to przesłanki. Poza tym na temat racjonalności religii mówi, że „istnieje racjonalność odkrywania tajemnicy”, po czym mówi nie o tajemnicach religii, ale nauki! Tytuł artykułu nie ma dużo wspólnego z treścią, a ks. Heller „ucieka w naukę” tak samo, jak w Rzeszowie. „Ucieczka w naukę” – to chyba dobre podsumowanie poglądów ks. Hellera.
    Jeszcze jedna rzecz z tego artykułu w związku z tematem, że Jezus uważał się za Boga. Otóż ks. Heller mówi, że postanowił przyjąć wszystkie twierdzenia religijne bez wyjątku, bo inaczej byłoby nieuczciwie. A przecież Kościół ciągle uczy, że Jezus uważał się za Boga (wiem to, bo ludzie, z którymi rozmawiam wyrażają zdumienie i oburzenie, że tak nie było, matki ostrzegają mnie przed zawracaniem głowy ich dzieciom, no dobrze, nastolatkom, w ogóle zauważyłam, że najlepiej o religii dyskutuje mi się z nastolatkami, oni są mądrzy i otwarci).

  32. CZEGO KOŚCIÓŁ NIE UCZY?

    Chciałbym nawiązać do ostatniego akapitu komentarza Ani z 21 stycznia 2016 o 09:10, z którego to się dowiadujemy, że Kościół wciąż naucza o tym, iż Jezus z Nazaretu – w trakcie Swojej ziemskiej działalności – głosił, iż jest Bogiem.

    Tak, jest zauważalna pewna dychotomia pomiędzy tym, co odnajdujemy u katolickich biblistów, nowotestamentalistów (Raymond E. Brown, Joachim Gnilka, John Meier) a tym, co WYDAJE SIĘ głosić Kościół. W tej sytuacji – wracając do postulatu Dariusz Kota (tj. skuteczna teologia to teologia wykorzystywana w duszpasterstwie) – warto jeszcze raz przypomnieć, że aby zlikwidować tą przepaść, Ksiądz dr Grzegorz Strzelczyk zalecił następującą „kurację”:

    «Nie ulega wątpliwości, że wizerunek Chrystusa, jaki posiadają wierni, kształtują głównie dwa czynniki: katecheza i przepowiadanie. W obu tych obszarach posługi Kościoła konieczne jest przede wszystkim czuwanie nad równowagą języka i obrazowania. Chodzi przede wszystkim o:

    -nienadużywanie tytułu „Bóg” w odniesieniu do Jezusa przy jednoczesnym pomijaniu określenia „człowiek”;

    -ostrożne stosowanie bezpośredniego przypisywania Jezusowi ziemskiemu (ludzkiej naturze) boskich działań i własności. Dotyczy to zwłaszcza kwestii wiedzy Jezusa;

    -niepomijanie typowo ludzkich cech Jezusa, także (zwłaszcza!) takich, które kontrastują z boskością;

    -ostrożne rozwijanie wątków dotyczących doskonałości człowieczeństwa Jezusa, które łatwo mogą prowadzić do mitologizacji Jego postaci, przesuwając ją na poziom nad-ludzki;

    -preferowanie narracji (w stylu ewangelicznym) opowiadania o wydarzeniach w stosunku do abstrakcyjnych tez chrystologii spekulatywnej» (Ks. G. Strzelczyk, Monofizytyzm praktyczny? O problemach z wyznawaniem integralnego człowieczeństwa Chrystusa, 2006, s. 8-9).

    Ja od siebie dodałbym jeszcze dwie – wydaje mi się – istotne wskazówki:

    -rzeczowe i spokojne wprowadzenie wiernych w historię początków chrześcijaństwa i narodzin wysokiej chrystologii (z podkreśleniem wydarzeń paschalnych);

    -unikanie w kazaniach oraz traktatach teologicznych powoływania się na słowa, które wypowiada Jezus np. do świętej Faustyny, albowiem została kanonizowana zakonnica, a nie „Dzienniczek”; wciąż mamy Cztery Ewangelie.

    To tyle…

  33. O UCZCIWOŚCI

    „Postanowił przyjąć wszystkie twierdzenia religijne bez wyjątku, bo inaczej byłoby nieuczciwie” – relacjonuje Anna.

    A więc i wieczne piekło, i wieczne męki także? Albo unicestwienie grzeszników (annihilation)? – skoro irracjonalność i zło są niebytem. Be then reduced to nothing…

    To uczciwość w stosunku do ortodoksji katolickiej. Albo unik – ze względu na ewentualne reakcje Kongregacji Nauki Wiary. Zwłaszcza jeżeli jest się członkiem Papieskiej Akademii Nauk czy Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego. Po co się narażać, jak ten. głupi Hryniewicz?
    Wielu już mi to wytykało… Najważniejszą cnotą w Kościele jest posłuszeństwo i lojalność – przekonywał jeden wysoko postawiony człowiek Kościoła.
    Nie bez powodu pisywałem o despotyzmie historycznych doktryn kościelnych. Kto chce niech pojmuje… Albo i wyłącza motu proprio z Kościoła.

  34. „KONIECZNOŚĆ CIERPIENIA” W EWOLUCJI BIOLOGICZNEJ?

    Aniu (C), cytujesz ks. prof. Hellera (chyba?), proponującego następujące wyjaśnienie obecności cierpienia w wyewoluowanej przez Boga przyrodzie:

    „Biologicznym wyrazem zasady wzrostu złożoności dzięki wzrostowi entropii w otoczeniu jest zasada naturalnej selekcji. A więc „odrzuty ewolucji” są koniecznym warunkiem biologicznego postępu. Mówiąc inaczej, w ewoluującym świecie istnienie cierpienia jest strukturalną koniecznością”

    Mam kilka sporych wątpliwości co do tego wyjaśnienia i prosiłbym Cię o sprawdzenie, czy w cytowanej książce są na nie odpowiedzi. Lub może sama je znasz skądinąd?

    1) Nie ma w naturalnej ewolucji biologicznej żadnego „postępu”, który miałby stanowić – w ramach zaproponowanego „sądu nad Panem Bogiem, posługującym się ewolucją” – swoistą „okoliczność łagodzącą” (gdyż cierpienie czemuś by służyło). Geny mutują (tzn. przypadkowo pojawiają się błędy w ich kopiowaniu), organizmy podlegają selekcji (tzn. nowe cechy fenotypów, wynikające ze zmian w genotypie, okazują się korzystne albo szkodliwe), a w efekcie populacja ewoluuje (zmienia się w jej ramach proporcja ilościowa osobników ze starym i ze zmutowanym genotypem). Nie ma tu żadnego „postępu”, ani „regresu”, zwłaszcza, że środowisko może się zmienić i cecha wcześniej korzystna może okazać się fatalna, i odwrotnie.

    2) Nie wiem, jak „cierpienie” (w sensie bólu) może być nieodłączną cechą ewolucji. skoro istnieje, a na pewno istniało w przeszłości wiele organizmów pozbawionych receptorów bólu: są inne drogi interakcji z otoczeniem np. u roślin. Poza tym jak mówić o „odczuciu” bólu w przypadku organizmów z prostszym układem nerwowym, niż płazińce (tzn. bez przynajmniej prymitywnego mózgu)? Co innego cierpienie w sensie eliminacji organizmów z niekorzystnymi cechami – to jest faktycznie w ewolucji nieuniknione

    3) Jeśli już opisywać ewolucję biologiczną z punktu widzenia termodynamiki, to materią żywą z największym zapotrzebowaniem na energię są – komórki naszego ludzkiego mózgu…. A zatem największy horror ewolucji, źródło największych cierpień, największej destrukcji owych poddawanych entropii organizmów żywych, z których energia jest odzyskiwana – to właśnie my, ludzie, obrazy Boga w tradycyjnej teologii…

    Przyznam, że rozumiem niewiele z tej „energetycznej” teodycei…

    Dla jasności: dotarłem tutaj tylko do gatunku homo sapiens. Nie mówię o społecznościach ludzkich od momentu wytworzenia zewnętrznej pamięci (kultury), bo podzielam zdanie tych badaczy, którzy uważają społeczeństwa z ich kulturą za nowe super-organizmy, za nowy poziom kompleksyfikacji, który od dawna już wykracza poza biologię.

    Polecam nie po raz pierwszy: „Introduction to Evolutionary Biology” Chrisa Colbyego, artykuł dostępny online.

  35. Do Ks. Wacława: ks. Heller mówi w tym wywiadzie tak: „czy stając wobec chrześcijaństwa, mam racjonalne przesłanki, aby przyjąć tę religię? Jeśli nie, to nie należy jej przyjmować, ale jeśli uznałem, że takie przesłanki posiadam, to przyjmuję chrześcijaństwo z całą jego doktryną. Usuwać z religii coś, co mi się nie podoba, uważam za niezbyt rozsądne.” I jeszcze to: „chociaż nie można mieć w religii dowodów typu eksperymentalnego czy matematycznego, gdybym jednak odszedł od tej religii, postąpiłbym niemoralnie.
    – Bo coś by ksiądz zdradził?
    -Bo postąpiłbym wobec siebie nieuczciwie – intelektualnie”.

    Jednak powstaje pytanie, na które nie daje ks. Heller odpowiedzi, co właściwie uważa on za tą „całą doktrynę”, jak on ją widzi, zwłaszcza, że przecież Andrzej cytował, że jest jakaś religia sfałszowana, a zatem czy on wyznaje tą niesfałszowaną?
    Nie wiem, czy można znaleźć jakiś tekst, w którym ks. Heller pisze, w co konkretnie wierzy, czy także w wieczne piekło, czy nie, czy w niepokalane poczęcie, dziewicze narodzenie, zmartwychwstanie. Ale skoro cała doktryna, to chyba cały katechizm? Żeby to się wyjaśniło, to musialby ktoś z nim przeprowadzić wywiad i zadawać takie konkretne pytania. Ale chyba nikt go o to tak dobitnie nie pytał.

  36. Ks. Wacławie, kopiuję tutaj Księdza komentarz, bo chyba odnosi się do tej dyskusji:

    RACJONALNE POWODY KWESTIONOWANIA PEWNYCH DOKTRYN
    Anno,
    mam racjonalne powody, by pewnych doktryn kościelnych nie podzielać. Są one często tylko dziedzictwem jednego określonego Kościoła wyznaniowego. A w dodatku przyczyną podziałów na całe stulecia (przykładem Filioque, prymat papieża, nieomylność itp.). Jeden Kościół Chrystusa jest podzielony. Doktryn wiele.

    Gdybyśmy tak en bloc, bezkrytycznie, przyjmowali „chrześcijaństwo z całą jego doktryną” i nie odważali się pewnych doktryn kwestionować, to nie byłoby żadnego postępu w myśleniu religijnym, tylko teologia powtarzania tego samego (a theology of repetition). Brak re-interpretacji zabija żywotność tradycji. Wiem, że można od razu wytoczyć mi, jak armatę, zarzut relatywizmu. A ile błędów doktrynalnych popełniono w przeszłości, z których trzeba się było wycofywać? Nie podzielam naiwnej hermeneutyki ciągłości. Potrzebne są odejścia, jeśli tak wiele jest ku temu powodów.

    Wielcy średniowieczni teologowie mieli rację definiując artykuł wiary: „articulus fidei est perceptio veritatis TENDENS in ipsam”, „percepcja prawdy DĄŻĄCA do niej samej”. Percepcja dążąca, zdążająca, niepełna, cząstkowa! Nie żyjemy już teraz całą pełnią tego, co przed nami. Cała prawda odsłoni się dopiero w wydarzeniach ostatecznych. Ta perspektywa uczy skromności. Widać trudno jest oduczyć się skłonności do potępiania, jak to bywało przez wieki.

    Są zresztą odmienne nurty w chrześcijaństwie od samego początku. Można racjonalnie opowiadać się za określonym nurtem myślenia religijnego jako bliższym prawdzie i bardziej odpowiadającym duchowi Ewangelii Jezusa. To też jest racjonalność i uczciwość intelektualna.

    I to bynajmniej nie oznacza apostazji i odejścia od chrześcijaństwa. Cytaty, które przytoczyłaś wcale mnie nie przekonują.

    Nie znam poglądów Ks. Hellera na wiele kwestii, choćby na wiele prawd głoszoych w Katechizmie Kościoła Katolickiego (katechizm zawsze zostaje daleko w tyle za postępem teologicznym i nie szukajmy w nim nieomylności).
    Nie znam wywiadu, w którym uczony kosmolog usiłowałby odpowiadać na wiele wątpliwości nurtujących dzisiaj ludzi.

    Teraz mój komentarz (AC):

    Ale właśnie mnie też ks. Heller nie przekonuje!!
    Zgadzam się z ks. Hryniewiczem w 100%.
    Co myślę o teologii ks. Hellera? Trudno coś o niej powiedzieć w obliczu braku danych (wywiadów, książek) na te tematy, ale mam wrażenie, że ks. Heller się nie wgłębia w teologię z takim entuzjazmem jak w naukę. Powtarzam, nie oskarżam tu ani nie krytykuję. Po prostu takie mam wrażenie. Np. po porównaniu % ilości wypowiedzi o nauce i religii, podejrzewam, że proporcje wyszłyby 80/20 na korzyść nauki albo jeszcze bardziej skrajnie.

  37. Słusznie, Anno,
    nieopatrznie nacisnąłem nie to, co trzeba i mój komentarz znalazł się przy poprzednim wpisie „Czy Syn Człowieczy… cz. III, Informacja.
    Zamieszczam go wobec tego jeszcze raz, z datą nadania:

    Waclaw Hryniewicz OMI napisał(a):
    21 stycznia 2016 o 18:10
    RACJONALNE POWODY KWESTIONOWANIA PEWNYCH DOKTRYN
    Anno,
    mam racjonalne powody, by pewnych doktryn kościelnych nie podzielać. Są one często tylko dziedzictwem jednego określonego Kościoła wyznaniowego. A w dodatku przyczyną podziałów na całe stulecia (przykładem Filioque, prymat papieża, nieomylność itp.). Jeden Kościół Chrystusa jest podzielony. Doktryn wiele.

    Gdybyśmy tak en bloc, bezkrytycznie, przyjmowali „chrześcijaństwo z całą jego doktryną” i nie odważali się pewnych doktryn kwestionować, to nie byłoby żadnego postępu w myśleniu religijnym, tylko teologia powtarzania tego samego (a theology of repetition). Brak re-interpretacji zabija żywotność tradycji. Wiem, że można od razu wytoczyć mi, jak armatę, zarzut relatywizmu. A ile błędów doktrynalnych popełniono w przeszłości, z których trzeba się było wycofywać? Nie podzielam naiwnej hermeneutyki ciągłości. Potrzebne są odejścia, jeśli tak wiele jest ku temu powodów.

    Wielcy średniowieczni teologowie mieli rację definiując artykuł wiary: „articulus fidei est perceptio veritatis TENDENS in ipsam”, „percepcja prawdy DĄŻĄCA do niej samej”. Percepcja dążąca, zdążająca, niepełna, cząstkowa! Nie żyjemy już teraz całą pełnią tego, co przed nami. Cała prawda odsłoni się dopiero w wydarzeniach ostatecznych. Ta perspektywa uczy skromności. Widać trudno jest oduczyć się skłonności do potępiania, jak to bywało przez wieki.

    Są zresztą odmienne nurty w chrześcijaństwie od samego początku. Można racjonalnie opowiadać się za określonym nurtem myślenia religijnego jako bliższym prawdzie i bardziej odpowiadającym duchowi Ewangelii Jezusa. To też jest racjonalność i uczciwość intelektualna.

    I to bynajmniej nie oznacza apostazji i odejścia od chrześcijaństwa. Cytaty, które przytoczyłaś wcale mnie nie przekonują.

    Nie znam poglądów Ks. Hellera na wiele kwestii, choćby na wiele prawd głoszoych w Katechizmie Kościoła Katolickiego (katechizm zawsze zostaje daleko w tyle za postępem teologicznym i nie szukajmy w nim nieomylności).
    Nie znam wywiadu, w którym uczony kosmolog usiłowałby odpowiadać na wiele wątpliwości nurtujących dzisiaj ludzi.

  38. KS. PROF. HELLER WIERZY W WIELKĄ MATRYCĘ

    Chciałem się wtrącić do dialogu Ks. prof. Hryniewicz-Anna, ponieważ wydaje mi się, że mam coś istotnego do przekazania.

    1. Po pierwsze, Ksiądz prof. Heller w każdym swoim wywiadzie czy publicznej wypowiedzi wyraża się niezwykle krytycznie o teologii.
    Np.:

    W tym, co pan mówi, jest sporo prawdy: dzisiaj tak się często interpretuje religię, jakby wszystko już raz na zawsze zawarte było w Biblii. Ale myślę, że to się łączy z upadkiem poziomu teologicznego.(…) Niestety, obniża się poziom wykształcenia w seminariach i poziom duchowieństwa w ogóle (Jerzy Baczyński, Rozmowa z ks. prof. Hellerem o godzeniu nauki z wiarą: Cząstka Pana Boga, Polityka 23 października 2012).

    Łatwo jest krytykować, ale dlaczego Ksiądz profesor samemu nie wkroczy na teologiczne „bezdroża”? Przecież reprezentuje wysoki poziom… Czym spowodowany jest ten grzech zaniechania?

    2. Po drugie, Ksiądz profesor uważa, że istnieją dwie Księgi, które nauczają o Bogu, czyli Biblia i Nauka – przy czym ta pierwsza zawsze musi ustępować tej drugiej:

    Augustyn pisze, że jeśli napotykamy w Piśmie Świętym jakieś stwierdzenia, które wydają się sprzeczne z dobrze ustaloną prawdą świecką – nie było wtedy nauki w dzisiejszym pojęciu, ale „dobrze ustalone prawdy” – to mamy obowiązek przyjąć tę prawdę za autentyczną i uznać, że dotychczas źle rozumieliśmy tekst biblijny. Gdybyśmy robili inaczej, to poganie by się z nas śmieli (Tamże).

    Dobrze ustaloną, umocowaną i uargumentowaną – i dotychczas niesfalsyfikowaną – prawdą naukową jest przecież antropologiczna koncepcja wychodząca z założeń psychologii kognitywnej Pascala Boyera o powstaniu religii (por. P. Boyer, I człowiek stworzył bogów, 2006; S. Atran, Ewolucyjny krajobraz religii, 2013). Musimy zatem odrzucić tezy biblijne i powtórzyć za Boyerem, że „stworzyliśmy bogów po części dlatego, że mamy umysł, który pozwala na istnienie społeczeństwa, jednak nie do końca umiemy zrozumieć jak ono funkcjonuje” (s. 34).

    Niech duchowny nam wytłumaczy, jak mamy wcielać tę zasadę w życie i, przy okazji, nie zwariować, bo on sam jej przecież nie stosuje.

    3. Po trzecie, skoro duchowny odrzucił przekaz biblijny, bo może być „kulawy”, musiał poszukać głosu Boga gdzie indziej. Pisze:

    Einstein nie pragnął nic innego, jak tylko zrozumieć the Mind of God – Zamysł jaki Bóg zawarł w dziele stworzenia. (…) mamy prawo powiedzieć, że fragmenty Bożego Zamysłu – i to całkiem spore, jak nam, się wydaje – już zdołaliśmy odcyfrować (M. Heller, Filozofia przypadku, Wyd. III 2015, s. 307).

    Mamy więc do czynienia z człowiekiem, który zna już znaczny fragment Bożych Myśli. Chcielibyśmy – ponieważ uważam, że nie tylko ja tego chcę – by zostały one ujawnione, by nowy Nauczyciel Sprawiedliwości odsłonił nam sekret Boga. Oto on:

    Cała historia fizyki świadczy o tym, że Bóg myśli matematycznie. (…) [Ale] Mówiąc obrazowo, w siatce praw fizyki są „wolne miejsca” na działanie przypadków i jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba, by prawa fizyki nie były tylko abstrakcyjnymi wzorcami, lecz by mogły rządzić konkretnymi procesami w przyrodzie. (…) Nie jesteśmy szczególnie znaczącym szczegółem w strukturze Całości. (…) Od początku do końca nasze życie jest uwikłane w „orgię przypadków”. (…) Niezależnie od tego, czy będziemy je interpretować w duchu religijnej wiary w Boga, czy w sensie zbioru (tylko czy to jest zbiór w technicznym sensie tego terminu?) prawidłowości, które rządzą wszystkim, co jest, musimy się zgodzić z tym, że ta Matryca jest naprawdę Wielka. Zapewne mielibyśmy prawo powiedzieć – Nieskończona. I tu znowu powracamy do metafizycznego zadziwienia: dotychczas potrafiliśmy rozszyfrować aż tyle! Jeśli to ma być autentyczne zdziwienie metafizyczne, to w tym twierdzeniu nie powinno być zbyt wiele uznania dla naszych intelektualnych zdolności, lecz radość z tego, że Wielka Matryca ukazała nam aż tyle swoich tajemnic. (…) Ale o naszych zdolnościach w jej poznaniu także jednak nie powinniśmy zapominać, bo przecież nasz umysł (our mind) jest też częścią Wielkiej Matrycy (the Mind of God) i to częścią, w której Wielka Matryca ma świadomość siebie (Tamże s. 311-314).

    Matematyczna maszyna licząca, zwana Matrycą, której jestem świadomą częścią – jednak niezbyt znaczącą – wrzuciła mnie w „wolną przestrzeń” w siatce praw fizyki, ale akurat ta wolna przestrzeń to przestrzeń przypadków, i muszę uczestniczyć w ich „orgii”. I ta Matryca, dodajmy, jest naprawdę Wielka.

    Kilkadziesiąt lat badań, by rzucić garść komunałów, z których zdaje sobie przecież sprawy dobrze rozgarnięty licealista… Raczej należało od tego wyjść, by przełożyć to wszystko na wiarę, naszą wiarę chrześcijańską, bo – wydaje mi się – że pod wyznaniem wiary w Wielką Matrycę podpisałby się bez problemu Dariusz Kot (tzn. pod jej wariantem „sens zbioru”).

  39. KS. PROF. HELLER WIERZY W WIELKĄ MATRYCĘ (C.D.)

    Przyjęcie, że Bóg myśli matematycznie, ma swoje przełożenia na religię. Bardzo ważna staje się wtedy dogmatyka, która – jak wzory w fizyce – pozwala uczonemu kosmologowi odnaleźć stabilizację. Bóg objawia się wtedy w kerygmacie dogmatycznym Kościoła rzymskokatolickiego (religii prawdziwej) i Nauce. O ile jednak fizyka – pozostająca główną domeną Księdza profesora Hellera – nie zmusza go do konfrontacji z kerygmatem dogmatycznym, to – niestety – biologia już tak. Duchowny zatem MUSI skutecznie unikać takowych konfrontacji.

    Przykład, jeden z wielu:

    Jak ocenia ksiądz biomedyczne zdobycze nauki? Pytam o in vitro.

    – To nie moja działka, ja jestem kosmologiem, zajmuję się Wszechświatem. Na przykład ostatnio opublikowane zostały pierwsze wyniki badań satelity Plancka, [bla, bla, bla] (Ks. Michał Heller – czy da się pogodzić Boga z Nauką?).

    A zatem uczony kosmolog ucieka od pytań, które mogłyby rzucić cień na jego prawowierność, ale ma miliony zastrzeżeń do teologów, gdy nie radzą sobie oni z zastaną rzeczywistością naukową. To dlatego Estel i Anna przeczuwają – niemal instynktownie, że coś tu śmierdzi. I rzeczywiście – na co zwrócił uwagę Ksiądz Profesor Hryniewicz – gdy człowiek pełni tyle funkcji nadzorowanych przez m.in. czujne oko „inkwizycji”, to musi dbać o swoja „reputację”.

    Co zatem śmierdzi? Pampers! Trzeba go wymienić. Proszę o inny zestaw pytań. Bezrefleksyjny.

    To tyle…

  40. Andrzeju, naprawdę się uśmiałam nad Twoim fragmentem o nas, mało znaczących fragmentach Naprawdę Wielkiej Matrycy, uczestniczących w orgii przypadków…
    Wielka Matryca jest the Mind of God (umysłem Boga)? A mi się kojarzy z filmem Matrix, z rzędami i kolumnami zielonych cyferek, stanowiących kod naszego życia w wirtualnej matrixowej rzeczywistości. Matryca – matrix to macierz po polsku. Pamiętam z matematyki macierze jako sposoby rozwiązywania skomplikowanych równań, na pierwszym roku studenci oblewali matmę, więc te macierze źle im się kojarzyły. Bardzo by mi było niemiło, gdyby umysł Boga okazał się macierzą. Ale macierz to matka, czyż nie? Matka – to może jakaś intuicja o żeńskości Boga? Ks. Heller może mieć problem z genderem, choć o in vitro nie wypowiada się. W wywiadach z ks. Hellerem mogę podać masę przykładów, gdzie nie odpowiada na pytanie, ale natychmiast zmienia temat.

  41. Słowa ks. Hellera z artykułu, o którym pisze Andrzej: „Poza tym teologia katolicka jest w głębokim kryzysie, ponieważ nie opiera się na żadnej filozofii, tylko na wizji świata, w której twierdzenia są oderwane od refleksji krytycznej. To wzmaga dysonans między nią a współczesną nauką. Między nimi nie tylko nie dochodzi do żadnych sporów polemicznych, ale wręcz narasta poczucie obcości i wzajemna ignorancja.”
    Ale przecież w innym artykule (Dowód na istnienie Boga) mówi: „Religia i nauka, dawniej w opozycji do siebie, teraz są jakby w jednym obozie”. Czyli jak to jest? Dysonans czy jeden obóz?
    Stawia zarzuty, że brak teologom refleksji krytycznej , a przecież ks. Heller przyjmuje „całą doktrynę” nawet bez refleksji o historycznych badaniach nad Jezusem! Czy to tylko ja widzę tu sprzeczności???

  42. Dziennikarz- Człowiek potrzebuje w życiu sensu czy nauki?
    Ks. Heller – Przede wszystkim potrzebuje rozsądku, a tym jest umiejętność obserwowania połączona z logiką pozwalającą na wyciąganie właściwych wniosków. Niestety, w dzisiejszym świecie mało jest rozsądku, bo mało jest w nim racjonalności i logiki.

    Mój komentarz: Czyli w świecie jest mało rozsądku, logiki, racjonalności, a przecież w Rzeszowie mówił ks. Heller, że nieracjonalność nie istnieje, albo że jest tak marginalna, że zaraz się unicestwia!! Poza tym czlowiek przede wszystkim potrzebuje rozsądku?? Nie milości, dobra, prawdy i Boga, ale rozsadku i logiki… Załamka…

  43. Odpowiedź dla Darka: przejrzałam jeszcze raz tą książkę, z której pochodzi „teodycea” ks. Hellera (Sens życia i sens wszechświata) i brak tam innych wyjaśnień. Darek ma chyba rację, że niekoniecznie wzrost entropii musiałby się wiązać z cierpieniem, przecież wrażliwość na ból wyewoluowała późno. Wrażliwość na ból ma swój sens: ostrzega przed niebezpieczeństwem, choć przecież ból rozciąga się na istoty czujące o wiele bardziej niż to konieczne w celu ostrzeżenia. Ks. Heller zdaje się sugerować, że cierpienie jest ceną za złożoność organizmów. Bez wrażliwości na ból ludzie (złożone organizmy) miałyby małą szansę na przetrwanie, bo nie uciekałyby przed zagrożeniem, nie czując bólu, strachu itp. Oczywiście wzrost złożoności nie jest celem ewolucji, ale niewątpliwie jest jej skutkiem. Zaczęło się od jakichś cząstek elementarnych, potem były pierwiastki, potem związki, potem komórki itd. Nie wszystkie organizmy ewoluują w kierunku wzrostu złożoności, przecież bakterie są najliczniejsze na ziemi. Ale zdaje się, że dla ks. Hellera celem ewolucji było stworzenie człowieka. To mój wniosek, bo on tak nie mówi wprost. Ale to jest sprzeczne z nauką oczywiście.

  44. Ja chcę tylko zaprotestować wobec tonu, którego używa Andrzej. Fragment o dobrze rozgarniętym licealiście brzmi pogardliwie. Nie podoba mi się takie wywyższenie się nad „ciemne masy”. Bo czy nie jest w nim obecne? Andrzeju po co ci to.

  45. KSIĄDZ DLA INTELIGENCJI

    Ks. Heller powiedział, że «musi być księdzem dla inteligencji. W domu często dyskutowaliśmy, że to klasa zapomniana przez Kościół, bo duszpasterze nastawieni są na ewangelizację „prostaczków”» (Ks. Michał Heller – czy da się pogodzić Boga z Nauką?).

    Skoro chce ewangelizować inteligencję, to nie ja wywyższam się nad „ciemne masy”, lecz sam duchowny, bo Ewangelia jest dla wszystkich. Wnioski naukowe mogą być oceniane krytycznie, nawet bardzo krytycznie, zwłaszcza jeśli – a może przede wszystkim – Ks. Heller wypowiada się w nich jako naukowiec. Dla przypomnienia: to nie kto inny jak on, uznał nawet miękką wersję Inteligentnego Projektu (Bóg stworzył życie, które dalej podlegało „prawom” ewolucji biologicznej) nie tylko za grzech naukowy, ale i za herezję korzeniami sięgającymi manicheizmu. Czy zważał wtedy na okoliczność, iż tej miękkiej wersji Inteligentnego Projektu broni wielu duchownych i naukowców, a wierzy w niego wielu wiernych, w tym i piszący te słowa? Uczestniczenie w gigantycznej ruletce, ograniczonej prawami fizyki i matematyki nie jest dla mnie odkryciem, za którym stałaby wiedza wykraczająca poza liceum. Chyba że w związku ze zmianami w nauczaniu w szkolnictwie, coś uległo zmianie.

    Każdy kto publicznie prezentuje swoje poglądy musi się liczyć z tym, że nie tylko będzie podziwiany, ale również i krytykowany. Większość wiernych chciałaby usłyszeć, jak Wielką Matrycę – której jesteśmy świadomi i której jesteśmy częścią – pogodzić z biblijnym obrazem Miłosiernego Stwórcy, a nie Matematyką.

  46. Może mój głos będzie nieco poza tematem, ale skuszę się na pewną krótką refleksję.
    Ksiądz Heller (i pewnie nie tylko on z grona uczonych duchownych) „celuje” swój przekaz do inteligencji. Cóż, trudno się dziwić, że rzesze wiernych szukają przewodników na stadionach, skoro głosy racjonalne, głosy logiczne, głosy rozsądku nie są kierowane do nich w taki sposób, by mogli co nieco pojąć, coś więcej poza rzuceniem się w emocjonalny „kocioł” wiary, z którego lubią wyrastać patologie. Jest wielka przepaść pomiędzy nauczaniem i ewangelizowaniem w stylu ” God loves you” i to by było na tyle, a godzeniem religii z nauką tak, żeby przeciętny chrześcijanin mniej więcej wiedział o co w tym wszystkim chodzi i nie błąkał się tylko po ścieżkach irracjonalności. Na szczęście jest ks. Profesor Hryniewicz, który mówi tak, że chyba każdy może czuć, że jest to przekaz do wszystkich (pomijam fakt, że nie wszyscy go rozumieją w takim samym stopniu).

  47. KS. HELLER W RZESZOWIE CHCIAŁ DOBRZE, ALE…

    (mały komentarz dla uspokojenia nastrojów)

    Ks. prof. Heller od jakiegoś czasu wspomina o „fikcjach teologicznych”, a ostatnio o „prywatnych wizjach”. Moim zdaniem nie są to przypadkowe pomysły. Wydaje mi się, że przynajmniej w jakimś stopniu on sam także zaczął się obawiać, że proponowane przez niego rozwiązania teologiczno-naukowe są syntezami na zbyt wysokich stopniach abstrakcji, które niewiele zmienią w Kościole czy teologii – bo mało kto je w ogóle zrozumie… Podejrzewam także, że gdy próbuje to wszystko bardziej konkretyzować i porządkować, dochodzi do idei, które mu brzmią „heretycko” – i dlatego szuka obecnie jakiegoś nowego języka teologicznego „na pół serio”, prywatnego, nieoficjalnego, hipotetycznego itd.

    „Kosmiczny dramat”, o jakim opowiedział w Rzeszowie, wiele razy określał jako „prywatną teorię”, „nieukończoną wizję” itp. I naprawdę uczynił tam spory wysiłek, aby zbliżyć te wszystkie inspirowane nauką abstrakcje – do codziennego języka katolików, zrozumiałego w parafiach i kościołach. „Dramat kosmosu” ks. Hellera ma przecież z grubsza formę historii zbawienia: ze stworzeniem, grzechem pierworodnym, wcieleniem/odkupieniem i apokalipsą. To jest chrześcijaństwo – w jakimś najogólniejszym sensie tego słowa…

    Andrzej i Anna podali wiele przykładów wymijających odpowiedzi ks. Hellera na tematy teologiczne, ja sam zarzuciłem mu „ucieczkę od tematu zmartwychwstania”. Być może jednak wykład rzeszowski to początek jakiegoś ks. Hellera „zwrotu ku bardziej komunikatywnej teologii”? Kto wie? Z drugiej strony trudno liczyć na zbyt wiele, bo życie i codzienna refleksja religijna ulokowane są w sferach badanych przez biologię, kognitywistykę, socjologię – i to z tych nauk płyną dzisiaj najpoważniejsze wyzwania, o czym już nieraz wspominaliśmy. Co tu może zrobić najwybitniejszy nawet kosmolog, fizyk czy matematyk?

  48. Andrzej do ciebie nie dociera chyba, że pisanie o średnio rozgarniętych licealistach to jest język pogardy. Nie podoba mi się ani to ani tym bardziej, że próbujesz (nie do wiary) wywyższenie się przypisać ks. Hellerowi. To już jest doprawdy coś irracjinalnego. Jesteś odczytanym człowiekiem, ale w taki sposób starają się nie pisać. Poza tym jesteś chrześcijaninem. O średnio rozgarniętych licealistach piszą hejterzy na forach internetowych!

  49. WIEM KIM JESTEM

    Nie wiem, co piszą hejterzy na forach, ale wiem, że jestem chrześcijaninem. A więc, jeśli jakiekolwiek moje słowo zostało odebrane jako akt pogardy, to serdecznie przepraszam 🙂 .

    Mało tego muszę stwierdzić, że wychowałem się na książkach Ks. prof. Michała Hellera, uwielbiam go czytać i podziwiam jego twórczość. Nie wyobrażam sobie, by istniał w Polsce katolik, który nie znałby, chociaż jego jednej pracy. Dzięki niemu, ja sam, zainteresowałem się w ogóle kiedyś kosmologią, nauką i „bujaniem” na granicach wiary.

    Niemniej jednak pozostaje krytyczny do wielu jego tez i podtrzymuje wszystkie moje wnioski, które mogły być wyrażone – oczywiście – innym, literackim językiem, który zadowoliłby nawet największych estetów. Niestety, czasami, zbyt bardzo spieszę się i nie dbam o formę. Ale wielokrotnie przestrzegałem przed pogardą kogokolwiek oraz windykacją prawowierności, pomimo że sam Ksiądz profesor Heller zaliczył mój pogląd do herezji. Wybaczam mu to jednak w myśl Chrystusowej zasady zanotowanej w Nowym Testamencie.

    Tomku! Pozdrawiam.

  50. O „WIELKIM MATEMATYKU” I BOGU MIŁUJĄCYM LUDZI (PHILATHROPOS)

    1. Usiłuję rozumieć dylematy Ks. prof. Michała Hellera, jego poszukiwania, krytyczne wypowiedzi pod adresem teologii, niektóre sprzeczności w jego wypowiedziach oraz pewną bezradność. Nie da się dzisiaj być wysokiej klasy specjalistą, kompetentnym we wszystkich dziedzinach współczesnej wiedzy, także tej religijnej, teologicznej. Sam czuję to po sobie, a zbliżamy się obydwaj równo do 80-tki (rok naszego urodzenia 1936!). Za nami kawał życia, sporo doświadczeń. Drogi nasze różne.

    Kiedy w wywiadach (a mam ich chyba blisko sto) pytają mnie dziennikarze o różne kontrowersyjne sprawy, usiłuję nie uciekać, ale stale podkreślam, że wypowiadam się ostrożnie, gdyż czuję także swoją niekompetencję i mogę się mylić. Usiłowałem tworzyć teologię bliską ludzkim realiom, zapotrzebowaniu na nadzieję tu na ziemi i w perspektywie życia przyszłego. A były lata trudne, za komuny i po stanie wojennym. Wtedy nadzieja była bardzo potrzebna. Pozostałem wierny do dzisiaj swojej życiowej pasji w sprawach ekumenii (tu studia nad prawosławiem) i uniwersalizmu eschatologicznej nadziei na zbawienie wszystkich. Teolog czy naukowiec-przyrodnik ma swoje zacieśnienia. Nie może być ekspertem we wszystkim rzeczach i jeszcze niektórych innych (dowcipne łacińskie powiedzenie: „de omnibus rebus et quibusdam aliis”!).

    2. Piszę o tym dla lepszego rozumienia skomplikowanych nieraz dróg naukowców. Często myślą powracam do celnego powiedzenia BARUCHA SPINOZY, niderlandzkiego filozofa żydowskiego pochodzenia, z jego „Tractatus Politicus” (167): „non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere”. W pełniejszym przekładzie brzmi ono: “Starałem się, aby nie śmiać się z ludzkich czynów, nie płakać z ich powodu, nie nienawidzić ich, ale je rozumieć” (I have striven not to laugh at human actions, not to weep at them, nor to hate them, but to understand them).

    3. Zajrzałem do wywiadu Ks. Hellera pt. „Dowodem na istnienie Boga jest sam Wszechświat” z 26.11.2014 r.
    https://newtimes.pl/ks-heller-dowodem-na-istnienie-boga-jest-sam-wszechswiat/

    Oto kilka cytatów:

    „Bardzo lubiłem książki Grahama Greene’a. On napisał w jednej ze swoich powieści, że Kościół ma za zadanie napoić ludzi winem prawdy i dziwi się, że ludzie nie chcą tego wina przełknąć, gdy im je wpycha do ust razem z butelką. To rozróżnienie na butelkę i wino jest bardzo istotne. Wiele rzeczy, które uważamy za wino, są tylko butelką i to bardzo kanciastą. Dlatego trudno to przełknąć. I tutaj Kościół ma jeszcze niewątpliwie bardzo dużo do zrobienia. Kościół i teologowie, którzy są jego mózgiem, powinni się takimi rzeczami zajmować”.

    „Teologowie na temat Trójcy napisali tomy i czytając niektóre z nich, denerwowało mnie to, że tam już nie było żadnej tajemnicy. Wszystkie relacje między Ojcem, Synem i Duchem zostały wyjaśnione, funkcje Trzech Osób rozdzielone itd. Wydaje mi się, że Pan Bóg dobrze się bawi (bo ma poczucie humoru), gdy czyta podręczniki teologii. W religii muszą być tajemnice; są one jej koniecznym elementem. Nie usiłuję sobie tłumaczyć tajemnicy Trójcy. Whitehead pisał, że natura rzeczywistości jest matematyczna i nawet w Panu Bogu są jakieś relacje matematyczne – to aluzja właśnie do Trójcy”.

    „Ja się najlepiej modlę wtedy, gdy pracuję nad matematyką. Dlatego że matematyka to absolut, jedyny obszar ludzkiej działalności, który nie został dotknięty grzechem pierworodnym. W matematyce wszystko jest tak, jak powinno być. Nie może być inaczej. Mam poprzednika w Leibnizu, który widział Boga jako wielkiego matematyka. Pewien wybitny uczony matematyk i agnostyk spytał mnie kiedyś, czy Pan Bóg zna matematykę. Nie zna – odpowiedziałem, bo PAN BÓG JEST MATEMATYKĄ. Leibniz sądził, że Bóg myśli matematyką. Prawdy matematyczne są Jego myślami. Lubię powiedzenie Leibniza: Dum Deus calculat, mundus fit – Gdy Bóg rachuje, staje się świat”. (wyróżnienie moje, WH).

    „Językiem Wszechświata jest matematyka. Cała fizyka jest właściwie matematyką z pewnym naddatkiem interpretacyjnym, odnoszącym struktury matematyczne do rzeczywistego, dostępnego eksperymentom świata”.

    3. Właśnie a propos matematyki, Wielkiej Matrycy (Matrix), teorii superstrun, pętli Asztekara czy M-teorii…

    P. Andrzej napisał (22 stycznia 2016 O 11:32 ):
    „Większość wiernych chciałaby usłyszeć, jak Wielką Matrycę – której jesteśmy świadomi i której jesteśmy częścią – pogodzić z biblijnym obrazem Miłosiernego Stwórcy, a nie Matematyką”.

    Może to byłaby bodaj cząstka odpowiedzi Hellera:

    „W żadnej religii nie ma takiej definicji Boga jak w chrześcijaństwie – BÓG JEST MIŁOŚCIĄ. Miłość musi się tu rozumieć inaczej niż w stosunkach ludzkich – jakaś niesamowicie wielka energia, i moralna, i twórcza. Niewątpliwie odpowiedzialność za to, że jestem chrześcijaninem, ponosi mój czas, miejsce urodzenia i rodzaj kultury, w jakiej się wychowałem. Gdybym się urodził np. w Indiach, może byłbym inny. STARAŁEM SIĘ STUDIOWAĆ FILOZOFIĘ I TEOLOGIĘ SOLIDNIE I KRYTYCZNIE. Konkluzją tego procesu było to, że chociaż nie można mieć w religii dowodów typu eksperymentalnego czy matematycznego, gdybym jednak odszedł od tej religii, postąpiłbym niemoralnie” (wyróżnienie moje, WH).

    „(…) bez religii sens byłby okaleczony. Wszechświat ma pewien sens: jest niezmiernie racjonalny. Da się go badać. Gdyby człowiek czy ludzkość nie miała sensu, to – według mnie – byłby to straszny dysonans: racjonalna przyroda miałaby stworzyć coś tak irracjonalnego? DOSTRZEGAM WIĘC COŚ, CO NAZYWAM POSTULATEM SENSU, I SĄDZĘ, ŻE TU RELIGIA PRZYCHODZI CZŁOWIEKOWI Z POMOCĄ” (wyróżnienie moje, WH).

    „Tajemnica musi być czymś, co mnie przewyższa i jednocześnie jakoś obejmuje. Jeżeli przyjmuję Pana Boga, to z góry zakładam, że są rzeczy, których nie pojmę. Z tak rozumianą tajemnicą spotykamy się właśnie w nauce na każdym kroku”.

    „Prowadząc pracę naukową mam często odczucie, że walę głową w mur, zderzam się z jakąś tajemnicą, zaczynam dostrzegać coś, czego może nawet nie chciałbym dostrzec i co nigdy przedtem nie przyszłoby mi na myśl”.

    Ecce homo! Oto człowiek.

  51. „Jeżeli przyjmuję Pana Boga, to z góry zakładam, że są rzeczy, których nie pojmę.”
    Bardzo do mnie to przemawia, to jest moja droga wiary właśnie. Podobną postawę przyjął ks. Halik i wydaje mi się ona „najwłaściwsza”.
    Kiedyś wpadł mi w ręce pewien tekst, którego fragment zacytuję:
    „W Księdze Izajasza słowa „Święty, święty, Święty jest Pan Zastępów” są słowami jednego z aniołów do drugiego. Hebrajskie słowo, przetłumaczone u nas jako „Święty”, a u św. Hieronima jako „Sanctus”, oznacza dosłownie „oddzielony”, ale także „inny”, na każdej Mszy wyznaję, że Bóg jest inny, niż myślę. Żadne wyobrażenie o Bogu, które zrobił najlepszy teolog na ziemi, nie jest Jego pełnym opisem. Bóg jest większy niż dowolne pojęcie, jakim chcemy Go zdefiniować, i niż dowolny Jego opis, jaki stworzymy”.

    Ostrożność teologa wynikająca z uświadomienia, że mówi o Innym jest dla mnie wyrazem ogromnej mądrości i właściwie pojętej pokory. Jak to pogodzić, że z jednej strony od teologa niejako wymaga się, by znał odpowiedzi, a przecież on cały czas porusza się w „oparach” tajemnicy.

  52. Czyli właściwie kto ma połączyć naukę z religią? Teologowie są wyspecjalizowani w teologii, przyrodnicy w biologii, fizycy w fizyce itp. Nikt na świecie nie ma pełnej wiedzy na temat całej nauki i chociażby teologii chrześcijańskiej. Czy nikt zatem nie może przedstawić takiej wizji połączenia nauki i religii? Według mnie próby dotychczasowe są nieudane. Nie ma satysfakcjonującej zgody. Trzeba się po prostu przyznać, że do tej pory nie wypracowano doktryn łączących te dziedziny: pytania o pochodzenie człowieka są sprzeczne, o sens jego istnienia – sprzeczne, o to, kim właściwie jest człowiek – sprzeczne, czy ma wolną wolę – sprzeczne, czy nasza świadomość jest złudzeniem – sprzeczne. Nie ma zadowalającej teodycei w świetle teorii darwinowskiej. Nie ma tego wszystkiego. Kto mógłby to zrobić? Super mózg jakiś chyba. Ta nierównowaga wiedzy jest także po stronie naukowców – ateistów, którzy nie znają przecież dogłębnie teologii, a swoje opinie opierają na powierzchownych, uproszczonych informacjach o religiach.

  53. “SPEAK YOUR TRUTH QUIETLY AND CLEARLY”

    Ileż to już razy powtarzałem w Kleofasie, że trzeba uczyć się żyć z pytaniami, na które nie znajdujemy adekwatnej odpowiedzi! A cała mądrość tzw. teologii apofatycznej, zwanej negatywną? To moja droga. Szukam, a gdy znajduję jakiś przebłysk więcej, cieszę się i Bogu dziękuję, że pozwolił mi zobaczyć to coś więcej. Przeżyte lata nauczyły mnie skromności. Dalej wypowiadam spokojnie to, co poznałem, w co wierzę i w czym pokładam nadzieję. Czynię to, pomimo oskarżeń…

    Towarzyszą mi, zawieszone przed oczyma w mojej kawalerce, słowa MAXA EHRMANNA z jego „DESIDERATA”:

    “SPEAK YOUR TRUTH QUIETLY AND CLEARLY; AND LISTEN TO OTHERS (…); THEY TOO HAVE THEIR STORY”.

    „WYPOWIADAJ SWĄ PRAWDĘ SPOKOJNIE I JASNO; I WYSŁUCHAJ INNYCH…; ONI TEŻ MAJĄ SWOJĄ OPOWIEŚĆ”.

  54. REAKCJA

    Chciałbym zwrócić uwagę na wyraźnie polemiczny wpis Pana Sławomira Zatwardnickiego:

    Być może gdyby nie pierwszy grzech pomylenia czasu z wiecznością, postęp duchowy odbywałby się ewolucyjnie w czasie, aż Adam niesiony łaską Odwiecznego dojrzałby do wiecznego dziecięctwa-adasiostwa, a zatem zostałby w niebo wzięty z ziemi. Po grzechu jednak realizacji zbawienia eschatologicznego nie wolno utożsamiać z postępem w historii świeckiej. Jak to czynią potomkowie Adama, którzy nadprzyrodzone zbawienie „zeświecczają” przez sprowadzenie go do poziomu „mesjanizmów doczesnych”. W odwrocie przed wyzwalającą nowiną o rozróżnieniu czasu i wieczności, przed którą ucieczki nie ma – bo czasu nie da się cofnąć („Pomieszanie z poplątaniem” czasu i wieczności).

    Co na to powie Dariusz Kot, prawdopodobny „potomek Adama”, który ucieka w „mesjanizm doczesny” (tj. basileia w cywilizacji Zachodu)?

    Dobrze byłoby, gdyby czyżyk chrześcijański zachował rozróżnienie między wzrostem Królestwa Bożego a postępem ludzkim, czyli inaczej: między dziełem przebóstwienia a humanizacji. Nie wolno ulegać „optymizmowi ewolucjonistycznemu” co do historii ziemskiej, rzekomo tylko „świeckiej”, skoro w niej właśnie dokonuje się odrzucenie historii zbawienia. Owszem chrześcijaninowi, mówiąc Kisielewskim, „zawsze lepiej być na zapas pesymistą”, byleby był to „pesymizm konstruktywny”, który według felietonisty polega na „pełnej świadomości wszelkich niepowodzeń i goryczy, które zgotować może nam życie” (Tamże).

    Nie odkryłem jeszcze za stu procentową pewnością, kim jest „czyżyk chrześcijański, ale mam pewne przeczucia.

  55. OSTATECZNE WYJAŚNIENIE

    Inna sprawa, że już nie tylko ja i Ksiądz Profesor Hryniewicz czekamy na wyjaśnienie hipotezy realizującej się basileia Jezusa z Nazaretu w Cywilizacji Zachodu (chodzi tu o szczegóły tej koncepcji). Moje pytanie – w związku z tą kontrowersyjną ideą – jest zasadnicze i proste: W jaki sposób realizuje się ta basileia w cywilizacji, która nie wierzy już w dobrotliwego Pana Boga, ale za to wierzy w wartości nowe: Technologię, Pieniądz i Cztery Litery – posługując się definicją tego innowacyjnego systemu wartości słowami Hamiltona z warszawskiej Kultury? Czy takie wywrócenie wartości mogłoby odbyć się w królestwie, którego oczekiwał młody Żyd, żyjący w pierwszym wieku w Galilei?

    To są moje wstępne pytania; być może w trakcie odpowiedzi Dariusza dodam także inne (są one już obecne w moich rozmyślaniach).

    Pozdrawiam.

  56. IDENTYFIKACJA

    Ilustruje to dobrze przypowieść Jezusa o ziarnku gorczycy, z którego wyrasta rozłożysty krzew (Q 13,18-19; Mk 4,30-32). Panowanie Boga w dziejach podobne jest nie do samego ziarna, ale do CAŁEGO PROCESU JEGO CICHEGO WZRASTANIA i stopniowego przekształcania się. Panowanie Boga cechują niepozorne wydawałoby się wydarzenia w ludzkim życiu, ciche przemiany umysłu i serca (metanoia!), które z kolei przynoszą dobre owoce w relacjach międzyludzkich. Mówimy wówczas o nawróceniu i jego dobroczynnych skutkach w życiu społecznym (cyt. Waclaw Hryniewicz OMI 17 stycznia 2016 o 10:52 O ROSNĄCEJ NIEWIERZE W ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA)

    Dobrze byłoby, gdyby czyżyk chrześcijański zachował rozróżnienie między wzrostem Królestwa Bożego a postępem ludzkim, czyli inaczej: między dziełem przebóstwienia a humanizacji (Sławomir Zatwardnicki, „Pomieszanie z poplątaniem” czasu i wieczności).

    Już wiem na sto procent: „czyżykiem chrześcijańskim” (notabene to ładny ptaszek!) jest ks. prof. Wacław Hryniewicz, który nawet wyszczególnił owe wzrastanie w swoim tekście (nie odróżnił jednak – wg Pana S. Zatwardnickiego – humanizacji od przebóstwienia.

    Śledztwo zakończone 🙂

  57. Andrzeju, czy mógłbyś mi przetłumaczyć tekst pana Zatwardnickiego z polskiego na nasze, bo ja nic nie pojmuję, zwłaszcza z tym czyżykiem. Nic z tego artykułu nie rozumiem!!

  58. Aniu, muszę wyjść. Proszę Cię o jedno – wczytaj się na spokojnie w ten tekst, a odnajdziesz w nim krytykę całego naszego dyskursu. Styl Pana Zatwardnickiego to swoistego rodzaju „nowomowa”, przypominająca – co tu dużo mówić – przerysowany intelektualnie (tak się przynajmniej autorowi wydaje) artystyczny bełkot (moje wrażenie – przykro mi Tomku, ale musiałem tak to określić). Ma on jeden cel: mówiąc niewyraźnie, można się wszystkiego wyprzeć, a jednocześnie krytykować bezkarnie, albowiem z niezrozumiałym – przynajmniej na pierwszy rzut oka – tekstem trudno polemizować.

    Nie z nami jednak te „numery” 🙂 .

    „Czyż nie tak?”

  59. ALTRUIZM CZY EGOIZM.

    Witam serdecznie po przerwie. Cieszy mnie bardzo, ze forum ozylo 🙂

    Aniu zaintrygowalo mnie to zdanie w Twoim komentarzu:

    „No tak, zgadzam się, że takie poświęcenie ateisty jest więcej warte, bo on naprawdę nic nie zyskuje, myśli, że nic nie zyskuje.”

    Ja mysle Aniu, ze niekoniecznie.

    Jak juz kiedys wspomnialam w jednym ze swych komentarzy, nie mam podstaw do przyjecia zasadnosci twierdzen mowiacych o mozliwosci podejmowania dzialan bezinteresownych.
    ALTRUIZM definiujemy jako zachowanie przeciwstawne zachowaniu egoistycznemu.
    Z punktu widzenia ewolucji biologicznej nie jest ono mozliwe., jak nas zapewnia chocby Chris Colby.
    Zacytuje tutaj fragment Jego pracy poleconej po raz drugi przez Dariusza.
    Sprawa dotyczy wlasnie wspomnianych przez Andrzeja nietoperzy.

    „Organisms do not perform any behaviors that are for the good of their species. An individual organism competes primarily with others of it own species for its reproductive success. Natural selection favors selfish behavior because any truly altruistic act increases the recipient’s reproductive success while lowering the donors. Altruists would disappear from a population as the non- altruists would reap the benefits, but not pay the costs, of altruistic acts. Many behaviors appear altruistic. Biologists, however, can demonstrate that these behaviors are only apparently altruistic. Cooperating with or helping other organisms is often the most selfish strategy for an animal. This is called reciprocal altruism. A good example of this is blood sharing in vampire bats. In these bats, those lucky enough to find a meal will often share part of it with an unsuccessful bat by regurgitating some blood into the other’s mouth. Biologists have found that these bats form bonds with partners and help each other out when the other is needy. If a bat is found to be a „cheater,” (he accepts blood when starving, but does not donate when his partner is) his partner will abandon him. The bats are thus not helping each other altruistically; they form pacts that are mutually beneficial.

    Helping closely related organisms can appear altruistic; but this is also a selfish behavior. Reproductive success (fitness) has two components; direct fitness and indirect fitness. Direct fitness is a measure of how many alleles, on average, a genotype contributes to the subsequent generation’s gene pool by reproducing. Indirect fitness is a measure of how many alleles identical to its own it helps to enter the gene pool. Direct fitness plus indirect fitness is inclusive fitness. J. B. S. Haldane once remarked he would gladly drown, if by doing so he saved two siblings or eight cousins. Each of his siblings would share one half his alleles; his cousins, one eighth. They could potentially add as many of his alleles to the gene pool as he could.”

    Czym wiec mogl kierowac sie opisany wyzej zolnierz poswiecajacy swe zycie dla ratowania wroga?
    Fundamentalna role z pewnoscia odgrywa w takich przypadkach lek egzystencjonalny, ktory kaze nam nadac swemu naznaczonemu smiercia zyciu sens. Pozostawic po sobie slad, dobre imie. Z tego powodu tez ludzie gineli / gina w imie ideologii, ktore notabene sami w tym celu tworza.
    Teoria leku egzystencjonalnego, ktora tu kiedys na Kleofasie przytaczalam dotyczy przeciez nas wszystkich wierzacych i ateistow..

    Tak wiec, mysle, ze mam prawo powiedziec , iz moj brat ratujacy obcego sobie czlowieka, ryzykujacy przy tym w duzym stopniu swoim zyciem (historia swego czasu przytoczona przeze mnie) , a nawet wspomniany wyzej zolnierz (ateista) oddajacy zycie za swego wroga, to rowniez egoisci.

    W wielu podobnych przypadkach chodzic moze np. o leczenie wlasnych kompleksow. Jest to oczywiscie duze uproszczenie, ale chce tylko pokazac pewien dzialajacy mechanizm.
    Kompleksy czlowieka, sa przeciez z punktu widzenia psychologii silnym determinantem dzialan zmierzajacych w kierunku podbudowania wlasnego EGO. Jaskrawym przykladem sa ludzie, ktorzy (co widac dzis szczegolnie w mlodym pokoleniu Z) , w celu dowartosciowania sie, ryzykuja swym zyciem, aby moc pochwalic sie na portalu spolecznosciowym zrobionym przez siebie selfie.

    Dowartosciowywanie sie jest tez oczywiscie niezwykle silnym determinantem kierujacym czlowieka ku ZLU (wojnom, przemocy). O tym bardzo interesujaco pisze prof. Jerzy Jedlicki w wywiadzie dla „Polityki”.
    Zacytuje fragment wywiadu:

    „Zapewne chodzi tu o walkę o poczucie własnej wartości. A walka z użyciem przemocy o dominację, o panowanie, jest najprostszym sposobem osiągania satysfakcji. Myślę, że główną przyczyną wojen jest przyjemność, jaką wojny ludziom sprawiają, a nie konflikty interesów, które na ogół można rozstrzygać pokojowo. Oczywiście strat wojennych się potem często żałuje, ale sama myśl o wojnie daje zrazu silną gratyfikację i dlatego wojny powtarzają się przez całą historię ludzkości. To jest wielki temat – źródła nienawiści, przemocy, okrucieństwa. Trochę o tym pisałem, ale za mało wiem, żeby móc o tym pisać poważnie.

    Ale masz przecież swoje doświadczenie życiowe.
    Tak, i ono mi mówi, że jest ścisły związek między UPOKORZENIEM i agresją. Ten związek potwierdza się w fachowym piśmiennictwie. ”
    W skrocie mozna powiedziec, jak ujal to w swym dziele „Zupelnie Nowy Testament” Jaco van Dormael, mezczyzni patrza na swiat z perspektywy WINY I KARY, co ma odzwierciedlenie w tworzonych przez mezczyzn systemach religijnych.

    Calosc wywiadu:

    http://www.polityka.pl/opolityce/lopienska/1526215,1,rozmowa-z-prof-jerzym-jedlickim.read

    Wracajac do tematu ALTRUIZMU, a raczej egoizmu, trzeba powiedziec, ze determinantow tych pozornie altruistycznych zachowan czlowieka, nalezy szukac nie tylko w biologii, ale i srodowisku, a wiec w doswiadczeniach zyciowych, relacjach ze swiatem / ludzmi (ksiazki, filmy, legendy, basnie o bohaterach zaslyszane w dziecinstwie ). One zas wyplywaja najpewniej z intuicyjnego / subiektywnego rozumienia zachowan pozornie altruistycznych.

    Pojecie „bezinteresownosc” wydaje sie wiec, pojeciem abstrakcyjnym, pustym.
    Pytanie jakie sie nasuwa brzmi, czy takie zachowania ( vide zolnierz poswiecajacy swe zycie) sluza jak podkresla Colby sukcesowi reprodukcyjnemu JEDNOSTKI, czy raczej sluza przetrwaniu gatunku ?
    Pozostawiam na razie to pytanie otwartym.
    Jednoczesnie zaznacze, iz gdyby mialo to sluzyc jednak przetrwaniu gatunku czyli byc obiektywnym ( czy aby na pewno ? ) ALTRUIZMEM, to mamy kolejne zasadne pytanie, czy takie zachowania sa nasza ZASLUGA, czy raczej wlasnie wynikiem determinizmu biologicznego ( mechanizmu zachowania gatunku bedacego konsekswencja ewolucjii biologicznej) + srodowiskowego.
    PODSTAWA takich rozwazan jest kwestia WOLNEJ WOLI. I bez uporania sie z tym tematem, raczej w takich przypadkach sie nie obejdziemy.

    Ps:
    Przy okazji wiec pozwole sobie wspomniec krociutko o czyms w kwestii WOLNEJ WOLI, ktorej temat na Kleofasie jak zapowiedzial Dariusz ma wrocic.

    Mianowicie w miedzyczasie udalo mi sie zdobyc informacje, ktora tu przytocze , (a ktora uzupelnilam definicjami obiektywnego determinizmu i indeterminizmu ), iz wolna wole NEGUJE zarowno determinizm wynikajacy z DETERMINISTYCZNEJ j interpetacji de Broglie’a-Bohma, jak indeterminizm bedacy konsekwencja INDETERMINISTYCZNEJ interpretacji kopenhaskiej mechaniki kw.
    Czyli zarowno przypadek w sensie obiektywnym (okreslany indeterminizmem) rozumiany jako brak przyczyny zdarzen zachodzacych obiektywnie w rzeczywistosci, tj. niezaleznie od wiedzy o okolicznościach tych zdarzen jak i determinizm wykluczajacy przypadek jako zjawisko obiektywne i uznajacy tym samym, iz poczucie losowości jest wyłacznie stanem subiektywnym wynikajacym z niedoboru informacji, WYKLUCZAJA mozliwosc istnienia wolnej woli , czyli KIEROWANIA swoim losem.

    Mam nadzieje, ze w przyszlosci pojawi sie jakis fizyk na Kleofasie i odniesie sie do tego twierdzenia.

    Pozdrawiam serdecznie.

  60. Andrzeju, nie żartuj sobie ze mnie, że ten artykuł da się przeczytać „na spokojnie”. Już po pierwszym akapicie ogarnia mnie irytacja. Czy nie można, panie Sławomirze, pisać bardziej przystępnie, bez tych wielokrotnych metafor na każdym kroku?? Brakuje Panu prostoty i jasności przekazu. O co Panu chodziło? Zrozumiałam tylko tyle, że chrześcijanin ma być pesymistą, a klatka została otwarta przez Objawienie – chociaż nie, tego tez nie zrozumiałam…

  61. Grażyno, cieszę się, że wracasz!
    Czyli uważasz, że nie ma prawdziwego altruizmu i że za każdym pozornie altruistycznym czynem kryje się jakiś (niekoniecznie jawny i wiadomy) interes? Czyli istnieje tylko samolubny altruizm?
    Nie wiem. Myślę, że są jakieś przypadki zupełnie altruistycznego altruizmu, ale są bardzo rzadkie, ponieważ dobór naturalny je eliminuje. Sam dobór naturalny ma naturę egoistyczną. Nie można jednak dziś mówić, że dba on o przetrwanie gatunku, ponieważ teoria doboru grupowego jest obalona.
    Jeśli weźmiemy przyklad kobiety, która nieznanej kobiecie oddaje (darmo!!) swoją nerkę (koleżanka mi opowiadała o takim przypadku), to co nią kierowało? Chęć podreperowania swojego ego? Chęć myślenia o sobie dobrze, jaka to ona jest szlachetna? Jakoś tak nie bardzo mogę sobie wyobrazić egoistyczny powód dla oddania własnej nerki nieznanej osobie…

  62. Witaj Aniu, dziekuje za mile przywitanie 🙂

    Tak wiem, ze obalona, i dlatego, moje pytanie pozostawilam otwarte .Znaczy to tyle, ze jesli mamy watpliwosci nalezy szukac odpowiedzi.

    Przyklad z nerka , to przyklad podobny do przykladu czlowieka narazajacego swe zycie dla ratowania zycia obcego (podkreslam OBCEGO, niespokrewnionego ze soba, vide Colby) czlowieka.
    Opisalam tez w swoim komentarzu przyczyny takich pozornie altruistycznych zachowan.Jdnym z nich jest lek egzystencjonalny, ktory determinuje nasze usilne proby nadania sensu naszemu zyciu / smierci , poprzez np. powierzchowne / nieobiektywne (intuicyjnie, subiektywnie rozumiane ) bezintersowne postepowanie.
    Dowartosciowywanie sie tez jest niezwykle silnym determinantem naszych zachowan / dzialan.

    Pytasz Aniu:

    Altruizm w definicji jest przeciwstawny egoizmowi, wiec samolubstwu. Jesli taki nie istnieje, mozemy mowic tylko o EGOIZMIE.

  63. Zniklo Twoje Aniu pytanie z mojego komentarza (?), wiec powtorze :

    Pytasz Aniu:

    „Czyli istnieje tylko samolubny altruizm?”

    Altruizm w definicji jest przeciwstawny egoizmowi, wiec samolubstwu. Jesli taki nie istnieje, mozemy mowic tylko o EGOIZMIE.

  64. Wywiad z Paricią Churchland, badaczką biologicznych podstaw moralności („Samolubni egoiści, Polityka):

    -Część naukowców uważa, że przejawy altruizmu wobec obcych – szczególnie wówczas, gdy szansa na odwzajemnienie pomocy jest mała, bo tej obcej osoby, której pomagamy, raczej nigdy już nie spotkamy – to całkowicie wyjątkowa ludzka cecha. W dodatku z punktu widzenia biologicznych interesów nieopłacalna. Zgadza się z tym pani?
    – To niewątpliwie trudne zagadnienie. W warunkach prosperity – np. łatwej dostępności jedzenia – u społecznych ssaków obserwujemy skłonność do pomagania innym osobnikom, z którymi pomagający nie jest bezpośrednio spokrewniony. Na swoich wykładach pokazuję zdjęcia orangutana, który zaprzyjaźnił się z psem. Orangutany są samotnikami, zapewne dlatego, że w ich środowisku w pojedynkę łatwiej o pożywienie. Ale kiedy w otoczeniu jest go pod dostatkiem, to wówczas nawet tacy samotnicy okazują się być bardzo socjalni. Bycie lubianym i lubienie jest czymś naturalnym dla wysoko uspołecznionych ssaków.
    Bardzo ciekawe w tym kontekście obserwacje poczynił prymatolog Christophe Boesch z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej w Lipsku. Zaobserwował on wśród żyjących w naturze szympansów pięć przypadków adopcji sierot przez samca. Okazało się, że przygarnięte maluchy nie były spokrewnione z tymi samcami. Czy to jest przykład altruizmu? Myślę, że jest to jeden z przykładów skutków ewolucji bardzo społecznych ssaków, jakimi są szympansy.

    Grażyno, czyli można dojść do wniosku, że nawet zwierzęta wykazują zachowania altruistyczne w pewnych okolicznościach. A zatem czy one także robią to dla swojego „ego”? Przecież nawet nie wiemy, czy zwierzęta mają świadomość, a już na pewno nie wiemy, jaka jest ta świadomość. Może altruizm w małych dawkach jest również wynikiem ewolucji, jakby produktem ubocznym naszej empatii, sklonności do sprawiedliwości, i to niekoniecznie altruizm interesowny. Jeśli są psychopaci, to są i ludzie skłonni do wybitnego altruizmu, ale jednych i drugich jest po prostu mało.

  65. „EKUMENICZNI CMOKIERZY”

    Panie Andrzeju (N),
    proszę nie zaprzątać sobie głowy udaną identyfikacją „czyżyka chrześcijańskiego”. Chętnie mogę nim być, choć dzięki Bogu nie dałem się zamknąć w żadnej klatce. Nie takie już epitety mi przyklejano. To i tak wielka łaskawość… „Czyżyk młody”, „czyżyk mały” to rzeczywiście miły ptak, choć w ogóle nie rozumiejący tego, co się dzieje. A gdzieżby metaforyczny adresat (czyli Hryniewicz) rozumiał takie rzeczy jak różnica między czasem i wiecznością, przebóstwieniem i humanizacją!? Widać na darmo zajmował się przez lata prawosławiem i eschatologią. Niczego się, biedak, nie nauczył. Stary facet niczego już nie rozumiejący jak ten młody czyżyk…. Bardzo celna ocena, jak i ta poniżej.

    Pan Sławomir Zatwardnicki we wpisie pt. „Sieć bez oczek” (28 listopada 2015) pisał o „EKUMENICZNYCH CMOKIERACH” (to słownictwo zapożyczone od ks. profesora Czesława Bartnika, od lat nie darzącego ekumenii i ekumenistów nawet minimalnym zrozumieniem). Otóż ci ”cmokierzy” nie potrafią, zdaniem p. Z., myśleć po chrześcijańsku nawet o soborowej idei „hierarchii prawd” (Dekret o ekumenizmie, nr 11).

    Przypominam o tamtym wcześniejszym wpisie i tym określeniu dzisiaj, w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan. Bardzo odkrywcze stwierdzenie!

    Pan Sławomir to autor mile widziany w konserwatywnej „Frondzie”. W Kleofasie zamieszcza swoje eseje promieniujące wielkim umiłowaniem prawdy. Broni tej prawdy żarliwie. Daj mu, Boże, zdrowie! Potem zbierze swoje eseje i z pewnością opublikuje w formie książkowej – chyba w tejże właśnie „Frondzie”.

    O poziomie i wiekopomnej wartości tych esejów niech przekonają się sami uczestnicy Kleofasowych debat. P. Andrzej Nowicki (23 stycznia 2016 o 14:00) i Ania (23 stycznia 2016 o 13:49 oraz 23 stycznia 2016 o 14:30;) wyrazili swoje zdanie. Już kiedyś Andrzej Michniewicz zrobił to samo. Ja nie mam na to najmniejszej ochoty.

  66. Aniu ja znam opisy takich przypadkow. I one rzeczywiscie maja miejsce. Tylko problem tkwi w tym, czy one sa obiektywnie altruistyczne, czy pozornie (subiektywnie ) altruistyczne, czyli u podstawy egoistyczne.

    Jezeli wezmiemy pod uwage, jak sama napisalas slusznie, iz :

    „Nie można jednak dziś mówić, że dba on o przetrwanie gatunku, ponieważ teoria doboru grupowego jest obalona.” to nalezy przyjac jak dowodzi Ch. Colby iz, dobór naturalny faworyzuje EGOISTYCZNE zachowanie.

    Z drugiej strony szukajac i odnajdujac przyczyny tych altruistycznych zachowan , musimy dojsc do wniosku, ze sa one w wiekszosci tylko pozorne, gdyz sa juz u podstaw ewolucyjnych egoistyczne, [niektore z nich podalam w pierwszym swoim komentarzu, tu jeszcze tylko dodam, ze ryzykowne , bohaterskie zachowania moga byc np. takim pawim ogonem zwiekszajacym mozliwosci reprodukcyjne jednostki]., albo jesli nawet nie znajdujemy obiektywnie egoistycznych przyczyn, to nie znaczy, ZE ICH NIE MA.
    Nasze odczucia w indeterministycznym czy dterministycznym swiecie sa calkowicie subiektywne.
    Obiektywne przyczyny znajduje nauka.

    I tu wkraczamy w fizyke, ktora stanowi podwaliny biologii.
    Wszystkie prawa natury w tym dzialanie czlowieka, sa bowiem z tego co sie ostatnio dowiedzialam zdeterminowane w zakresie DETERMINISTYCZNEJ interpetacji de Broglie’a-Bohma , albo przypadkowe (Indeterministyczne) w zakresie kopenhaskiej interpret. mechaniki kwantowej.
    Tak wiec dochodzimy do sciany.

    Jezeli nasz swiat jest zdeterminowany, to nawet SWIADOME podejmowanie decyzji, nie byloby dowodem na istnienie wolnej woli. Gdy nie mamy ww altruizm bylby tylko pozorny, i nie moglby byc „nasza” zasluga. Tu powstaje jeszcze kwestia omawianego juz przez nas pojecia JA.
    Gdy zas bylby indeterministyczny to mialyby w nim miejsce OBIEKTYWNE przypadki / zdarzenia LOSOWE, wiec rowniez mamy sciane nie do przebicia.

    Z forum Racjonalista „Ewolucja nie jest przypadkowa”:

    http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,577332

    „Losowe zdarzenia kwantowe wpływają na ruch cząstek i potem mamy efekt motyla. Nie trzeba artykułu, tylko uświadomienie sobie zależności i uwzględnienie skali czasowej oraz ilości materii.
    Gdybym naprędce miał poszukać przykładu, to np. promieniowanie gamma uszkadza DNA komórki jajowej lub plemnika powodując mutację, która w kolejnych pokoleniach doprowadza do przewagi ewolucyjnej.
    Z zasady nieoznaczoności wiemy że nie jesteśmy w stanie jednocześnie poznać prędkości i położenia np. elektronu, więc bez obserwacji nie da się policzyć jego parametrów koniecznych do obliczenia następstw jego ruchu. Obserwując wpływamy i zmieniamy układ.
    Zakładając jednak że cząstka zostanie wyemitowana ze znanego układu, to nie wiemy czy nie zderzy się z powstałą na jego drodze cząstką wirtualną, która chwilę później zniknie. Nie wiadomo więc czy uszkodzi DNA powodując mutację czy nie.

    (…)

    „nieoznaczoność na poziomie kwantowym bardzo szybko narasta i przekłada się na INDETERMINIZM MAKROSKOPOWY Jeżeli indeterminizm kwantowy interpretować jako obiektywną cechę świata (raczej niż miarę naszej ignoracji), to nie można sobie powiedzieć, że jest on MALO ISTOTNY bo występuje tylko na poziomie mikroskopowym a świat MAKROSKOPOWY jest DETERMINISTYCZNY. Tak nie może być: indeterminizm kwantowy IMPLIKUJE OBIEKTYWNY INDETERMINIZM wyników totka, mutacji DNA, wypadków drogowych i mnóstwa innych zdarzeń codziennych.”

  67. To nasuwa wniosek, iz dziury w nauce / ewolucji (np. brakujace ogniwa) moga byc . skutkiem wlasnie indeterminizmu implikowanego nieoznaczonoscia w zakresie kopenh. interpr . mech. kw.
    Miliardy lat w historii ewolucji / swiata moglyby dac efekty obiektywnych przypadkow wynikajacych z zasady nieoznaczonosci.

    Frapujace, nieprawdaz ?

  68. Panie Dariuszu,

    Dziękuję za przybliżenie tej interesującej „hipotezy teologicznej”:
    „KRÓLESTWO PRZYBLIŻYŁO SIĘ Z NAJBARDZIEJ NIEOCZEKIWANEJ STRONY, JAK ZŁODZIEJ W NOCY” (wyróżnienia moje, WH).
    Hipoteza warta namysłu, spokojnej i głębokiej dyskusji. Chyba trudno mi będzie z nią się całkowicie pogodzić, ale na początek dyskusji wyjdę Panu naprzeciw.

    Rzeczywiście cieszy fakt: „Ludzie żyją dłużej i zdrowiej, nie tylko w krajach rozwiniętych, ale na całej Ziemi.(…) Świat zaczął nawet mądrzeć” (Pinker).

    A Pan wyjaśnia, że dotychczas lekceważone przejawy zmiany „ZMIENIŁY NAS SAMYCH”. To bardzo ważne stwierdzenie (sam o tym pisałem w cytowanym przez Pana fragmencie). Do tego stwierdzenia za chwilę powrócę.

    Zmiany jako owoc owego „zmądrzenia świata”? Najnowsze wielkie odkrycia w 2015 roku zdają się potwierdzać Pana intuicję. Oto one:

    10 Major Scientific Breakthroughs Of 2015 –
    http://www.ctvnews.ca/sci-tech/10-major-scientific-breakthroughs-of-2015-1.2710353

    Powracam teraz do mojego pytania: Czy te osiągnięcia rzeczywiście przyczyniają się do wewnętrznej, duchowej, etycznej, a nie tylko materialnej przemiany nas samych? Czy staliśmy się bardziej wrażliwi na sytuację ludzi w wielkiej potrzebie? Jeśli choćby w pewnej mierze , to warto się „cieszyć i radować”. Czy przybliżył się czas na faktyczną bliskość człowieka do człowieka, na której tak zależało Jezusowi? (powstrzymuję się od wielkiego słowa „miłość”, niech wystarczy wzajemne zrozumienie, życzliwość, gotowość do przebaczenia).

    Na pamięć przychodzi mi zdanie Martina Heideggera: „Technika pokonała wszelkie odległości, ale nie wytworzyła żadnej bliskości”. (To fakt, że pisał on o tym dosyć dawno temu, a jemu samemu można wiele przecież zarzucić).

    A bez rzeczywistej bliskości człowieka do człowieka, bez wzajemnego zrozumienia, życzliwości i gotowości niesienia pomocy ludziom w potrzebie, chyba trudno mówić o „przybliżeniu się Królestwa Boga” (Mk 1,15). Mateuszowy opis Sądu nad narodami (Mt 25,31-46) wyraźnie wskazuje, z czego będziemy sądzeni: „to, co uczyniliście jednemu z tych braci [i sióstr, WH] moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Oraz: „czego nie uczyniliście … Mnie nie uczyniliście”.

    To moja krótka poranna zaduma, po przeczytaniu Pana wpisu.

  69. Czy rzeczywiscie polepszenie warunkow materialnych wplywa na rozwoj duchowy czlowieka ?

    Moim zdaniem dzis w obliczu kryzysu migracyjnego w Europie stoimy przed generalna proba / egzaminem (duchowym armagedonem ?) z naszej etyki / duchowosci.
    Co wazne to sekularny zachod zawdzieczajacy swoj sekularyzm racjonalizmowi i modernizacji zdaje sie go zdawac.
    Oczywiscie dziedzictwo tego sekularnego zachodu jest rowniez zakorzenione nie tylko w antyku, ale i spusciznie judeochrzescijanskiej.

    Wg . mnie ludzkosc obecnie stoi przed wielkim etycznym / duchowym wyzwaniem. Nasze dzialania beda odpowiedzia na zadane w tytule pytanie.

  70. TOLERANCJA A KAMIENNE SERCE

    Zanim podejmę kontrowersyjny temat: „Królestwa Jezusa w Cywilizacji Zachodu” Dariusza Kota, bo to wymaga głębszego namysłu, chciałbym zwrócić uwagę, że – wg ks. Jerzego Szymika – najbardziej wartościowym mottem z twórczości literackiej dra Sławomira Zatwardnickiego, jest zdanie:

    «Współczesna wszechtolerancja rodzi się w skamieniałym jednak sercu» (Sławomir Zatwardnicki, Heretycy na ziemi – ortodoksi w niebie).

    Myślącym pod rozwagę.

  71. PROMINENTNY TEOLOG PRZYSZŁOŚCI?

    Jak dowiadujemy się również z życiorysu, jest to coraz bardziej doceniany teolog w Polsce (nagroda Pro Redemptione), przed którym rysuje się świetlana przyszłość:

    Sławomir Zatwardnicki, absolwent teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, obecnie doktorant na tej uczelni. Redaktor naczelny internetowego pisma dla doktorantów „Theo-Doctores”. Publicysta, autor wielu artykułów oraz ośmiu książek. Ostatnio wydał: Elementarz katolika (Warszawa 2015). Laureat nagrody Pro Redemptione (2014) w kategorii: dla młodych teologów, którzy działalnością pisarską przyczyniają się do rozwoju myśli teologicznej. Zaangażowany w działalność ewangelizacyjno-formacyjną. Żonaty, ma czwórkę dzieci (Cyt.).

    Wydaje się więc, że jako dyskutant mógłby wnieść on wiele cennych, trafnych, przenikliwych i zarazem „ortodoksyjnych” uwag do naszej dyskusji. Mało tego, Dariusz Kot otrzymałby możliwość rozmowy z teologią skuteczną, tj. taką teologią, która jest wykorzystywana w duszpasterstwie, bo tylko ona – wg Niego – ma jakiekolwiek znaczenie dla dialogu Nauka-Religia
    🙂

    Również myślącym pod rozwagę.

  72. Wysłałem nieopatrznie, w pośpiechu, przed wyjściem z domu, komentarz pod wpis P. S. Zatwardnickiego. Teraz włączam go do debaty tam, gdzie wskazał P. Dariusz.

    Waclaw Hryniewicz OMI 24 STYCZNIA 2016 O 11:10

    CZY JEZUS WIERZYŁ W EWOLUCYJNE ULEPSZANIE I DOSKONALENIE CZŁOWIEKA?

    Co do narracji ewangelisty Mateusza niektórzy poszukiwacze Jezusa historycznego mają wątpliwości. Sięgam zatem do tzw. apokalipsy Marka (13, 3-37) o DEHUMANIZACJI LUDZKOŚCI:
    „Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu. (…) Brat wyda brata na śmierć, a ojciec dziecko. Dzieci zwrócą się przeciwko rodzicom i spowodują ich śmierć. Będziecie znienawidzeni przez wszystkich ze względu na moje imię. Kto jednak wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (w. 8.12-13)
    ….I czytajmy dalej i dalej… Jakoś nie widzę postępującej linii w doskonaleniu się ludzkości, nie tylko w sferze cielesnej i biologicznej, ale także duchowej, uszlachetniającej, uczłowieczającej, w coraz to bardziej ludzkim świecie.
    Wiem, że w przepowiedniach prorockich Jezusa załamują się perspektywy, czasowa i eschatologiczna. Apostoł Paweł był przekonany, że „nas…dosięga kres czasów” (1 Kor 10,11; zob. także 1 Pt 4,7).

    Dołączam inny fragment mojego komentarza (17 STYCZNIA 2016 O 10:52), cytowanego przez P. Dariusza:

    Jezus nie podzielał wiary w ewolucyjne ulepszanie i doskonalenie człowieka. Nie przeczył, że są ludzie o dobrym sercu: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swojego serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło, bo z obfitości serca mówią jego usta” (Łk 6,45; por. Mt 12,35). Zbyt dobrze znał jednak ludzką ułomność i skłonność do czynienia zła. Mówił: „choć źli jesteście, potraficie dawać dobre dary swoim dzieciom” (Łk 11,13). Stąd ten ustawiczny apel Nauczyciela z Nazaretu do ciągłego nawracania się, czynienia dobra, wybaczania i pojednania. Żyjemy w ustawicznym napięciu pomiędzy czynieniem dobra i zła, między łaskawością i życzliwością Boga a wolnością człowieka, między „już” zapoczątkowanego Królestwa Bożego a „jeszcze nie” jego pełnej realizacji w „Stanie Omega. To napięcie pozostanie do końca dziejów. Bóg go przemocą nie usuwa. Droga do Królestwa i panowania Boga wiedzie przez wolność człowieka. Dokonuje się to, dzięki obecności zmartwychwstałego Pana, także w Kościele, pomimo jego oporów, błędów, słabości i grzeszności.

    Ilustruje to dobrze przypowieść Jezusa o ziarnku gorczycy, z którego wyrasta rozłożysty krzew (Q 13,18-19; Mk 4,30-32). Panowanie Boga w dziejach podobne jest nie do samego ziarna, ale do CAŁEGO PROCESU JEGO CICHEGO WZRASTANIA i stopniowego przekształcania się. Panowanie Boga cechują niepozorne wydawałoby się wydarzenia w ludzkim życiu, ciche przemiany umysłu i serca (metanoia!), które z kolei przynoszą dobre owoce w relacjach międzyludzkich. Mówimy wówczas o nawróceniu i jego dobroczynnych skutkach w życiu społecznym.
    To jest właśnie owa UNIŻONA, KENOTYCZNA POSTAĆ KRÓLESTWA, będąca odzwierciedleniem uniżenia i kenozy samego Jezusa (zob. Flp 2, 6-11). MĘKA I ŚMIERĆ KRZYŻOWA JEZUSA WNIOSŁY TRWAŁĄ MODYFIKACJĘ W SAMO ROZUMIENIE GŁOSZONEGO PRZEZ NIEGO PANOWANIA BOGA W LUDZKICH DZIEJACH (zob. G. Lohfink, Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był, przeł. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań 2012, s. 68).

    Stwórca osiąga niezawodnie swój cel, ale w poszanowaniu ludzkiej wolności – w uniżeniu, ciszy i spokoju, bez rozgłosu i zbędnego hałasu. Celem tym jest doprowadzenie wszystkich do ostatecznej pełni Królestwa. „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga, u Boga bowiem wszystko jest możliwe” (Mk 10,27).
    Ostrzeżenia zmarłego przed laty berlińskiego profesora, żydowskiego filozofa Jacoba Taubesa, o którym była mowa w naszych Kleofasowych dyskusjach , warte są głębokiego namysłu. Pisał on:

    „Uwewnętrznienie nie stanowi (…) linii podziału między judaizmem a chrześcijaństwem, lecz świadczy o kryzysie w samej eschatologii żydowskiej (…). Jeżeli idea mesjańska w żydowskiej tradycji nie zostanie uwewnętrzniona, może zamienić ‘krainę zbawienia’ w płonącą apokalipsę”. (Jacob Taubes, Mesjanizm i jego cena, „Teologia Polityczna” 4: 2006–2007. Zob.http://www.teologiapolityczna.pl/assets/numery_tp/tp4/taubes_mesjanizm_i_jego_cena.pdf )

  73. TAJEMNICA W NAUCE I TEOLOGII (PONOWNIE)

    W poście z 22 STYCZNIA 2016 O 21:20 ks. prof. Hryniewicz przypomniał słowa ks, prof. Hellera. „Jeżeli przyjmuję Pana Boga, to z góry zakładam, że są rzeczy, których nie pojmę. Z tak rozumianą tajemnicą spotykamy się właśnie w nauce na każdym kroku”. Takie zrównywanie tajemnicy naukowej i teologicznej wydaje mi sie jednym z głównych problemów, głównych blokad, nie pozwalających na efektywność dialogu między obiema dziedzinami. Zwłaszcza – moim zdaniem – nie można opowiadać się za teorią ewolucji i w ten sposób opisywać „tajemnicę naukową”. Poświęciłem temu zagadnieniu główną cześć mojego tekstu (O tajemnicy naukowej).

    Mimo to ks. prof. Hryniewicz, a także podejmująca ten temat w chwilę poźniej Pani Estel (23 STYCZNIA 2016 O 10:27) nadal biorą stanowisko ks. prof. Hellera w tej sprawie za dobrą monetę… Dlaczego? Cytowany przez mnie Deutsch rozwija tu refleksje o nauce Karla Poppera, klasyczne stanowisko w sferze refleksji o naturze badania naukowego. Warte uwagi, moim zdaniem…

  74. Odpowiedź (mętna) dla Grażyny: wydaje mi się, że nauka zawiera w sobie jakieś zapętlenie, jakieś błędne koło. Nie umiem powiedzieć wyraźnie dlaczego, może do tego dojdę. Jeśli nie ma wolnej woli, a „ja” jest złudzeniem powstałym w interesie samolubnemgo genu i memu i czego tam jeszcze samolubnego, to właściwie nie istnieje w świecie KTOŚ ale tylko COŚ i złudzenia. Już nie powiem, że ja jestem niewolnikiem samolubnego genu itp, bo nie ma NIKOGO, kto mógłby być niewolnikiem. Jest tylko materia i mniemania, jak twierdził ponoć Demokryt. Czyli geny, wehikuły, memy i nasze iluzje co do tego wszystkiego.
    Może to zapętlenie świadomości wynika z tego, że próbuje ona mówić o samej sobie? Nie rozumiem tego dokładnie, ale ciągle wraca mi wrażenie błędnego koła…
    Bezradność. Myślę, że rozum jest bezradny kiedy stara się połączyć naukę i religię. Nie wiemy jak to zrobić i trzeba się do tego przyznać, a nie opowiadać o NOMA, o dwóch torach równoległych, które się nie przecinają.

    Konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi, na czym polega (jak to ujął Darek) polemika pana S. Zatwardnickiego wobec naszej tu dyskusji.

  75. Jeszcze o tym błędnym kole. Weźmy Dawkinsa, który przekonuje, że religia jest szkodliwa, że powinniśmy się od niej uwolnić, powinniśmy przestać być niewolnikami przesądów.
    Ale pytanie: religia szkodzi KOMU? KTO ma się od niej uwolnić? KTO jest niewolnikiem przesądów? Jeśli wziąć wnioski nauki, że nie ma wolnej woli a świadomość i JA to złudzenia, więc do KOGO mówi Dawkins? Czy raczej do CZEGO? Do czegoś, co nie ma wolnej woli, aby się z nim zgodzić lub nie zgodzić. Do jakiejś nieszczęsnej kombinacji materii. Czy jeśli nie ma wolnej woli to KTOŚ nie istnieje?
    Te pytania naprawdę dają mi do wiwatu!

  76. Aniu mozna tak powiedziec, ze to bledne kolo 🙂
    Mysle, ze najtezsze umysly maja z tym problem, a co dopiero my.

    Nasza intuicja, uksztaltowana pod wplywem minionych epok, ich kultury i pojęc jakimi dysponowaly, nie na wiele juz sie nam zdaje.

    Wkleje Ci jeszcze Aniu cos na rozgrzewke umyslu.

    Mysle, ze przeczytasz z zainteresowaniem, a nawet wypiekami na twarzy.

    „Wielki Projekt S.Hawking, L.Mlodinow

    W Wielkim Projekcie Hawking i Mlodinow wyjasniaja, ze wg.teorii kwantowej kosmos nie ma tylko jedej historii; przeciwnie, wszystkie mozliwe historie wszechswiata istnieja rownoczesnie. Brak jednoznacznie okreslonej przyszlosci oznacza, ze to nie historia tworzy nas, lecz to my stwarzamy historie, obserwujac ja.
    Swoje istnienie zawdzieczamy kwantowym fluktuacjom w bardzo wczesnym wszechswiecie.
    Nasz wszechswiat jest jednym z wielu, ktore wylonily sie spontanicznie i w ktorych obowiazuja rozne prawa przyrody.
    Autorzy koncza swoje wywody fascynujacym opisem M-teorii laczacej istniejace teorie strun z supergrawitacja, ktora jest jedyna godna kandydatka na kompletna teorie wszystkiego.
    Bezskutecznie poszukiwal jej kiedys Einstein.

    Wedlug fizyki kwantowej niezaleznie od tego, jak wiele informacji zgromadzimy i jak potezne sa nasze mozliwosci obliczeniowe, rezultatow procesw fizycznych nie da sie przewidziec, z cala pewnoscia, poniewaz nie sa do konca okreslone.
    Przeciwnie, wychodzac od stanu poczatkowego ukladu, natura okresla jego przyszlosc na drodze procesu, u ktorego podstaw lezy nieoznaczonosc. Innymi slowy, natura nie determinuje wyniku jakiegokolwiek procesu czy eksperymentu, nawet w najprostszych sytuacjach.Dopuszcza raczej pewna liczbe mozliwosci, ktore maja szanse sie wydarzyc.
    Parafrazuja Einsteina, to tak jakby przed podjeciem decyzji o rezultacie kazdego procesu fizycznego Bog rzucal kosci.. Taki pomysl niepokoil Einsteina i chociaz nalezal on do tworcow fizyki kwantowej, pozniej wyrazal sie o niej krytycznie.

    Moze sie wydawac, ze fizyka kwantowa podwaza poglad, iz istnieja prawa przyrody, ale tak nie jest. Po prostu kaze nam zaakceptowac nowa forme determinizmu: majac dany stan ukladu w danej chwili prawa przyrody nie przewidyja dokladnie jego przyszlosci i przeszlosci. U niektorych budzi to niesmak, uczeni jednak musza zaakceptowac teorie, ktore sa potwierdzone przez eksperymenty, a nie prywatne poglady.
    Nauka wymaga , aby teoria byla testowalna. Gdyby probabilistyczna natura przewidywan fizyki kwantowej oznaczala , ze nie jest mozliwe potwierdzanie tych przewdywan, teorie kwantowe uznano by za falszywe.
    Tymczasem teorie kwantowe poddaja sie sprawdzeniu. Mozemy np. powtarzac jakies doswiadczenie wielokrotnie i potwierdzic, ze czestosc pojawiania sie roznych wynikow odpowiada przewidywanym prawdopodobienstwom.

    Te twierdzenia fizyka opiera m.innymi na doswiadczeniu Wheelera.

    W miare przejrzyscie doswiadczenie to jest opisane w zalinkowanym ponizej blogu:

    http://autodafe.salon24.p…-wheeler-i-czas

    Pozwole sobie wkleic fragment z zalinkowanego bloga gdzie opisane jest ono dosc jasno .

    „Oznacza to ,że jesteśmy w stanie wpływać dzisiaj na to, co działo się miliardy lat temu !

    Wheeler napisał:

    *“jest błędem twierdzić ,że przeszłość już istnieje ,raz na zawsze w każdym szczególe. Przeszłość jest TEORIA. Przeszłość NIE ISTNIEJE jeśli nie została zarejestrowana w TRAZNIEJSZOSCI .przez wybór takiego a nie innego pomiaru i aparatury dzisiaj, decydujemy o tym co się wydarzyło w przeszłości. Zjawiska wywołane dzisiaj ,rozciągają się wstecz w czasie w zakresie swych konsekwencji”.

    Można więc wyobrazić sobie taki dialog:

    *Wszechświat: ja stworzyłem przestrzeń, czas i ciebie.

    *Człowiek: Tak, bez ciebie nic by nie powstało. Ale ty sam, nie mógłbyś zaistnieć bez elementarnych aktów obserwacji przez świadomość taką, jak moja.

    Oto radykalna wersja kopenhaskiej filozofii rzeczywistości bazująca na współczesnej fizyce.”

    Tak wiec Aniu jak sama widzisz, ludzka intuicja nie nadaza 🙂

    Ksiazke „Wielki Projekt” czytalam ok. 2 lat temu, tez z wypiekami na twarzy.

    http://www.digitaljournal.com/science/experiment-shows-future-events-decide-what-happens-in-the-past/article/434829

  77. PRÓBA PRZEKŁADU Z ĆWIERKANIA NA LUDZKI JĘZYK

    Na kolejną już prośbę Pani Anny spróbuję nieco spopularyzować idee teologiczne, które Pan Sławomir Zatwardnicki zaserwował nam w żywym i plastycznym, ale także mocno pogmatwanym języku ornitologicznej przypowieści (Jednocześnie zachęcam Autora do skorygowania mnie w dowolnym zakresie, jeśli gdzieś coś ważnego pominę lub źle zrozumiałem).

    Najkrócej mówiąc: Pan Sławomir stara się bronić oficjalnej, wysokiej, chrystologii Kościoła (gdzie Jezus jest Bogiem, a Wcielenie centralną ideą metafizyczną) przed tymi zmianami w widzeniu chrześcijaństwa i Kościoła, które płyną z rozmaitych niższych chrystologii protestanckich, z akademickiego Jesus Quest, a także z szerzej rozumianych świeckich badań nad wszelką religią. W tym celu Autor przypowieści wykłada nam – jak uczniom na katechezie – wypracowaną już przez Pawła z Tarsu koncepcję grzechu pierworodnego i odkupienia, naprawiającego szkody, wyrządzone przez Adama (na zasadzie symetrii: antyAdam). Grzech Adama u Pawła był interpretowany głównie jako sprowadzający śmierć (w kontraście do Jezusowego zmartwychwstania), tutaj jednak jako „pierwszy grzech pomylenia czasu z wiecznością”.

    Skąd ta zmiana? Otóż „mylenie czasu z wiecznością” jest głównym zarzutem Autora wobec niskich chrystologii, min. wobec proponowanej przeze mnie teorii historycznej: Jezusa jako proroka apokaliptycznego, a także wobec postępu cywilizacyjnego. Oto ten zarzut:

    „Po grzechu jednak realizacji zbawienia eschatologicznego nie wolno utożsamiać z postępem w historii świeckiej. Jak to czynią potomkowie Adama, którzy nadprzyrodzone zbawienie „zeświecczają” przez sprowadzenie go do poziomu „mesjanizmów doczesnych”.

    Mój własny komentarz:

    Nie mam pojęcia po co komu tutaj – na forum Kleofasa! – taka elementarna propedeutyka Pawłowej soteriologii „drugiego Adama”? Czyżby szanowny Autor naprawdę liczył, że jego czyżykowa maskarada osłoni próbę bezrefleksyjnego przemycenia tez teologii fundamentalnej – w naszą debatę, prowadzoną na poziomie refleksji o historii i naturze wszelkiej teologii chrześcijańskiej, a także jej relacji do nauk świeckich? Nie mogę wykluczyć, że Autor jest do tego stopnia niezdolny do dystansu poznawczego, aby próbować takich sztuczek – dlatego w moim artykule na wszelki wypadek przypominam Mu kilka dat i faktów z historii doktryny.

    Tak naprawdę jednak podejrzewam, że nie o nieudolną próbę debaty tu chodzi, ale o pojawienie się JAKIEGOKOLWIEK tekstu dla tych, którzy kiedyś mogliby zapytać: na Kleofasie pojawiło się tyle pytań i dziwnych idei, dlaczego nikt z „naszych” katolickich teologów nie zareagował? Jak to nikt nie zareagował? – padnie zdumiona i oburzona odpowiedź. Przecież Pan Zatwardnicki w swoim artykule doszczętnie „zmiażdżył” i „zaorał” te wszystkie heretyckie pomysły!

  78. OSTROŻNIE Z FIZYKĄ TEORETYCZNĄ!

    Panie Anna i Grażyna weszły z entuzjazmem w najnowsze spekulacje fizyków teoretycznych (zwłaszcza w teorię stringów). Polecałbym ostrożność co do źródeł komentarzy na takie tematy (salon24?)

    Fizycy właśnie zabierają się za przykrócenie tych wszystkich spekulacji (Deutsch wzywał od tego od dawna). Nie ma możliwości zaprojektowania falsyfikacji teorii – teoria po jakimś czasie odpada z gry. Ten „jakiś czas” tym razem za bardzo się wydłużył i zwłaszcza interpretacje teorii kwantowej powodują utratę zaufania do nauk.

    Ważny artykuł.

    Relacja z debaty zainicjowanej tym artykułem.

  79. „Panie Anna i Grażyna weszły z entuzjazmem w najnowsze spekulacje fizyków teoretycznych (zwłaszcza w teorię stringów). Polecałbym ostrożność co do źródeł komentarzy na takie tematy (salon24?)”

    Darku, zrodlem, z ktorego korzystalam byla ksiazka S.Hawkinga „Wielki Projekt”, Fragment przeze mnie zacytowany (podany wczesniej na jednym z forow ) dotyczy teorii wszechswiatow rownoleglych, ktora owszem wynika z teorii strun bedacej wciaz tylko hipoteza, ale tez zawiera sie ona w teorii wieloswiata Everetta.

    A przeciez to David Deutsch jest autorem pracy rozwijajacej kwantową teorię wieloswiata H. Everetta .

    „Według kwantowej teorii wielu światów Hugh Everetta III, nazywanej przez niego „Wieloświatową Interpretacją Mechaniki Kwantowej” (ang. The Many-Worlds Interpretation of Quantum Mechanics), wszystko co może się zdarzyć, zdarza się na pewno w którejś z odnóg rzeczywistości, która przypomina wielkie, rozgałęziające się w każdej chwili drzewo życia. U Everetta każdy stan superpozycji jest jednakowo realny, lecz zdarza się w innym, równoległym wszechświecie. Kwantowy multiwszechświat (termin zaproponowany przez Deutscha) jest jak rozgałęziające się w nieskończoność drzewo. Oznacza to między innymi, że i my, przebywający na takim drzewie, chcąc nie chcąc także się rozgałęziamy[2].
    Zgodnie z jedną z interpretacji mechaniki kwantowej w tej przestrzeni znajdują się wszechświaty, które pochodzą od naszego wszechświata. Co chwila powstają w tej przestrzeni nowe uniwersa, za każdym razem, gdy powstaje we wszechświecie wybór (np. dana cząsteczka może poruszyć się kilkoma drogami i wtedy powstaje tyle nowych wszechświatów, ile jest możliwych dróg – a w każdym z nich cząsteczka porusza się po innej drodze).”

    Jest to wiec potwierdzenie tego co zacytowalam z „Wielkiego Projektu” Hawkinga. (?)

    Czytam obecnie ksiazke Johna Gribbina „W poszukiwaniu multiswiata”, ktory przystepnie opisuje owo rozwiniecie D.Deutscha.

    Podalam tez linka do najnowszego doswiadczenia potwierdzajacego doswiadczenie Wheelera, opublikowane w „Nature”.

    http://www.nature.com/nphys/journal/v11/n7/full/nphys3343.html

    „The wave–particle dual nature of light and matter and the fact that the choice of measurement determines which one of these two seemingly incompatible behaviours we observe are examples of the counterintuitive features of quantum mechanics. They are illustrated by Wheeler’s famous ‘delayed-choice’ experiment1, recently demonstrated in a single-photon experiment2. Here, we use a single ultracold metastable helium atom in a Mach–Zehnder interferometer to create an atomic analogue of Wheeler’s original proposal. Our experiment confirms Bohr’s view that it does not make sense to ascribe the wave or particle behaviour to a massive particle before the measurement takes place1. This result is encouraging for current work towards entanglement and Bell’s theorem tests in macroscopic systems of massive particles3.”

    http://www.anu.edu.au/news/all-news/experiment-confirms-quantum-theory-weirdness

    Pozdrawiam..

  80. CZY IGNOROWANIE NIE JEST WŁAŚCIWĄ REAKCJĄ?

    Nie wiem doprawdy, czy warto aż tyle uwagi poświęcać publicystyce p. Sławomira Zatwardnickiego. Na Kleofasie jego eseje są po prostu ignorowane. Szczątkowe tylko ślady reakcji. Chyba szkoda czasu na zajmowanie się tymi dziwnymi esejami, „bezrefleksyjnym przemycaniem tez teologii fundamentalnej” i „czyżykowymi maskaradami” (P. Dariusz).

    Środowisk takich jak fundamentalistyczna „Fronda” – obrończyni wiary ‘prawdziwie katolickiej’ przed „ekumenicznymi cmokierami” (zob. wyżej komentarz z 23 stycznia 2016 o 17:43), w której wydawnictwie tenże autor opublikował swój „Elementarz katolika” (2015) – nie da się przekonać argumentami racjonalnymi. To chyba nie nasze zadanie, kiedy leży nam na sercu przede wszystkim rzetelna próba dialogu między wiarą/teologią a współczesną nauką w jej różnorakich pionach.

    W ważnym dokumencie „CHARTA OECUMENICA. Wytyczne dla wzrastającej współpracy pomiędzy Kościołami w Europie” (2001) znajduje się wyraźne zobowiązanie m.in. do spotkania z innymi światopoglądami:

    „Pluralizm religijnych i światopoglądowych przekonań oraz form życia stał się cechą charakterystyczną kultury europejskiej. (…) Zobowiązujemy się (…) byś otwartymi na dialog ze wszystkimi ludźmi dobrej woli… – to be open to dialogue with all persons of good will” (nr 12).

    Ale jest tam także ostrzeżenie:

    „Pragniemy podjąć kierowane do nas krytyczne pytania i wspólnie starać się o prowadzenie uczciwej dyskusji. Trzeba jednak dokonać rozróżnienia między wspólnotami, z którymi należy szukać dialogu i spotkania, a takimi, przed którymi z chrześcijańskiego punktu widzenia należy ostrzegać”.

    Są chrześcijanie i chrześcijanie, katolicy i katolicy… – jakże różni, wręcz nie do pogodzenia!
    To także obraz dzisiejszej skonfliktowanej Polski.

  81. WYZNANIA FRANCISA S. COLLINSA O WIERZE I NAUCE

    Francis S. Collins to wybitny uczony amerykański, szef międzynarodowego zespołu realizującego projekt poznania genomu człowieka, kodu życia otrzymywanego w DNA drogą dziedziczenia, zawierającego instrukcje budowy i działania ludzkiego organizmu. W książce pt. „JĘZYK BOGA. Kod życia – nauka potwierdza wiarę”. Z angielskiego przełożyła Małgorzata Yamazaki, Warszawa: Świat Książki 2008 (The Language of God, 2006) usiłuje on obalić przekonanie, że badacz przyrody nie może poważnie wierzyć w Boga. Nie do przyjęcia jest dla niego pogląd, że wiara w ewolucję wymaga ateizmu. Wykazuje, że wiara w Boga to nie sentymentalny nonsens czy urojenie, lecz konsekwencja całkowicie racjonalnej decyzji; że podstawowe zasady wiary stanowią dopełnienie zasad nauki.

    „Jeśli Bóg istnieje, to musi pozostawać poza światem przyrody, tym samym zaś narzędzia nauki nie pozwolą na dowiedzenie się o Nim czegokolwiek. Zaczynałem natomiast rozumieć, zaglądając do swojego serca, że dowody na istnienie Boga mogą pojawić się z innych stron i że ostateczna decyzja będzie zależeć od wiary, a nie od dowodów. Choć byłem ciągle pogrążony w niepewności, którą powinienem podążyć drogą, muszę przyznać, że przekroczyłem wówczas pewien próg – osiągnąłem gotowość przyjęcia światopoglądu duchowego, z istnieniem Boga włącznie” (s. 31).

    Dopiero z czasem zrozumiał, że WĄTPIENIE JEST NIEODŁĄCZNĄ CZĘŚCIĄ WIARY. Ze wspomnianej książki przebija przekonanie, że w ramach ewolucjonizmu teistycznego istnieje ciągle szansa na osiągnięcie pełnej harmonii między światopoglądem naukowym i religijnym. Osobiście przeszedł w swoim życiu długą i mozolną wędrówkę przez obszary chemii, fizyki i medycyny. Po okresie niepewności i rozterek doszedł wreszcie do wniosku, że wiara w Boga jest dużo bardziej przekonująca niż ateizm, przy którym trwał przez szereg młodych lat. Przyznaje, że w samym sobie doświadczył tęsknoty za czymś większym niż my sami i nasze życie. Uznał, że ta tęsknota jest nie tyle przejawem myślenia życzeniowego, ile wskazówką pozwalającą dostrzec coś, co wykracza poza nas samych. Dlaczego miałoby istnieć to powszechne i właściwe wyłącznie człowiekowi pragnienie, jeżeli nie wiąże się ono z żadną szansą na jego zaspokojenie?

    Swoją miłość do nauk przyrodniczych i matematyki autor „Języka Boga” połączył z pragnieniem pomocy innym w dziedzinie genetyki medycznej. Uwierzył w dobrego Boga, który troszczy się o wszystkich ludzi. Pisał po latach:

    „Domeną Boga jest świat duchowy, obszar niedostępny poznaniu za pomocą narzędzi i języka nauki. Należy go poznawać sercem, umysłem i duszą – a umysł musi znaleźć sposób na poruszanie się w tych dwóch światach. Sądzę, że obie te perspektywy – materialna i duchowa – nie tylko mogą współistnieć w każdym z nas, ale i owo współistnienie może zachodzić w taki sposób, że wzbogaci i rozjaśni ludzkie doświadczenie. Nauka jest jedynym wiarygodnym źródłem wiedzy o świecie przyrody, a jej narzędzia – jeśli zostaną właściwie użyte – dostarczają głębokiego wglądu w materialną postać życia. Nauka jednak traci swoją moc, kiedy pojawiają się takie pytania jak: Dlaczego zaistniał Wszechświat? Jaki jest sens ludzkiego istnienia? Co stanie się z nami po śmierci?” (tamże).

    W książce wielokrotnie powraca przekonanie, że światopogląd naukowy i religijny mają nam wiele do zaoferowania. NAUKA nie jest jedyną drogą do wiedzy o całej rzeczywistości. Owszem, stanowi jedyną uprawnioną i wiarygodną drogę do poznawania świata przyrody i odkrywania prawdy o zjawiskach naturalnych przez doświadczalne badanie świata. Pomimo możliwych błędów, USTAWICZNIE KORYGUJE SAMĄ SIEBIE, tak iż błędna koncepcja długo się nie utrzyma. Sama jednak nauka nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie ważne pytania. Już Albert Einstein dostrzegał ubóstwo czysto przyrodniczego rozumienia świata. Według jego słów, ‘nauka bez religii jest kulawa, religia bez nauki jest ślepa’” (s. 184; tu i poniżej moje wyróżnienie dużymi literami, WH).

    Nie bądźmy więc przesadnie dumni z posiadania intelektu, nie jest on bowiem wszechwładny. Przejmujący apel wraz z ostrzeżeniem skierował dr Collins do osób wierzących i do uczonych. Przypomina, że w imię religii dokonano wiele wspaniałych rzeczy. Główną przeszkodą dla ludzi poszukujących jest jednak wiele niezaprzeczalnych krzywd, które w przeszłości popełniono w imię wiary. Wrogo nastawiony wobec francuskiego Kościoła katolickiego WOLTER PISAŁ: „CZYŻ MOŻNA SIĘ DZIWIĆ, ŻE SĄ ATEIŚCI NA TYM ŚWIECIE, SKORO KOŚCIÓŁ ZACHOWUJE SIĘ W SPOSÓB TAK ODSTRĘCZAJĄCY?” (s. 39.). Przypadków niewłaściwego postępowania chrześcijan przez wieki nie należy jednak przypisywać samej wierze. Są one następstwem odejścia od ducha Ewangelii i Błogosławieństw Jezusa.

    „W istocie, ludzie wierzący powinni tworzyć czołówkę tych, którzy dążą do poszerzenia wiedzy. Ludzie wierzący wielokrotnie w przeszłości dokonywali największych odkryć naukowych. Obecnie jednak bardzo często uczeni nie chcą przyznawać się do duchowego światopoglądu. Także PRZYWÓDCY RELIGIJNI ZAZWYCZAJ NIE NADĄŻAJĄ ZA ROZWOJEM NAUKI I NIEJEDNOKROTNIE PODEJMUJĄ RYZYKO PORAŻKI, PRZYPUSZCZAJĄC ATAK NA POZYCJE NAUKOWE BEZ PEŁNEGO ZROZUMIENIA FAKTÓW. Konsekwencje takiego postępowania mogą wystawiać Kościół na pośmiewisko i wywołać u ludzi szczerze poszukujących prawdy zniechęcenie wobec Boga…(s. 186).

    Ludziom sceptycznym wobec wiary autor przekazał słowa jeszcze bardziej dramatyczne:

    „Czy obawiacie się, że wiara w Boga wymaga pogrążenia się w irracjonalizmie, kompromisu wobec logiki, a nawet intelektualnego samobójstwa? (…) Spośród wszystkich możliwych światopoglądów ateizm jest poglądem najmniej racjonalnym. Czy zniechęciła was obłuda zachowania tych, którzy deklarują głęboką wiarę? Jeśli tak, proszę ponownie: pamiętajcie, że czysta woda duchowej prawdy przechowywana jest w zardzewiałych pojemnikach zwanych istotami ludzkimi, nie powinno więc nas dziwić, że czasami ta fundamentalna wiara ulega poważnym zniekształceniom. Dlatego nie uzależniajcie swojej oceny wiary od tego, co widzicie w postępowaniu poszczególnych ludzi czy instytucji kościelnych. Niech wynika ona z ponadczasowej duchowej prawdy, jaką prezentuje wiara. Czy przygnębiają was określone problemy filozoficzne związane z wiarą, na przykład dlaczego miłujący Bóg pozwala na cierpienie? Zwróćcie uwagę na to, że większość cierpień jest wynikiem naszego własnego postępowania albo działania innych ludzi i że w świecie, w którym ludzie dysponują wolną wolą, jest ono nieuchronne. Zrozumcie również i to, że jeżeli Bóg jest rzeczywisty, to Jego zamiary często nie będą takie same jak nasze. (…) Bóg ma wiele wspólnego z wydostaniem się na wolność, a nie z uwięzieniem. (…) W naszym współczesnym świecie tak wielu z nas goni od jednego doświadczenia do drugiego, usiłując zaprzeczyć własnej śmiertelności i odkładając rozmyślania na temat Boga na jakąś nieokreśloną przyszłość, kiedy pojawią się po temu stosowne okoliczności. (…) Życie jest krótkie. (…) Otwarcie się na życie duchowe może się okazać nieopisanie wzbogacające. Nie odkładajcie rozmyślań na te tematy o odwiecznym znaczeniu aż do chwili, kiedy jakaś katastrofa życiowa czy podeszły wiek zmusi was do dostrzeżenia duchowego ubóstwa własnego życia” (s. 187-188).

    W końcowych słowach swego przejmującego świadectwa autor „Języka Boga” wzywa wszystkich do OGŁOSZENIA ROZEJMU w walce między nauką a niewidzialną rzeczywistością ducha. NASZE NADZIEJE, RADOŚCI I PRZYSZŁOŚĆ ŚWIATA ZALEŻĄ OD MĄDREJ SYNTEZY ROZUMU I WIARY. To ekstremiści podsycają antagonizm po obu stronach. W rzeczywistości BÓG NIE JEST ZAGROŻENIEM DLA NAUKI. To On sprawił, że stała się w ogóle możliwa. Naukę można uznać za pewną formę oddawania czci Bogu. „Jaka jest różnica między katedrą a laboratorium fizycznym? Czyż każde z nich nie mówi: Witaj?” (s. 38. Cytat ze zbioru esejów Annie Dillard, “Teaching a Stone to Talk”, New York 1992 s. 89).

    ***
    P. Dariusz lepiej wie, jakie reakcje wzbudziła ta książka w świecie nauki. Różne! Miejmy zatem nadzieję, że w przyszłości ludzie odnajdą więcej mądrości w rozumieniu relacji między wiarą a nauką. Prawdziwa mądrość, jak napisał Jakub Apostoł, jest „usposobiona pokojowo, życzliwa, uległa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, bez uprzedzeń, nieobłudna” (Jk 3,17). Nadzieja idąca w parze z taką mądrością leczy naszą krótkowzroczność, nasze uprzedzenia, wątpliwości i obawy.

    To także, w niektórych wypowiedziach Collinsa moja odpowiedź P. Zatwardnickiemu.

    PS. Proszę wybaczyć, że przytoczyłem sporo dłuższych cytatów. To dla lepszego zrozumienia stanowiska omawianego Autora. Być może niektórzy w ogóle nie znają tej książki znanego w świecie uczonego. Nie kryję swojego uznania dla jego mądrych przemyśleń.

  82. Ja nie znałam tej książki, cytaty które Ksiądz Profesor zamieścił niemal natychmiast po ich przeczytaniu skłoniły mnie, żeby tę książkę zdobyć.

    „Dopiero z czasem zrozumiał, że WĄTPIENIE JEST NIEODŁĄCZNĄ CZĘŚCIĄ WIARY.”
    Takie samo przesłanie zawarł ks. Halik w książce „Hurra nie jestem Bogiem”, którą czytam od 2 lat wracając do niej raz za razem.

  83. NAUKOWY DOGMATYZM

    Nauka nie jest jedyną drogą do poznania zamysłu Boga. Gdybym – przykładowo – próbował się dostać na dach swojego domu, mógłbym skonstruować, w tym celu, jakąś wymyślną, matematyczną konstrukcję. Czy jednak badając ową konstrukcję, ktoś mógłby wysunąć wniosek, że myślę JEDYNIE matematycznie? Czy badając ową machinę można byłoby dowiedzieć się czegoś pewnego o jego autorze i jego celach? Tu, moim zdaniem, leży pewien problem, gdybyśmy podążyli drogą rozumowania ks. prof. Michała Hellera. „W dziele stworzenia – informuje uczony kosmolog – został zrealizowany racjonalny zamysł Boga. Współczesna nauka odkrywając strukturę świata, odszyfrowuje ten zamysł. Matematyczna metoda badania jest tak skuteczna, ponieważ stwórczy zamysł Boga jest matematycznie precyzyjny, ponieważ Bóg stwarzając świat, myśli matematycznie” (Ks. Michał Heller, Kosmiczna przygoda Człowieka Mądrego, Znak, Kraków 1994, s. 256). Czy nie jest wobec tego pewnym nadużyciem, pewną nadinterpretacją i pewnym zagubieniem się nazwanie Boga – Matematyką? Bóg stwarzając świat zapewne myślał matematycznie, bo inaczej nie mógł, ale czy jest to Jego stan systematyczny i niezmienny, czy raczej „myślał” On tak, by powołać konstrukcję, która zmierza do innego celu? To pytanie ks. prof. M. Heller zadaje sobie bardzo rzadko; a szkoda, być może wtedy Biblia nie byłaby jedynie dla niego metaforyczną służącą Nauki.

    Wszystko to jest wynikiem totalitaryzmu naukowego, który szczególnie jest widoczny u komentującej Grażynki. Stara się ona wpisać całe jestestwo Człowieka w walkę o byt (struggle for life), w grę egoistycznego (selfish) DNA, bezcelowość (brak finalizmu) i przypadkowość neodarwinistycznej koncepcji biologicznego rozwoju Istot Żywych. Życie wydaje się wtedy bezsensem, złudą i zmorą, a niestety – w przeciwieństwie do innych nauk – biologia ma przełożenie, bardzo duże przełożenie na zachowanie ludzi; można mówić nawet o sprzężeniu zwrotnym (self-referring science). Dlatego chciałbym podzielić się pewnymi spostrzeżeniami, które – wydaję się mi – mogą być istotne dla zrozumienia dogmatycznej strony współczesnej nauki.
    Kiedy noblista Jacques Monod stwierdzał, że «przypadek jest jedynym źródłem wszelkiej nowości, wszelkiej twórczości w biosferze. To centralne pojęcie nowoczesnej biologii jest jedynym możliwym do pomyślenia, jako jedyne, które jest zgodne z faktami danymi przez obserwację i doświadczenie. I nic nie zezwala nam przypuszczać (lub nawet tylko mieć nadzieję), że nasze koncepty w tej materii powinny, bądź nawet mogłyby być zmienione» – to tworzył dogmat – zresztą do dziś obowiązujący – na podobieństwo średniowiecznych i nowożytnych biskupów Rzymu. Niczym się od nich nie różnił.

    Ale celem ewolucji – o czym powinno wiedzieć nawet dziecko – jest przeżycie organizmu oraz replikacja. Nasz wspólny przodek, wszystkich istot żywych, czyli LUCA (Last Universal Common Ancestor) lub bardziej wykwintnie cenancestor, chciał przeżyć i się replikować – czego My, ludzie, pchła oraz słoń jesteśmy przykładami. A zatem istnieje cel ewolucji – i to w przypadku pojedynczego organizmu, który chce żyć i ginie w tym starciu, jak i w całej ewolucji, która zawiera w sobie ową chęć LUCA do przeżycia.

    Nawet wybór miejsca mutacji w DNA nie jest stochastyczny, jak chcą nam wmówić mentorzy Grażynki. Tymi miejscami bowiem są odcinki, w których osłonięta histonami super podwójna spirala kwasu nukleinowego jest rozwinięta i używana do syntezy białek uczestniczących w kształtowaniu się organizmu. Czymś logicznym jest, że mutacja musi zachodzić w odcinku DNA najbardziej narażonym na uszkodzenia. Nawet tutaj nie ma przypadku!

    Dlaczego jednak współczesna, zdogmatyzowana nauka nie chce dostrzec tych elementów? Trafną diagnozę – moim zdaniem – postawił dr Marek Głogoczowski:

    «Jaki mechanizm biochemiczny spowodował, że uczeni nie chcą widzieć tych sprzeczności? (…) Zostali oni wychowani od dziecka pod kloszem podgrzewanym dokładnie do temperatury utrzymującej ich w bezustannym szczęściu, wszystko w ich otoczeniu było zawsze sterylne, niezawodne i bezpieczne jak ekran monitora, przed którym spędzali od drugiego roku życia po kilka godzin dziennie. Nie mieli oni potrzeby ani możliwości sprawdzać jak odrasta urwany ogon u traszki, jaki mechanizm ukryty jest wewnątrz zbiornika wody w ustępie, czy jak regeneruje się skóra na obitych kolanach. Bez tych bodźców dostarczanych przez doświadczenie osobiste nie mogli oni rozwinąć receptorów neuronalnych i połączeń w korze mózgowej, które zezwoliłyby im na dostrzeżenie, że» celem ewolucji i w ogóle życia jest chęć przetrwania za wszelką cenę. «Na niedokształcone w młodości struktury poznawcze nałożyły się u tych uczonych lata zamknięcia w laboratoriach, gdzie kręcą się oni bez przerwy wokół tych samych czterech liter (A,C,G,T) kodu genetycznego. Zaczadzili oni własnymi pracami, ciągle wzbudzane neurony kodujące te cztery litery, wypuściły odgałęzienia (aksony), których naładowanie neuropeptydami końcówki (synapsy) znalazły sobie połączenie z niezaspokojonymi receptorami centrów nerwowych odpowiedzialnych za powstawanie potrzeb religijnych: pojawiła się u nich „zła wiara”; kwasy nukleinowe nabrały dla nich własności metafizycznych, ich odtwarzanie stało się misterium w samym sobie (…).

    Wobec utraty zdolności przewidywania, jaki» cel mają «organizmy żywe, nowi uczeni robią kariery na tworzeniu fikcji naukowej, która uspokajałaby „przypadkowo-naturalnie wybraną” ludność, że kierunek postępu przez nią obrany jest zgodny z prawami biologii. (…) Ojcem chrzestnym tego typu literatury był niewątpliwie Cervantes w okresie Renesansu i podejrzewam, że to od niego zaczerpnęli późniejsi pisarze swe opinie na temat biologii (M. Głogoczowski, Etos bezmyślności, Lewiatan 1992, s. 95-96).

  84. ROZWINIECIE do mojego wczorajszego komentarza z godz 00.29:

    http://teologia.jezuici.pl/ksiedzu-hellerowi-dlaczego-katolicy-przestaja-wierzyc-w-zmartwychwstanie-jezusa/#comment-64591

    Darku chce pokazac Ani jak bardzo fizyka kwantowa jest NIEINTUICYJNA. I jezeli pozwolisz to krociutko jeszcze wyjasnie Ani na czym polega teoria multiswiata, na fundamencie ktorej Deutsch rozwinal swoja teorie KWANTOWEGO multiswiata.

    DO ANI (C):

    Aniu doswiadczenie Wheelera w tlumaczeniu na jezyk zrozumialy dla nas przecietnych kowalskich (;)), znaczy, ze przyszlosc wplywa realnie na przeszlosc, a rzeczywistosc istnieje tylko wtedy gdy ja obserwujemy,

    Zas interpretacja wieloswiatowa Everetta, eliminujac wplyw swiadomego obserwatora na rzeczywistosc zaklada, ze wszystko co moze sie zdarzyc zdarza sie. Czyli, ze KAZDY nasz wybor powoduje stworzenie nowego wszechswiata. Tych wszechswiatow jest nieskonczenie wiele.
    I tu wkraczamy znowu w kwestie wolnej woli (wolnego wyboru).Owszem on istnieje, ale tylko pozornie, gdyz kazdy nasz wybor MUSI sie zdarzyc.
    W kazdym wszechswiecie nasze „kopie” krocza inna droga, zalezna od naszego wyboru. Najprosciej: w tym wszechswiecie jestes ksiegowa w innym nie. W tym wszechswiecie jeszcze zyjesz, w innym juz nie, w tym napisalas taki komentarz na Kleofasa, w innym, nieco inny. Tych mozliwosci jest nieskonczona ilosc , gdyz z kazda chwila gdy dokonujemy wyboru stwarzamy nowy wszechswiat, wraz z nowa swoja „kopia”, ktora oczywiscie ma poczucie bycia oryginalem.

    Jezeli przelozyc by to na grunt RELIGII i ODPOWIEDZIALNOSCI za swoje wybory to jest ona niemozliwa, bo WSZYSTKIE nasze mozliwe wybory sie urzeczywistniaja, zarowno te dobre, jak i zle.

    Przystepnie wyjasniona ekwilibrystyke Deutscha mozemy znalezc w tym oto wywiadzie z nim:

    https://newtimes.pl/wszechswiatow-sa-miliardy-nasz-jest-tylko-jednym-z-nich/

    Zacytuje fragment:

    „Karol Jałochowski: Twierdzi pan, że ze współczesną nauką o rzeczywistości źle się dzieje, bo zamiast pytać – dlaczego, pyta – jak. Dlaczego?

    David Deutsch: Powiedziałbym raczej, że współczesna filozofia nauki kładzie nacisk na przewidywanie, zamiast na wyjaśnianie. To bardzo powszechne i błędne przekonanie mówiące, że twierdzenie jest naukowe, tylko jeśli można je sprawdzić doświadczalnie. Nonsens!

    Pisze pan też, że naukowcy, którzy kierują się tą zasadą, są cynikami. Co w tym cynicznego?

    Cynizm polega na odmowie przyjęcia do wiadomości faktu, że w świecie jest coś znaczącego. Że rzeczywistość to nie tylko to, co da się pojąć bezpośrednio lub zobaczyć. W moim przekonaniu to, co dzieje się w naukach ścisłych, to tylko czubek góry lodowej, bo całe życie intelektualne XX w. zdegradowało się do wyparcia rzeczywistości, zaprzeczenia istnienia prawdy. I tak naprawdę nauka, a szczególnie fizyka, ucierpiała najmniej. Najbardziej dostało się filozofii.

    Ale i w fizyce, szczególnie kwantowej, przeważa szkoła „zamknij się i rachuj”. Jak do tego doszło?

    Ha! Wyjaśnienie przyczyn tego zjawiska wymagałoby głębokiej analizy psychologii i socjologii nauki. Na pewno znaczenie miał nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Mechanika kwantowa pojawiła się akurat wtedy, gdy filozofia nauki zwyrodniała do postaci pozytywizmu logicznego (m.in. opierającego całą wiedzę na danych empirycznych – przyp. KJ). Potem zaczęto dostrzegać, że pozytywizm logiczny był błędny i filozofia nauki ruszyła do przodu. Ale w tamtej chwili, na początku XX w., fizycy dostrzegli, że nadarza się okazja do zrzucenia z siebie odpowiedzialności za prawdziwe znaczenie powołanych przez nich do życia idei. I na ukrycie się za matematyką i eksperymentami.

    Drugim pechowym elementem był Niels Bohr – bardzo nieszczęśliwa kombinacja wybitnego fizyka, charyzmatycznego lidera i wyjątkowo kiepskiego filozofa. Społeczność fizyków była wówczas niewielka, więc osobowość tego Duńczyka miała na nią wielki wpływ. Bo jak można było zaprzeczyć tak wielkiemu fizykowi, z tak spójną, jak się wydawało, wizją świata, dyktowaną przez teorię, którą sam współtworzył?Fizycy milczeli ze strachu?

    Jak mógłbyś zaprzeczyć Bohrowi? Odrzekłby wtedy, że po prostu nic nie rozumiesz z fizyki kwantowej i musiałbyś odejść ze zwieszoną ze wstydu głową. Całe pokolenie fizyków dorastało w takiej służalczej postawie. Może nawet dwa. Nie tylko fizyka ucierpiała z tego powodu. Cały szereg problemów wynika z tak zwanego scjentyzmu, czyli ze stosowania metod naukowych w zagadnieniach, które nie mają z nauką nic wspólnego. . Naprawdę zabawny przykład dał rząd brytyjski, który swego czasu zastanawiał się nad zmianą prawa dotyczącego polowania na lisy. Zlecił badania, które miały orzec, czy podczas polowania lisy odczuwają ból, co, oczywiście, jest kwestią natury filozoficznej. Naukowcy zmierzyli tętno lisów, a później to samo zrobili z jeleniami. W jednym przypadku odpowiedź brzmiała „tak”, w drugim „nie”. W obu jednak z całkowicie nieuzasadnionych powodów. Eksperyment spełnił formalne kryteria naukowe, ale naukowy nie był, ponieważ metod naukowych użyto do odpowiedzi na pytanie, które nie należy do nauki.

    To ten sam cynizm, to samo wypieranie się poglądu, że nie ma w świecie miejsca na filozofię, moralność albo epistemologię. Jest tylko przewidywanie i obserwacja. I to one stanowią władzę. I z ich autorytetu korzystają rządy stanowiące prawo.

    (….)

    WSZECHSWIATY ROWNOLEGLE..

    Pańską odpowiedzią na fizykę kwantową generującą paradoksy, których nie sposób pojąć ludzkim rozumem, jest multiwszechświat. Skąd pomysł?

    Z poważnego potraktowania wyników eksperymentów z fizyki kwantowej. Teoria ta mówi, że Wszechświat, który widzimy wokół, ze spacerującymi po mieście ludźmi i niebem nad nimi, z gwiazdami i galaktykami, że to wszystko, o czym sądziliśmy, że jest wszystkim, całym Wszechświatem, jest zaledwie maleńką częścią prawdziwej rzeczywistości. W prawdziwej rzeczywistości, którą nazywam multiwszechświatem, jest wiele takich światów, z których część bardzo różni się od naszego (choć wszystkie mają te same prawa fizyki).

    Co ważne – chociaż mówimy o nich wszechświaty równoległe, to tylko rodzaj przybliżenia. Proste równoległe nigdy się nie przetną, a wszechświaty równoległe mogą wpływać na siebie wzajemnie. Dzieje się tak na przykład w zjawisku interferencji kwantowej. (Mowa o eksperymencie z fotonami, które przepuszczane przez jedną szczelinę tworzą zwykłą plamkę światła na ekranie, a przepuszczone przez dwie szczeliny zamiast dwóch plamek generują prążki interferencyjne – przyp. KJ). To właśnie dzięki niemu wiemy, że wszechświaty równoległe istnieją. Wyników tego eksperymentu nie można wyjaśnić w żaden inny sposób!

    Jeśli to takie oczywiste, to dlaczego jest to wciąż teoria mniejszości fizyków?

    Odpowiedź brzmi: łatwo uciec przed implikacjami teorii rzeczywistości, traktując je jako zwyczajny sposób na dokonywanie przewidywań. To nie jest nowa strategia. Za jej pomocą można było zaprzeczać teoriom, mówiąc, że tym, co istnieje, nie jest samo rozpatrywane zjawisko, a tylko efekt, który na nas wywiera. To właśnie Święta Inkwizycja powiedziała Galileuszowi. To właśnie był kompromis, który kazano mu zaakceptować. Inkwizycja orzekła: możesz używać formuł odnoszących się do Ziemi krążącej wokół Słońca tak długo, dopóki nie mówisz, że tak właśnie się dzieje. Mogłoby się wydawać, że Galileusz niczego by nie stracił, przemilczając prawdę o strukturze rzeczywistości. Skoro Inkwizycja skłonna była zaakceptować fakt, że teoria trafnie przewiduje położenie planet na niebie, to na co właściwie Galileusz się skarżył?”

    „W tradycyjnej fizyce kwantowej świadomy obserwator wpływa w niewytłumaczalny sposób na wynik eksperymentu. Podobnie jest w multiwszechświecie?

    Nie. I to jest jedna z głównych zalet tej teorii. Błędna interpretacja mechaniki kwantowej nadawała świadomości specjalną rolę. Funkcję, która nigdy nie została jasno określona, ponieważ musiałaby mieć sprzeczne właściwości. W teorii multiwszechświata wszystko zostało opisane w równoprawny sposób – pomiary i obserwacje są oddziaływaniami jak każde inne.”

    Przepraszam, mialo byc krociutko, a wyszlo ( jak wyszlo).. 🙂

  85. W odpowiedzi na komentarz Andrzeja (N) z godz. 11.20:

    http://teologia.jezuici.pl/ksiedzu-hellerowi-dlaczego-katolicy-przestaja-wierzyc-w-zmartwychwstanie-jezusa/#comment-64608

    Andrzejku pytasz:

    „Czy badając ową machinę można byłoby dowiedzieć się czegoś pewnego o jego autorze i jego celach? Tu, moim zdaniem, leży pewien problem, gdybyśmy podążyli drogą rozumowania ks. prof. Michała Hellera. „W dziele stworzenia – informuje uczony kosmolog – został zrealizowany racjonalny zamysł BogaWspółczesna nauka odkrywając strukturę świata, odszyfrowuje ten zamysł. Matematyczna metoda badania jest tak skuteczna, ponieważ stwórczy zamysł Boga jest matematycznie precyzyjny, ponieważ Bóg stwarzając świat, myśli matematycznie””

    Andrzejku, te nature i jej cele (?) opisuje nam fizyka, biologia, oraz nauki kognitywne. A czyz one nie maja wspolnego matematycznego korzenia ? Czyz badania nad tymi zagadnieniami nie polegaja na metodach matematycznych ? Przyrzady badawcze powstaja na gruncie wiedzy matematycznej, ktora przeklada sie na fizyke.

    „Ale celem ewolucji – o czym powinno wiedzieć nawet dziecko – jest przeżycie organizmu oraz replikacja.”

    Dokladnie tylko replikacja, ktora implikuje rzecz jasna przezycie. 🙂

    „”Darwin popełnił zasadniczy błąd – mianowicie postawił tezę iż podstawą ewolucji jest PRZEZYCIE najlepiej przystosowanych (zróżnicowana przeżywalność), podczas gdy obecnie przyjęta SYNTETYCZNA teoria ewolucji (czasem nazywana NEODARWINIZMEM) zakłada iż liczy się zróżnicowana płodność. Czyli w uproszczeniu – nie liczy się ile będziesz żył, liczy się ile razy się rozmnożysz.”

    A co do pojecia „celowosc” znowu mamy problem definicji .
    Wg slownika SJP celowosc ma nastepujace znaczenia:

    1.«przydatność do jakichś potrzeb»
    2. «świadome zmierzanie do celu»
    3. filoz. «taki przebieg zjawisk, zdarzeń, działań ludzkich, jakby w swym rozwoju zmierzały one do określonego celu»

    W ewolucji biologicznej uzywamy pojecia „celowosc” w znaczeniu ukierunkowania, a nie SWIADOMEGO zmierzania do celu.
    Celowosc w jej zakresie jest antropomorfizmem.

    Inaczej :
    Gdyby nawet uzyc slowa „cel”, to pytanie brzmi,czy za tym celem musi stac inteligentna SWIADOMOSC ?

    Nadmienie jeszcze, ze probowalam zaprosic do naszej dyskusji o ewolucji przyrodnika systematyka z tytulem doktora. Niestety odmowil. Mam wciaz jednak niesmiala nadzieje, ze zmieni zdanie i zajrzy do nas .

  86. Grażyno, dałaś tu przykład tego zapętlenia: wszystko istnieje tylko wtedy, jeśli jest obserwator, a obserwator jest produktem rzeczywistości. „Wielki projekt” czytałam parę lat temu i należy do moich ulubionych książek naukowych, może dlatego, że wydawało mi sie, ze wszystko zrozumiałam. Mam tam podkreślone ulubione fragmenty, zwłaszcza ten z cząstką kwantową, którą można znaleźć po odwrotnej stronie Alfa Centauri albo w kotlecie mielonym na stołówce.

    Wydaje mi się, że nauka zakłada konieczność eksperymentalnej weryfikacji swoich hipotez. Bez tego są to tylko spekulacje, jak memetyka. Ale być może pewne hipotezy czekają cierpliwie aż pojawi się możliwość ich eksperymentalnego potwierdzenia.

    Andrzeju, ewolucja nie ma celu, tzn po prostu przeżywają ci, co przeżywają i tyle. Reszta odpada z gry o życie.

    Darku, dziękuję za wyjaśnienia tekstu p. Zatwardnickiego, szkoda, że on osobiście tego nie potwierdzi… Jaki jest cel takiego stylu pisania, gdzie jest przerost formy nad treścią? Czy pan S.Z. zainspirował się teorią czystej formy Witkacego? Chyba masz rację, że chodzi o politykę poprawności. Zgadzam się z prof. Hryniewiczem, że dyskusja nie ma sensu, jeśli sam autor nie jest zainteresowany.

  87. DO ANI:

    Aniu w komentarzu z 12.04 napisalam:

    „Tych mozliwosci jest nieskonczona ilosc , gdyz z kazda chwila gdy dokonujemy wyboru stwarzamy nowy wszechswiat, wraz z nowa swoja „kopia”, ktora oczywiscie ma poczucie bycia oryginalem.”

    Dopisze, iz to dopiero implikuje nieintuicyjne mozliwosci.
    W kazdej swojej chwili, mozesz byc w innym wszechswiecie, ale nigdy nie bedziesz tego swiadoma, gdyz w kazdej chwili bedziesz miala wgrana ciaglosc zycia w danym wszechswiecie.

    W komentarzu z godz. 14.02 napisalas:

    „Grażyno, dałaś tu przykład tego zapętlenia: wszystko istnieje tylko wtedy, jeśli jest obserwator, a obserwator jest produktem rzeczywistości. (…) Wydaje mi się, że nauka zakłada konieczność eksperymentalnej weryfikacji swoich hipotez. Bez tego są to tylko spekulacje (…) ”

    Aniu sama fizyka kwantowa nie jest hipoteza, ani spekulacja.
    I jej kompletnosci zaden powazny fizyk nie neguje.
    Problem w przelozeniu jej praw na rzeczywistosc. Tu pojawiaja sie interpretacje mchaniki kwantowej (o dwoch najwazniejszych z nich , rownoprawnych pisalam wczesniej). Niestety to jest juz domena fizykow teoretykow, nie mamy bowiem mozliwosci potwierdzenia tego za pomoca bezposredniej empirii (nikt nie ma mozliwosci wyjscia poza nasz wszechswiat i sprawdzenia czy jest on jeden, czy nieskonczona ilosc), ale mamy mozliwosci empirycznego sprawdzenia dzialania praw dzialajacych w skali mikro.
    Slynne doswiadczenie Younga z dwoma szczelinami ( od ktorego natabene wszystko sie zaczelo), doswiaczenie A. Aspecta (potwierdzajace splatanie kw.), Wheelera, doswiadczenie ze slynna „KOCIA BLASZKA” i wiele innych jak np. to, ktore Ci wkleilam ostatnio, potwierdzajace interpretacje kopenhaska, czyli udzial swiadomego OBSERWATORA.

    Wkleje raz jeszcze, jesli nie zauwazylas go wczesniej.:

    http://www.nature.com/nphys/journal/v11/n7/full/nphys3343.html

    „The wave–particle dual nature of light and matter and the fact that the choice of measurement determines which one of these two seemingly incompatible behaviours we observe are examples of the counterintuitive features of quantum mechanics. They are illustrated by Wheeler’s famous ‘delayed-choice’ experiment1, recently demonstrated in a single-photon experiment2. Here, we use a single ultracold metastable helium atom in a Mach–Zehnder interferometer to create an atomic analogue of Wheeler’s original proposal. Our experiment confirms Bohr’s view that it does not make sense to ascribe the wave or particle behaviour to a massive particle before the measurement takes place1. This result is encouraging for current work towards entanglement and Bell’s theorem tests in macroscopic systems of massive particles3.”

    http://www.anu.edu.au/news/all-news/experiment-confirms-quantum-theory-weirdness

    Przeczytaj sobie jeszcze to :

    http://www.wiz.pl/8,1157.html#

  88. CEL – ŻYCIE

    Celem każdego organizmu jest przeżycie – w tym celu nawet organizmy pojedyncze się samodoskonalą. Dlatego upust krwi jest jednocześnie sygnałem dla jej regeneracji, dlatego w wypadku białek syntetyzowanych przez komórki regeneracja jest całkowita. Przed każdym organizmem stoi walka o przeżycie, również swoje własne.

    Czy to przypadek?

    Niemal wszyscy badacze pochodzenia życia uznają obecnie „przypadek” za nieadekwatne przyczynowo wyjaśnienie powstanie informacji biologicznej (C. de Duve, The Constraints of Chance, 1996). Stoimy przed zagadką, której rozwiązania nie można sprowadzić do przypadku, i jesteśmy bardzo daleko od tego – pomimo wydania miliardów dolarów i prawdziwego „wyścigu szczurów – by wyjaśnić tajemnicę genezy życia na Ziemi (zob. J. Wiener, Hipotezy o powstaniu i wczesnej ewolucji życia, 2009).

    Wnioski, zwłaszcza dogmatyczne, przy powszechnym założeniu, iż życie nie powstało przypadkiem, winny być bardzo ostrożne. Świat może być bardziej skomplikowany, niż zakładamy to obecnie. Ewolucja przebiega z „mniej” ku „więcej” – przy czym to mniej – przynajmniej to już wiemy – nie jest przypadkowe.

  89. NIC NIE MA CELU?

    Andrzeju, ewolucja nie ma celu, tzn po prostu przeżywają ci, co przeżywają i tyle. Reszta odpada z gry o życie (Anna Connolly 25 stycznia 2016 o 14:32).

    Aniu, doprawdy dziwne rozumowanie, pierwszy raz je spotykam:

    Andrzeju, boks nie ma celu, tzn. po prostu wygrywają ci, co wygrywają, i tyle.

    Andrzeju, piłka nożna nie ma celu…

    Andrzeju, nic nie ma celu, tzn….

    🙂

  90. Andrzeju, jestem prawie pewna, że tak mniej więcej się wyraził E O Wilson w książce „Konsiliencja”, ale potrzebuję czasu, żeby to znaleźć. Znajdę, jeśli Ci zależy.
    Piłka nożna i boks to zła analogia do ewolucji.

  91. DO ANDRZEJA (N).

    „Czy to przypadek?

    Niemal wszyscy badacze pochodzenia życia uznają obecnie „przypadek” za nieadekwatne przyczynowo wyjaśnienie powstanie informacji biologicznej (C. de Duve, The Constraints of Chance, 1996). Stoimy przed zagadką, której rozwiązania nie można sprowadzić do przypadku, i jesteśmy bardzo daleko od tego – pomimo wydania miliardów dolarów i prawdziwego „wyścigu szczurów – by wyjaśnić tajemnicę genezy życia na Ziemi ”

    Andrzeju jak definiujesz „PRZYPADEK” ?

    Przypadek w sensie OBIEKTYWNYM (okreslany indeterminizmem) rozumiany jako brak przyczyny zdarzen zachodzacych obiektywnie w rzeczywistosci, tj. NIEZALEZNIE od wiedzy o okolicznościach tych zdarzen jest MOZLIWY TYLKO i wylacznie w obiektywnie indeterministycznym swiecie obiektywnie okreslonym zasada nieoznaczonosci w zakresie kopenh. interpret. fizyki kwantowej.

    Tak wiec, jesli indeterminizm jest obiektywna cecha naszej rzeczywistosci to ewolucja MUSI byc przypadkiem. Innej mozliwosci nie ma.

    Jesli zas obiektywna cecha wszechswiata jest OBIEKTYWNY determinizm czyli taki, ktory wyklucza przypadek jako zjawisko obiektywne i uznaje tym samym, iz poczucie losowości, jest wyłacznie stanem subiektywnym wynikajacym z niedoboru informacji, a z takim mamy do czynienia tylko i wylacznie w zakresie determinist. interpret. Bohma ewolucja NIE MOZE byc dzielem przypadku.
    Aczkolwiek determinizm ten nie wymusza istnienia swiadomego, inteligentnego Stworcy.

    Jesli poslugujesz sie inna mniej scisla definicja przypadku i determinizmu do niczego nie dojdziemy.

  92. PRZYPADEK

    Grażynko, co prawda nie jesteśmy na konferencji w Genewie, by omawiać definicje przypadku, i żebym ja, kimże ja w tej sytuacji musiałbym być, rozstrzygał definitywnie ten problem. Ale spróbuję odpowiedzieć, z tym że wprowadzę kilka zastrzeżeń.

    Po pierwsze rozmawiasz z człowiekiem wierzącym, który już niejako a priori wprowadza Boga na scenę dziejów, i po drugie, powinnaś dotrzymać słowa: mieliśmy nie kontynuować dyskusji w „Kleofasie” dotyczącej wolnej woli, aż do momentu, w którym wypowie się na ten temat prof. W. Duch. Przypomnijmy: kiedy wychwyciłem sprzeczne poglądy profesora Ducha (przynajmniej pozornie) i kiedy przywołałem eksperyment ze szczurami z 2014 roku wraz z jego interpretacją filozoficzną, poprosiłem ks. prof. W. Hryniewicza o interpretację teologiczną. Wywołało to popłoch strony ateistycznej uczestniczącej w dialogu – nagle stała się potrzebna konsultacja, nagle stało się potrzebne określenie konsensusu badawczego oraz aktualnego stanu badań w tej kwestii. Dlaczego? Rozmawialiśmy przecież w 2015 roku o eksperymencie z 2014 roku? To nie XIX wiek. Tak się gra z teistami w piłkę nożną: możecie grać, ale bez bramkarza. Ja mam dobrą pamięć! Ale do rzeczy.

    Ksiądz Profesor M. Heller w swojej głośnej publikacji „Filozofia przypadku” (2015-wersja najnowsza, uzupełniona, Kraków) stwierdza wprost, że fizyka nakłada na przestrzeń fazową całą masę ograniczeń, istnieje bowiem wiele sytuacji, które – aczkolwiek zgodne z prawami fizyki – wykluczałyby proces dynamiczny. Gdy do tego dodamy wymagania natury chemicznej, biochemicznej i biologicznej, które dopuszczany stan musi spełnić to tworzymy niewyobrażalne pole możliwości. Równania nieliniowe dopuszczają struktury, których nie da się rozłożyć na sumę swoich części składowych. Dlatego są możliwe procesy twórcze w ewolucji biologicznej, która ma cechy nieliniowego układu dynamicznego znajdującego się w stanie dalekim od równowagi.

    Życie można opisać w kategorii fizyko-chemicznej, ale jest to zupełnie nowa jakość. Choć na początku był tylko wodór, to ciężko wodór byłoby podejrzewać o skomponowanie symfonii lub o próbę zrozumienia samego siebie. Jednak wodór tego dokonał. Czy zatem wirtualne/potencjalnie pierwiastek ten posiada w sobie życie i inteligencję? Panteizm czy ateizm?

    Ale zajmijmy się dalej przypadkiem i życiem (pamiętając, że w komentarzu powyżej odesłałem do najlepszej naukowej publikacji w Polsce na ten temat). Biologia molekularna w połowie wieku XX zaczęła doceniać sekwencyjną specyficzność białek i kwasów nukleinowych. Zaczęto przeprowadzać obliczenia prawdopodobieństwa losowego uformowania się funkcjonalnych białek i kwasów nukleinowych. Wprowadzano różne warunki prebiotyczne (często nierealne), rozważano tempo reakcji między składowymi monomerami. W związku z tymi badaniami Cairns-Smith napisał (1971):

    «Ślepy przypadek jest bardzo ograniczony. Niskie poziomy kooperacji może on (czyli ślepy przypadek) wytworzyć nadzwyczaj łatwo (ekwiwalenty liter i krótkich słów), ale bardzo szybko staje się on nieudolny, gdy zwiększa się stopień organizacji. Długie okresy oczekiwania i ogromne zasoby materiału również szybko przestają być ważne» (Cairns-Smith, The Life Puzzle, s. 95).

    S. Meyer omawia probabilistyczne przeszkody, które trzeba pokonać, by zbudować jedną (!) – w dodatku krótką – cząsteczkę białkową długości 100 aminokwasów (typowe białko ma 300 reszt aminokwasów). Wychodząc od mieszanek form D i L, prawdopodobieństwo losowego zbudowania łańcucha o długości stu aminokwasów, w którym wszystkie wiązania są peptydowe i wszystkie aminokwasy lewoskrętne, jest jak 1 do 10^60.

    Ale przecież funkcjonalne białka mają spełnić jeszcze ważniejszy wymóg: ich aminokwasy muszą łączyć się w specyficznym ułożeniu sekwencyjnym, tak samo jak muszą się łączyć litery, by ułożyć sensowne zdanie. Robert Sauer korzystając z tzw. „mutagenezy kasetowej” obliczył prawdopodobieństwo takiego zdarzenia: 1 szansa na 10^65. W naszej galaktyce istnieje 10^65 atomów.

    A przecież to nie wszystko – to nie są nawet minimalne warunki do tego, by zaistniało życie! Jakby powiedział Dawkins: „Każde wyjaśnienie może zawierać pewną, byle nie za wielką, ilość wydarzeń przypadkowych” (Dawkins, Ślepy zegarmistrz, 1994, s. 224). To dlatego mówi się obecnie, o jakimś enigmatycznym, nieznanym prawie natury. Ale większość wybitnych biologów molekularnych wie, że obecna nauka opiera się na nienaukowym paradygmacie: że życie mogło powstać na skutek przyczyn zupełnie przypadkowych, a sama ewolucja jest też przypadkiem. Jednak, chociaż sztaby naukowców pracują w laboratoriach, a rządy i entuzjaści naturalizmu o głębokich kieszeniach nie szczędzą forsy, by w końcu zamknąć teistom mordę, ponoszą klęskę, tym dotkliwszą im dłużej ta zabawa trwa. Nie dajcie się oszukać «gdyby byli zdolni przydać owo małe „nic”, które różni żywą istotę od zwłok, to dlaczego nie mielibyśmy umieć przydać owo małe „nic”świeżym zwłokom jakiejś prymitywnej bakterii, będącej przecież w końcu gotowym wytworem syntezy, na jakiej odtworzenie sami prawdopodobnie nie zdobędziemy się nigdy, a to z powodu jej nieskończonej złożoności» (Trestmontant, Problem istnienia Boga, s. 270).

  93. Andrzejku oczywiscie przepraszam, za poruszenie tematu wolnej woli przed zapowiadana odpowiedzia prof.W. Ducha. Zrobilam to, aby pokazac sciane przed jaka nas stawiaja dwie powazne, poprawne, a wiec i rownoprawne interpretacje mech. kwantowej.
    W ich kontekscie rzecza niezwykle istotna sa wlasnie definicje przypadku, i determinizmu. Bardzo wazne, jest czy „przypadkiem” okreslamy „przypadek ” obiektywny, istniejacy obiektywnie bez wzgledu na nasz stan wiedzy, czy tez nie. Nie wiem czy dzisiejsza wiedza pozwala nam na taka scisla weryfikacje „przypadkow” bez wsparcia interpretacji mechaniki kw.
    Przyklad, ktory wczesniej podalam w jednym ze swoich komentarzy, a ktory tu przytocze raz jeszcze, zostal teoretycznie potwierdzony przez wspomnianego przeze mnie przyrodnika z tytulem doktora.
    Oto on:
    „Losowe zdarzenia kwantowe wpływają na ruch cząstek i potem mamy efekt motyla. Nie trzeba artykułu, tylko uświadomienie sobie zależności i uwzględnienie skali czasowej oraz ilości materii.
    Gdybym naprędce miał poszukać przykładu, to np. promieniowanie gamma uszkadza DNA komórki jajowej lub plemnika powodując mutację, która w kolejnych pokoleniach doprowadza do przewagi ewolucyjnej.
    Z zasady nieoznaczoności wiemy że nie jesteśmy w stanie jednocześnie poznać prędkości i położenia np. elektronu, więc bez obserwacji nie da się policzyć jego parametrów koniecznych do obliczenia następstw jego ruchu. Obserwując wpływamy i zmieniamy układ.
    Zakładając jednak że cząstka zostanie wyemitowana ze znanego układu, to nie wiemy czy nie zderzy się z powstałą na jego drodze cząstką wirtualną, która chwilę później zniknie. Nie wiadomo więc czy uszkodzi DNA powodując mutację czy nie.”
    A tu odpowiedz przyrodnika:

    ” (…) to myślę, że istnieje wpływ zdarzeń kwantowych na przebieg ewolucji, ale jeszcze nie można tego wykazać, (A może w ogóle nie będziemy w stanie tego zrobić, ponieważ wygląda mi na coś podobnego do zasady nieoznaczoności).
    Jak na razie przyjmujemy, że działanie ewolucji opiera się na różnicach, w zapisie genetycznym, otrzymywanym przez osobniki potomne. Jednak o samym zapisie, to jeszcze nie wiemy zbyt dużo: trochę znamy najniższe piętro, czyli geny kierujące wprost syntezą różnych białek, wiemy o genach i innych mechanizmach regulujących (np. ujemne sprzężenie zwrotne), czyli – kiedy zacząć i kiedy zakończyć produkcję danego związku. Wiemy też, że niektóre geny mogą regulować więcej procesów, ale co się dzieje na wyższych piętrach? Do czego służy ta przeważająca część genomu, zwana junk (śmieciowym) DNA? Gdyby była jedynie niepotrzebnym obciążeniem – znaleźlibyśmy gatunki jej nie posiadające, tymczasem jak się wydaje pełny lub prawie pełny zapis całego genomu znajduje się w KAŻDEJ komórce wielokomórkowców (erytrocyty, itp. wyłączam).
    Zatem, dopiero, gdy dowiemy się więcej o wyżej wymienionych prawidłowościach genetycznych, będziemy mogli przypuszczać czy mieszają się tutaj losowe zdarzenia kwantowe. W każdym razie – w występującej tam kwestii „zdeterminowania rezultatu” słowo BŁĄD „W zależności od sytuacji błąd ten można pominąć lub nie”. należy zastąpić słowami SKUTKI BŁĘDU.”

    Widzimy wiec, ze teoretycznie taka mozliwosc istnieje, choc narazie nasz stan wiedzy nie pozwala na jej zweryfikowanie.
    I co najwazniejsze jesli ta mozliwosc istnieje w oparciu o zasade nieoznaczonosci kwantowej, to nie bedzie najprawdopodobniej obiektywnie nigdy weryfikowalna, mozemy sie wiec oprzec tylko na poprawnych interpretacjach mech. kwant.
    Z jakim skutkiem pisalam wczesniej.

  94. BLASK PRAWDY

    1.Wspominasz, Grażynko, że przypadek ma swoje miejsce – dobrze określone (choć niejednoznaczne) – w strukturze, którą wyznaczają prawa mechaniki kwantowej.
    Jak jednak zauważa Ksiądz profesor M. Heller deterministyczna ewolucja prawdopodobieństw jednoznacznie przewiduje, że połowa atomów trytu w danej próbce rozpadnie się w ciągu 4 499 dni, ale nie wiemy, ile atomów tej próbki rozpadnie się w ciągu godziny – pozostaje to zupełnie nieokreślone (duchowny powołuje się tu na: T. Maudin, What Could Be Objective about Probabilities, 2007).

    Sytuacja ta – jak wnioskuje nasz rodzimy fizyk – pozwala się domyślać, że u podstaw kwantowych procesów leżą jakieś nieredukowalne stochastyczne (probabilistyczne) zjawiska, które nie są efektem naszej niewiedzy, lecz stanowią następstwo takiej a nie innej struktury świata. Oczywiście, istnieją takie interpretacje mechaniki kwantowej, które mimo wszystko odpowiedzialność za stosowanie probabilistyki na fundamentalnym poziomie kwantowym przerzucają na naszą niewiedzę, ale znana jest interpretacyjna cena, którą wówczas i tak należy zapłacić, w postaci różnych kwantowych nielokalności (koniecznie por. M. Heller, Filozofia przypadku, 2015, s. 159-160). Bardzo łatwo, Grażynko, zgodziłaś się tę cenę zapłacić.

    2.Otóż moja koncepcja Nieznanego Czynnika (dalej: NC), który odpowiada za powstanie życia (abiogenezę), jest bardzo bliska obydwóch wizji Wszechświata, zaproponowanych przez Ciebie.

    Indeterminizm pozwalający zakładać przypadek działa w naszym Wszechświecie i podlega regułom matematycznym; jeśli więc – co udowodniła biologia molekularna – nie było dość czasu ani też nie było prawdopodobne zaistnienie życia, wychodząc od pojęcia „ślepego przypadku”, tzn., że mógł o tym zadecydować NC.

    W drugim ujęciu – deterministycznym jest mi jeszcze łatwiej. Układ jest deterministyczny, jeżeli jego stan w pewnej chwili jednoznacznie określa (determinuje) jego kolejne stany. Jak wiemy z eksperymentów laboratoryjnych (oraz też tych teoretycznych) nie odkryto stanu, który by determinował powstanie życia. Mało tego, nie jest to nawet prawdopodobne; a więc mógł o tym zadecydować NC .

  95. Andrzejku, chce tylko powiedziec, iz w swiecie o naturze indeterministycznej gdzie moga miec miejsce obiektywne przypadki, niemozliwym jest abysmy mogli poznac przyczyny wszystkich zaistnialych zdarzen.
    A w swiecie deterministycznym, (w zakresie interpret. Bohma), choc wszystkie zaistniale zdarzenia maja swoja przyczyne, nieoznaczonosc utrudnia odnalezienie / poznanie tych przyczyn.
    Poza tym natura rzeczywistosci rzutuje na nature zjawisk w nim zachodzacych (ewolucja, wolna wola), i bez znaczenia jest tutaj, czy dostrzegamy te zaleznosc czy nie.
    Nasze odczucia moga byc SUBIEKTYWNE, z powodu braku obiektywnej wiedzy.
    A rzeczywistosc jak stwierdzili Bohr, Feynman, oraz Hawking ma w nosie, prywatne (subiektywne) opinie naukowcow, a tymbardziej nasze 🙂
    Co do ceny, to niestety w obu przypadkach ja placimy.
    Jest nia, albo NIELOKALNOSC, albo NIEOZNACZONOSC.
    Swoja droga nielokalnosc mnie nie przeraza, wrecz odwrotnie, holograficzna natura swiata, mnie urzeka 🙂

  96. SUBIEKTYWNE ODCZUCIA

    Grażynko, Grażynko – to nie jest blog naukowy, lecz teologiczny. Nie możesz się więc dziwić, że przechodzi się tutaj bardzo szybko z naukowego obrazu świata na religijny (subiektywny). Co nie znaczy, że ten pierwszy jest wydobywany, ekstrapolowany i odczytywany religijnie lub chaotycznie, lub, nie daj Boże!, nieobiektywnie.

    Odkryty przez Naukę obraz świata, trzeba przecież przełożyć sobie na język wiary. Nie można mieć pretensji, że wykracza ona ponad to, co otrzymujemy od naukowców. Każdy wierzący Człowiek tak postępuje: jest to uczciwe i wobec Nauki, i wobec Wiary. Tym wszystkim, którzy chcą widzieć naukę jedynie obiektywną (Bohr, Feynman, Hawking), poleć książkę Einsteina „Jak JA widzę świat” lub zdanie: „holograficzna natura świata, MNIE urzeka”. Fraza: „moja koncepcja Nieznanego Czynnika”, jest koncepcją bardzo bliską tego subiektywnego odczucia, które charakteryzowało dwie poprzednie wypowiedzi.

    Zdrowia Grażynko.

  97. CZY EWOLUCJA MA NA CELU PRZEŻYCIE?

    Andrzeju, napisałeś:

    „celem ewolucji – o czym powinno wiedzieć nawet dziecko – jest przeżycie
    organizmu oraz replikacja”

    Na podstawie „Introduction to Evolutionary Biology” opisałem
    taki mechanizm ewolucji:

    Geny mutują (tzn. przypadkowo pojawiają się błędy w ich kopiowaniu),
    organizmy podlegają selekcji (tzn. nowe cechy fenotypów, wynikające ze zmian
    w genotypie, okazują się korzystne albo szkodliwe),
    a w efekcie populacja
    ewoluuje (zmienia się w jej ramach proporcja ilościowa osobników ze starym i
    ze zmutowanym genotypem).

    Ja mam wrażenie, że – wskutek funkcjonowania powyższego procesu – ewolucja biologiczna jako całość to jedna totalna niszczarka wszelkiego życia, z której czasami umknie na chwilę jakiś nowy fenotyp, któremu akurat loteria genetyczna dała korzystną w danym środowisku cechę…. Okno, a właściwie szczelina życia jest wąska. Na każdy gatunek obecnie żyjący przypada co najmniej 1000 wymarłych – a mówię tu tylko o rzezi gatunków, o nie o niewyobrażalnej większej rzezi jednostek: głodujących, chorujących, zabijanych, ulegających wypadkom itd. itd.
    W przypadku samogłowa do momentu pojawienia się kolejnego pokolenia dożywa kilka jednostek z 300 milionów próbujących dożyć…..

  98. CZY EWOLUCJA TO „NISZCZARKA ŻYCIA” I CZY BÓG PRZYPADKIEM Z NAS NIE ZAKPIŁ, UKŁADAJĄC NAS NA SZCZYCIE EKSTERMINACYJNEJ MASZYNY DO ZABIJANIA, TJ. WALKI O BYT?

    Darku, postaram się odpowiedzieć na to pytanie, ale w międzyczasie, gdyby ktoś miał jakieś pomysły, może przecież też spróbować 🙂 .

  99. CZY EWOLUCJA TO „NISZCZARKA ŻYCIA” I CZY BÓG PRZYPADKIEM Z NAS NIE ZAKPIŁ, UKŁADAJĄC NAS NA SZCZYCIE EKSTERMINACYJNEJ MASZYNY DO ZABIJANIA, TJ. WALKI O BYT?

    Nie chcę się uchylać od odpowiedzi na te pytania i nie chcę też zaczynać swojej repliki od słów przypominających te, które u Darka nie znajdują zrozumienia: ks. prof. Michał Heller: „To tylko wstęp do odpowiedzi”, ks. dr Zbigniew Liana: „To nie będzie pełna odpowiedź”.

    Do rzeczy!

    Nie możemy już dłużej zadowalać się gładkim stwierdzeniem, że „ewolucja biologiczna jako całość to jedna totalna niszczarka wszelkiego życia”, jeśli weźmiemy na serio fakt – który, według mnie, trzeba wziąć na serio – że życie przetrwało wszystkie kataklizmy i zmiany klimatu, jakie doświadczył nasz glob. Ewolucja nie wyniszczyła życia, wręcz przeciwnie: rozwinęła go do takich rozmiarów i różnic (z „mniej” ku więcej”), że dziś możemy śmiało powiedzieć, iż stać to życie na zainfekowanie rejonów go pozbawionych (np. Marsa). Nie obserwujemy regresu, lecz postęp – życie zdało sobie sprawę, że istnieje.

    Nasz praprzodek LUCA posiadał słabe miejsce w strukturze DNA, w odcinku osłoniętym histonami super podwójnej spirali kwasu nukleinowego i w tym miejscu dochodzi do największych uszkodzeń DNA (odziedziczyliśmy ten szczęśliwy przypadek), dochodzi do mutagenezy twórczej lub destrukcyjnej (częściej). Gdyby ten odcinek był bardziej zabezpieczony – życie już by nie istniało, albowiem LUCA nie mógłby mutować i zmiana np. klimatu wyeliminowałaby życie. Czy zatem zasadne jest mówienie o „niszczarce”, skoro to właśnie «ten szczęśliwy zbieg okoliczności» (dalej: TSZO) zadecydował o sukcesie życia? Nie bez znaczenia jest też fakt, że gdyby nie TSZO życie zaczęłoby i skończyło na tym, jak wyglądałby pierwszy organizm żywy – nie byłby on zdolny do żadnej zmiany i życie byłoby stagnacją, życiem na poziomie bakterii. Nie byłoby „Kleofasa” ani prób kolonizacji Marsa.

    Ateiści mają tendencję – zaadoptowali się, jak niektóre żyjątka w ewolucji – do tego by zawsze i ciągle podkreślać destrukcyjny aspekt rozwoju życia. Zmierza to zawsze do jednego – teodycea. Tutaj – wydaje się im – że dysponują oni argumentami, które są nie do odparcia. No bo, przekonują, jakże to wasz Stwórca urządził ten świat, że wszystko umiera, że wszystko cierpi, a najlepiej przystosowani przeżywają. Tymczasem religia jest – odwołując się do słów prof. R. T. McCutcheona – westchnieniem uciskanego stworzenia. Proponuję, by w bardziej się w niego wsłuchać. Religia ma propozycje, które mogłyby nadać naukowym biologicznym dywagacjom „oczów” i „uszów”, które jeszcze się u niektórych nie wykształciły.

    Józef Życiński powiedział, że „filozof, dysponujący aparaturą pojęciową właściwą dla uprawianej dyscypliny, ma prawo do wprowadzenia własnego zestawu pojęć oraz do poszukiwania tłumaczeń, odwołujących się zarówno do pojęcia przyczyny, jak i celu. Korzystanie z tego prawa przesądza o wartości proponowanych przez niego tłumaczeń. Stwarza ono jednak szansę całościowej i pełnej interpretacji zjawisk, składających się na proces ewolucji przyrody” (Michał Heller&Józef Życiński, Dylematy ewolucji, Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1990, s. 94-95).

    Zanim jednak przeszedłbym dalej w odpowiedzi, chciałbym, żebyś odwołał słowa: „totalna niszczarka życia”, albowiem – wydaje się mi – że przedstawiłem wystarczające argumenty, oczywiście dla rozsądnego człowieka, by zrezygnować z tej uproszczonej i krzywdzącej definicji, na rzecz czegoś bliższego prawdzie i sprawiedliwego, aby opisać ten proces.

  100. Andrzejku, nie moge Ci wyslac odpowiedzi. Nie bardzo wiem dlaczego moj komentarz jest blokowany.

    Pozdrawiam.

  101. CEL nr 1 :REPRODUKCJA,

    Dlaczego natura dla mezczyzn jest tak okrutna pytaja naukowcy,
    Co ma z tym wspolnego krotszy, slabszy, niepelny informacyjnie MESKI chromosom plciowy Y, a w konsekwencji i TESTOSTERON ?

    Dlaczego kastraci zyja dluzej ( srednio, az o 17 lat) ?

    Odpowiedzi znajdziesz tutaj:

    „Dlaczego chromosom Y jest krótki, a kobiety żyją dłużej?”

    Stanisław Cebrat, Przemysław Biecek
    Zakład Genomiki, Wydział Biotechnologii, Uniwersytet Wrocławski

    „Kastraci żyją dłużej – dowiedli naukowcy z Korei Południowej”

    Newsweek, nauka.

  102. ZLIKWIDOWAĆ MĘŻCZYZN

    Pomogę Ci Grażynko, tak po chrześcijańsku. O jedno tylko proszę: nie tłumacz mi, czym jest neodarwinizm.

    Otóż prof. Bryan Sykes – wraz z grupą genetyków – zastanawia się, w jaki sposób pozbyć się z puli genetycznej chromosomu Y, który odpowiada za to, czy się jest mężczyzną, czy nie. Dochodzi do wniosku, że z punktu widzenia genetycznego nie jest to niewykonalne. Podaje w książce swoją chorą wizję, jak to wprowadzić w życie. W końcu dochodzi do wniosku, wspierając się ustaleniami belgijskiego biologa Dirka Draulansa, że najlepszym wyjściem byłby wirus, który blokowałby chromosom Y. „Co nie jest trudne do zrobienia” – pisze z emfazą ten światowej sławy genetyk, profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego.

    Oto jak kończy on dzieło swojego życia, czyli książkę „Przekleństwo Adama: przyszłość bez mężczyzn” (Warszawa 2003, s. 236):

    «Zostawię was, byście pomyśleli o świecie bez mężczyzn, jednak jest jeden natychmiastowy zysk z ich wymarcia. Przekleństwo Adama ostatecznie przestanie działać. Selekcja płciowa znika z bardzo prostego powodu – nie istnieją już dwie płcie. Plemnik nie walczy już z plemnikiem o dostęp do komórki jajowej. W ogóle nie ma plemników, które mogłyby toczyć tę bitwę, nie ma chromosomu Y, podporządkowującego sobie kobiecość. Destrukcyjna spirala żądzy i ambicji napędzana selekcją płciową znika, choroba tocząca naszą piękną planetę zostaje uśmierzona. Ziemia już nie drży od trzasku zderzających się w walce samczych poroży, nie słychać pogłosu tych ponurych konfliktów. Wielki eksperyment seksualny dobiegł końca. Mitochondria triumfują, a Gaja może znowu zasnąć spokojnie».

    To jest katastrofalny obraz współczesnej nauki. Brakuje słów, by z takimi poglądami polemizować. Poziom tej wypowiedzi oraz cele, które założył sobie autor, a z nim grono wybitnych profesorów, świadczy o tym, że marzenie Dariusza o etyce chrześcijańskiej dla tych – nie bójmy się użyć tego słowa – intelektualnych miernot jest wskazane, ale, pozostawię to pytaniem otwartym: czy tak zaczadziały umysł, który całe życie wpatruje się w kod DNA i następnie planuje zagładę połowy ludzkości, jest w stanie pojąć, co to jest Miłość i Współczucie?

    Grażynko, jeśli chcesz puścić swój komentarz rób w nim mniej odnośników do stron internetowych, w przeciwnym wypadku będziesz identyfikowana jako spam, jako zbyteczny chromosom Y.

  103. KOBIETY POTRAFIA WSPOLCZUC I KOCHAC, (choc zawsze sa pierwszymi i licznymi ofiarami plci przeciwnej wszystkich burzliwych okresow w historii swiata, czego jestesmy swiadkami rowniez i dzis ) i
    na taki przyszly obraz swiata, nie wyrazaja zgody, zapewnia nas Melvin Konner w swej ksiazce „Women after all……” 🙂

    Choc z drugiej strony zatrzymanie tego marszu ludzkosci ku samodestrukcji to bardzo ponetna wizja. Byc moze warta poswiecenia, a przynajmniej wnikliwego rozwazenia, bez zbednych emocji.

    Co do zbytniej ilosci linkow, domyslilam sie, ze w tym tkwi problem. Dziekuje 🙂

  104. Ps.

    Andrzejku w poscie z 19:05 „CEL nr 1: REPRODUKCJA, odnioslam sie tylko i wylacznie do kwestii neodarwinizmu.
    Ewolucja widentnie przedklada u mezczyzn reprodukcje ponad dlugosc i jakosc zycia .

  105. EWOLUCJA I GRZECH PIERWORODNY

    Andrzeju, określenie „totalna niszczarka życia” byłoby nie na miejscu, gdyby proporcje wyglądały tak jak piszesz: „dochodzi do mutagenezy twórczej lub destrukcyjnej (częściej)”. Lepsze byłoby wtedy określenie „Niszczarko/drukarka”, z zaznaczeniem, że ta osobliwa maszyna „cześciej” niszczy niż drukuje. W sytuacji jednak, gdy dziś istniejące organizmy (nawet te cudowne, co polecą na Marsa) wyewoluowały kosztem bezmiaru tych które wyginęły, a szala twórczość/destrukcja jest przeważona o całe rzędy wielkości na stronę zniszczenia – totalna niszczarka wydaje mi się nawet zbyt łagodnym określeniem….

    Nie rozumiem poza tym – i to wydaje mi się o wiele ważniejsze dla tematu naszej dyskusji – dlaczego miałaby tutaj wchodzić w grę rywalizacja ateizmu i religii? Miałem zupełnie inne intencje, włączając się w ten wątek. Jednym z kluczowych elementów chrześcijaństwa jest przeciez idea pierwotnego upadku, jakiejś katastrofy o kosmicznych konsekwencjach, jaka nastąpiła u początku świata. Katastrofa ta nadaje także znaczenie misji Jezusa – jako tego, kto odwraca jej skutki.

    Dlaczego nie powiązać owej pierwotnej katastrofy z koszmarami ewolucji? A wtedy zapoczątkowane przez Jezusa, a dziś przybliżone Królestwo/współczesny Zachód byłyby tym momentem w historii wszechświata, kiedy horror ślepej, naturalnej selekcji po raz pierwszy został ograniczony, a może nawet zdołamy go w końcu unicestwić?

  106. INTENCJE

    Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia, zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie. Nigdy tego nie wyjaśnisz. Możesz bawić się swymi wyjaśnieniami, religijnymi czy też innymi − ale nie wyjaśnisz tego nigdy. Bo życie jest tajemnicą, co oznacza, że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłać. Dlatego właśnie masz się przebudzić i wtedy dopiero pojmiesz, że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem (Anthony de Mello, Przebudzenie).

    Darku, ja rozumiem i jest to dla mnie poza dyskusją, że Ty masz dobre intencje i że chciałbyś ostatecznie pojednać teologię z Nauką i Cywilizacją Zachodu. Jednak chciałbym, byś zwrócił uwagę na pewne trudności i przeszkody, „rafy” i „wiry”, które przypominają granitową ścianę, by to ostatecznie osiągnąć.

    1. Chrześcijanie dostrzegają i zawsze dostrzegali tę bezlitosną – w pewnym sensie – strukturę świata. Całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach – przenikliwie zauważył święty Paweł w Liście do Rzymian, to co i Ty dostrzegasz. Święta Teresa z Kalkuty, która stanęła twarzą w twarz z bezsensem śmierci i cierpienia, napisała: «Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. – Nie ma we mnie Boga. – Kiedy ból tęsknoty jest tak wielki – po prostu tęsknię i tęsknię za Bogiem – i wtedy jest tak, że czuję – On mnie nie chce – nie ma Go tu» (Cyt. za: Piotr Chmieliński, Czy Matka Teresa straciła wiarę?). Nie ma Go tu! Czy Bóg umarł? Gdzież On jest? Czy Bóg mógł się tak poświęcić, że zakończył swoje istnienie, by dać nam jedynie Testament? Czy Testament, by był ważny, nie zakłada przypadkiem, że testator powinien nie żyć? Czy dobrze odczytaliśmy wszystkie dane? Dusza wierzącego człowieka nie jest pozbawiona wątpliwości, ale wiara wnosi pewne ukojenie, pewną pewność siebie, że to wszystko się dobrze zakończy i że, pomimo tego „tańca śmierci i cierpienia”, ma to jakiś sens, którego – być może – jeszcze nie dostrzegamy, a jedynie przeczuwamy instynktownie, niczym dzikie zwierzę.

    2. Kiedyś człowiek uświadomił sobie, że zrobił coś źle; pojawiła się etyka. Czy to jest ten grzech pierworodny? Czy instynkt, który każe nam przetrwać, a w związku z tym czasami kłamać, oszukiwać czy zabijać – nie jest przypadkiem wpisany w naszą biologię? Bo jeżeli jest – a jest – to po co Bóg miałby interweniować, to po co Wcielenie, które i tak nie zlikwidowało przecież tego skutków. Ostatecznie największe rzezie w dziejach ludzkości, czyli Shoah i ludobójstwo rwandyjskie zdarzyły się po Golgocie, a nie przed – zaprzeczanie tym faktom, świadczy jedynie o zamknięciu oczu na rzeczywistość, o naiwnej wierze wpojonej przez lata indoktrynacji eklezjalno-biblijnej lub o złej woli.

    Dziś chrześcijaństwo, zamiast odwoływać się do sfery mityczno-spekulacyjnej, do opowieści przypominających „Lwa, czarownicę i starą szafę” lub „Alicję w krainie czarów” (zob. Sławomir Zatwardnicki, Bóg staje się Człowiekiem – tajemnica dwóch serc), które już nic nowego do dyskusji nie mogą wnieść, a to z powodu ich nieprzystawalności do rzeczywistości, która jawi się teraz przed nami w o wiele lepszym świetle, zwłaszcza od tego, jak postrzegali ją autorzy biblijnych anegdot o gadających osłach czy przynoszącym śmierć Duchu Świętym, powinno mówić do ludzi nowym językiem, powinno prosić o nowe odrodzenie w Duchu, o nową Pięćdziesiątnicę.

    Chrześcijaństwo, w tym trudnym dla nie go momencie, tuż przed rewolucją neurosciences, tuż przed rozmową ze Sztuczną Inteligencją (podobno to kwestia dwudziestu lat!) i w sytuacji, kiedy Nauki poruszają się już po obszarach do tej pory zarezerwowanych tylko i wyłącznie dla religii musi wejść na drogę takiej samej rewolucji światopoglądowej, jak kiedyś weszli prorocy Izraela, jak kiedyś wszedł Jezus z Nazaretu czy Paweł z Tarsu. Należy, nie przekreślając przeszłości, przeformułować większość definicji doktrynalnych i na nowo przemyśleć dogmaty. Być może trzeba będzie z niektórych z nich zrezygnować – jak kiedyś święty Paweł z Tory, która była przecież święta i nienaruszalna. A zatem muszą się pojawić odważni, przenikliwi i intelektualnie zrównoważeni ludzie napełnieni profetycznym duchem i literą Jezusowej Ewangelii.

    3. Problem z Twoimi intuicjami dotyczącymi królestwa jest znaczny. Mógłbym je zaakceptować, jeżelibyśmy uznali Cywilizację Zachodu za DROGĘ do królestwa, lecz nie za samo królestwo Boże; za proces wzrastania, kiełkowania ziarna gorczycy, które przeobrazi się w Danielowe apokaliptyczne królestwo. Oczywiście należy zdać sobie sprawę, że taka wizja doprowadzi do konfliktu z chrześcijanami trzymającymi się ściśle zaleceń Pisma Świętego, przynajmniej trzeba się z tym liczyć. Czy mamy zatem wkroczyć na drogę pewnego jezuity?

    Anthony de Mello SJ uważał, że ludzie, którzy trzymają się jedynie Biblii, przypominają faryzeuszy, którzy bali się przekroczyć przykazanego odpoczynku sobotniego w Piśmie Świętym i potępiali Jezusa z Nazaretu uzdrawiającego w ten dzień.

    W Śpiewie ptaka (2006, s. 56) zakonnik był już bardziej radykalny:

    «A: Sprawy, o których nauczałeś, panie, nie znajdują się w Świętych Pismach.
    B: W takim razie, ty je tam umieść.
    A: Czy pozwolisz zauważyć, panie, że pewne sprawy, których obecnie nauczasz, są wręcz sprzeczne ze Świętymi Pismami?
    B: W takim razie popraw pisma».

    W 1998 roku twierdzenia de Mello SJ zostały potępione przez Kongregację Nauki i Wiary…

  107. JEŚLI TO NIE JEST PRAWDZIWE, TO JEDNAK DOBRZE WYMYŚLONE?

    Panie Dariuszu,
    Postawiłem pytajnik po tytule tego komentarza. Pytajnik otwiera, a nie zamyka dyskusji. Szuka Pan chyba dosyć desperacko argumentów za swoją tezą o współczesnym Zachodzie i Królestwie Jezusa. Pisze Pan:

    „Jednym z kluczowych elementów chrześcijaństwa jest przecież idea pierwotnego upadku, jakiejś katastrofy o kosmicznych konsekwencjach, jaka nastąpiła U POCZĄTKU ŚWIATA. Katastrofa ta nadaje także znaczenie misji Jezusa – jako tego, kto odwraca jej skutki” (wyróżnienie moje,WH).

    Podkreśliłem słowa: „u początku świata”. Ta katastrofa o kosmicznych następstwach miałaby się, Pana zdaniem, wydarzyć już u samych wręcz początków wszechświata.

    Otóż pierwotny upadek, „grzech pierworodny”, co do którego wyjaśnienia jest tyle teologicznych teorii co myślących głów (łac.: „tot sententiae quot capita”!), myśl chrześcijańska łączyła od początku z istotami rozumnymi, uczłowieczonymi – zarówno w tradycyjnej teorii monogenizmu, jak i ewolucyjnej wizji poligenizmu. To dopiero upadek człowieka miał w następstwie jakieś bliżej nieokreślone konsekwencje kosmiczne, jakiś rezonans w świecie. Znowu hipotezy teologiczne, nawiązujące do iście kosmicznego tekstu apostoła Pawła (Rz 8,19-22).

    A tymczasem Pan chce powiązać „ową pierwotną katastrofę z koszmarami ewolucji” od samego początku, a więc co najmniej od początku ewolucji życia w kosmosie. Jest to być może i pomysłowe, ale wydaje mi się mało prawdopodobne… Pomysłowe. Czyżby w myśl włoskiego porzekadła: „se non è vero è ben trovato”, „jeśli to nie jest prawdziwe, to jednak dobrze wymyślone”?

    Czy podstawowym zadaniem posłannictwa Jezusa było rzeczywiście „odwracanie” destrukcyjnych („niszczarka!), koszmarnych skutków ewolucji kosmicznej, które miały miejsce od początku świata? Nie potrafię nadążać za tego rodzaju tokiem myślenia…

    Pisałem już w komentarzu (17 stycznia 2016 O 10:52):

    „Rozumiem konieczność szukania nowych dróg dla teologii, jeżeli nie chcemy narazić chrześcijaństwa na rosnącą niewiarygodność w oczach tak wielu ludzi. CZY NIE NADUŻYWAMY JEDNAK, PEWNEGO RODZAJU KONKRETNYM ROZUMOWANIEM, SAMEJ IDEI ‘KRÓLESTWA BOŻEGO’ W NAUCZANIU JEZUSA?”

  108. Wszystko co dobre w naszym świecie ma swoją cenę. Niewątpliwy postęp techniczny również. Dobrobyt mniejszości (bo mniejszością jest cywilizacja Zachodu) ma cenę niewolniczej pracy społeczeństw mniej uprzywilejowanych. Niskie ceny w H&M mają swoją cenę w postaci niewolniczej pracy szwaczek w Bangladeszu, pierścionki zaręczynowe z diamentami – niebezpieczną i źle opłacaną pracę górników, ciepłe domy, działające fabryki – ceną jest zatrucie środowiska.
    Sukcesy robotyki – będą miały za cenę bezrobocie wg przewidywań ekonomistów. Tłumy ludzkości „na przemiał” jak się martwi prof. Bauman. Życia niewykorzystane, stracone.
    Czy rachunek wychodzi na plus? Nie wiem.

    Czy tragedie ewolucji mogą być traktowane jako „upadek”, katastrofa? Może coś w tym jest, ta myśl Darka mnie jakoś poruszyła, ale trzeba powiedzieć, że to by wymagało zupełnie nowej teologii.

  109. Andrzeju, wiem, że to nie na temat, ale nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać o Matce Teresie, ponieważ mam tutaj wielki problem. Z Twojego linka:
    Ks. dr Dariusz Oko z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie pisze:
    Listy Matki Teresy są na miarę pism św. Teresy Małej, św. Teresy Wielkiej, św. Jana od Krzyża czy „Wyznań” św. Augustyna. Mogą inspirować do bycia świętym, Matka Teresa jest ikoną najbardziej udanego życia. To chrześcijaństwo w czystej, krystalicznej formie, osiągnięcie szczytu człowieczeństwa i chrześcijaństwa

    Matka Teresa pisała: „Panie, mój Boże, kim jestem, że mnie opuszczasz? Twoim ukochanym dzieckiem – a teraz stałam się jakby najbardziej znienawidzonym – tym, które odrzuciłeś, jakbyś go nie chciał – nie kochał. Wołam, lgnę, pragnę – i nie ma Nikogo, kto by mi odpowiedział – Nikogo, do kogo mogłabym przylgnąć – nie, nie ma Nikogo. – Sama. Ciemność jest taka ciemna – a ja jestem sama. – Niechciana, opuszczona. – Samotność serca, które pragnie miłości, jest nie do zniesienia. – Gdzie jest moja wiara? – nawet tam głęboko, w samym wnętrzu, nie ma nic prócz pustki i ciemności. – Mój Boże – jak bolesny jest ten nieznany ból. Boli bez przerwy. – Nie mam wiary”.

    Jak to? Nieszczęsna Matka Teresa mówi wreszcie prawdę o swoim straszliwym stanie ducha, ale kapłani chcą to traktować jako właśnie wiarę i szczyt chrześcijaństwa? Przecież to czysta hipokryzja. Ale gdyby to mówił ateista to zasługiwałby na potępienie? To jest wielkie nadużycie postaci Matki Teresy i jej nieszczęść przez Kościół. Tak nie można.

  110. GRANITOWA ŚCIANA

    Sama widzisz Aniu, to jest granitowa ściana, o której piszę w komentarzu. A czasami jest nią, przysłowiowy już wręcz, „ksiądz Oko” 🙂 .

  111. Andrzeju, nie do końca rozumiem jak kwestia Matki Teresy i ks. Oko miałaby być ścianą między nauką i religią. Czy możesz to wytłumaczyć?

    Jeśli pójdziemy tropem Darka o ewolucji jako pierwotnej katastrofie to czy nie zbliży nas to do manichejczyków i im podobnych? Muszę przyznać, że sama mam skłonności gnostyckie kiedy uświadamiam sobie tragedie tego świata. Ale to znów by prowadziło do złego stwórcy walczącego z dobrym zbawcą. Jeden Bóg nie może w sobie objąć tego ogromu zła, tego mechanizmu niszczarki a zarazem zbawiania i dobroci. Musiałoby być dwóch bogów. Pierwotna uwaga, że świat stworzony był dobry musiałaby być usunięta ze ST. Konsekwencje gnostycyzmu są znane.

  112. Tu właściwie nie ma czego tłumaczyć; chodzi tu o pewien sposób rozumowania: wszystkie dane interpretujemy w zgodzie z oficjalną doktryna Kościoła, a jeśli te dane im przeczą to interpretację bierzemy z sufitu i twierdzimy, że nadal jest OK. Unikamy refleksji i każdy temat podejmujemy powierzchownie. Gdy napotykamy intelektualny opór – zaliczamy go do obozu wrogiego Kościołowi i nie ustępujemy ani kroku. W zanadrzu mamy Kongregację… Ten typ rozumowania jest dużą przeszkodą dla ludzi szeroko pojętego dialogu. Jaką w tym wszystkim rolę odgrywa ksiądz Oko, pogromca gender i homoseksualizmu – nie trzeba chyba tłumaczyć…

  113. A, rozumiem. Tak, zgadzam się z Tobą. Szanse na dialog są mizerne. Tak zawsze myślałam. Czyli nasz Kleofas to jakiś wyjątek chyba. Jeśli Matka Teresa mówi: Nie wierzę, to papież jej nie wierzy po prostu i nadal ma być świętą.

  114. W tym wszystkim co opisała Anna w centrum jest człowiek i jego pomysł na zagospodarowanie świata. Akurat tutaj dotychczasowa teologia sprawdza się idealnie stawiając akcent na człowieka i jego „rozdarcie”.
    Idąc tropem katastrofy u początków wszechświata można uznać, że człowiek tylko wpasował się w rzeczywistość od początku skażoną, a przecież na pierwszy rzut oka widać, że większość zła, które produkuje człowiek wcale nie musiałaby się wydarzyć i to w człowieku dokonuje się ten wybór.

  115. RELIGIA ZRODLEM ETYKI, CZY ETYKA ZRODLEM RELIGII ?
    Na to pytanie zdaje sie odpowiadac M.Gandhi, stwierdzajac :„PRAWDA JEST BOGIEM”.
    ” Jak tylko tracimy własne wartości moralne, tak wkrótce tracimy naszą religijność. Nie istnieje taka rzecz jak religia PANUJACA NAD moralnością”

    Andrzeju napisales:

    „Ostatecznie największe rzezie w dziejach ludzkości, czyli Shoah i ludobójstwo rwandyjskie zdarzyły się po Golgocie, a nie przed – zaprzeczanie tym faktom, świadczy jedynie o zamknięciu oczu na rzeczywistość, o naiwnej wierze wpojonej przez lata indoktrynacji eklezjalno-biblijnej lub o złej woli.”

    Wobec tych faktow, nasuwa sie wniosek, iz najwiekszym przeklenstwem wszelkich religii jest to, ze w imie subiektywnie pojmowanego „DOBRA”, ludzie religijni sa zdolni do najpotworniejszego bestialstwa, a wrecz do szalenstwa ( vide: dzisiejszy wcale nie radykalny islam).

    Turcja: „Czy z religijnego punktu widzenia pożądanie własnej córki jest w porządku?”

    http://www.listyznaszegosadu.pl/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/turcja-czy-z-religijnego-punktu-widzenia-pozadanie-wlasnej-corki-jest-w-porzadku.

    Brak w Starym jak i Nowym Testamencie wzmianek o PEDOFILII, i pozadaniu ( nie mylic z kazirodztwem) wlasnych corek, jest rowniez dowodem na to, iz prawa uznawane za Boze, to prawa ludzkie, a konkretnie prawa wynikajace z meskiej perspektywy widzenia swiata.
    Owczesna wiedza, nie obejmowala wiedzy w zakresie skutkow wspolzycia z dziecmi i dlatego NIE MOGLA znalezc odzwierciedlenia w prawie Bozym.
    To jednak, ze nie istnialo pojecie okreslajace / nazywajace zjawisko jakim jest PEDOFILIA, nie znaczy, ze nie istnial problem skrywajacy sie pod tym pojeciem..
    Przypomne takze, ze Talmud Babilonski pozwala na zawieranie malzenstw z 3 letnimi dziewczynkami.
    Stworca z pewnoscia przewidzial by koszmar takich bezbronnych dzieci, uwiklanych w pozadliwa, nie znajaca granic seksualnosc mezczyzn.
    CUDZOLOSTWO zas, jest ciezkim grzechem przede wszystkim dlatego, iz uderza w meski honor, czyli wrazliwe meskie EGO. Kobieta w systemach patriarchalnych pozbawiona byla honoru. Honor byl przywilejem tylko mezczyzny, w tym rowniez ponosil on odpowiedzialnosc za honor kobiety ( kodeks Kanun Leki Dukagjiniego, obowiazujacy do dzis w Albani, vide: „BOG JEST Z NAMI, MEZCZYZNAMI” -polski film dokumentalny w reżyserii Jana Sosińskiego z 2005 ).
    Te fakty wydaja mi sie niezwykle ISTOTNE dla zrozumienia, iz to ETYKA musi byc zrodlem religii, a nie na odwrot jak uznaje ortodoksja religijna.

    To dzieki nauce, ktora przyczynila sie w znaczny sposob do rozwoju naszej technologiczno- informacyjnej cywilizacji, (co przeklada sie rowniez na materialny DOBROBYT spoleczenstw), powoli docieramy do PRAWDY o czlowieku, (m.in. o mechanizmach rzadzacych jego zachowaniem). Dopiero ta wiedza , umozliwia nam stworzenie odpowiedniego systemu etycznego.
    Zmiana pism jaka wrecz nakazuje Anthony de Mello jest rzecza nieunikniona.

    Ps:
    skorzystam jeszcze z okazji, aby skorygowac moj komentarz z 27 STYCZNIA 2016 O 22:12
    Powinno byc:

    „Ewolucja ewidentnie przedklada u mezczyzn zdolnosci reprodukcyjne ponad dlugosc i jakosc zycia .
    Czyli potwierdza sie zalozenie neodarwinizmu, iz nie liczy się ile będziesz żył, liczy się ile razy się rozmnożysz.”

  116. Dodam jeszcze, iz nimfofilia najprawdopodobniej :
    wynikala z konfliktu pomiedzy nakazem zachowywania dziewictwa i jednoczesnym odrzucaniem przez judaizm abstynencji seksualnej.

    wikipedia:

    „Dziewczęta musiały żyć w czystości seksualnej przed małżeństwem (mężczyzn to nie obowiązywało). Za utratę dziewictwa przez dziewczynę przed zamążpójściem groziły surowe kary. W judaizmie podobnie jak w całej Azji Mniejszej, Afryce i na Dalekim Wschodzie rozwijano praktyki nimfofilne, co prawdopodobnie wynikało z konfliktu pomiędzy nakazem zachowywania dziewictwa i jednoczesnym odrzucaniem przez judaizm abstynencji seksualnej. Dziewczęta już w wieku 3-5 lat były „parzone” z mężami. Żadna z nich nie była akceptowana w społeczeństwie, jeśli po osiągnięciu pierwszej menstruacji była w stanie wolnym[”

    Dziewictwo (czystosc) kobiety (zony, corki, siostry) bylo rowniez wyrazem honoru mezczyzny, stad zabojstwa honorowe na kobietach majace miejsce i dzis .

  117. Andrzejku, ale z czym sie konkretnie w moim komentarzu nie zgadzasz ?
    Z tym, ze ani w Starym, ani N.T nie ma wzmianki zabraniajacej wspolzycia z zona, ktora jest dzieckiem ?
    Czy z tym, ze meski honor jest podwalina systemow patriarchalnych ?
    Czy moze, z tym, ze prawo dane Izralowi jest dzielem ludzkim ?

    To, ze Zydzi brali za zony -dzieci, nawet 3 letnie, poswiadcza Talmud Babilonski.
    Z kolei temu, ze prawo dane Izraelowi jest dzielem ludzi, konkretnie mezczyzn ( teoria umyslu) ,to chyba nie zaprzeczysz ?
    Inna sprawa jest Boze natchnienie jego autorow., ktore jest kwestia wiary. Na tym polu , wiec raczej niczego sobie nie udowodnimy.

  118. PRZYZNAĆ RACJĘ

    Przyznaję rację: Stary Testament oraz Nowy nie zabraniają współżycia z dzieckiem, a Żydzi zapewne dlatego tak się często rozwodzili, ponieważ po zawarciu małżeństwa z trzyletnim dzieckiem, nie mogli posiadać innych dzieci (co mogło być powodem rozwodu), zwłaszcza jeśli ta „bezpłodność” trwało kilka lat. Nie można zapominać, że do obowiązków żony oprócz dzietności należało prowadzenie domu, mielenie ziarna, gotowanie, przynoszenie wody, zakupy i obsługiwanie stołu. Żona, która miała trzy lub cztery lata, na pewno miała z tym wiele problemów. Każdy żydowski ojciec jako punkt honoru uważał, że trzyletnie dziecko jest idealną kandydatką na żonę. Jezus nie zauważył tego problemu; mało tego: zabronił dodatkowo rozwodów, by nie przysparzać cierpień kobietom.

    Talmud, Grażynko, zawiera czasem czysto teoretyczne dywagacje rabinów, sprzeczne wypowiedzi różnych szkół rabinicznych (a nawet heretyckie, ponieważ na wszelki wypadek je zamieszczano – taki był/jest szacunek wśród Żydów do mądrości), które nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ty, jak mniemam, wiesz, że opinia rabina w tym wypadku – jeśli dobrze pamiętam – ben Jochaja znalazła uznanie i poklask społeczności żydowskiej. Ale czy ta opinia jest zgodą na seks, czy zgodą na małżeństwo? A zatem, ile znasz takich seks-małżeństw z historii judaizmu – i tego starożytnego, i tego późniejszego, by sprowadzić religię, która tak ceni rodzinę i wspólnotę do plemienia pedofili. Poza tym małżeństwo żydowskie dzieliło się na dwa rytuały – pierwszy nie uprawniał do współżycia! Przypominało to narzeczeństwo – jak Maryja z Józefem zanim zawarli związek właściwy.

    Pankiewicz, który dokładnie przeanalizował tradycje żydowską, stwierdził:

    Niechętnie widziano związki młodych dziewcząt z zaawansowanymi wiekowo mężczyznami (…). Odradzano ponadto związki osób będących przeciwieństwem pod względem fizycznym i psychicznym.

    Nie wierzę Tobie! Ale pozostań przy swojej opinii.

  119. SZYMON BEN JOCHAJ: JEŚLI KOBIETA SIĘ ZGODZI

    Teraz właśnie otwarłem Talmud; i warto przypomnieć, jak tannaicki mędrzec, z którego antysemici często robią rabina sankcjonującego pedofilię, komentował Koh 11, 9:

    «Ciesz się, młodzieńcze, swoją młodością, […] lecz wiedz, że z tego wszystkiego zdasz sprawę przed sądem Boga».

    Rzekła Rabbi Szymon ben Jochaj: Słowa te odnoszą się do tego, kto przebierał wśród kobiet, grzązł w rozpuście i mówił: Gdzież ta kobieta, której będę zawsze pożądał, a która jest mnie godna? Postarzał się i postanowił wziąć sobie żonę. Nieszczęśniku, biedny człowiecze, któraż kobieta zgodzi się teraz na ciebie, kiedy cieknie ci z nosa, uszy masz przygłuche, a wzrok przyćmiony?»

    Kohelet Rabba (Sz. DATNER, A. KAMIEŃSKA Z mądrości Talmudu, Warszawa 1988, s. 252-253).

    Małżeństwa aranżowane w młodym wieku istniały też w średniowieczu, były to tzw. zaręczyny na przyszłość (łac. sponsalia de futuro). W judaizmie istniał obyczaj zaręczyn, które aranżowali często rodzice (kidduszim) – była to wielka uroczystość i często dziewczynka była nieletnia (jak Maryja, gdy Mateusz pisze, że była brzemienna zanim się zeszła z Józefem, któremu była poślubiona). Dopiero po właściwym ślubie podejmowano współżycie (jichud). Natomiast opinie poszczególnych rabinów dotyczące wieku dziewczynki, w którym mogła podjąć współżycie były różne, ale przeważała opinia, że powinno to odbywać nie wcześniej jak dopiero po pierwszym miesiączkowaniu – i tak też powszechnie postępowano, choć zdarzały się wyjątki.

    Tyle. Nie będę już w tej sprawie zabierał głosu.
     

  120. POBOCZA, POBOCZA…

    Ledwie wróciliśmy do zasadniczego tematu wpisu P. Dariusza i jego kontrowersyjnej propozycji, a tu znowu odwrót na pobocza. Być może interesujące, zresztą jak dla kogo…

    A przedtem, „rozjazd” na zagadnienia, które nadawałyby się chyba raczej do portalu „Racjonalista”.

    Może próbujmy trzymać się głównego tematu.
    Ale pewnie to głos na pustkowiu…

  121. Andrzeju dziekuje za te cenne informacje. Niemniej sam przyznales uczciwie, ze ani Stary ani N.T nie zabraniaja wspolzycia z dziecmi, ani nie okreslaja wieku niezbednego do zawierania malzenstw. Piszesz ironicznie, o trzyletniej zonie, ktora mialaby wykonywac prace domowe. Otoz pamietajmy, ze Zydzi w tamtych czasach byli w duzej mierze poligamiczni, a wiec maloletnia zona niekoniecznie musiala byc ta od prac domowych.
    Trzeba tez zwrocic uwage, ze malzenstwa byly kontraktami.

    Owszem w cieplym klimacie dziewczynki wczesnie dojrzewaja, ale uwierz mi, ze , 9- 10 letnie dziecko nie jest gotowe do wspolzycia, tylko dlatego ze zaczyna miesiaczkowac. Taki seks grozi obrazeniami wewnetrznymi i pozostawia slady w psychice dziecka, nie mowiac o konskwencjach ewentualnego zajscia wciaze i PORODU. Te dziewczeta bardzo czesto umieraly glownie wlasnie z powodu zbyt wczesnego rozpoczecia wspolzycia. Dzis mamy z tym wciaz do czynienia w krajach arabskich i Afryce.

    Przykladow legalnych „zabojstw” na tle honorowym w Biblii tez troche znajdziemy:

    Lev 21:09 bw

    „(9) Jeśli córka kapłana zbezcześci się przez nierząd, to bezcześci swojego ojca. Będzie spalona w ogniu.”

    Piszesz, ze juz nie zabierzesz glosu w dyskusji, uszanuje to oczywiscie, choc uwazam, ze sprawa jest na tyle istotna, aby szczerze i uczciwie o niej porozmawiac. Dla mnie to bardzo wazny argument w ocenie czy prawa „dane” Izraelowi rzeczywiscie sa wyjatkowe, a to w konsekwencji moze byc odpowiedzia na pytanie Anthony’ego de Mello, ktore sam poddales nam pod rozwage.

    Jesli juz chcemy cos zmieniac, to MUSIMY WIEDZIEC CO.

    I wciaz dla mnie bardzo istotnym pytaniem pozostaje to zadane w tytule wczesniejszego komentarza:

    CZY RELIGIA POWINNA BYC ZRODLEM ETYKI, CZY ETYKA ZRODLEM RELIGII ?

  122. PROŚBA

    Bardzo Cię proszę o powrót do rozmowy o koncepcji Dariusza Kota: królestwo Boże a Cywilizacja Zachodu.

    Zgodziłem się z Tobą ironicznie we wszystkim. Dla mnie utrzymywanie, że ST i NT nie zabrania współżycia z dziećmi jest nonsensem. Kochaj bliźniego jak siebie samego – to podstawowa idea, w której się mieści i ten zakaz.

    Żydzi w tamtych czasach nie byli poligamiczni – spróbuj przeczytać tekst Pankiewicza, naprawdę warto.

    Rozmowa na postawione przez ciebie pytanie ma sens, lecz czy ma go pod tym wpisem Dariusza?

  123. Andrzejku nie, absolutnie, nie musi byc tutaj, ale sam poddales pod rozwage pytanie Anthony’ego de Mello wlasnie tutaj., wiec logiczne jest, ze odpowiedzialam tutaj.
    To samo z tematem ewolucji.
    Poruszony byl tutaj, a wiec tutaj sie do niego odnosimy, zupelnie wiec nie rozumiem skad nagle te pretensje .
    Mam nadzieje, ze nie chodzi o urazone meskie EGO ? 🙂

  124. DE MELLO

    De Mello pojawił się w związku z koncepcją Dariusza, tzn. zadałem Dariuszowi pytanie, czy zdaje on sobie sprawę, że przyjęcie niebiblijnej koncepcji materializującego się królestwa w tym eonie, jest niezgodne z danymi biblijnym, a właśnie ten mistyk został skrytykowany (po śmierci!) za swoje poglądy (granitowa ściana na drodze teologii – Kongregacja).

    Czekam więc na odpowiedź na cały mój komentarz z 28 stycznia 2016 o 10:00 INTENCJE oraz Księdza Profesora z 28 stycznia 2016 o 10:18 JEŚLI TO NIE JEST PRAWDZIWE, TO JEDNAK DOBRZE WYMYŚLONE?, by wreszcie ruszyć dalej. Jednak nie mogłem z przyczyn osobistych pozostawić Twojego komentarza bez odpowiedzi, albowiem, po pierwsze, jeżeli chodzi o starożytny judaizm oraz interpretację rabiniczną Tory, wydaję się mi, że mam wystarczającą wiedzę, aby się wypowiedzieć (mogłem znacznie szerzej), po drugie, mam wielu przyjaciół wyznających judaizm i, wreszcie, jestem chrześcijaninem, a jak powiedział Pius XI: Duchowo wszyscy jesteśmy Semitami.

    To potrójne EGO zostało urażone.

    Ale to już za mną. Dajmy temu spokój.

  125. TRIUMF EKUMENIZMU I INTELEKTU

    Jako że w Polsce jest o tym cichutko, chciałbym tutaj w tym kontekście coś nadmienić, by niektórym mniej zorientowanym sprawę rozjaśnić (Ksiądz Profesor Hryniewicz wybaczy mi, chyba, tę dygresję).

    Otóż 10 grudnia 2015 roku komisja do spraw stosunków religijnych z judaizmem w Watykanie, ogłosiła dokument „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”. Treść dokumentu na konferencji przedstawił katolik i Żyd: kardynał Kurt Koch i rabin David Rosen. Sprawę szeroko komentowały najpoczytniejsze i najbardziej prominentne dzienniki: „The New Jork Times”, BBC, reuters, „The Guardian”, Time, „Daily Mail”. Kościół po dwóch tysiącach lat błędnego nauczania zrezygnował z misji wśród Żydów: “oznacza to, że Kościół katolicki ani nie prowadzi, ani nie popiera żadnej instytucjonalnej działalności misyjnej skierowanej do Żydów. Chociaż z zasady odrzuca się instytucjonalną misję do Żydów, to tym niemniej chrześcijanie są powołani do niesienia świadectwa swej wiary w Jezusa Chrystusa także Żydom, chociaż powinni oni to robić w sposób wrażliwy i pokorny, uznając, że Żydzi są nosicielami Słowa Boga, szczególnie w obliczu wielkiej tragedii Zagłady (Szoach)”.

    Jest to ukoronowanie idei Soboru Watykańskiego II i deklaracji „Nostra Aetate”. O ile Żydzi i chrześcijanie mogą nie być w stanie porozumieć się w kwestii drugiej i trzeciej osoby Trójcy Świętej; to osoba Ojca wydaje się być wymiarem Boga, który łączy żydowskie i chrześcijańskie rozumienie i że można w ten sposób odnaleźć wspólną płaszczyznę teologiczną. Można ja także odnaleźć poprzez religię Jezusa z Nazaretu, pobożnego Żyda uczestniczącego w pielgrzymkach świątecznych do Jerozolimy i korzystającego z liturgii synagogalnej. Synagoga jest miejscem, w którym nadal można wznosić modły do Boga wraz z naszymi bliźniaczymi braćmi Żydami, idąc za przykładem głowy Kościoła papieża Franciszka (zob. Papież Franciszek świętował Chanukę z Żydami).

    Biorąc pod uwagę te historyczne chwile, które umykają nam przez lawinowy wysyp informacyjny współczesnych mediów, warto się czasami chwilę zatrzymać i poddać refleksji.

    W związku z tym przed teologią pojawiły się nowe zadania, ale i także nowe obowiązki. Nie należy już podkreślać różnic ani wywyższać Jezusowej Ewangelii ponad Torę oraz Stary Testament. Trzeba odnaleźć nowy sens Krzyża, który już nie może symbolizować przechodzenia czegoś starego w coś nowego, albowiem to stare pozostaje drogą do zbawienia. Chrześcijanin nie może deprecjonować Starego Testamentu i powinien podkreślać, że Jezus był w nim całkowicie zanurzony; że nie przyszedł On po to, by zastąpić judaizm czymś nowym, przeciwnie: chciał go jedynie zreformować. Ani Jezus nie odrzucił wszystkich Żydów, ani wszyscy Żydzi nie odrzucili Jezusa. Wszystkie księgi Drugiego Przymierza – być może oprócz Ewangelii wg świętego Łukasza i Dziejów Apostolskich – napisali Żydzi. Cała pierwsza wspólnota chrześcijańska działała w Jerozolimie wraz z Maryją – gdzie służyła Bogu poprzez nieustanną modlitwę w Świątyni. Każdy, kto podcina korzenie chrześcijaństwa – a tkwią one, jak nas pouczył Jezus z Nazaretu, w Torze (Mt 5, 17-20), a „Bóg nie odrzucił swego ludu” (Rz 11, 2) – nie reprezentuje ani Ducha, ani litery Jezusowej Dobrej Nowiny, lecz swoją prywatną, błędną opinię.

  126. Z niezwykłą uwagą śledzę dyskusje na Kleofasie, szczególnie dotyczące relacji nauka-religia. Nie odzywałem się dotąd czując własną niekompetencję. Tym razem jednak chciałbym zwrócić uwagę dyskutantom na to, że:
    – obiektywnie rzecz biorąc nie tylko na Zachodzie, ale na całym świecie natężenie przemocy od wielu stuleci maleje, o czym pisze m.in. Steven Pinker w książce ” Zmierzch przemocy: Lepsza strona naszej natury” ( The Better Angels of Our Nature: Why Violence Has Declined)
    – to nieustanny zalew informacji o wojnie, przestępczości i terroryzmie sprawia, że świat wydaje się coraz bardziej krwawy; często ulegamy złudzeniom, w oderwaniu od „twardych danych” – por. wykład na TED Hansa i Oli Roslingów „Jak nie być ignorantem?” https://www.ted.com/talks/hans_and_ola_rosling_how_not_to_be_ignorant_about_the_world?language=pl

  127. Panie Andrzeju,
    pochwalam taką dygresję!
    Oto link do angielskiego tekstu tego ważnego dokumentu:

    http://www.vatican.va/roman_curia/pontifical_councils/chrstuni/relations-jews-docs/rc_pc_chrstuni_doc_20151210_ebraismo-nostra-aetate_en.html

    Już się z nim zapoznałem przed kilkoma tygodniami i zasygnalizowałem w swojej książce pt. „Nadzieja woła głośniej niż lęk. Eseje wokół nauczania Jezusa historycznego”, która ma ukazać się w marcu, w wydawnictwie CHARAKTERY w Kielcach.

  128. Do Księdza Profesora Wacława Hryniewicza.

    Czy jest szansa otrzymania tej książki z autografem. Zapłacę!

  129. Dzierbolek napisal:

    „– obiektywnie rzecz biorąc nie tylko na Zachodzie, ale na całym świecie natężenie przemocy od wielu stuleci maleje, o czym pisze m.in. Steven Pinker w książce ” Zmierzch przemocy: Lepsza strona naszej natury” ( The Better Angels of Our Nature: Why Violence Has Declined)”

    Dokladnie tak jest.
    Latwo tez zauwazyc, gdzie te konflikty wciaz jeszcze maja miejsce, a gdzie nie maja i uzmyslowic sobie co za nimi stoi .
    Rozwoj cywilizacyjny przekladajacy sie w duzej mierze na sekularyzacje kontra zacofanie, zabobon, bieda .

  130. Nie byłbym tak jednoznaczny w ocenie. Dużą rolę odgrywa też siła państwa i forma rządów. W wielu krajach rządzonych autorytarnie pokój, porządek, a nawet edukacja mogą stać na wysokim poziomie. Natomiast skala przemocy jest o wiele większa tam, gdzie państwo słabnie.
    Ale to już rozważania politologiczne a nie teologiczne 🙂

  131. DYGRESJA

    Jeszcze mała dygresja o dokumencie na temat relacji katolicko-żydowskich. Dobra relacja. Można również obejrzeć zdjęcie z uroczystości przedstawienia tego dokumentu w Watykanie.

    New-vatican-statement-catholic-jewish-relations
    Commonweal . A blog by the magazine’s editors and contributors
    https://www.commonwealmagazine.org/blog/new-vatican-statement-catholic-jewish-relations

    The document was introduced by Cardinal Kurt Koch, President of the Commission, and Rev. Norbert J. Hoffman, OSB, Secretary of the Commission. Remarks from Jewish perspectives were also offered by Dr. Edward Kessler, Founding Director of the Woolf Institute in Cambridge, United Kingdom and Rabbi David Rosen, International Director of Interreligious Affairs for the American Jewish Committee.

  132. W TEMACIE wpisu Dariusza.

    Dzierbolku napisales:

    ” W wielu krajach rządzonych autorytarnie pokój, porządek, a nawet edukacja mogą stać na wysokim poziomie. ”

    Pozwole sobie przypomniec w jakim kontekscie padla tutaj moja pierwsza wypowiedz w tym temacie .
    Kontekstem byly pytania ksiedza prof. Hryniewicza , ktore tu przytocze:

    „Czy te osiągnięcia rzeczywiście przyczyniają się do wewnętrznej, duchowej, etycznej, a nie tylko materialnej przemiany nas samych? Czy staliśmy się bardziej wrażliwi na sytuację ludzi w wielkiej potrzebie? Jeśli choćby w pewnej mierze , to warto się „cieszyć i radować”. Czy przybliżył się czas na faktyczną bliskość człowieka do człowieka, na której tak zależało Jezusowi? (powstrzymuję się od wielkiego słowa „miłość”, niech wystarczy wzajemne zrozumienie, życzliwość, gotowość do przebaczenia).”

    W skrocie wiec chodzi o to, czy rozwoj cywilizacyjny w tym dobrobyt przeklada sie na rozwoj duchowy czlowieka.
    (Jezeli popelnilam tutaj jakis blad, to prosze ksiedza profesora o skorygowanie.)

    Moja pierwsza odpowiedz na te pytania /watpliwosci padla 24 stycz. o 14:06.

    Przytocze tez jej fragment:

    „Moim zdaniem dzis w obliczu kryzysu migracyjnego w Europie stoimy przed generalna proba / egzaminem (..) z naszej etyki / duchowosci.
    Co wazne to sekularny zachod zawdzieczajacy swoj sekularyzm racjonalizmowi i modernizacji zdaje sie go zdawac.
    Oczywiscie dziedzictwo tego sekularnego zachodu jest zakorzenione nie tylko w antyku, ale i spusciznie judeochrzescijanskiej.”

    I teraz wracajac do Twojej wypowiedzi zacytowanej wyzej:

    Owszem, takim przykladem jest np. bogata Arabia Saudyjska.

    Tylko czy na pewno jest to kraj gdzie jak pyta ksiadz profesor ludzie sa tam bardziej wrazliwi na sytuacje ludzi w wielkiej potrzebie . Czy przyblizyl sie tam czas na faktyczna bliskosc czlowieka do czlowieka ?

    A ja zapytam tez w zwiazku z zacytowanym przez Ciebie fragmentem „Zmierzchu przemocy…..” S.Pinkera , czy jest to wiec kraj gdzie prawa czlowieka sa respektowane. Czy zalegalizowana tam przemoc przestaje byc przemoca ?

    Jak ten kraj zdaje egzamin z podstawowych wartosci humanitarnych wobec ludzi w potrzebie jakimi sa obecnie uchodzcy.
    Kto najlepiej zdaje ten egzamin, zachodnia sekularna Europa, czy wschodnia chrzescijanska ?

    Pomijam tu oczywiscie moja PRYWATNA opinie co do problemu migracji i moaja prywatna ocene dzialan zachodniej Europy.

  133. Pani Grażyno,
    cieszę się, że poruszyła Pani casus islamskiej Arabii Saudyjskiej. Bogactwo potrafi zamykać serca i zajmować się własnymi interesami i kalkulacjami politycznymi.

    Dlatego Jezus ostrzegał: „A wam bogaczom biada, bo już otrzymujecie to, co was cieszy” (Łk 6,24). Warto zajrzeć także do przypowieści Jezusa: o bogatym młodzieńcu (Mk 10,17-31; Mt 19,16-24; Łk 18,18-30) oraz o bogatym głupcu (Łk 12,13-21).

    Proszę uważnie przyjrzeć się temu, co przekazuje poniższy link, napisy i obrazy.

    https://themuslimissue.wordpress.com/2015/09/11/refugee-crisis-saudi-arabia-has-100000-air-conditioned-tents-sitting-empty-that-can-house-3-million-people/

    Zachód podjął jednak ryzyko przyjmowania uciekinierów (różnie motywowanych) i próbuje przezwyciężać ogromny kryzys migracyjny, krórego skali jeszcze nie potrafimy obecnie ocenić. P. Dariusz, w swojej hipotezie, może zwracać uwagę na ten fakt.

  134. A ja ciesze sie bardzo, ze Ksiadz Profesor podjal ten wazki temat.
    Rzeczywiscie slowa Jezusa sa prawda. Nadmierne bogactwo zmienia nasze mozgi, a tym samym negatywnie wplywa na nasze zachowanie . Zajmuje sie tym tematem jedna z dziedzin neurobiologii. Niestety, w tej chwili jej nazwa zupelnie uleciala mi z glowy.
    Ale tez prawda jest, ze zmiany w mozgach dzieci pochodzacych z rodzin dobrze sytuowanych przekladaja sie na zdolność rozwiązywania problemów oraz osiągnięcia szkolne.

    Dzieci z rodzin ubogich mają problem z regulacją zachowań kontrolowanych przez korę przedczołową, co rowniez wpływa tyle , ze tym razem negatywnie na zdolnosci rozwiązywania problemów oraz rezultaty w szkole. Przyczyny tego zjawiska są proste: stres i niedobór stymulujących rozwój bodźców: niewiele lektur, rzadkie wizyty w muzeum, a nawet brak zabawek.

    http://kopalniawiedzy.pl/dochody-ubostwo-bogactwo-mozg-dzialanie-kora-przedczolowa-dzieci-trening-Robert-Knight,6277

    Tak wiec umiarkowany dobrobyt materialny przeklada sie realnie na mozliwosci zdobywania wiedzy i radzenia sobie z wspolczesnymi problemami. Wiedza ta przeklada sie z kolei na dobrobyt i przyszly dalszy rozwoj kulturowo- cywilizacyjny spoleczenstw.

    Wczesniej zwracalam tez uwage, iz to wlasnie sekularny BOGATSZY zachod Europy zdaje egzamin z podstawowych wartosci humanitarnich wobec uchodzcow , w przeciwienstwie do biedniejszej, chrzescijanskiej Europy.

    Co do Arabii Saudyjskiej, to oczywiscie bogactwo Saudow jest tak ogromne, ze ich zycie skupia sie glownie na jego utrzymaniu za wszelka cene , a to zwiazane jest z utrzymaniem autorytarnej wladzy. Autorytet wladzy daje im z kolei religia.
    I to chyba jest podstawowy problem Arabii Saudyjskiej – polityczny islam.
    Jesli moge to chcialabym zwrocic uwage na jedna znamienna rzecz.
    Otoz w zalinkowanym przez Ksiedza Profesora artykule znalazlam wspolna ceche wszystkich chyba religii.

    Fragment artykulu mowi:

    „While it refuses to take in any more refugees, Saudi Arabia has offered to build 200 mosques for the 500,000 migrants a year expected to pour into Germany.”

    W trylogii J.Ratzingera „Jezus z Nazaretu” znalezc mozna rowniez odniesienie do tego jakze kontrowersyjnego tematu zdecydowanego stawiania duchowosci PONAD materializmem.
    Nawet papiez Franciszek ostatnio mocno to zaakcentowal:

    „Papież: Kościół służy biednym, ale to nie opieka społeczna ani polityka”

    http://wyborcza.pl/1,91446,19526425,papiez-kosciol-sluzy-biednym-ale-to-nie-opieka-spoleczna-ani.html

    Moim zdaniem w tym tkwi problem poruszony m.in. przez Dariusza, a wynikajacy z tego, ze religia skupia sie przede wszystkim na duchowym zyciu przyszlym, co implikuje koniecznosc nadania duchowosci statusu priorytetu rowniez w zyciu doczesnym.

    Krolestwo Boze wg. chrzescijanstwa to sprawa przyszlej posmiertnej NAGRODY za wiare, za posluszenstwo Stworcy, i SKROMNE , PROSTE, aczkolwiek bogate duchem doczesne zycie .
    Dlatego tez tak trudno przekonac chrzescijan do „materialnego” obfitego Krolestwa tu i teraz.

    Pozdrawiam serdecznie.

  135. UPADEK

    Człowiek popsuł Wszechświat? Czy ta idea nadal do Państwa przemawia? Jeśli już nie uważamy zwierząt za ludzi bez naszego rozumu, a bogów za ludzi bez naszych ułomności – dlaczego nie odrzucić także mitycznej antropomorfizacji zła?
    Grzech pierworodny nazywa się dziś: entropia. Królestwo nie będzie tylko dla nas.

  136. CYWILIZACJA ZACHODU WYPEŁNIA PROROCTWO IZAJASZA?

    Materia konta duch, wychwalanie „biedy” czy królestwo Boże? Nie jestem przekonany – i tu podzielam zdanie Grażynki – z zalet „biedy” czy braku stabilizacji finansowej, ale byłbym ostrożny w dostrzeganiu we współczesnym materializmie (jakże bezrefleksyjnym i podłym) Jezusowego królestwa Bożego. Co prawda Jezus z Nazaretu przyrównywał go nieraz do sielankowego bankietu, lecz czy możemy ze stu procentową pewnością powiedzieć, że nie była to tylko metafora, pewna forma przybliżenia tej idei (Q 13, 29-28; Mk 14, 25), która korzystała z żydowskiej matrycy – znanej nam z profetycznej tradycji i Qumran? Rzeczywiście, gdyby – jakimś cudem – Izajasz, ten trzeci, został wskrzeszony i zobaczył dzisiejszy świat, to mógłby pomyśleć, że znalazł się w królestwie YHWH:

    Nie będzie już tam niemowlęcia, które by żyło tylko kilka dni, ani starca, który by nie dożył swojego wieku, (…). co zapracowały ich ręce, to będą spożywać moi wybrani. Nie będą się na próżno trudzić i nie będą rodzić dzieci przeznaczonych na pewną śmierć (Iz 65, 20-25).

    Medycyna ratująca dzieci, obfitość dóbr doczesnych, a nawet nasze ZOO, gdzie dzieci mogą podglądać tygrysy i lwy bez obawy utraty życia, oszołomiłyby do tego stopnia eschatologicznego wizjonera przyszłości, że z łatwością wmówilibyśmy mu, iż znalazł się w przepowiadanym przez siebie królestwie Pana Boga Wszechmogącego.

    A co z Nazarejczykiem:

    Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. (…) Tego wszystkiego bowiem ludy tego świata szukają; wie zaś Ojciec wasz, że tego potrzebujecie; LECZ SZUKAJCIE KRÓLESTWA JEGO, a tamto będzie wam dodane (Łk 12, 22-31).

    Wczesne źródło mów Pana! Quelle! Żartów więc nie ma. Obfitość dóbr to nie królestwo Jezusa – zwracam po raz kolejny uwagę na to, że koncepcja materializującego się królestwa – pomijając ostrzeżenia Taubesa, które przywołał ks. prof. Hryniewicz – jest niebiblijne.

    Erich Fromm niemiecki filozof, socjolog, psycholog i psychoanalityk, pochodzenia żydowskiego – tez ostrzegał przed zbytnim zaufanie do postępującej technicznej rewolucji: «Technika – ten początkowo naprawdę twórczy czynnik, ukaże nam swoją drugą twarz: twarz bogini zagłady (jak indyjska Kali). Jej to mężczyźni i kobiety będą gotowi ofiarować siebie i swoje dzieci. Świadomie trzymają się oni nadziei na lepszą przyszłość, tymczasem (rozwinięta) cybernetyczna ludzkość wypiera się faktu, że boginię zagłady zaczęła czynić swym idolem». Jakub Katz podkreśla, że mesjanizm, który zwraca się w kierunku doczesności, był czymś złym dla Żydów, że zapłacili oni za niego morzem krwi i rozczarowań (zob. J. Katz, Czy mesjanizm jest dobry dla Żydów?).

    Czy nie byłoby szaleństwem, gdyby cała ludzkość weszła na ten tor?

  137. Panie Dariuszu,

    teologia chrześcijańska porzuciła już dawno temu pogląd o tym, że Królestwo Boże będzie tylko udziałem ludzi. Dyskutowaliśmy już na te tematy w 2012 r. w Kleofasie (temat miesiąca: Teologia przyrody). Zob. Obok wpisów podstawowych są tam także autorzy wpisów polemicznych i uzupełniających: Dariusz Kowalczyk SJ, Stanisław Jaromi OFM Conv, Wacław Hryniewicz OMI.

    W tej debacie lead mojego tekstu (http://teologia.jezuici.pl/chrzescijanstwo-a-swiat-przyrody/ )
    brzmiał następująco:
    „Nie sposób zgodzić się z ponurym werdyktem średniowiecznych myślicieli, iż w przeobrażonym świecie zmartwychwstania znajdą się jedynie ciała ludzkie oraz minerały, a rośliny i zwierzęta popadną w nicość”.
    Artykuł opublikowany w miesięczniku ZNAK 60 (2008) nr 637, s. 29-48.

  138. TRUDNA SYNTEZA

    Do Pani Grażyny
    Ofertę Arabii Saudyjskiej, żeby zamiast przyjmowania uciekinierów zbudować 200 meczetów dla pół miliona emigrantów napływających do Niemiec (chyba teraz będzie ich niebawem ok. milion!) odczytano jako hipokryzję i dalekosiężny zamysł.
    Przypomniano, że Recep Tayyip Erdoğan, premier Turcji (2003-2014), a obecnie prezydent (od 2014) już przed kilkoma laty zapowiadał, że „Europa będzie nasza”. Tego rodzaju deklaracje budzą uzasadnione obawy i pogłębiają jedynie niechęć do przyjmowania „emigrantów” z krajów islamskich. Taki jest teraz nasz świat ze swoimi narastającymi gwałtownie problemami.

    Każda mądra synteza jest sprawą niełatwą. Podobnie jest chyba z połączeniem osobistego pragnienia szczęścia doczesnego z troską o człowieczeństwo wrażliwe, czułe (papież Franciszek o czułości wiele już powiedział), człowieczeństwo pomocne i szlachetne także w „oczach” Boga. Kilkakrotnie już cytowałem słowa Goethego: „Edel sei der Mensch, hilfreich und gut“, „Szlachetny niech będzie człowiek, pomocny i dobry“. Skłonny byłbym powiedzieć, że prawdziwy poeta potrafi równie dobrze wyrazić głęboką prawdę o człowieku i świecie, co mądry naukowiec znający granice swoich kompetencji.

    O syntezie doczesności i pamięci o życiu przyszłym w życiu chrześcijanina napiszę nieco później.

  139. DO KSIEDZA PROFESORA HRYNIEWICZA.

    Calkowicie sie zgadzam, ze budowa meczetow przez Arabie Saudyjska to czysta hipokryzja i dalekosiezny zamysl. Ogolnie polityczny islam jest jedna wielka hipokryzja.
    Rzeczywiscie kazda madra synteza jest sprawa nielatwa.
    Jednak z pewnoscia faktem jest, ze jak podaje S.Pinker swiat wraz z rozwojem cywilizacyjnym, ktory przeklada sie na DOBROBYT materialny obecnie jest lagodniejszy, obserwuje sie mniej przemocy, mniej konfliktow . Konfliktami (przemoca) generalnie targane sa wciaz kraje gdzie panuje islam i zacofana gospodarczo, biedna Afryka.
    Czyzby wiec, wiedza i dobrobyt, a nawet sekularyzacja przekladaly sie na POKOJ ?

    DO ANDRZEJA (N),

    Andrzejku przywolales fragment ewangelii Lukasza:
    „Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. (…) Tego wszystkiego bowiem ludy tego świata szukają; wie zaś Ojciec wasz, że tego potrzebujecie; LECZ SZUKAJCIE KRÓLESTWA JEGO, a tamto będzie wam dodane (Łk 12, 22-31).”,

    podsumowujac go takim komentarzem:

    „Wczesne źródło mów Pana! Quelle! Żartów więc nie ma. Obfitość dóbr to nie królestwo Jezusa”

    A ja uwazam, ze niekoniecznie.
    We fragmencie tym, jest tylko mowa o tym, ze na pierwszym miejscu ma byc szukanie Krolestwa, a reszta zostanie szukajacym DODANA.
    Czyz nie mozna tego wiec zinterpretowac w taki sposob, ze tym, ktorzy beda sie kierowali zasadami Boga ( miloscia/ szacunkiem do blizniego, ktora przeklada sie na milosc do Boga -ap Pawel), dobrobyt materialny bedzie dodany.
    Wspolpraca, wzajemny szacunek, wiedza, kultura, wszystko to przeciez przeklada sie na rozwoj kulturowo-cywilizacyjny.

    Napisales tez:

    „ale byłbym ostrożny w dostrzeganiu we współczesnym materializmie (jakże bezrefleksyjnym i podłym) Jezusowego królestwa Bożego.”

    Wladza w wielu krajach Europy zachodniej to elity intelektualne. Ich czyny mowia same za siebie.
    Wbrew temu, jakie za soba niesie ryzyko przyjmowania ogromnej liczby uchodzcow (ich kultura jest daleko odmienna od naszej, a i wsrod nich sa z pewnoscia terrorysci), zdecydowali sie oni na jego podjecie, gleboko wierzac w PRAWA I GODNOSC KAZDEGO CZLOWIEKA.

  140. W moim odczuciu mozna tez zaryzykowac tutaj twierdzenie , iz na naszych oczach obecnie spelnia sie chrzescijanska idea PRZEMIANY ZLA W DOBRO dzieki milosci /szacunkowi do blizniego.
    Czlowiek kochajacy Boga, to czlowiek kochajacy / szanujacy DRUGIEGO CZLOWIEKA !
    Bog jest MILOSCIA, a MILOSC jest Bogiem / PRAWDA (?)

  141. DODATEK CZY KRÓLESTWO?

    Właśnie Grażynko, właśnie: mamy szukać królestwa, a reszta będzie DODANA (gdzie, kiedy i jak niestety nie wyjaśniono). Czy zatem w Cywilizacji Zachodu mamy do czynienia z DODATKIEM do królestwa, czy z królestwem, które – podobno – ma przyjść, jak złodziej w nocy?

    Masz rację, stwierdzając, że odkąd Zachód odszedł od kierowania się w polityce, etyce oraz gospodarce wskazówkami Kościołów różnych odłamów chrześcijaństwa, zapanował wreszcie pokój i dobrobyt. Jest to frapujące i frustrujące uczucie dla mnie chrześcijanina. Czyżby miał rację noblista Albert Schweitzer, że do tej pory, przez te dwa tysiące lat, mieliśmy do czynienia jedynie z chrześcijaństwem błądzącym, niepełnym chrześcijaństwem z Ducha Jezusa? Wiele wydaje się na to wskazywać. Musimy więc zatem w chrześcijaństwie zmierzać nie do hermeneutyki ciągłości, ale do hermeneutyki nieciągłości i zerwania z przeszłością, jak to odbyło się np. w relacjach z judaizmem. Być może zmiany, które w przyszłości będą się dokonywać, będą jeszcze bardziej radykalne, szybsze i przenikliwe. Głowa mała…

  142. MIŁOŚĆ BOGIEM?

    Pani Grażyna napisała (30 stycznia 2016 o 14:39):
    „Czlowiek kochajacy Boga, to czlowiek kochajacy / szanujacy DRUGIEGO CZLOWIEKA ! Bog jest MILOSCIA, a MILOSC jest Bogiem / PRAWDA (?)”

    Tak, wierzymy, że „Bóg jest miłością” (1 J 4,8.16). Ale odwracanie tego zdania: „miłość jest Bogiem”, w dodatku utożsamianym z prawdą (?) jest nieuprawnione. Może prowadzić do błędnych zgoła konsekwencji i nadużyć. Przestrzegał przed tym niedawno papież Franciszek w jednej ze swoich homilii w Domu św. Marty. Warto przemyśleć.

    Zapis Pani jest zresztą dwuznaczny ze względu na brak polskiej czcionki. Czy wyraz końcowy: „PRAWDA (?)” jest Pani zapytaniem w sensie: czy to jest prawda? Czy też chodzi o utożsamienie miłości z Bogiem i prawdą: „a MIŁOSC jest Bogiem / PRAWDĄ”? „PRAWDĄ”? (A czy Ą?).

  143. Andrzejku, mysle, ze gdy z idei chrzescijanstwa wyluszczymy to co najistotniejsze, czyli esencje czlowieczenstwa- MILOSC , ktora nota bene byl sam Jezus, to wszystko stanie sie niezwykle proste.
    Ap.Pawel w liscie do Rzymian jednoznacznie pisal:

    „bo kto kocha drugiego (człowieka), spełnił (…) Prawo. Gdyż Nie będziesz cudzołożył, nie będziesz zabijał, (….), nie będziesz pożądał i jeśli jest jakieś inne przykazanie, w tym słowie się streszczają, : Kochaj swego bliźniego jak samego siebie.”

    Jezus nauczal: „Po owocach ich poznacie”.
    Czyli owoce Ducha beda widoczne tu i teraz w doczesnym swiecie.

    N.T naucza tez, iz Krolestwo Boze JEST W NAS:

    „Oto bowiem królestwo Boże wewnątrz was jest” Łk 17,21

    Mamy tutaj greckie slowo „entos”.
    (Bogate opracowanie na temat znaczenia tego slowa znajdziemy na biblia.webd. pod haslem:
    „Królestwo Boże wewnątrz czy wokół nas:wg pism Greków”)

    Jesli MIlosc jest esencja chrzescijanstwa, jesli przynosi ona REALNE efekty BEZ WZGLEDU na PRZYNALEZNOSC religijna / wiare, to czyz nie jest ona prawem UNIWERSALNYM ?
    Czyz nie mozna powiedziec , iz Milosc jest Bogiem ?
    Pamietam , iz ksiadz Krzysztof Paczos ujal to podobnie w swych ciekawych wykladach dostepnych na youtube.
    Dzieki Milosci ZLO przeobrazane jest w DOBRO, w calej historii ludzkosci.

    I czyz swiadomosc tego nie spada na „religijny” swiat jak grom z nieba ?
    Nie przychodzi jak ZLODZIEJ W NOCY ?
    Nie ZAWSTYDZA ludzi wierzacych ustami ?
    To CZYNY bez wzgledu na wiare, czynia nas LUDZMI, na podobienstwo JEZUSA.
    (???)

  144. DO KSIEDZA PROFESORA WACLAWA HRYNIEWICZA:

    Szanowny Ksieze Profesorze, pisalismy komentarz w tym samym czasie, wiec swoj pisalam , nie wziawszy pod uwage ksiedza profesora uwag, za co przepraszam.

    Tak rzeczywiscie chodzilo mi o to, iz milosc jest Bogiem, czyli prawda ( a z ogonkiem ).

  145. KWIATKI W OGRÓDKU

    Dziękuję Księdzu Profesorowi za wskazanie tych kwiatków, ale wystarczy się dokładnie wczytać w wypowiedzi ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, by zrozumieć, że chyba po raz pierwszy w życiu brakuje mu w argumentacji pewności siebie, która charakteryzowała jego wcześniejsze wypowiedzi. Jego próby egzegezy dokumentu watykańskiego są naprawdę śmieszne – w moim środowisku mówi się o czymś takim: ostatnie podrygi zdychającej żaby. Jestem przekonany – a mam ku temu mocne przesłanki – że już wkrótce Watykan ma opracować, kierując się tym ważnym dokumentem, instrukcje, w jaki sposób te idee mają być rozpropagowane wśród szeregowych wiernych. Implikacje takowych instrukcji oraz ich katechetycznej, popularnej wersji ukażą wszystkim katolikom, że król jest nagi.

    Paweł Lisicki, namaszczony „buldog” duchownych profesorów antyekumenistów, ma poczucie większego realizmu i zdaje sobie sprawę, co ten dokument, tak naprawdę, oznacza. Pisze: Kościół rzymski przez stulecia mówił o sobie, że jest apostolski i powszechny. Gdyby głos autorów watykańskiego dokumentu miał stać się obowiązujący, oznaczałoby, że oba te przymioty – apostolskość i powszechność – zostały utracone (Paweł Lisicki, Kościół rezygnuje z misji). Postawa Lisickiego jest uczciwa, niekazuistyczna – jak w przypadku ks. prof. Chrostowskiego („starego lisa” – uciekając się do metafor Jezusowych), który stara się uratować resztki swojej godności, którą związał z torpedowaniem dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Ale jego przyjaciel, Lisicki, wytłumaczy mu już wkrótce, że nikt już nie wierzy w „teologię Myszki Miki” i albo uzna on ten dokument i jego wymowę, albo będzie musiał ustawić się do niej okoniem. Konsekwencje są znane – Lisicki już je podjął, konsekwentnie krytykując ekumenizm w wydaniu świętego Jana Pawła II oraz Franciszka.

    Gdybyśmy mieli chodzić ścieżkami interpretacyjnymi – czy to Chrostowskiego, czy to Lisickiego – to wylądujemy w zimie w trampkach.

  146. O PSUCIU ŚWIATA I ENTROPII

    Panie Dariuszu,
    pyta Pan (30 stycznia 2016 o 09:04): „Człowiek popsuł Wszechświat? Czy ta idea nadal do Państwa przemawia?”

    1. Może przemawiać, ale to zależy od rozumienia słowa „popsuł”. Za mały jest człowiek, za mali są ludzie, aby mogli decydująco wpłynąć na makrohistorię „Wielkiego Wszechświata”. Na losy naszej planeta Ziemi – owszem. Dlatego mówimy dzisiaj nawet o możliwości wielkiej katastrofy nuklearnej, o zniszczeniu nie tylko życia na Ziemi, ale chyba także i jej samej… To już jest w mocy nuklearnych szaleńców.

    Wspomniałem wcześniej o teologicznych hipotezach kosmicznego oddźwięku takich wydarzeń jak upadek i dzieło odkupienia (dziwne jest doprawdy to słowo „od-kupienie”, jakby chodziło o wykupienie od kogoś, z jakiejś niewoli; oczywiście, że wcześnie pojawił się w niektórych głowach pomysł, że winowajcą jest Szatan! To jemu Chrystus musiał zapłacić cenę za owo „od-kupienie”).
    Rzecz jasna, że takie „wydumki” to mitologia! Odrzucamy „mityczną antropomorfizację zła”, o której Pan wspomina.

    Apostoł Paweł jakby przyłożył ucho do Ziemi i usłyszał jej wzdychania i jęki (Rz 8,22). Czyżby tylko fantazjował? Dlatego trzeźwiejszym teologom chodziło o to, że skażenie natury ludzkiej siłą rzeczy zaczęło wpływać negatywnie na stosunek człowieka do przyrody – flory i fauny. Miał być dobrym ogrodnikiem w świecie stworzeń, który by „uprawiał (…) i doglądał” (Rdz 2,15) tego, co mu powierzono (owego symbolicznego rajskiego Ogrodu). Ale źle rozumiane „panowanie” (Rdz 1,28) zaczęło przeradzać się, zwłaszcza od epoki nowoczesnej, w rabunkową i destrukcyjną działalność ludzi. Encyklika papieża Franciszka „Laudato si’” bije teraz na alarm… Ratujmy naturalne środowisko człowieka, bo sami też zginiemy.

    Tyle odnośnie do owego „psucia”.

    2. Jeszcze słowo o „grzechu pierworodnym”, który według Pana „nazywa się dziś: ENTROPIA”. Ja też mógłbym teraz zapytać: Czy ta idea naprawdę do Pana przemawia?”. Jeśli tak – niech tak będzie! Do mnie nie przemawia. Pozostańmy zatem spokojnie przy swoich przekonaniach.

    Pisałem już wcześniej, że nikt naprawdę nie wie, co to jest ten „grzech pierworodny”. Obracamy bezrefleksyjnie tym pojęciem na wszystkie strony. Mnożymy słowa, teorie, a do rzeczywistej prawdy…nie dochodzimy.
    Są pewne zagadki wiary, których nie potrafimy odgadnąć. Piszę o „zagadkach”, a nie o „tajemnicach”, do których, zwłaszcza w nauce, Pan nie ma zaufania. W przeciwieństwie do Ks. Hellera, o czym była mowa w którymś z wcześniejszych Pana komentarzy. I tam padło pytanie: dlaczego Estel i Hryniewicz darzą księdza kosmologa zaufaniem w tej sprawie? No cóż? Jeżeli nie o tajemnicach, to mówmy o tajnikach, zagadkach, niewiadomych, białych plamach w naszej wiedzy… Może łatwiej się wtedy porozumiemy.
    ***
    Pozbierałem tych kilka niedopowiedzianych spraw. Co sądzą Inni uczestnicy/-czki dyskusji?
    Może trochę odetchnijmy w niedzielę, odświeżmy myśli…
    Dobrej niedzieli!

  147. Do Andrzeja (N).

    Andrzeju pozwole sobie jeszcze dodac solidne opracowanie znaczenia greckiego „ENTOS”, zamieszczone na biblia.webd, ale tym razem pod haslem: „Przyjdz Krolestwo Twoje”, autorstwa administratorki forum.

    „Skłaniam się ku koncepcji, iż Królestwo Niebieskie to jest coś, co musimy odnaleźć wewnątrz siebie. Królestwo Niebieskie nadejdzie, tutaj na ziemi wtedy, kiedy my odnajdziemy w sobie nauki Jezusa.

    Opieram się oczywiście na wersecie z Łk 17: 21.

    οὐδὲ ἐροῦσιν Ἰδοὺ ὧδε ἤ Ἐκεῖ• ἰδοὺ γὰρ ἡ βασιλεία τοῦ Θεοῦ ἐντὸς ὑμῶν ἐστιν.

    Na wielu forach, także na tym, pojawia się problem. Czy greckie wyrażenie należy rozumieć pośród was czy w was? Wszystkie dane wskazują, że oznacza „wewnątrz was”
    W tym zdaniu mamy słowa:

    ἐντὸς przyimek łączący się z dopełniaczem

    ὑμῶν rzeczownik w dopełniaczu pełniący funkcję zaimka (druga osoba liczny mnogiej)

    Gdzie w Biblii występuje właśnie takie zestawienie? Większość fragmentów omówił już Blyy w swoim TEMACIE ( opracowanie, o ktorym wspomnialam wczesniej -dop. moj G). Podam jeszcze dwa dodatkowe.

    10) podnóżek zrobił ze srebra, oparcie ze złota, siedzenie [wyścielone] purpurą, a wnętrze wykładane hebanem [PnP 3:10]

    στύλους αὐτοῦ ἐποίησεν ἀργύριον καὶ ἀνάκλιτον αὐτοῦ χρύσεον· ἐπίβασις αὐτοῦ πορφυρᾶ, ἐντὸς αὐτοῦ λιθόστρωτον, ἀγάπην ἀπὸ θυγατέρων ῾Ιερουσαλήμ

    Naprawili też świątynię i poświęcili wnętrze przybytku i dziedzińce [1 Mac 4:48]

    καὶ ᾠκοδόμησαν τὰ ἅγια καὶ τὰ ἐντὸς τοῦ οἴκου καὶ τὰς αὐλὰς ἡγίασαν

    W całej Biblii słowo entos z dopełniaczem ANI RAZU nie jest użyte w znaczeniu pośród/ pomiędzy. Zawsze chodzi o wnętrze.

    Wulgata klementyńska również tłumaczy owy grecki wyraz z Łk 17: 21 na wewnątrz was

    Ecce enim regnum Dei intra vos est

    Wulgata

    Na koniec interpretacje ojców Kościoła. Najbardziej jednoznaczne dowody znajdziemy u Orygenesa.

    1. Orygenes w Komentarzu do Ewangelii Jana (Księga XIX: 12:78)

    ἀλλὰ τί λέγει ἡ γραφή; Ἐγγύς σο υ τὸ ῥῆμα σφ όδρα ἐν τῷ στόματί σου καὶ ἐν τῇ καρδίᾳ σου. τούτοις δὲ φιλανθρώπ ω ς ὁ σωτὴρ ὑποδείκνυσι ν καὶ τὰ περὶ τῆς τοῦ θε οῦ βασιλείας, ἵν α μὴ ζητῶσιν αὐτὴν ἔξω ἑαυτῶν μη δὲ λέγωσιν· Ἰδοὺ ὧδε, ἢ ἰδοὺ ἐκεῖ· φησὶ γὰρ αὐτοῖς . H βασιλ εία τοῦ θε οῦ ἐντὸς ὑμῶν ἐστίν. καὶ ὅσον γε σώζ ο μεν τὰ ἐνσπαρέντα ἡμῶν τῇ ψυχ ῇ τῆς ἀληθε ί ας σπέρματ α καὶ τὰς ἀρχὰς αὐτῆς , οὐ δέπω ἀπελήλυθεν ἀφ’ ἡμῶν ὁ λό γος· ἐὰν δὲ ἀπὸ τῆς κατ ὰ τὴν κακίαν χύσεως δι αφ θάρωμεν, τότε ἡμῖν ἐρεῖ

    Ale cóż mówi Pismo? „Oto jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. Dla takich właśnie Zbawiciel z miłością mówi o Królestwie Bożym, aby nie szukali go poza sobą i nie mówili: „Oto tu jest, albo tam”. Do nich też odnosi słowa: „Królestwo Boże jest w was”. Jeśli zatem zachowujemy w duszy ziarno prawdy oraz jej zasady, Słowo bynajmniej od nas nie odeszło.

    Moim zdaniem jeden z lepszych przykładów. Chrześcijanin nie powinien szukać Królestwa Bożego „poza sobą” (ἔξω ἑαυτῶν), ale „wewnątrz siebie (ἐντὸς ὑμῶν)”

    Tekst grecki

    1. Orygenes w Homiliach o Ewangelii Łukasza (Homilia 36)

    Te dzieło zachowało się tylko w łacińskim tłumaczeniu. Mamy tam:

    Non omnibus Salvator dicit: Regnum Dei intra vos est, siquidem in peccatoribus regnum peccati est et absque ulla ambiguitate aut regnum Dei in corde nostro imperat aut peccati videbimus utrum Dei imperium regnet in nobis aut imperium delictorum.

    Nasz Zbawiciel mówi: Królestwo Boże jest wewnątrz was. Jeśli więc rzeczywiście istnieje Królestwo Grzechu, to w naszych sercach może panować albo Królestwo Boga, albo Królestwo Grzechu.
    Jest to bezpośredni komentarz Orygenesa do Łk 17:21. Jest mowa o wnętrzu serc, tak więc chodzi właśnie o coś, co znajdziemy w środku.

    Tekst łaciński znajduje się w TYM miejscu (strony 1894-1895)
    https://books.google.pl/books?id=CsZ6ejlPQAgC&printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r#v=onepage&q&f=false

    Podsumowując. Uważam, iż Królestwo Boże przyjdzie na ziemie, ale nie jako coś w rodzaju rządów. Królestwo Boże to nauka Jezusa. Królestwo Boże jest w nas i musimy je tam odnaleźć. (…).”

    Moje osobiste wnioski pokrywaja sie, z powyzszymi.

  148. NIE NASZA WINA

    Andrzeju,
    prorokowanie Jezusa póki co faktycznie nie uleczyło entropii i ewolucji, ale ortodoksyjne Wcielenie także póki co nie uleczyło śmierci, nędzy i przemocy. Nie widzę tu różnicy. Różnica polega na czym innym: moja wersja Upadku tłumaczy coś więcej niż egoizm, agresję i wszystkie nasze wady. Tłumaczy także malarię, trzęsienia ziemi i dlaczego słońce kiedyś na zawsze zgaśnie. Wszystkie złożone systemy, od galaktyk przez bakterie aż po ludzkie cywilizacje – uciekają od entropii w okrucieństwa ewolucji. Nie od nas się to zaczęło.

  149. JESZCZE O „ÉNTOS HYMŌN”
    I ZŁUDNYCH NADZIEJACH NA RAJSKIE KRÓLESTWO BOŻE NA ZIEMI

    Chyba jednak nie czytamy i nie słuchamy siebie uważnie, nawzajem. Ja chyba też nieraz… Mea culpa. Intuicje moje pokrywają się z tym, co P. Grażyna przytoczyła w związku z sensem greckiego terminu „éntos hymōn”. Przypominam ponownie fragment tego, co napisałem w komentarzu z 17 stycznia o 10.52.

    1. UNIŻONA POSTAĆ KRÓLESTWA I PANOWANIA BOŻEGO

    «Jezus poświęcił swoje życie przepowiadaniu panowania Boga i Jego Królestwa. Wiele spraw tego świata zdaje się świadczyć o tym, że ono nie nadeszło, gdyż dzieje ludzkie nie zmieniły się na lepsze. W świadomości wierzących wciąż powraca dręczące pytanie o realizację Królestwa Bożego w ziemskim czasie. Jestem przekonany, że wyczekiwana przyszłość już się rozpoczęła. Trzeba w nią uwierzyć. Urzeczywistnia się jako królestwo wolności w dobrych decyzjach ludzi, we wzajemnej służbie i niesieniu pomocy, we współczuciu, w przebaczeniu i pojednaniu. To coś więcej niż tylko nadejście królestwa Bożego wyłącznie w sferze duchowej. To dzieje się w rzeczywistym codziennym życiu przez uwewnętrznienie Ewangelii Nauczyciela z Nazaretu.

    Jezus nie podzielał wiary w ewolucyjne ulepszanie i doskonalenie człowieka. Nie przeczył, że są ludzie o dobrym sercu: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swojego serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło, bo z obfitości serca mówią jego usta” (Łk 6,45; por. Mt 12,35). Zbyt dobrze znał jednak ludzką ułomność i skłonność do czynienia zła. Mówił: „choć źli jesteście, potraficie dawać dobre dary swoim dzieciom” (Łk 11,13). Stąd ten ustawiczny apel Nauczyciela z Nazaretu do ciągłego nawracania się, czynienia dobra, wybaczania i pojednania. Żyjemy w ustawicznym napięciu pomiędzy czynieniem dobra i zła, między łaskawością i życzliwością Boga a wolnością człowieka, między „już” zapoczątkowanego Królestwa Bożego a „jeszcze nie” jego pełnej realizacji w „Stanie Omega”. To napięcie pozostanie do końca dziejów. Bóg go przemocą nie usuwa. Droga do Królestwa i panowania Boga wiedzie przez wolność człowieka. Dokonuje się to, dzięki obecności zmartwychwstałego Pana, także w Kościele, pomimo jego oporów, błędów, słabości i grzeszności.

    Ilustruje to dobrze przypowieść Jezusa o ziarnku gorczycy, z którego wyrasta rozłożysty krzew (Q 13,18-19; Mk 4,30-32). Panowanie Boga w dziejach podobne jest nie do samego ziarna, ale do CAŁEGO PROCESU JEGO CICHEGO WZRASTANIA i stopniowego przekształcania się. Panowanie Boga cechują niepozorne wydawałoby się wydarzenia w ludzkim życiu, ciche przemiany umysłu i serca (metanoia!), które z kolei przynoszą dobre owoce w relacjach międzyludzkich. Mówimy wówczas o nawróceniu i jego dobroczynnych skutkach w życiu społecznym.

    To jest właśnie owa UNIŻONA, KENOTYCZNA POSTAĆ KRÓLESTWA, będąca odzwierciedleniem uniżenia i kenozy samego Jezusa (zob. Flp 2, 6-11). MĘKA I ŚMIERĆ KRZYŻOWA JEZUSA WNIOSŁY TRWAŁĄ MODYFIKACJĘ W SAMO ROZUMIENIE GŁOSZONEGO PRZEZ NIEGO PANOWANIA BOGA W LUDZKICH DZIEJACH (zob. G. Lohfink, Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był, przeł. Eliza Pieciul-Karmińska, Poznań 2012, s. 68).

    Stwórca osiąga niezawodnie swój cel, ale w poszanowaniu ludzkiej wolności – w uniżeniu, ciszy i spokoju, bez rozgłosu i zbędnego hałasu. Celem tym jest doprowadzenie wszystkich do ostatecznej pełni Królestwa. „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga, u Boga bowiem wszystko jest możliwe” (Mk 10,27).
    Ostrzeżenia berlińskiego profesora, żydowskiego filozofa Jacoba Taubesa, o którym była mowa w naszych Kleofasowych dyskusjach (uważni dyskutanci pamiętają, gdzie i kiedy), warte są głębokiego namysłu. Pisał on: „Uwewnętrznienie nie stanowi (…) linii podziału między judaizmem a chrześcijaństwem, lecz świadczy o kryzysie w samej eschatologii żydowskiej (…). Jeżeli idea mesjańska w żydowskiej tradycji nie zostanie uwewnętrzniona, może zamienić ‘krainę zbawienia’ w płonącą apokalipsę”.

    To ważne ostrzeżenie, którego nie wolno zlekceważyć. Trzeba zatem STRZEC SIĘ ILUZJI, JAKOBY ZBAWIENIE (NAWET TYLKO W ZACZĄTKU) DOKONYWAŁO SIĘ W SPEKTAKULARNY SPOSÓB NA SCENIE HISTORII. Każda próba realizacji zbawienia w dziejach świata bez transformacji idei mesjańskiej oraz jej interioryzacji w ludzkich sercach może prowadzić do zguby.

    Prawdziwa przemiana świata nie dokonuje się wskutek głoszonych ideologii i teorii, lecz dzięki ludziom przemienionym, którzy w swoim życiu realizują Ewangelię Jezusa o Królestwie. Są oni wówczas ludźmi błogosławionymi, ludźmi Błogosławieństw, którzy wprowadzają sprawiedliwość i pokój w dzieje tej ziemi».

    2.
    Prorokowanie Jezusa nie musiało uleczyć entropii i ewolucji. To nie było zadaniem Jego przyjścia na świat. Słusznie napisał P. Dariusz: „ortodoksyjne Wcielenie także póki co nie uleczyło śmierci, nędzy i przemocy”. Ani nie uwolniło planety Ziemi od „malarii, trzęsienia ziemi” i wygaśnięcia termojądrowego paliwa w Słońcu za siedem czy osiem miliardów lat. Wiele zresztą katastrof w przyrodzie powodujemy my sami, plemię rzekomo istot mądrych z gatunku „homo sapiens”. Dlatego trzeba dzisiaj chronić naszą niezwykłą planetę i bić na alarm jak najgłośniej.

    Nie wierzę, żeby wszystkie spodziewane „uwolnienia” od nieszczęść miały nastąpić w doczesnych dziejach tej Ziemi, nawet przy całych oszałamiających osiągnięciach techniki oraz cywilizacji informatycznej. Entropia jest żelaznym prawem przyrody, a nie „grzechem”. Czyim zresztą? „Nie od nas się to zaczęło”. Właśnie!

    Odsyłam ponownie do uwaażnej lektury „małej apokalipsy” w Ewangelii Marka (rozdział 13).

  150. JESZCZE INNE WAŻNE OSTRZEŻENIA

    A przytoczył je P. Andrzej ( 30 STYCZNIA 2016 O 10:03) . Odczytuję je ponownie z przejęciem. OTO ONE, WARTE NAMYSŁU:

    1. Erich Fromm niemiecki filozof, socjolog, psycholog i psychoanalityk, pochodzenia http://midrasz.home.pl/logo1.jpgżydowskiego – tez ostrzegał przed zbytnim zaufanie do postępującej technicznej rewolucji:
    «Technika – ten początkowo naprawdę twórczy czynnik, ukaże nam swoją drugą twarz: twarz bogini zagłady (jak indyjska Kali). Jej to mężczyźni i kobiety będą gotowi ofiarować siebie i swoje dzieci. Świadomie trzymają się oni nadziei na lepszą przyszłość, tymczasem (rozwinięta) cybernetyczna ludzkość wypiera się faktu, że boginię zagłady zaczęła czynić swym idolem».

    2. Jakub Katz podkreśla, że mesjanizm, który zwraca się w kierunku doczesności, był czymś złym dla Żydów, że zapłacili oni za niego morzem krwi i rozczarowań (zob. J. Katz, Czy mesjanizm jest dobry dla Żydów?).
    Czy nie byłoby szaleństwem, gdyby cała ludzkość weszła na ten tor? – pytał P. Andrzej na końcu komentarza.

    ***

    Obiecuję, że dzisiaj, w niedzielę, już więcej nie będę wysyłał żadnych komentarzy.

  151. Przypominają mj się słowa Leszka Kołakowskiego z opublikowanego niedawno eseju „Jezus ośmieszony”. Pisze on tam m.in. (…) Nie, Jezus nie nawoływał do tyranii sacrum. Choć oczekiwał eschatonu, nie głosił nie rzeczywistości rzeczywistego ani tego, że profanum jest z istoty złe. Pozostawiał je na swoim miejscu. Bóg troszczy się o wróble i lilie, Bóg daje nam pożywienie i przyodziewek, On strzeże tego, co stworzył, a stworzył wszystko. Wymaga byśmy nigdy nie byli więźniami dóbr ziemskich, ale nie potępia ich, bo w przeciwnym razie musiałby potępić samego siebie. Skoro stworzył nas wolnymi, a więc nie doskonałymi, nie może usunąć napięcia między sacrum a profanum, to napięcie towarzyszy nam bezustannie. A całkowite oddzielenie sacrum i profanum nie jest ani możliwe, ani pożądane(…)” i dalej” (…) To prawda, że każde wnioskowanie, które miałoby na celu skonstruowanie „chrześcijańskiej doktryny politycznej” na podstawie tego zdania (oddajcie cesarzowi co co cesarskie), jest więcej niż ułomne, z góry skazane na porażkę. „Oddajcie cesarzowi…” w żadnym razie nie implikuje, że cesarz zasługuje na specjalny szacunek ani też że należałoby okazać mu posłuszeństwo; to raczej wyraz obojętności, naturalną konsekwencja oczekiwania na apokalipsę. Cesarz nie jest ważny, podobnie jak jego cesarstwo wraz że swymi instytucjami i prawami. Tak, „oddajcie cesarzowi…” to, czego się domaga; i tak jego panowanie długo nie potrwa.” I jeszcze tylko jeden fragment:”(…) Piekielna dialektyka działa w obu wypadkach. W miarę jak usuwamy sacrum, to znaczy w miarę jak postępuje tak zwana sekularyzacja, cele świeckie w naturalny sposób przypisują sobie jego cechy. Wpływ Kościoła słabnie i zostaje zastąpiony utopiami lub ziemskimi fantazjami (…). Całkowitą eliminacja sacrum – gdyby była możliwa (na szczęście nie jest jak sądzę) doprowadziłaby więc do przypisania wszystkiemu pseudosakralnego aspektu, do powszechnej pseudosakralizacji w formie totalitarnej. Totalitaryzm to całkowitą sekularyzacja, która osiąga kulminację w przeniesieniu tego, co absolutne na rzeczywistość profanum, a więc karykaturalna imitacją zbawienia wiecznego”.

    Zastanawiam się czy Dariusz nie idzie tą drogą kiedy mówi, że Zachód, jak ja rozumiem w takiej formie jaki ten Zachód obecnie jest -staje się początkiem Królestwa. Że jest w zachodniej cywilizacji mnóstwo niewiarygodnych wręcz udogodnień technicznych i że ta cywilizacja jest w stanie tworzyć dobro niepoównywalne z jakimkolwiek okresem w którym żył człowiek to w pewnym sensie zgoda: szpitale leczą ludzi. Chronią nas wojsko i policja i służby. Mamy dostęp do skomplikowanych systemów informatycznych. Z miejsc odludnych za pomocą małego urządzenia mogę wysłać wiadomość do wątku Kleofasa. Mogę napisać do kogoś dla mnie ważnego itp itd. Nikt o zdrowych zmysłach nie potępi tych osiągnięć. Żyjemy też w miarę bezpiecznie. Prawdą jest pewnie to co pisał Pinker, że jest to bezpieczeństwo bez precedensu. Jest jednak ciemna strona tej rzeczywistości. Niesprawiedliwość ekonomiczna. Wyzysk ludzi, którzy żyją w krajach takich jak Chiny. Przemysłowa produkcja mięsa. Rzeczy obok, których nie można przejść obojętnie i na które nie ma zwykłych technicznych recept… Zgoda Zachód oferuje bogactwa niewiarygodne i życie bezpieczne (Ale tylko dla niektórych. Teraz, przy napływie imigrantów widać ile jest nienawiści i uprzrdzeń dobrych ludzi Zachodu wobec tych bardziej poszkodowanych przez los – uciekinierów z krajów, gdzie toczy się wojna, albo uciekających przed nędzą do lepszego świata) Ale przenoszenie na tą rzeczywistość dobrego Zachodu – rzeczywistość profanum – Królestwa jest trochę niebezpieczne. Można zapytać czy nie jest to opisana przez Leszka Kołakowskiego próba pseudosakralizacji. Jest to o tyle niebezpieczne, że gdzieś na końcu tej drogi znajduje się wzmiankowany totalitaryzm. To chyba dlatego ks. Wacław pisze i ostrzega w tym wypadu o przelanej krwii. Nie ma jednak powodu, żeby nie dostrzegać dobrych stron cywilizacji zachodniej i żeby potępiąć ją za różne osiągnięcia, wolności, które oferuje i edukację którą zapewnia. Dlaczego jednak koniecznie trzeba dokonać tego wyniesienia jej zasług w taki sposób, że to tu, na Zachodzie powstaje upragnione i obiecane Królestwo? Czy to nie jest efekt zwątpienia w przeslanie Ewangelii?

  152. Tomku piszesz:

    „Teraz, przy napływie imigrantów widać ile jest nienawiści i uprzedzeń dobrych ludzi Zachodu wobec tych bardziej poszkodowanych przez los – uciekinierów z krajów, gdzie toczy się wojna, albo uciekających przed nędzą do lepszego świata)”

    Tomku,
    wczesniej zwracalam uwage, iz to wlasnie SEKULARNY, BOGATSZY , bardziej rozwiniety gospodarczo i kulturowo, zachod Europy zdaje egzamin z podstawowych wartosci humanitarnych wobec uchodzcow , w przeciwienstwie do biedniejszej, chrzescijanskiej Europy.

    Pisalam tez o tym w poscie do Andrzeja 30 sty 13:13

    http://teologia.jezuici.pl/ksiedzu-hellerowi-dlaczego-katolicy-przestaja-wierzyc-w-zmartwychwstanie-jezusa/#comment-64817

    „Wladza w wielu krajach Europy zachodniej to elity intelektualne. Ich czyny mowia same za siebie.
    Wbrew temu, jakie za soba niesie ryzyko przyjmowania ogromnej liczby uchodzcow (ich kultura jest daleko odmienna od naszej, a i wsrod nich sa z pewnoscia terrorysci), zdecydowali sie oni na jego podjecie, gleboko wierzac w PRAWA I GODNOSC KAZDEGO CZLOWIEKA.”

    A prosze popatrz jeszcze na pragmatyzm bogatych krajow islamskich czy Izraela.

    Moje pytanie, wiec brzmi czy rozwoj cywilizacyjny nie przeklada sie jednak na rozwoj „duchowy” ?

    Ja bym chciala jeszcze zadac pytanie do wszystkich uczestnikow debaty :

    Czy wielbic Boga znaczy wykonywac Jego prawo (Zakon) , polegajace jak naucza ap.Pawel na milowaniu / szanowaniu blizniego, czyli czynieniu Bozej WOLI, bez wzgledu na przynaleznosc religijna ,czy tez ta przynaleznosc musi byc jednoznacznie okreslona.

    Kto jest wyznawca Boga ?
    Jak ZDEFINIOWAC wyznawce Boga ?

    Czy ktokolwiek z chrzescijan mialby odwage powiedziec ze 100 – procentowym przekonaniem, ze ATEISCI czyniacy dobro nie wypelniaja /nie czynia Zakonu Bozego ?

    Skoro zas czynia Zakon Bozy, czy mozna powiedziec, ze nie wykonuja Jego WOLI, nie sa Jego „UCZNIAMII” ?

    Nadawanie Absolutowi LUDZKICH cech zwiazanych chocby z zazdroscia czy z karaniem / nagradzaniem jest przeciez antropomorfizmem .
    Milosc / szacunek /dobro , obdarzanie tym dobrem innych jest nagroda sama w sobie gdyz nas satysfakcjonuje, uszczesliwia, czyni lepszymi we wlasnych oczach.

    Powyzsze pytania sa chyba dosc istotne w kontescie Dariuszowych koncepcji odmitologizowania teologii, w celu pogodzenia jej z realiami rzeczywistosci.

    I na koniec jeszcze dwa pytania:

    Czy swiat bez podzialow na RELIGIE i SWIECKOSC, czyli tkwiacego wciaz w umyslach ludzi religijnych podzialu, na tych ZLYCH i tych DOBRYCH, nie bylby zdolny pozbywszy sie religijnych antagonizmow, reka w reke , w JEDNOSCI zbudowac LEPSZEGO SWIATA , czyli Krolestwa Bozego tu i teraz ?

    Jesli zas oprocz tego „tu i teraz: jest jeszcze poza zasiegiem naszych zmyslow jakas „ukryta” rzeczywistosc, to czyz nie nalezy tylko sie radowac ?

  153. ZWĄTPIENIE W PRZESLANIE EWANGELII?

    Cieszę się, Tomku, że nawiązałeś do refleksji Leszka Kołakowskiego. Bardzo cenię jego myślenie. Pytanie, które postawiłeś na końcu swojego komentarza: „CZY TO NIE JEST EFEKT ZWĄTPIENIA W PRZESLANIE EWANGELII?”– zasługuje na głęboki namysł (wyróżnienie moje,WH).

    Podkreślałem już w komentarzach (17 stycznia 2016 O 10:52 oraz 28 stycznia 2016 o 10:18) i pytałem:

    „Rozumiem konieczność szukania nowych dróg dla teologii, jeżeli nie chcemy narazić chrześcijaństwa na rosnącą niewiarygodność w oczach tak wielu ludzi. CZY NIE NADUŻYWAMY JEDNAK, PEWNEGO RODZAJU KONKRETNYM ROZUMOWANIEM, SAMEJ IDEI ‘KRÓLESTWA BOŻEGO’ W NAUCZANIU JEZUSA?”

  154. DOBRODZIEJSTWO POSTĘPU
    I NIEBEZPIECZEŃSTWO UTRATY DUCHOWYCH WARTOŚCI

    Spełniam obietnicę. A obiecałem (w komentarzu 30 stycznia 2016 o 10:12), że napiszę o „trudnej syntezie” pomyślności doczesnej i wewnętrznego, duchowego rozwoju człowieka. Dlatego sięgam do mądrości nauczania Soboru Watykańskiego II sprzed ponad 50 lat. Najpierw kilka słów o naszej współczesności:

    1.
    „Za dni naszych rodzaj ludzki, przejęty podziwem dla swych wynalazków i swojej potęgi, często jednak roztrząsa niepokojące kwestie dotyczące DZISIEJSZEJ EWOLUCJI ŚWIATA, miejsca i zadania człowieka we wszechświecie, SENSU jego wysiłku indywidualnego i zbiorowego, a wreszcie OSTATECZNEGO CELU rzeczy i ludzi. Dlatego Sobór (…) nie potrafi wymoniej okazać swojej solidarności, szacunku i miłości dla całej rodziny ludzkiej, w którą jest wszczepiony, jak nawiązując z nią DIALOG na temat owych różnych problemów, przynosząc ŚWIATŁO CZERPANE Z EWANGELII…” (Konstytucja pastoralna „Gaudium et spes”, nr 3; dalej podaję tylko cyfry numerów/paragrafów; tu i poniżej wyróżnienia moje, WH).

    Sobór posługuje się zamiennie określeniami „Królestwo Boże” i „Królestwo Chrystusowe” (39). Nazywa je także, w ślad za Ewangelią, „Królestwem niebieskiem” (38). Podkreśla, że jest ono „nie z tego świata”. Owszem, Kościół jako Lud Boży usiłuje realizować jego wymogi, ale ono jest tylko zalążkiem i zaczątkiem tego Królestwa, które swoją pełnię osiągnie dopiero w wydarzeniach ostatecznych. KRÓLESTWO BOŻE JEST JUŻ OBECNE, ALE W UKRYCIU (39), W WEWNĘTRZNEJ PRZEMIANIE LUDZI: „sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić, ODNAWIAJĄC GO WEWNĘTRZNIE” (13). To okres przygotowania „tworzywa Królestwa niebieskiego, materia regni caelestis” (38), zapoczątkowanego przez Jezusa Chrystusa (3).
    Oczekiwanie pełni Królestwa „nie powinno osłabiać, lecz ma raczej pobudzać zapobiegliwość, aby uprawiać tę ziemię, na której WZRASTA OWO CIAŁO NOWEJ RODZINY LUDZKIEJ, MOGĄCE DAĆ WYOBRAŻENIE NOWEGO ŚWIATA, aliquam novi saeculi adumbrationem” (39).
    Uwaga! Wzrost może dać „wyobrażenie nowego świata”!

    I tu pada jednak ważne rozróżnienie:

    „Przeto, choć należy starannie ODRÓŻNIAĆ POSTĘP ZIEMSKI OD WZROSTU KRÓLESTWA CHRYSTUSOWEGO, to przecież dla Królestwa Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może przyczynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej (39).

    Jak uczynić życie ludzkie bardziej ludzkim?

    „Jeżeli krzewić będziemy na ziemi W DUCHU PANA i wedle Jego zlecenia godność ludzką, wspólnotę braterską i wolność, to znaczy wszystkie dobra natury oraz owoce naszej zapobiegliwości, to odnajdziemy je potem na nowo, ale oczyszczone ze wszystkiego brudu, rozświetlone i przemienione, gdy Chrystus odda Ojcu «wieczne i powszechne królestwo, regnum aeternum et universale »: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju. NA TEJ ZIEMI KRÓLESTWO OBECNE JUŻ JEST W TAJEMNICY (IN MYSTERIO); DOKONANIE ZAŚ JEGO NASTĄPI Z PRZYJŚCIEM PANA” (39).

    „Już przyszedł zatem do nas kres wieków (por. 1 Kor 10,11); już ustanowione zostało nieodwołalnie ODNOWIENIE ŚWIATA i w pewien rzeczywisty sposób JUŻ W DOCZESNOŚCI JEST ONO ANTYCYPOWANE” (48).

    2.

    Tak w skrócie przedstawia się problem nad którym dyskutujemy, w świetle nauki Vaticanum II. Język wprawdzie, tu i ówdzie, trochę „namaszczony”, ale treść wyraźna.

    Sobór zwraca uwagę na odpowiedzialaność chrześcijan za świat. Odrzuca tendencję do sztucznego przeciwstawiania doczesnej pomyślności i szczęścia ludzi – wewnętrznej przemianie ich człowieczeństwa i szlachetnemu kształtowaniu osobowości w duchu Ewangelii Jezusa.

    Wyciągnijmy zatem pewne WNIOSKI.
    Okazuje się, że „nadzieja eschatologiczna nie pomniejsza doniosłości zadań ziemskich, lecz raczej wspiera ich spełnienie nowymi pobudkami” (21). Sobór zdecydowanie podkreślał, że „aktywność ludzka indywidualna i zbiorowa, czyli ów ogromny wysiłek, przez który ludzie starają sią w ciągu wieków poprawić warunki swego bytowania, wzięty sam w sobie odpowiada zamierzeniu Bożemu” (34).

    Chrześcijaństwo chce trakować świat doczesny z należną mu powagą. Czy mu się to udaje? Stara się rozumieć sens wyzwania pochodzącego od utopijnych ideologii przyszłości. Nie podziela naiwnej, optymistycznej wiary w postęp, choć stanowi on „wielkie dobrodziejstwo dla człowieka” (37). Z drugej strony tenże postęp niesie przecież ze sobą także niebezpieczeństwo utraty wartości, wzrostu egoizmu grupowego, niszczącego poczucie braterstwa, a nawet groźbę zagłady rodzaju ludzkiego. Postęp może służyć szczęściu ludzkości, ale pod warunkiem, że doczesna aktywność ludzka nie zostanie przemieniona w narzędzie zniszczenia.

    Są to ważne i pomocne stwierdzenia dla naszej dyskusji. Vaticanum II kilkakrotnie mówi o „nowej ziemi” i „nowym niebie”. Owa „nowa ziemia” będzie przede wszystkim eschatologicznym darem Boga, a nie tylko prostym rezultatem postępu ziemskiego, ludzkiego trudu, ludzkiej zapobiegliwości i osiągnięć ludzkiego intelektu. Nie wyklucza to współdziałania, synergizmu bosko-ludzkiego: „Jesteśmy bowiem współpracownikami Boga, Theoũ gar ésmen synergoí” (1 Kor 3,9).

    Czy nie zostały w ten sposób zarysowane przez Sobór nowe możliwości chrześcijańskiej interpretacji dziejów ludzkości? Pytanie do nas wszystkich.
    ***
    PS: Ach, te nocne rozmyślania – szczególny przywilej podeszłego wieku!

  155. BEZINTERESOWNOŚĆ ZACHODU?

    Pani Grażyno,
    nie łudźmy się. To przyjmowanie uciekinierów i emigrantów szukających bardziej ludzkiego życia, przyjmowanie ich w imię „kultury powitania” (niem.: Willkommenskultur) nie jest tak bardzo bezinteresowne jak się mogłoby wydawać, wynikające z czystej miłości bliźniego. To także, przynajmniej po znacznej części, zwyczajna kalkulacja. Zachód się wyludnia. Kryzys demograficzny. Potrzebna jest siła robocza, zastrzyk dla ekonomii i podtrzymania materialnego dobrobytu.

    Tym, co zakoczyło Europę, jest niespodziewanie wielki napływ i ogromna ilość przybyszów z niespokojnego Południa, której nie widać końca. To problem nielada, nadzwyczaj trudny do rozwiązania. Jak powstrzymać niekontrolowany napływ ludzi, a w tym nie sposób wykluczyć, że także terrorystów i młodych poszukiwaczy przygód (nota bene: wydarzenia sylwestrowe w miastach niemieckich, przypadki molestowania i gwałcenia kobiet). Zimny prysznic dla wielu.

    Doceniam udzielanie pomocy bliźnim w rzeczywistej potrzebie, bo to imperatyw Ewangelii (Mt 25,31-46). Ale nie bądźmy ślepi także na drugą stronę medalu.

  156. Grażyno ty chyba nie mieszkasz w Polsce. Ja myślałem, że Polska I Węgry przez obecność w UE należą do „Zachodu”. Nie są może tak bogate jak Niemcy i Francja, ale są w uprzywilejowanej sytuacji w stosunku do innych europejskich krajów spoza UE. W Polsce i na Węgrzech jest sporo nienawiści wobec uciekinierów z Syrii i z Erytrei. Nie wiem czy miałaś okazję obserwować to co się tu dzieje. Na Węgrzech rozłożono drut kolczasty. W Polsce politycy bez wstydu i zażenowania straszą pasożytami i przy okazji chwałą się swoją wiarą, i na lewo i prawo opowiadają o chrześcijańskich korzeniach … Premier Słowacji bez zażenowania opowiada publicznie, że jego kraj nie przyjmie uchodzców bo to nie z winy Słowaków uciekają ci ludzie. Jest też dużo nienawiści która wśród zwykłych młodych nawet ludzi, dobrze wykształconych, którym się dobrze powodzi. Ja tu mieszkam. Wiem jak to czasem wygląda. Jest mi wstyd za te postawy.
    We Francji istnieje silny antyimigrancki i ksenofobiczny ruch frontu narodowego. Nienawiść kwitnie też w Niemczech, jeżeli się temu przyjrzeć, a strach w Szwecji. Jest coś w tym, że bogactwo kraju pomaga czasem rządowi w przyjęciu bardziej cywilizowanego stanowiska. Ale czy jest na to reguła? W jednej z ostatnich Gazet Wyborczych przedrukowano wywiad z George Sorosem, który wymienił tylko jednego polityka z Europy, który ma otwartą postawę w stosunku do imigrantów – Angelę Merkel. To, że to jest akurat ona, może wynikać tylko częściowo z tego, że jest szefem rządu bogatego kraju. Równie ważne może być to, że jest córką pastora. Takie rzeczy pojawiają się w tym wywiadzie.

    Nawet gdyby wszystko przemawiało za tym, że bogactwo sprzyja w pewnym sensie dobrym postawom zawsze – dlaczego należałoby dokonać sakralizacji Zachodu i bogactwa i umieścić tu Królestwo?

  157. LESZEK KOŁAKOWSKI

    Wydaje się, iż przesłanie prof. Leszka Kołakowskiego, o którym przypomina przy różnych okazjach Tomek, tego wychowawcy polskich ateistów, wciąż jest przez nich w dużym stopniu ignorowane, ignorowane zapewne nie z powodu złej woli ich samych, lecz z powodu nieznajomości jego przemyśleń.

    Otóż na XXIV Genewskim Międzynarodowym Spotkaniu Intelektualnym poświęconym „potrzebom religijnym”, profesor – analizując współczesny kryzys wartości – zwrócił uwagę szacownego grona na degenerację zjawiska świętości i sekularyzację życia. Pojawiła się ona (ta degeneracja) stosunkowo niedawno, wskutek obalenia poprzednich wartości (rewolucje) i, w związku z tym, nastąpiła uniwersalizacja świętości oraz nadanie stygmatów świętości WSZYSTKIEMU; uświęcono nawet sprawy ziemskie, czysto świeckie. Ale „zuniwersalizować świętość, to znaczy ją obalić, bowiem powiedzieć, że wszystko jest święte, to jest powiedzieć, że nic nie jest, bo to słowo można zrozumieć tylko we wzajemnej opozycji do słowa «profan»”. Ta tendencja – jak zauważa M. Głogoczowski – występuje bardzo silnie w nowoczesnych teoriach społecznych, które negują istnienie zła i głoszą ideał całkowitej jednorodności bezkonfliktowej Natury. Prowadzi to z kolei do konfuzji i zaniku różnicy między szeregiem pojęć z definicji przeciwstawnych, np. między inwazją a wyzwoleniem, mężczyzną a kobietą, między uczniem a nauczycielem, sztuką a błazenadą, między nauką a ignorancją, czy, wreszcie, między materią a królestwem Bożym (Postępowcy i reakcjoniści, Kultura, Paryż 1975, nr 1-2). W tym chaosie pojęciowym, w swoistego rodzaju zanikowi przeciwstawnych pojęć, a przecież królestwo Boże nie powinno być utożsamiane z potrzebami materialnym, które wydają się przecież nie mieć końca i swojego wypełnienia, skądinąd ten kłopotliwy element połączenia „basileia – Cywilizacja Zachodu” może zadomowić się bez większych trudności, albowiem – z czego jeszcze nie wszyscy zdają sobie sprawę – dzisiejszy świat podlega totalitaryzmowi naukowemu, a nie jest on w żaden sposób przez nikogo kontrolowany, nawet przez naszą demokrację, z której tak jesteśmy dumni.

    Jeżeli ideał równości wszystkich ludzi potrafił się wykoleić w mistycyzmie klasy robotniczej (komunizm), jeżeli patriotyzm potrafił się wykoleić poprzez mistycyzm rasy (nazizm) – to taka sama kolej rzeczy czeka Cywilizację Informatyczną, gdy całkowicie i bezwolnie poddamy się totalitaryzmowi naukowemu. Nie można zapominać, że na konferencji w Wannsee, gdzie omawiano techniczne aspekty zagłady Żydów i związaną z tym zagadnieniem problematykę, magistra nie uświadczono – większość uczestników była doktorami lub profesorami.

    Wniosek, jaki należy z tego wysunąć – również w świetle współczesnych osiągnięć nauki – jest jednoznaczny i niepokojący: ludzie, którym się wydaje, że posiadają wiedzę większą niż ogół, mogą, by swoje naukowe idee wcielić w życie, zastosować najbardziej brutalne metody i nie licząc się oni wtedy z ideami szeroko pojętego humanizmu.

    Kiedy nasz „oxfordzki mistrz”, prof. Bryan Sykes (niezwykle ceniony), stwierdza, że „masowa rzeź (mężczyzn) jest raczej mało eleganckim rozwiązaniem” i że on raczej preferowałby wirus, który zapobiegłby rozprzestrzenianiu się chromosomu Y, a przecież wcale NIE JEST TO PRZYPADEK ODOSOBNIONY, MOŻNA ZNALEŹĆ JESZCZE BARDZIEJ DRASTYCZNE „NAUKOWE POMYSŁY”, to ten „totalitaryzm naukowy” – wcale nie przypomina królestwa Bożego, o którym tak często mówił Nazarejczyk (B. Sykes, Przekleństwo Adama: przyszłość bez mężczyzn, przeł. Zofia Łomnicka, Warszawa 2003, s. 236).

    Czy to droga do królestwa, czy to droga do piekła na ziemi?

  158. Wklejam link do materiału dotyczącego godzenia nauki i wiary w klimatach astronomicznych. Według mnie dość ciekawe.
    http://www.astronomianova.org/pdf/metlerxel.pdf
    Są też nawiązania do koncepcji wypracowanych przez ks. Hellera.

    Niestety książka, której fragmenty cytował ks.Profesor Hryniewicz (Język Boga.Kod życia) nie jest dostępna, przeszukałam wszelkie źródła i wszędzie znalazłam informację „produkt niedostępny”. Wielka szkoda.

  159. Przepraszam- jest nawiązanie do koncepcji ks. Hellera, napisałam nawiązania- może coś przeoczyłam ale chyba więcej niż jedno tam nie występuje.

  160. Z MYŚLĄ, CO DALEJ?

    P. Andrzeju,
    mocne, dosadne i niepokojące jest to końcowe pytanie w komentarzu z 1 lutego 2016 o 10:05. Podzielam je. I nie bardzo widzę sens wydłużania ponad miarę dyskusji nad połączeniem cywilizacji Zachodu z Królestwem Bożym. Ale być może inni uczestnicy/-czki myślą inaczej. Niczego bynajmniej swoim odczuciem nie narzucam.

    Zastanawiam się jednak jak ma wyglądać nasza przed-konferencyjna debata, mająca odbyć się przed zapowiadaną, jesienną konferencją w Turuniu: „DUSZA CZY MÓZG? CO CZYNI NAS LUDŹMI?”

    Czy są już jakieś rezultaty podjętych zabiegów i konkretne propozycje? Znaleźli Panowie – zwracam się do Dariusza i Andrzeja – chętnych, renomowanych naukowców do debaty, o których była mowa w informacji do III części tematu: „Czy Syn Człowieczy ?” (http://teologia.jezuici.pl/iii-czesc-debaty-czy-syn-czlowieczy-znajdzie-wiare-w-cywilizacji-informatycznej-informacja/ )
    Czy potrzeba jeszcze dużo więcej czasu na uzgodnienia?

  161. Z MYŚLĄ, CO DALEJ?

    P. Andrzeju,
    mocne, dosadne i niepokojące jest to końcowe pytanie w komentarzu z 1 lutego 2016 o 10:05. Podzielam je. I nie bardzo widzę sens wydłużania ponad miarę dyskusji nad połączeniem cywilizacji Zachodu z Królestwem Bożym. Ale być może inni uczestnicy/-czki myślą inaczej. Niczego bynajmniej swoim odczuciem nie narzucam.

    Zastanawiam się jednak jak ma wyglądać nasza przed-konferencyjna debata, mająca odbyć się przed zapowiadaną, jesienną konferencją w Turuniu: „DUSZA CZY MÓZG? CO CZYNI NAS LUDŹMI?”

    Czy są już jakieś rezultaty podjętych zabiegów i konkretne propozycje? Znaleźli Panowie – zwracam się do Dariusza i Andrzeja – chętnych, renomowanych naukowców do debaty, o których była mowa w informacji do III części tematu: „Czy Syn Człowieczy ?” (http://teologia.jezuici.pl/iii-czesc-debaty-czy-syn-czlowieczy-znajdzie-wiare-w-cywilizacji-informatycznej-informacja/ )
    Czy potrzeba jeszcze dużo więcej czasu na uzgodnienia?

  162. JUŻ WKRÓTCE

    Podzielam pogląd Księdza Profesora, tym bardziej że brakuje odpowiedzi Dariusza na kluczowe kwestie, które poruszyliśmy we wcześniejszych komentarzach.

    Z tego co wiem są pozytywne odpowiedzi, ale – jak na razie – nie otrzymałem informacji, czy w dyskusji weźmie udział prof. Włodzisław Duch. Wydaje się więc, że Dariusz ma z tym jakieś kłopoty. Gdyby przypadkiem nie udało się namówić profesora na dyskurs (byłaby to jednak nieoceniona strata), to odbędzie się on – prawdopodobnie – bez niego.

    Serdecznie pozdrawiam.

  163. Do Ksiedza Profesora Waclawa Hryniewicza:

    1. „nie łudźmy się. To przyjmowanie uciekinierów i emigrantów szukających bardziej ludzkiego życia, przyjmowanie ich w imię „kultury powitania” (niem.: Willkommenskultur) nie jest tak bardzo bezinteresowne jak się mogłoby wydawać, wynikające z czystej miłości bliźniego. To także, przynajmniej po znacznej części, zwyczajna kalkulacja. Zachód się wyludnia. Kryzys demograficzny. Potrzebna jest siła robocza, zastrzyk dla ekonomii i podtrzymania materialnego dobrobytu.”

    Ksieze Profesorze, oczywiscie, ze nie jest bezinteresowne. Jak pisalam wczesniej, bezinteresownosc w kontekscie ewolucji biologicznej, jest pojeciem raczej pustym.
    Psychologowie mowia, iz czynienie DOBRA NAM SIE OPLACA, gdyz przynosi wymierne efekty w postaci DOBRA odzwzajemnionego, lub naszej wewnetrznej satysfakcji.

    Kanclerz Niemiec chodzilo generalnie o napedzanie gospodarki kraju, przez sciagniecie sily roboczej, ale jednoczesnie wielu politykow podkresla tez inne , bardziej emocjonalne zwiazane z EMPATIA pobudki Angeli Merkel.
    Ponadto musimy uczciwie przyznac, ze juz samo traktowanie uchodzcow w krajach sekularnej Zachodniej Europy (vide: Szwecja), jest o wiele bardziej humanitarne, niz w krajach Europy wschodniej.
    Jest to przede wszystkim zasluga wiedzy kognitywistycznej i realnego wprowadzania jej w zycie. Celem zachodniej Europy jest tez niwelowanie roznic rasowych, oraz podzialow religijnych. W rezultacie jest zabieganiem o PRAWO do GODNEGO zycia kazdego czlowieka, bez wzgledu na pochodzenie, czy wyznawana religie.
    Jest rowniez realnym dowodem, iz DOBRO, wynikajace z wiedzy, przekladajacej sie na rozwoj cywilizacyjny zwycieza antagonizmy, nienawisc, zabobon, stereotypy, powodowane w duzej mierze religia czy nacjonalizmem narodowym.

    2.”Jakub Katz podkreśla, że mesjanizm, który zwraca się w kierunku doczesności, był czymś złym dla Żydów, że zapłacili oni za niego morzem krwi i rozczarowań (zob. J. Katz, Czy mesjanizm jest dobry dla Żydów?).”

    Owszem, to prawda. Ale tak sie zastanawiam w czym tkwi sedno tego problemu ?
    Czy nie przypadkiem w tym, iz rozwiazan naszych problemow wciaz szukamy nie W NAS SAMYCH, a poza nami ? Psychologia, o tym sporo mowi.
    Zydzi czekali na Mesjasza- ZBAWCE od doczesnych problemow i Jezus przyszedlszy pokazal im w sposob niezwykle prosty, jasny (bez potrzeby wiklania w to, uczonych w Pismie ) w czym naprawde tkwi problem ludzkosci. Tkwi on w nas samych, gdyz Krolestwo Boze ma POCZATEK w naszym wnetrzu . Mozemy sami stac sie zbawcami swiata, oczywiscie ukierunkowani przez doskonale prawo milosci / szacunku do blizniego.

    Rzecza oczywista jest, iz sa i beda liczne zagrozenia na tej drodze, ale postep naukowy ma spore szanse dac sobie z nimi mimo wszystko rade.

    Ps:
    Wydaje mi sie, iz problem zwiazany z trudnoscia wyjscia religii na przeciw sekularyzacji jest bardzo gleboko zakorzeniony w ludzkim postrzeganiu swiata z perspektywy WINY i KARY (dobra i zla).
    To wciaz kwestia ludzkich ograniczen wynikajacych z naszego zawezonego „ego”.
    Dlatego tez sekularna Europa Zachodnia, wychodzac poza te ograniczenia podaza w kierunku NAPRAWY czlowieka, porzucajac idee KARY. I jest to chyba dobry kierunek, gdyz dzieki niemu ma szanse uskutecznic sie marzenie ludzkosci o DOSKONALYM CZLOWIEKU (mit Adama i Ewy) .

  164. ZBAWCY ŚWIATA

    Grażyna stwierdza, że sami możemy stać się zbawcami świata. Ciekawe, czy sama w to wierzy, albo czy posiada może jakąś naukową argumentację, by wesprzeć tę kontrowersyjną wiarę w człowieka? Historyczna odpowiedź jest zupełni inna, odpowiedź chrystologii też. Nie wierzę, że człowiek zbawi świat; gdyby tak miało być, to Bóg byłby już zupełnie niepotrzebny, należałoby pozbyć się tego „balastu” i za przykładem Buddy poszukać zbawienia w samym sobie.

  165. Andrzeju nie popadajmy w histerie, prof.B.Sykes jak i prof.M.Konner daja przede wszystkim do zrozumienia, ze meski chromosom Y bez wzgledu na sztuczna ingerencje jest na wymarciu.

  166. Ps. do Andrzeja :

    Z punktu widzenia religii mozna by to uznac za kare, czyli za to Adamowe przeklenstwo, z punktu widzenia NAUKI , moze mozna by ten proces odwrocic, naprawiajac, „grzesznego Adama”. (?)

    Nie wiem, ale widzac realne skutki owego „przeklenstwa”, rzeczywiscie trudno wierzyc w samouzdrowienie.

  167. Pani Grażyno,
    ma Pani rację: „Mozemy sami stac sie zbawcami swiata”, ale według ideologii New Age’u, a nie chrześcijaństwa. P. Andrzej wspomniał ponadto o buddyzmie.

  168. RECEPTA NA UZASADNIENIE HIPOTEZY: „ZACHÓD U BRAM KRÓLESTWA”

    P. Dariuszu,
    wydaje mi się, że chyba (podkreślam słowo: chyba!) Pan zbył nas kilkoma ogólnikami:

    – o postępie cywilizacyjnym „połączonym z Jezusową ideą Królestwa”;
    – o „skutecznej teologii…masowo nauczanej wypróbowanej w praktyce duszpasterskiej”; teologii opartej o „nową metodę teologiczną”, inspirowaną przez Jesus Quest (i akademickie badania nad wczesnym chrześcijaństwem) oraz współczesną wiedzę naukową;
    – o niezbyt zrozumiałych ostrzeżeniach Taubesa i Katza na temat żydowskiego mesjanizmu, którego Pan też by się obawiał;
    – o żydowskich „nurtach apokaliptycznych”, które zawierały ideę „nawrócenia narodów pogan u kresu czasów”. Od siebie dodaję: w rzeczywistości posyłały one większość ludzi do niegasnącej wiecznie Gehenny, o czym długo dyskutowaliśmy w Kleofasie, m.in. w oparciu o Księgę Henocha i IV Księgę Ezdrasza.
    – o rzymskim, „realnym katolicyzmie”, smutnym, zgorzkniałym, łatwym do wykorzystania przez współczesnych cesarzy, pozbawionym nadziei…

    Na darmo trudził się zatem Sobór Watykański II, wyjaśniał, proponował, chciał dzielić „radości i nadzieje, smutki i trwogi ludzi współczesnych…”

    Pan zdaje się mieć lepszą receptę na przybliżenie Królestwa głoszonego przez Jezusa…w cywilizacji Zachodu.

    Piszę te słowa bez uszczypliwości. Szczerość zobowiązuje, tak jak „noblesse oblige”. Czyżby nasz dialog był to po trosze „dialogiem głuchych”?

  169. SAMO-UZDROWIENIE

    Grażynko (w odpowiedzi na kom. 1 lutego 2016 o 15:44), czy zbawienie i uzdrowienie z Adamowego przekleństwa przyniesie nam właśnie nauka?

    Nawet jeżeli pomysł rzezi mężczyzn trzeba odrzucić, gdyż nie jest to „eleganckie rozwiązanie” – jak przekonuje nas prof. B. Sykes (nie wiemy jednak, i trudno to sobie wyobrazić, jak dla profesora wyglądają nieeleganckie rozwiązania) – i pozostać przy „żmudnej pracy” wirusa; nawet jeżeli przyjdzie się nam zgodzić z Nauką, z Johnem Holdrenem, profesorem ekologii, harvardzkim mistrzem, który chce wprowadzić w skali światowej „globalny reżim”, by obniżyć gwałtowny przyrost naturalny za pomocą PRZYMUSOWYCH ABORCJI i trutek lekopodobnych dodawanych do wody w celu masowej sterylizacji osób nieprzystosowanych, którzy przyczyniają się do degeneracji społeczeństwa i są, jak określa raport, niepożądani (undesirables), są „odpadami Cywilizacji Zachodu” (zob. John Holdren, Obama’s Science Czar, says: Forced abortions and mass sterilization needed to save the planet); nawet jeżeli wszystko to ma naukowe uzasadnienie w pracy amerykańskiego profesora, biologa, demografa i pedagoga, stanfordzkiego mistrza, Paula Ralpha Ehrlicha (The Population Bomb, 1995), gdzie po raz pierwszy pojawiły się te „ozdrowieńcze” i „zbawcze” metody – to i tak Nauka nie zbawi świata.

    W chrześcijańskiej koncepcji zbawienia nie ma odpadów cywilizacji, a już na pewno nimi nie są nieprzystosowani, „oczko w głowie” Jezusa historycznego i, niech mi będzie wolno powiedzieć, Jezusa paschalnego.

  170. PROBLEM TECHNICZNY?

    Zniknął mój ostatni, długi komentarz, na ks. zresztą prof. Hryniewicz odpowiada 1 LUTEGO 2016 O 18:45. Tam właśnie odpowiadałem na „kluczowe kwestie”, czego z kolei domaga się Andrzej.

  171. DEBATA O KOGNITYWISTYCE I NEURONAUKACH

    W ramach koncepcji „przeddebaty” do międzynarodowej konferencji Toruńskiej, co jest pomysłem prof. Ducha i daje moim zdaniem największe szanse na jego udział – zwróciłem się przede wszystkim do organizatora debaty, ks. prof. Piotra Roszaka, aby najpierw taką oficjalną drogą zaproponować współpracę polskich uczestników konferencji Toruńskiej i dyskutantów z Kleofasa. (To ks. prof. Roszak, a nie prof. Vetulani jest organizatorem – podałem poprzednio na Kleofasie omyłkową informację, za co przepraszam). Opowiedziałem o pierwszej i drugiej części naszych dyskucji o cywilizacji informatycznej i możliwych zaletach potencjalnej „przeddebaty”. Nie mam na razie odpowiedzi. Próbuję się skontaktować przez główny email Teologii UMK, gdzie zapewne jest jakaś selekcja korespondencji i moja propozycja musi „swoje odleżeć”. Jeśli ktoś z Państwa dysponuje bardziej bezpośrednim kontaktem z samym ks. prof. Roszakiem i mógłby przekazać nasze zaproszenie, być może to pomogłoby w szybszym nawiązaniu rozmów.

    P. S.
    Co Państwo sugerują w związku z „zaginionym postem”, przedstawiającym moją linię obrony idei „wrót Królestwa w cywilizacji Zachodu”. Nie mam nic przeciwko merytorycznym zarzutom ks. prof. Hryniewicza, które mogą wskazywać na
    faktyczne słabości mojej koncepcji, której nie uważam ani za nieomylną, ani nawet za w pełni wypracowaną – po to tu właśnie jesteśmy, aby wspólnie porównywać, krytykować i próbować dogadać się na bardzo trudne, ale ważne tematy. Ale w tym celu muszę mieć możliwość zaprezentowania argumentów na rzecz mojego stanowiska…

  172. „Grażynko , czy zbawienie i uzdrowienie z Adamowego przekleństwa przyniesie nam właśnie nauka?”

    Andrzejku,

    jedyna alternatywa dla NAUKI , czyli wiary w CZLOWIEKA, jest wiara w CUD 🙂

  173. ZNALAZŁEM MÓJ KOMENTARZ

    Mój błąd jednak…. Pisałem komentarz w nocy i przez przeoczenie puściłem go pod innym tekstem. Powtarzam zatem tutaj. Potem ustosunkuję się do krytyki ks. prof. Hryniewicza.

    NADZIEJA

    Andrzej, pesymistycznie o teologii:

    „wszystkie dane interpretujemy w zgodzie z oficjalną doktryna Kościoła, a jeśli te dane im przeczą to interpretację bierzemy z sufitu i twierdzimy, że nadal jest OK. Unikamy refleksji i każdy temat podejmujemy powierzchownie. Gdy napotykamy intelektualny opór – zaliczamy go do obozu wrogiego Kościołowi i nie ustępujemy ani kroku. W zanadrzu mamy Kongregację… ”

    Anna, także pesymistycznie:

    „Szanse na dialog są mizerne. Tak zawsze myślałam. Czyli nasz Kleofas to jakiś wyjątek chyba. Jeśli Matka Teresa mówi: Nie wierzę, to papież jej nie wierzy po prostu i nadal ma być świętą”

    Chciałbym w związku z tym przypomnieć, że ja już wcześniej także o tym problemie pisałem:

    „w kontekście ortodoksyjnej, instytucjonalnej wykładni tego, czym jest rzymski katolicyzm – pole manewru może być zbyt małe, bo wielu dawnych opcji w ogóle dziś nie dostrzegamy i nie ma za bardzo czego porównywać z rozpędzonymi naukami świeckimi. Bardziej śmiałe koncepcje będą bowiem budziły obawy jako pozachrześcijańskie „herezje” i taka teologia nigdy nie będzie skuteczna. (Za skuteczną teologię uważam taką, której rozwiązania nie tylko będą publikowane, ale także masowo nauczane i wypróbowywane w praktyce duszpasterskiej)”

    W związku z tym właśnie problemem proponowałem nową metodę teologiczną:

    „może warto szukać syntez inspiracji teologicznych płynących z Jesus Quest (i w ogóle akademickich badań nad wczesnym chrześcijaństwem) z inspiracjami ze współczesnej wiedzy naukowej (…) Mielibyśmy bowiem dwa nawzajem wzmacniające się autorytety: chrześcijaństwa sprzed Ojców Kościoła i nauki nowożytnej. Teologia potrzebująca większej przestrzeni, mogłaby tutaj (być może) przekonać wreszcie tradycjonalistów, dominujących w Kościele”

    Moja propozycja „Zachodu u bram Królestwa” (wielokrotnie tutaj mylona z propozycją Zachód = Królestwo) jest próbą realizacji tej strategii: syntezy autorytetów, aby przebić Andrzejową „granitową ścianę”. Wziąłem dane o postępie cywilizacyjnym Pinkera (nauka) i spróbowałem je połączyć z Jezusową ideą Królestwa (chrześcijaństwo).

    Po przeczytaniu dyskusji widzę, że Państwo zasadniczo nie kwestionują obserwacji, że świat Zachodu ma swoją wartość, nie tylko materialną. Przykład pomocy „świeckich” Państw dla arabskich emigrantów jest szczególnie mocno dyskutowany: zwłaszcza zastanawia on na tle apelu Papieża, który katolicy w praktyce – masowo odrzucają (o deklaracjach biskupów wiem, ale mówię o praktyce). W tej sytuacji nie rozumiem obaw ks. prof. Hryniewicza, kilkakrotnie już powtarzanych:

    „Jeżeli idea mesjańska w żydowskiej tradycji nie zostanie uwewnętrzniona, może zamienić ‘krainę zbawienia’ w płonącą apokalipsę”

    Mesjanizm żydowski w czasach Jezusa – jakiego i ja bym się obawiał – był przecież spojeniem narodu, państwa i religii w jedno. A tymczasem nurty apokaliptyczne zawierały ideę „nawrócenia narodów pogan u kresu czasów”, które kryterium narodowościowe zniosły. Mówił o tym Jakub na Soborze Jerozolimskim. Z kolei Jezusowe „cesarzowi co cesarskie” odsunęło chrześcijaństwo od państwa. Być może współczesny Zachód jest pierwszą skuteczną kontynuacją tego podwójnego oczyszczenia religii – uwolnienia jej od związku z państwem, a także z narodem? „Płonącej apokalipsy” obawiałbym się raczej ze strony religii, którym takiego oczyszczenia brakuje.

    Pozostaje jednak pytanie Tomka:

    „Dlaczego koniecznie trzeba dokonać tego wyniesienia jej (cywilizacji Zachodu – DK) zasług w taki sposób, że to tu, na Zachodzie powstaje upragnione i obiecane Królestwo?”

    Odpowiem: nie wiem, czy jest to „konieczne”, przedstawiłem tylko pewną propozycję, o jakiej rozmawiamy. Moim zdaniem dobra materialne i moralne, obecne w państwach Zachodu wzięły się w ogromnej mierze z chrześcijaństwa: nawet duch krytyczny nauki nowożytnej może być kontynuacją krytyki społecznej żydowskich apokaliptyków, w tym także Jezusa. Jeśli jednak NIE uznamy tych „dóbr Zachodu” za jakąś wstępną realizację Królestwa Jezusa to odbieramy je chrześcijaństwu. Efektem tego będzie, a nawet już jest „realny katolicyzm” – smutny, zgorzkniały, łatwy do wykorzystania przez współczesnych cesarzy. Katolicyzm pozbawiony nadziei, której nie ma co podsycać.

    Dla takiego katolicyzmu Unia Europejska nie pomaga emigrantom, tylko „popełnia samobójstwo”. Owsiak nie pomaga ludziom, tylko urządza „charytatywny cyrk” itd, itp.

  174. ODRZUCONE DOBRO ZACHODU

    Księże Profesorze,

    stawia mi Ksiądz zarzut „dialogu głuchych” w odniesieniu do mojego postu (obecnie z 2 LUTEGO 2016 O 00:33), który przecież zacząłem nie od własnego stanowiska, ale od zestawienia obserwacji Andrzeja i Anny z moimi. Dotyczyło to poważnych przeszkód na drodze rozwoju teologii. Czy taka próba powiązania moich obserwacji z obserwacjami innych świadczy o niechęci do dialogu? Jako odpowiedź na trudności teologii wprowadziłem potem analizę pod kątem autorytetu w Kościele – i pewną propozycję rozwiązania („nową metodę teologiczną”), opisaną pod tym samym kątem.

    Także ideę „Zachodu u wrót Królestwa”, czyli próbę zastosowania „nowej metody” w praktyce, uważam za odpowiedź na zjawiska, zaobserwowane nie tylko przeze mnie samego, ale także przez innych uczestników dyskusji. Podaję odpowiednie cytaty:

    Grażyna napisała:

    „swiat wraz z rozwojem cywilizacyjnym, ktory przeklada sie na DOBROBYT materialny obecnie jest lagodniejszy, obserwuje sie mniej przemocy, mniej konfliktow . Konfliktami (przemoca) generalnie targane sa wciaz kraje gdzie panuje islam i zacofana gospodarczo, biedna Afryka. Czyzby wiec, wiedza i dobrobyt, a nawet sekularyzacja przekladaly sie na POKOJ?”

    Andrzej napisał:

    „odkąd Zachód odszedł od kierowania się w polityce, etyce oraz gospodarce wskazówkami Kościołów różnych odłamów chrześcijaństwa, zapanował wreszcie pokój i dobrobyt,”

    A teraz moje stanowisko: „Zachód odszedł od kierowania się w polityce, etyce oraz gospodarce wskazówkami Kościołów”, ale przywódcy duchowni tych Kościołów i oficjalni teolodzy INTERPRETUJĄ ten postęp jako odejście od chrześcijaństwa (kiedyś jako „modernizm”, teraz jako „cywilizację śmierci”). I to dlatego – chociaż świat Zachodu stał się „lagodniejszy, obserwuje sie mniej przemocy, mniej konfliktow” (Grażyna), chociaż „zapanował wreszcie pokój i dobrobyt” (Andrzej) – nikomu z chrześcijan do głowy nie przychodzi, aby tę realną, dramatyczną poprawę ludzkiej doli – kojarzyć z wielkim Jezusowym proroctwem naprawy doli ludzkiej (Królestwem). Mamy paradoksalną sytuację, kiedy etyka zapewne wywodząca się z chrześcijaństwa daje wspaniałe owoce – a jednocześnie oficjalna nauka Kościoła jak może stara się te owoce pomniejszać, bo jak może być coś pozytywnego w „odejściu od chrześcijaństwa”?

    I znów: nie jest to bynajmniej tylko moja intuicja. Przypomnę bardzo ciekawą refleksję Tomka:

    „Jest coś w tym, że bogactwo kraju pomaga czasem rządowi w przyjęciu bardziej cywilizowanego stanowiska. Ale czy jest na to reguła? W jednej z ostatnich Gazet Wyborczych przedrukowano wywiad z George Sorosem, który wymienił tylko jednego polityka z Europy, który ma otwartą postawę w stosunku do imigrantów – Angelę Merkel. To, że to jest akurat ona, może wynikać tylko częściowo z tego, że jest szefem rządu bogatego kraju. Równie ważne może być to, że jest córką pastora”

    Czyli: źródłem etyki Angeli Merkel prawdopodobnie jest chrześcijaństwo, mimo, że współczesne Niemcy należą oczywiście do państw, które „odeszły od kierowania się w polityce, etyce oraz gospodarce wskazówkami Kościołów”. Ten przykład dobrze ilustruje, że nie sugeruję Państwu reinterpretacji Królestwa w stylu New Age (?) ani buddyzmu (?), ani humanizmu(?) Sugeruję, że myśl chrześcijańska zamiast szukać sobie miejsca POZA bogactwem, nauką, techniką, postępem, demokracją, prawami człowieka, pokojem i dobrobytem Zachodu – mogłaby prawdopodobnie wiele tych dobrych owoców cywilizacji spróbować TEOLOGICZNIE opisać jako owoce misji Jezusa. (Nie widzę tu także powodu do obaw o ateizm czy humanizm, bo przecież Jezus w chrześcijaństwie nie tylko jest postacią najważniejszą, ale właśnie on jest drogą i gwarancją kontaktu wiernych z Nadprzyrodzonym. Bliskość Królestwa, o ile okazałaby się powiązana z Jezusem, to nadal „interwencja Boga”).

    Czy Sobór Watykański II coś poradził na to „odrzucenie dobra Zachodu”? w Kościele – o tym napiszę w następnym poście.

  175. Bardzo ciekawe spostrzeżenia co do smutnego katolicyzmu stojącego w opozycji do zasad demokracji. Wystarczy przykład z Polski, zresztą całkiem świeży. Kościół nie reagował kiedy łamano zasady państwa demokratycznego w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Z tych kilku wypowiedzi przestawicieli Kościoła, które zgromadził Stanisław Obirek, o których była mowa na jego blogu i w tekście drukowanym z Gazety Wyborczej, który polecał ks. Wacław – wyłaniał się obraz ludzi niechętnych demokracji. Przecież całkiem niedawno krytykowano protesty KOD’u. Nie jest to tylko wyraz sympatii w stosunku do ludzi, którzy rządzą, ale jak pokazywał SO, jest to jakiś wyraz ogólnej niechęci Kościoła w stosunku do demokracji.

    Rzeczywiście Darku, ja przepraszam, ze swojej strony, że zareagowałem trochę tak jakbym bronił zamku, nie czekając na resztę twojej wypowiedzi i zarys pomysłu Zachód=u bram Królestwa. Czekam na więcej.

    Jak jednak opisać teologicznie bogactwo Zachodu i zasady demokratyczne jako owoce misji Jezusa? Weźmy na przykład bogactwo krajów Zachodu. Właściwie na świecie jest to precedens i niewielka grupa ludzi uczestniczy w bogactwie. Bogaty Zachód korzysta z usług biedniejszego południa. Dzieje się tak w skali mikro i makro. W skali makro Zachód korzysta z dóbr wytwarzanych przez ludzi pracujących w Chinach, w skali mikro dzieją się tu na Zachodzie rzeczy właściwie podobne. Imigranci ze wschodu wykonują pracę na Zachodzie, kraje biedniejsze zależne są od pożyczek krajów Zachodu. Niech przykładem będzie Grecja i Niemcy. Jak teologicznie opisać bogactwo Zachodu jako owoc misji Jezusa kiedy jest ono uzależnione od usług biednego południa?

  176. O MOTYWACH ŻYCIA I NADZIEI – DEMOKRACJA ZASŁUGUJE NA POCHWAŁĘ.
    BĄDŹMY UCZCIWI!

    Tak, to prawda, Tomku, że obraz katolicyzmu w Polsce nie skłania do radości. Jest to rzeczywiście obraz smutny. Od lat walczę z tym „smutnym katolicyzmem”, w jego rodzimym wydaniu. Masz rację, przypominając wypowiedzi przedstawicieli polskiej hierarchii, wyraźnie popierającej teraz PIS. Ale NIE WOLNO WYCIĄGAĆ WNIOSKU ŻE, „JEST TO JAKIŚ WYRAZ OGÓLNEJ NIECHĘCI KOŚCIOŁA W STOSUNKU DO DEMOKRACJI”.

    Być może są tego przejawy w różnych krajach, ale świadczy to, że nauka Soboru Watykańskiego II wciąż ponosi porażkę – po prostu z nieznajomości jego najważniejszych nawet dokumentów, z ignorancji, albo nawet ze świadomego oporu i agitacji niektórych środowisk.

    Czego uczy Sobór w konstytucji pastoralnej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”? A tego właśnie , że DEMOKRACJA ZASŁUGUJE NA POCHWAŁĘ. Cały pokaźny numer/paragraf 31 nosi tytuł: „Odpowiedzialność i uczestnictwo (De responsabilitate et participatione)”.
    Przytoczę kilka zdań (wyróżnienia moje) z rozdziału II, pt. „Wspólnota ludzka”.

    „Lecz człowiek z trudem dochodzi do (…) poczucia odpowiedzialności, jeśli warunki życia nie pozwalają mu uświadomić sobie swojej własnej godności (…). Wolność zaś człowieka często znika tam, gdzie człowiek wpada w skrajną nędzę, podobnie jak traci ona na wartości tam, gdzie człowiek hołdując zbytnio łatwiźnie życiowej, zamyka się z złotej samotni (!). Przeciwnie, WOLNOŚĆ UMACNIA SIĘ, GDY CZŁOWIEK PRZYJMUJE NIEUNIKNIONE KONIECZNOŚCI ŻYCIA SPOŁECZNEGO, WIELORAKIE WYMAGANIA SOLIDARNOŚCI LUDZKIEJ I ZOBOWIĄZUJE SIĘ DO SŁUŻBY WSPÓLNOCIE LUDZKIEJ.
    Dlatego należy pobudzać wolę wszystkich do udziału we wspólnych przedsięwzięciach. Na POCHWAŁĘ zasługuje postępowanie tych narodów, w których jak największa część obywateli uczestniczy w sprawach publicznych w warunkach prawdziwej wolności. Należy jednak uwzględniać realne warunki każdego narodu i konieczność sprężystej władzy publicznej. Ażeby zaś wszyscy obywatele byli skłonni uczestniczyć w życiu różnych grup, z których składa się organizm społeczny, konieczne jest, by mogli w nich znaleźć wartości, które by ich pociągały i skłaniały do służenia drugim. Słusznie możemy sądzić, że PRZYSZŁY LOS LUDZKOŚCI LEŻY W RĘKU TYCH, KTÓRZY POTRAFIĄ PODAĆ NASTĘPNYM POKOLENIOM MOTYWY ŻYCIA I NADZIEI” (31).

    Czy trzeba jeszcze bardziej dobitnie wyrazić aprobatę dla demokracji?

    I jeszcze z rozdziału IV, „Życie wspólnoty politycznej”, z numeru 75: „Współpraca wszystkich w życiu publicznym/De omnium in vita publica cooperatione”.

    „W pełni odpowiadają naturze ludzkiej takie struktury prawno-polityczne, które by zawsze i coraz lepiej dawały WSZYSTKIM OBYWATELOM BEZ ŻADNEJ DYSKRYMINACJI skuteczną możliwość swobodnego i czynnego udziału w uchwalaniu zarówno podstaw prawnych wspólnoty politycznej, jak i w zarządzaniu państwem, w określaniu pola działań i celów różnych instytucji oraz w wyborze władz. Niech więc wszyscy obywatele pamiętają o swoim PRAWIE I OBOWIĄZKU BRANIA UDZIAŁU W WOLNYCH WYBORACH NA POŻYTEK DOBRA WSPÓLNEGO. KOŚCIÓŁ UZNAJE ZA GODNE POCHWAŁY I SZACUNKU PRACĘ TYCH, KTÓRZY DLA POSŁUGI LUDZIOM POŚWIĘCAJĄ SWOJE SIŁY DOBRU PAŃSTWA I PODEJMUJĄ SIĘ TEGO TRUDNEGO OBOWIĄZKU”.

    Resztę tego długiego paragrafu pozostawiam osobistej lekturze.

    ***
    Czekam na ocenę bodaj konstytucji „Gaudium et spes” Vaticanum II przez P. Dariusza. Nie tylko on chce dać, swoją koncepcją, współczesnym oraz „NASTĘPNYM POKOLENIOM MOTYWY ŻYCIA I NADZIEI”!

  177. POJEDNANIE

    Ale kwestia polega na tym Darku, że gdy uściśliłeś problem, tzn. stwierdziłeś, że współczesna cywilizacja Zachodu byłaby TYLKO „jakąś wstępną realizacją Królestwa Jezusa”, to można, a nawet trzeba, z taką wizją się (po/z)godzić, ponieważ jest już to inny zakres spekulacji teologicznych – nawet jeśli nadal są one w jakiś sposób abstrakcyjne, a są, to można je przecież zharmonizować poprzez przekształcenia, poprzez wytworzenie nowej terminologii i transponować na chrześcijańską wizję zbawienia dokonującego się w historii ludzkości. Akcent musi być jednak rozłożony współmiernie i w zgodzie z biblijną koncepcją: jeśli Jezus dokonał już tak wiele w niedoskonałym świecie (Cywilizacja Zachodu), to dokona jeszcze więcej w przyszłym, doskonałym (Królestwo Boże). Gdybyś przystał na coś takiego, to ja byłbym w stanie udzielić poparcia Twojej, nazwijmy to tak, koncepcji chrystologicznej.

    Jestem aż nazbyt świadomy tego, że moje komentarze zawierają fragmenty niejasne czy trudne do zrozumienia. Jednak nie zamierzam pisać książki, mogłem tylko rozprawić się z tymi krytykami, którzy wciąż strofują Kościół, a szerzej chrześcijaństwo, a nie widzą żadnych błędów Nauki, lecz wynika to wszystko (to nadmierne strofowanie) ze zbyt prostego zastosowania swoistych naukowych czy filozoficznych zasad do religijnych, teologicznych i społecznych problemów. W pełni uprzytamniam sobie, że nawet w tych sprawach należy uczynić więcej, szczególnie w kwestii Nauka a Religia, której rozwiązanie wymaga, moim skromnym zdaniem, zestawu nowych pojęć teologicznych, zerwania z tradycyjną terminologią, co, wedle mojej niedoskonałej wiedzy, nie udało się dotąd nikomu.

    Dlatego z nadzieją i dużą dozą sympatii obserwuje Twoje niesłabnące zainteresowanie oraz troskę o dobro chrześcijaństwa, które jest i, mam nadzieję, będzie częścią Cywilizacji Zachodu aż po jej kres, gdy zanurzy się ona w Ostatecznym Pojednaniu z jej Stwórcą – samym Jezusem z Nazaretu.

  178. REALIA

    Wczoraj przed 20.oo wyszedłem na spacer po osiedlu. Zbliża się naprzeciw para ludzi w średnim wieku. Półmrok. Kobieta rzuca mi prosto w twarz: „NIECH BĘDZIE PRZEKLĘTY SOBÓR WATYKAŃSKI II !” (Ale odpowiedni moment! Nasza dyskusja – przemknęło mi przez myśl). Odpowiedziałem krótko: „Niech Pani przeklina, nie po raz pierwszy zresztą…!” Nawet nie przystanęli. Wzgarda. Spaceruję tam i z powrotem dalej. Oboje poszli do sklepu. Wracają. Mijamy się pod światłem latarni. Mówię: „O, teraz dopiero widzę Pani twarz”. Znowu reakcja pogardy: „Sobór…, góra kłamstw, góry…!” – „Dobrze, że Pani trwa tylko w prawdzie”, odparłem. Nie przystanęli. Widocznie mnie znają. Dobrze jest wyładować swoją frustrację na soborowym „klesze”. Indoktrynacja pewnych środowisk robie swoje.

  179. Panie Andrzeju,
    w świele tak zinterpretowanej, uściślonej przez Pana koncepcji Dariusza (do przyjęcia) proszę uważnie przeczytać choćby to, co napisałem w poscie z 1 LUTEGO 2016 O 04:44 – o mądrości nauczania Soboru Watykańskiego II.

  180. I warto jeszcze przeczytać w konstytucji „Gaudium et spes” to wszystko, co Sobór mówi o ralacji między wiarą a zdobyczami nauk świeckich (np. numery 5, 36, 44, 54, 57, 59, 62).

  181. Pisze ks. Wacław przypominając ustalenia Soboru Watykańskiego II: „W pełni odpowiadają naturze ludzkiej takie struktury prawno-polityczne, które by zawsze i coraz lepiej dawały WSZYSTKIM OBYWATELOM BEZ ŻADNEJ DYSKRYMINACJI skuteczną możliwość swobodnego i czynnego udziału w uchwalaniu zarówno podstaw prawnych wspólnoty politycznej, jak i w zarządzaniu państwem, w określaniu pola działań i celów różnych instytucji oraz w wyborze władz. (…)”

    Tak by się przydało, żeby obecna władza czytała ustalenia SWII i obecni hierarchowie również. Przecież mamy przykład odchodzenia od tych ustaleń. Wystarczy wspomnieć całą sprawę paraliżowania prac Trybunału Konstytucyjnego. Stał się w pewnym momencie niewygodny. Pomijam, że obecni rządzący tłumaczą, że jest niewygodny, ponieważ poprzednia władza wybrała kilku sędziów niezgodnie z zasadami i odebrała tą możliwość obecnej władzy. Wiemy jak to wyglądało. Kto od kogo odbierał później ślubowanie, i kto nie drukował wyroków TK. Teraz, do tego dochodzi jeszcze ustawa, która paraliżuje pracę TK przez wymuszanie procedowania nad sprawami w zależności od momentu napływu wniosków. Nie trzeba o tym dużo pisać. Efekt jest taki: Trybunał Konstytucyjny, który powinien bronić obywateli przed dyskryminacją i nierównym traktowaniem tego nie zrobi. Przykładem niech będzie ostatnia ustawa o służbie cywilnej. Ustawa już weszła w życie. W normalnej sytuacji, w państwie, które posiada struktury prawno-polityczne, które w pełni odpowiadają naturze ludzkiej takie, czyli takie, które by zawsze i coraz lepiej dawały wszystkim obywatelom bez żadnej dyskryminacji skuteczną możliwość swobodnego i czynnego udziału w uchwalaniu zarówno podstaw prawnych wspólnoty politycznej, jak i w zarządzaniu państwem, w określaniu pola działań i celów różnych instytucji oraz w wyborze władz – w takim państwie działałby TK i chronił ludzi orzekając, że ustawa jest niezgodna z Konstytucją – przynajmniej niektóre jej zapisy. TK nie zadziała. Przeciw temu protestują Kodowcy. I publicznie ucisza się ich ze strony Kościoła. A przecież to jest tylko przykład ustawy i przykład działania zasad demokratycznego państwa. Takich przykładów przyszłość może niestety przynieść więcej. Co zrobić, żeby nie skończyło się tylko powtarzane co jakiś czas stwierdzenie, że Kościół w Polsce odszedł od nauczania SWII albo nie stosuje się do niego, bo jeszcze do niego nie dorósł? Co zrobić rzeczy rzeczywiście a nie tylko wirtualnie wspierał demokracje? Przykro mi to powiedzieć, ale ten w Polsce na razie demokracji nie lubi. Niestety widać to bardzo wyraźnie.

  182. POMOC I POWRÓT DO PRAC NAD ODBUDOWĄ OJCZYZNY: ROZSĄDEK EUROPY A SPRAWA IMIGRANTÓW

    „Oczekujemy, że gdy w Syrii zapanuje pokój, a w Iraku pokonane zostanie ISIS (Państwo Islamskie), powrócicie z wiedzą nabytą u nas do waszej ojczyzny” – takie słowa padły z ust kanclerz Niemiec, jak donoszą serwisy informacyjne.

    Jest to – moim zdaniem – najlepsze rozwiązanie tej kwestii: pomoc, ale bez obawy utraty naszej europejskiej tożsamości. Imigranci otrzymają od chrześcijańskiej Europy dach nad głową i pożywienie, będą mogli przyglądnąć się, jak można dobrze i godnie żyć, by następnie wcielać te ideały w Syrii.

    Jeśli odrzucimy – niczym zły sen – apele „intelektualnych mazgajów” oraz „lewackich pięknoduchów”, to jest to najlepsze rozwiązanie i dla Europy, i dla Syrii, oraz dla samych imigrantów oderwanych od swojej macierzy.

  183. Właściwie to ciężko uwierzyć kogo ks. Wacław spotkał na spacerze. Niech się ksiądz nie przejmuje tymi spotkaniami. Tak się czasem zdarza, że ludzie wierzą mocno, że jakieś ustalenia są złe, pewnie nawet się z nimi nie zapoznając. Trudno. Sprawa ludzka!

  184. STEVEN PINKER

    Darek odsyła bardzo często do prac Stevena Pinkera, wybitnego neurokognitywisty żydowskiego pochodzenia, harvardzkiego mistrza, guru współczesnej psychologii i nauki o języku oraz posiadacza kilku doktoratów honoris causa i niezliczonej liczby tytułów «Myśliciela Roku» – wszystkich możliwych liczących się magazynów od „Timesa” po „Foreign Policy”.

    Podał on bardzo trafnej ocenie współczesną cywilizację, która wydaje się być smagana samymi plagami, wręcz apokaliptycznymi, a jest ostoją pokoju, dobrobytu i stabilizacji.

    Wiele rzeczy widzimy jednak w krzywym zwierciadle krzykliwych informacji.

    Warto czytać i nie zamykać się na inne perspektywy, także naukowe (zob. Witaj w krainie łagodności, 09.05.2012 13:57; The Better Angels of our Nature, 2011).

    Darku – podziękował.

  185. SWIAT BEZ MEZCZYZN albo ZAGLADA CALEGO GATUNKU LUDZKIEGO (!)

    Andrzeju, taki wlasnie mamy obecnie WYBOR i dlatego nauka bardzo powaznie problemem tym sie zajmuje, CHODZI PRZCIEZ O CALA LUDZKOSC, i musimy w tym wypadku jako odpowiedzialni, myslec perspektywicznie .
    Do oceny prof. B. Sykesa i ogolnie do nauki podeszles wiec zbyt emocjonalnie i po prostu nieuczciwie.

    „W książce „Przekleństwo Adama. Przyszłość bez mężczyzn” znajdziemy argumenty przemawiające za tym, że w ciągu 125 tysięcy lat mężczyźni znikną z powierzchni Ziemi, co tym samym stanowi zagrożenie dla całego gatunku ludzkiego. Chromosom Y, narażony na ciągłe mutacje, staje się coraz SLABSZY i coraz bardziej UPOSLEDZONY. Z biegiem lat mutacje zmienią go do tego stopnia, że w końcu zostanie WYELIMINOWANY z ludzkiego garnituru chromosomów. Sykes jednak podaje kilka możliwości, które mogą zapobiec zagładzie ludzkości. Jednak żadna z nich nie przewiduje w swoich zamierzeniach zachowania obecności mężczyzn na naszej planecie.”

  186. BRYAN SYKES

    Przepisuję z obwoluty:

    Bryan Sykes – światowej sławy genetyk, specjalizujący się w genetyce człowieka, profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego, autor wielu książek popularnonaukowych(m.in. wydanej w Polsce Siedem matek Europy, 2002), a także setek artykułów, rozpraw i wykładów publikowanych na łamach prestiżowych czasopism naukowych. Uczestnik najbardziej spektakularnych eksperymentów, takich jak m.in. bezprecedensowa, zakończona sukcesem próba izolacji i analizy DNA ze szczątków ludzkich sprzed 5 tysięcy lat czy badania osób podających się za członków carskiego rodu Romanowów. Właściciel firmy zajmującej się odtwarzaniem genealogii rodzin w oparciu o informacje „zapisane” w materiale genetycznym.

    A teraz kluczowe fragmenty końcowych konkluzji oksfordzkiego mistrza, dla którego kwasy nukleinowe nabrały własności metafizycznych, a ich odtwarzanie stało się misterium w samym sobie:

    «Wiele osób byłoby szczęśliwych, gdyby mężczyźni wymarli. Jedną z nich była Valeria Solonas, kobieta, która postrzeliła Andy’ego Warhola w 1968 roku. Rok wcześniej opublikowała manifest SCUM, który rozpoczyna się tak:

    Życie w tym społeczeństwie to totalna nuda, ona nie ma kobietom nic do zaoferowania. Świadomym i odpowiedzialnym kobietom pozostaje tylko obalić rząd, wyeliminować pieniądz, zaprowadzić całkowitą automatyzację i zniszczyć płeć męską.

    Pełna nazwa tytułu jej dzieła – Towarzystwo na rzecz Wybicia Mężczyzn (Society for Cutting Up Men) nie pozostawia złudzeń co do preferowanej przez pannę Solonas metody rozwiązania problemów świata, lecz jeżeli pozostałe elementy pozostaną niezmienne, śmierć mężczyzn pociągnęłaby za sobą także zagładę kobiet. Niszcząc płeć męską, pozbyto by się mężczyzn, ale byłoby to zwycięstwo krótkotrwałe» (s. 231).

    (Teraz profesor przystępuje do omówienia współczesnych metod genetycznych, które mogłyby zapewnić replikację bez udziału męskiego nasienia – s. 231-235).

    «Rzeczywiście, gdyby całkowite wymarcie mężczyzn było celowe i świadomie przeprowadzone, czy to metodą pokrewną bezpośrednim działaniom postulowanym przez Valerie Solonas, czy też bardziej przebiegłymi środkami, to safońska metoda rozrodu musiałaby się pojawić, jeszcze zanim pozbyto by się mężczyzn. Wyjście postulowane przez Solonas – masowa rzeź – jest raczej mało eleganckie, zwłaszcza że zastanawiając się nad alternatywnymi możliwościami, usłyszałem o trudnym do zaakceptowania schemacie obmyślonym przez belgijskiego biologa i dziennikarza Dirka Draulansa. (…). Metodą inżynierii genetycznej stworzenie zjadliwego wirusa w celu zablokowania chromosomu Y, co zresztą nie byłoby trudne do zrobienia. Jednak nie to jest najlepsze. Nie byłoby dobrze zarażać wszystkich mężczyzn tą samą chorobą wirusową; ktoś mógłby się połapać i podjąć kroki w celu powstrzymania epidemii. (….) Zatem panowie, bądźcie ostrożni: plan waszej bliskiej eksterminacji został właśnie stworzony, nawet jeśli na kartach powieści.

    Zostawię was, byście pomyśleli o świecie bez mężczyzn, jednak jest jeden natychmiastowy zysk z ich wymarcia. Przekleństwo Adama ostatecznie przestanie działać. Selekcja płciowa znika z bardzo prostego powodu – nie istnieją już dwie płcie. Plemnik nie walczy już z plemnikiem o dostęp do komórki jajowej. W ogóle nie ma plemników, które mogłyby toczyć tę bitwę, nie ma chromosomu Y, podporządkowującego sobie kobiecość. Destrukcyjna spirala żądzy i ambicji napędzana selekcją płciową znika, choroba tocząca naszą piękną planetę zostaje uśmierzona. Ziemia już nie drży od trzasku zderzających się w walce samczych poroży, nie słychać pogłosu tych ponurych konfliktów. Wielki eksperyment seksualny dobiegł końca. Mitochondria triumfują, a Gaja może znowu zasnąć spokojnie» (wszystkie wyróżnienia moje; s. 235-236).

    B. Sykes, Przekleństwo Adama: przyszłość bez mężczyzn.

  187. BRYAN SYKES

    Przepisuję z obwoluty:

    Bryan Sykes – światowej sławy genetyk, specjalizujący się w genetyce człowieka, profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego, autor wielu książek popularnonaukowych(m.in. wydanej w Polsce Siedem matek Europy, 2002), a także setek artykułów, rozpraw i wykładów publikowanych na łamach prestiżowych czasopism naukowych. Uczestnik najbardziej spektakularnych eksperymentów, takich jak m.in. bezprecedensowa, zakończona sukcesem próba izolacji i analizy DNA ze szczątków ludzkich sprzed 5 tysięcy lat czy badania osób podających się za członków carskiego rodu Romanowów. Właściciel firmy zajmującej się odtwarzaniem genealogii rodzin w oparciu o informacje „zapisane” w materiale genetycznym.

    A teraz kluczowe fragmenty końcowych konkluzji oksfordzkiego mistrza, dla którego kwasy nukleinowe nabrały własności metafizycznych, a ich odtwarzanie stało się misterium w samym sobie:

    «Wiele osób byłoby szczęśliwych, gdyby mężczyźni wymarli. Jedną z nich była Valeria Solonas, kobieta, która postrzeliła Andy’ego Warhola w 1968 roku. Rok wcześniej opublikowała manifest SCUM, który rozpoczyna się tak:
    Życie w tym społeczeństwie to totalna nuda, ona nie ma kobietom nic do zaoferowania. Świadomym i odpowiedzialnym kobietom pozostaje tylko obalić rząd, wyeliminować pieniądz, zaprowadzić całkowitą automatyzację i zniszczyć płeć męską.

    Pełna nazwa tytułu jej dzieła – Towarzystwo na rzecz Wybicia Mężczyzn (Society for Cutting Up Men) nie pozostawia złudzeń co do preferowanej przez pannę Solonas metody rozwiązania problemów świata, lecz jeżeli pozostałe elementy pozostaną niezmienne, śmierć mężczyzn pociągnęłaby za sobą także zagładę kobiet. Niszcząc płeć męską, pozbyto by się mężczyzn, ale byłoby to zwycięstwo krótkotrwałe» (s. 231).

    (Teraz profesor przystępuje do omówienia współczesnych metod genetycznych, które mogłyby zapewnić replikację bez udziału męskiego nasienia – s. 231-235).

    «Rzeczywiście, gdyby całkowite wymarcie mężczyzn było celowe i świadomie przeprowadzone, czy to metodą pokrewną bezpośrednim działaniom postulowanym przez Valerie Solonas, czy też bardziej przebiegłymi środkami, to safońska metoda rozrodu musiałaby się pojawić, jeszcze zanim pozbyto by się mężczyzn. Wyjście postulowane przez Solonas – masowa rzeź – jest raczej mało eleganckie, zwłaszcza że zastanawiając się nad alternatywnymi możliwościami, usłyszałem o trudnym do zaakceptowania schemacie obmyślonym przez belgijskiego biologa i dziennikarza Dirka Draulansa. (…). Metodą inżynierii genetycznej stworzenie zjadliwego wirusa w celu zablokowania chromosomu Y, co zresztą nie byłoby trudne do zrobienia. Jednak nie to jest najlepsze. Nie byłoby dobrze zarażać wszystkich mężczyzn tą samą chorobą wirusową; ktoś mógłby się połapać i podjąć kroki w celu powstrzymania epidemii. (….) Zatem panowie, bądźcie ostrożni: plan waszej bliskiej eksterminacji został właśnie stworzony, nawet jeśli na kartach powieści.

    Zostawię was, byście pomyśleli o świecie bez mężczyzn, jednak jest jeden natychmiastowy zysk z ich wymarcia. Przekleństwo Adama ostatecznie przestanie działać. Selekcja płciowa znika z bardzo prostego powodu – nie istnieją już dwie płcie. Plemnik nie walczy już z plemnikiem o dostęp do komórki jajowej. W ogóle nie ma plemników, które mogłyby toczyć tę bitwę, nie ma chromosomu Y, podporządkowującego sobie kobiecość. Destrukcyjna spirala żądzy i ambicji napędzana selekcją płciową znika, choroba tocząca naszą piękną planetę zostaje uśmierzona. Ziemia już nie drży od trzasku zderzających się w walce samczych poroży, nie słychać pogłosu tych ponurych konfliktów. Wielki eksperyment seksualny dobiegł końca. Mitochondria triumfują, a Gaja może znowu zasnąć spokojnie» (wszystkie wyróżnienia moje; s. 235-236).

    B. Sykes, Przekleństwo Adama: przyszłość bez mężczyzn, przeł. Zofia Łomnicka, Warszawa 2007.

  188. REGENESIS…

    Cieszę się, że zdołałem nieco lepiej wyartykułować moje intuicje, a zwłaszcza cieszę się z Państwa bardziej pozytywnego ich odbioru. Czytam wskazane przez ks. prof. Hryniewicza fragmenty „Gaudium et spes”: douczam się o tym wysiłku otwarcia na świat, jaki miał miejsce na Soborze Watykańskim. Nie mogę jednak nie myśleć także o nocnym spotkaniu Księdza, o tych, co uważają Sobór za „górę kłamstw”….

    Jeszcze nie wiem, co napisać, postanowiłem dać sobie jeszcze dzień. W międzyczasie chciałbym zwrócić uwagę Państwa na kolejny przełom w ramach cywilizacji informatycznej (bioinformatyki), który tym razem także u mnie „ateisty naukolubnego” budzi mieszane uczucia:

    „Naukowcy wyłączą geny odpowiedzialne za rozwój zarodka”

  189. MIESZANE UCZUCIA?

    Czemu poświęcenie swoich dzieci na ołtarzu postępu budzi takie zadziwienie? Skoro już od dłuższego czasu – wraz z Księdzem Profesorem – przypominamy o ostrzeżeniu, a raczej spostrzeżeniu Ericha Fromma, że «technika – ten początkowo naprawdę twórczy czynnik, ukaże nam swoją drugą twarz: twarz bogini zagłady (jak indyjska Kali). Jej to mężczyźni i kobiety będą gotowi ofiarować siebie i swoje dzieci. Świadomie trzymają się oni nadziei na lepszą przyszłość, tymczasem (rozwinięta) cybernetyczna ludzkość wypiera się faktu, że boginię zagłady zaczęła czynić swym idolem» (Wacław Hryniewicz OMI, 31 stycznia 2016 o 10:11, JESZCZE INNE WAŻNE OSTRZEŻENIA).

    Czy na darmo w poprzednich dyskusjach dotyczących determinizmu przypominałem o przełomowych „Czterech esejach o wolności” Isaiaha Berlina? Co zrobić by wreszcie nie był to dialog głuchych, dialog niekończących się debat, których sensu nie sposób się już dopatrzeć, pomimo najlepszych chęci.

    Czymś oczywistym jest, że jeżeli współczesną Naukę umieściliśmy tam gdzie kiedyś umieszczono klasę robotniczą czy rasę, to dokonaliśmy jej mistycyzmu, i pomimo że ma ona inne demony, co prawda jeszcze uwięzione w butelce, to już niedługo dżiny zostaną uwolnione i zamienią oazę spokoju w spaloną ziemię z nowymi zasiekami z drutów kolczastych oraz kolejnymi wylanymi na ludzkość apokaliptycznymi czaszami naukowego gniewu.

    Isaiah Berlin przepowiadał, że koncepcje filozoficzne pielęgnowane w zaciszu profesorskich gabinetów mogą zniszczyć cywilizacje. Mówił o Krytyce czystego rozumu Kanta jako o mieczu, którym ścięto głowę europejskiemu deizmowi, a dzieła Rousseau opisał jako splamioną krwią broń, która posłużyła Robespierre’owi do zniszczenia starego porządku; że romantyczna wiara Fichtego i Schellinga – ze straszliwym skutkiem za sprawą ich fanatycznych niemieckich uczniów – zwróci się któregoś dnia przeciwko liberalnej kulturze Zachodu. „Jeśli jednak – dramatycznie zapytuje Berlin – profesorowie naprawdę dzierżą tak porażającą władzę, to czyż nie oznacza to, że tylko inni profesorowie lub przynajmniej inni myśliciele (a nie rządy czy komisje parlamentarne) są w stanie ich rozbroić?”.

    Kochaj bliźniego jak siebie samego – to podstawowe prawo etyczne, które odnajdujemy u wszystkich starożytnych mędrców, począwszy od Buddy, żydowskich proroków, Jezusa czy Konfucjusza – dziś przez naukowy establishment jest ignorowane. Głosi się etykę bez dobra i zła, etykę laboratorium z facetami w białych kitlach: „bezosobowe walki klas, nie zamierzone wcale przez ich członków, starcia społecznych sił, przypadki kryzysów i boomów, nie podlegających niemal, jak przypływy morza i zbiory, kontroli ludzi, których życie od nich zależy, a przede wszystkim nieubłagane „społeczne” i „behawioralne” wzory, by zacytować kilka świętych słów z barbarzyńskiego wokabularza tych nowych mitologii. Zastraszeni i upokorzeni tymi panopliami nowych bóstw ludzie poszukują gorliwie wiedzy i pociechy w świętych księgach u nowych kapłanów, znających ponoć cechy i nawyki ich nowych bogów i panów. I księgi te oraz ich interpretatorzy dostarczają pociechy: popyt rodzi podaż” (I. Berlin).

    Zostajemy przez nich uwolnieni od dręczącej nas moralności i nie chcemy już zejść na manowce folgowania swym sentymentom moralnym. Ale ma to swoją cenę – ceną tą jest utrata wolności, bo godność ludzką już dawno straciliśmy. Jeżeli miłujemy samych siebie, a z tym zgodzą się nawet najbardziej zaciekli wyznawcy boga Nauki, to pozwólmy żyć i miłować siebie innym – to podstawowe prawo wolności. „Ale manipulowanie ludźmi, popychanie ich ku celom, które ty – reformator społeczny i naukowy – dostrzegasz, ale oni nie muszą, zaprzecza ich istocie ludzkiej, oznacza traktowanie nas, jakbyśmy byli przedmiotami pozbawionymi woli, a tym samym poniżanie”. Kiedy organizm – i to nawet na poziomie bakterii – chce żyć, i ginie w tym starciu, to nie wypada, by człowiek przyczyniał się w imię wyższych celów do elementu śmiercionośnego. Nie można nas zmuszać, byśmy na to patrzyli w imię Nauki. „Oto dlaczego okłamywanie i oszukiwanie ludzi, to znaczy posługiwanie się nimi jako ośrodkami dla moich, a nie ich niezawiśle sformułowanych celów – nawet jeżeli ma to służyć ich dobru – sprowadza się w rezultacie do traktowania ich jako podludzi, tak jak gdyby ich cele były, mniej podstawowe i święte niż moje” (I. Berlin).

  190. „ZŁOTA SAMOTNIA”

    W swoim referacie wygłoszonym w Krakowie (maj 2014, Copernicus Center) pt. „Chrześcijańskie credo a wyzwania nauki” zacząłem od następujących słów:

    „Nauka budzi szacunek, podziw i zdumienie. Uczy odwagi i skromności w poszukiwaniu nowych dróg rozumienia tajemnic Wszechświata. CZASEM MOŻE JEDNAK PRZERAŻAĆ, KIEDY NP. MÓWI SIĘ DZISIAJ O NIEBEZPIECZEŃSTWIE MANIPULACJI PRZY GENOMIE CZŁOWIEKA”.
    Proszę wybaczyć, ale jeszcze raz przypomnę: https://www.youtube.com/watch?v=hZjgfZ4QhwY

    A oto i mamy ten eksperyment już legalizowany!
    W Radio Watykańskim słyszałem o reakcjach Kościołów w Anglii.

    Zamykamy się w „złotej samotni” NAUKI, „in aurea veluti solitudine”, jak ostrzegał Sobór Watykański II w konstytucji „Gaudium et spes” (wyróżnienia moje):

    „Wolność zaś człowieka często znika tam (…), gdzie człowiek (…), zamyka się niby w ZŁOTEJ SAMOTNI” (par. 31).
    Zastanawiające określenie! Złota? Doprawdy?

    I jeszcze te słowa:

    „Zapewne dzisiejszy POSTĘP NAUK I UMIEJĘTNOŚCI TECHNICZNYCH, które mocą własnej metody nie mogą dotrzeć do najgłębszych podstaw rzeczy, SPRZYJAĆ MOŻE FENOMENIZMOWI I AGNOSTYCYZMOWI, JEŻELI METODY BADAŃ, JAKIMI POSŁUGUJĄ SIĘ TE DYSCYPLINY NAUKOWE , UZNA SIĘ NIESŁUSZNIE ZA NAJWYŻSZĄ REGUŁĘ ODNAJDYWANIA CAŁEJ PRAWDY. Co więcej, istnieje NIEBEZPIECZEŃSTWO, ŻE CZŁOWIEK, UFAJĄC ZBYTNIO WYNALAZKOM DZISIEJSZYM, BĘDZIE SIĘ UWAŻAŁ ZA SAMOWYSTARCZALNEGO i nie będzie już szukał wyższych rzeczy” (par. 57)

    Jakie będą tego następstwa? P. Andrzej powiedział to, o czym i ja także myślę. „Złota samotnia” może okazać się żelazną klatką dla zniewolonych i zdegradowanych istot ludzkich.

  191. ZAKOŃCZENIE DEBATY O KRÓLESTWIE

    W dużej mierze zgadzam się z Andrzejem i ks. prof. Hryniewiczem.

    Nie tylko u ludzi religijnych decyzja w Anglii budzi poczucie, że zbyt łatwo została przekroczona bardzo groźna granica. Nie ma sensu w tym momencie mówić o czymkolwiek innym, a już na pewno nie ma sensu myśleć o teologii Królestwa, akceptującej zdobycze cywilizacyjne Zachodu.

    Proponuję zakończenie naszej obecnej debaty o nauce i teologii. Dziękuję wszystkim wierzącym za te momenty, kiedy wydawało się, że różnice między nami mogą być przezwyciężone w jakiejś wspólnej wizji światopoglądowej. O tym marzeniu na razie musimy zapomnieć.

    I nie jest to wina ludzi wierzących.

  192. PODZIĘKOWANIE, DOPOWIEDZENIE

    Chociaż rozchodzimy się w ponurych okolicznościach, chciałbym serdecznie wszystkim Państwu, a zwłaszcza Księdzu Profesorowi, podziękować za dobre chęci i poświęcony czas. Dla pełnej jasności mojego stanowiska skopiuję tutaj info, jakie właśnie wstawiłem na moją stronę FB:

    Moja najnowsza, długa debata z chrześcijanami (z udziałem min. ks. prof. Hryniewicza) zakończyła się fiaskiem. Rozmawialiśmy o trudnościach dialogu teologii i nauki, a zwłaszcza obiecująca wydawała się rozmowa o możliwości zastosowania idei „Królestwa Boga”, związanej z Jezusem historycznym – do reformy teologii w powiązaniu z osiągnieciami cywilizacji Zachodu w zakresie wiedzy o świecie, techniki, walki z ubóstwem, demokracji, praw człowieka. Postanowiłem jednak zamknąć debatę w momencie, kiedy Wielka Brytania samodzielnie i wbrew ostrzeżeniom naukowców całego świata podjęła decyzję o zastosowaniu techniki CRISPR/CAS9 do modyfikacji ludzkich zarodków. Choć zarodki mają być zniszczone po 2 tygodniach, przez ten okres po raz pierwszy w historii ludzkości będzie REALNIE istniała genetycznie zmodyfikowana linia genetyczna człowieka, teoretycznie możliwa do przekazania następnym pokoleniom. Mimo ogromnych potencjalnych korzyści z edycji szkodliwych genów i mimo mojej odmiennej niż katolicka definicji człowieczeństwa – uważam, że naukowcy żadnego państwa nie mieli prawa do samodzielnego podjęcia podobnej decyzji. Zwłaszcza w momencie, kiedy wpływ sponsorów, spadek jakości publikacji w najlepszych czasopismach i kryzys metody eksperymentalnej osłabiają zaufanie do współczesnej nauki. Jest bardzo źle.

    Podobne stanowisko prof.etyki. medycznej Donny Dickinson z Uniwersytetu w Londynie (ang.)

  193. DOBRE DYSKUSJE UCZĄ

    Panie Dariuszu,
    ze swej strony ja również bardzo serdecznie dziękuję. Cieszę się, że mogę brać udział, pomimo swego wieku, w tego rodzaju ważnych i rzeczowych dyskusjach. Otwierają oczy na wiele spraw, czynią wrażliwszym na trudne ludzkie sprawy. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy wspólnie odczuwamy powagę sytuacji. Dziękuję za link z „The Telegraph”.
    Spotkamy się w zapowiadanej dyskusji przed-konferencyjnej o duszy i mózgu.

  194. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy Księdza Profesora, jeśli chodzi o dyskusję przed-konferencyjną o duszy i mózgu (nie wszystko od nas zależy). W obecnej sytuacji takie rozmowy będą jeszcze bardziej potrzebne. Nawet antyklerykalny prof. Hartman komentując decyzję w Londynie nie ukrywa obaw: „Nie zazdroszczę naszym potomnym”. Jego zdaniem właśnie „zaczęła się epoka transhumanizmu”.

  195. Darku te epoke transhumanizmu zapoczatkowaly Chiny, o czym jest tez mowa w zalinkowanym przez Ciebie artykule.
    A nawet gdyby nie Chiny, zapoczatkowalo by ja „podziemie”.
    Nie mamy wiec wyboru, Nic nauki juz nie zatrzyma.

    Andrzeju, co do prof. B.Sykesa nie zgadzam sie dalej z Twoja opinia. Moj komentarz jednak nie przeszedl.

    Pozdrawiam.

  196. JESZCZE O DESTRUKCYJNYM KATOLICYZMIE W POLSCE

    Nie tak łatwo nam rozstać się z pewnymi wątkami poruszonymi pod wpisem P. Dariusza.

    W oczekiwaniu na dyskusję o duszy i mózgu, proszę przeczytać to, co napisał ostatnio prof. Stanisław Obirek :
    http://studioopinii.pl/stanislaw-obirek-dziedzictwo-zle-obecne/

    „Ostatnie miesiące nie bez powodu prowokują coraz liczniejsze głosy kwestionujące kierunek przemian nie tylko w polityce w naszym kraju. (…) Profesor Roman Kuźniar w „Gazecie Wyborczej” z 16.01 2016 opublikował reprezentatywny, ale szczególnie przenikliwy esej „Polska coraz bardziej poza Europą”.
    (…)
    Dla dopełnienia ponurego obrazu trzeba przypomnieć, że OBECNY RZĄD ZUPEŁNIE BEZKRYTYCZNIE POŁĄCZYŁ SIĘ Z NAJBARDZIEJ SZKODLIWYM CZY WRĘCZ DESTRUKCYJNYM KATOLICYZMEM, KTÓRY NIE TYLKO NEGUJE WŁASNE OSIĄGNIĘCIA ZAPOCZĄTKOWANE 50 LAT TEMU NA SOBORZE WATYKAŃSKIM II, ALE Z TEJ DESTRUKCJI WŁASNYCH PODSTAW UCZYNIŁ SWÓJ PROGRAM. Smuci, że przedstawiciele tzw. otwartego katolicyzmu złożyli broń i nie czynią nic by zdystansować się od tej fundamentalistycznej i sprzecznej z duchem katolicyzmu formacji, której od ponad 20 lat przewodzi znany redemptorysta z Torunia”.

    Niewesoła, ostra diagnoza…
    What is your verdict?

  197. Niestety to wydaje się prawdą. Brakuje ducha sprzeciwu w Kościele. To jest, ja to tak przynajmniej odbieram, obecne we wszelkich drobiazgach, o których już wspominałem. Kościół ani żadna grupa reprezentantów Kościoła nie wyraziła sprzeciwu wobec słów nienawiści w sprawie uchodzców. Było bardzo cicho. Zdumiewa mnie ile energii poświęca Kościół na walkę z gender, a jak mało angażuje się w przeciwstawianie się nienawiści. Nikt prawie nie bronił ks. Lemańskiego. Zdystansowało się nawet środowisko TP. Ks. Charamsa również został skrytykowany, chociaż padły bardzo ważne słowa z jego strony. Z którymi nie trzeba się od razu zgadzać, ale których nikt uczciwie nie brał pod rozwagę i się nad nimi nie zastanawiał. Nikt też na poważnie nie bierze ze strony Kościoła protestów KOD’u. Zwykłych ludzi, którzy nie zgadzają się z wizją narodowego katolicyzmu, która w Polsce oznacza sojusz Kościoła i partii narodowokatolickiej. I rzecz najgorsza – brak reakcji młodych księży. Wygląda na to, że nikomu specjalnie na Kościele z wewnątrz Kościoła nie zależy. Były dziesiątki sytuacji, kiedy Kościół mógł pokazać przyzwoitą twarz strażników słów Ewangeli. Zrobił to tylko raz w sprawie uchodźców, kiedy odpowiqdał na apel Franciszka, ale zaraz niedługo, kiedy padły wobec nich słowa o pasożytach – nikt nie protestował.

  198. PODTRZYMANIE STANOWISKA

    Ale z kim się Grażynko nie zgadzasz: z Sykesem czy Nowickim?

    Ja odesłałem czytelników „Kleofasa” bezpośrednio do konkluzji profesora, ponieważ omawiana pozycję posiadam, zaznajomiłem się z nią – i to nie poprzez recenzję, ale osobistą lekturę. A zatem każdy mógł wyrobić sobie swoją własną opinię na ten temat i zadać rozsądne pytania – Czy wypada po doświadczeniu Shoah i ludobójstwa rwandyjskiego dociekać, czy masowa rzeź jest eleganckim rozwiązaniem, jakiegokolwiek zresztą problemu (jeśli w ogóle założymy, że jest jakiś problem), czy nie? Czy uczciwy i pełen ducha humanizmu człowiek może prowadzić bez cienia krytycznej refleksji naukowe rozterki typu: czy lepszym rozwiązaniem przypadkiem nie jest stworzenie zmodyfikowanego wirusa, by blokował chromosom Y, czy też całej gamy takowych wirusów, albowiem w przypadku jednego szczepu, „ktoś mógłby się połapać i podjąć kroki w celu powstrzymania epidemii”? Czy tworzenie planów eliminacyjnych – nawet „trudnych do zaakceptowania”, ale przecież nie niemożliwych – na kartach powieści jest wyrazem troski profesora o cokolwiek, czy raczej jest wyrazem troski o postawienie mocno kontrowersyjnej tezy, która ma przełożyć się na tzw. sukces finansowy wydawnictwa – co bezpośrednio przełoży się na odpowiednie tantiemy dla układającego te brednie pod płaszczykiem „naukowego obiektywizmu”?

    Ostatecznie naukowiec nie jest bogiem, lecz moim, naszym służącym. Wynajmujemy go tylko do naszych celów. Nie będziemy się modlić ani do mikrofalówki, ani do kwasów nukleinowych. Z tego, co mi wiadomo nikt nie uważa – no może oprócz garstki zwolenniczek panny Solonas – że istnieje jakieś mocne zapotrzebowanie na eksterminację mężczyzn, przeciwnie: dużo mówi się o tym, że współczesna cywilizacja potrzebuje równowagi, równouprawnienia. Nikt nie zamierza przechylać wahadła w drugą stronę, by po wiekach patriarchalnego ucisku, w ramach chyba ekspiacji, mężczyźni zamierzali popełnić zbiorowe samobójstwo. Jeżeli rzeczywiście chromosom Y słabnie, to właśnie dzięki genetyce będziemy w stanie temu zaradzić – zaradzić nie poprzez eksterminację czy eliminację, lecz pomoc. Temu służy nauka, z naciskiem na służy. Naukowiec jest tylko naszym pachołkiem opłacanym za nasze pieniądze (podatki) i takim ma pozostać. Mamy naukę lubić, a nie hołubić. Cywilizacja to też malarstwo, poezja i literatura, cała nasza skarbnica, wraz z nieprzemijającym pięknem muzycznych akordów Vivaldiego czy Beethovena.

    Lubię naukę, ale to nie tylko ona decyduje jakie, kiedy i gdzie dać rozwiązania ludzkości. Nauka nie jest dla mnie wszystkim, a cywilizacja zachodu, owszem, zna taką dziedzinę wiedzy jak nauka, i z niej korzysta, bo dobrze jest mieć mikrofalówkę czy ekspres do kawy (a w przyszłości może poręcznego robota), dobrze jest wiedzieć, jaki był początek, czy jaki będzie koniec. Może nawet te rozważania pomogą etykom, poetom, filozofom czy teologom na sformułowanie ciekawych wniosków, może natchną muzyków i poetów do kolejnych nieprzemijających arcydzieł. Ale odpowiedź daje CAŁA CYWILIZACJA, a nie tylko genetyka, ale odpowiedź daje CAŁA CYWILIZACJA, a nie tylko neurosciences itd. Nie można wyjść poza sformułowanie: lubimy naukę, bo jest pożyteczna. Lubimy! Nie można jednak myśleć, że jest ona wszystkim, bo nie jest. Nikt nie poprzestaje na jednej stronie zagadnienia; a i ja byłbym w stanie powiedzieć, i myślę, że nie tylko ja, iż niejeden NIEWYKSZTAŁCONY GÓRALSKI BARD I GAWĘDZIARZ miałby nam do przekazania więcej mądrości, niż profesor Sykes i panna Solonas, przy całym szacunku dla panny Solonas i oksfordzkiego mistrza, ale to kompromitacja i karykatura nauki, gdy zaczyna ona medytować nad eksterminacją lub eliminacją połowy ludzkości.

    Pozostań zatem przy swojej opinii, a ja korzystając z wolnego weekendu odpocznę w naszych ukochanych Tatrach, przy góralskiej muzyce, by przekonać po raz kolejny siebie, że naukę należy tylko lubić i że nigdy nie można pozwolić na to, by naukę – naszą służącą i pralkę – zmistyfikować i uczynić ślepym bogiem bez moralności; jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną.

    Do poniedziałku!

  199. POŚPIECH

    Grażyno,

    Chiny i „podziemie” nie wydają mi się aż tak ważne, a nawet sama decyzja w Anglii była w gruncie rzeczy tylko konsekwencją końcowej deklaracji zeszłorocznej międzynarodowej konferencji naukowców na temat edycji ludzkiego genomu. Ich decyzje można już uważać za reprezentatywne dla „cywilizacji Zachodu”. Uczestnicy konferencji wezwali wprawdzie do wielkiej, systematycznej ogólnoświatowej debaty, także z udziałem przywódców religijnych (p. 4), ale dopuścili także edycję ludzkich genów w ramach badań podstawowych (p. 1). Była jeszcze szansa, że naukowcy rozsądnie poczekają na debaty – niestety, Anglicy zdecydowali inaczej….

    P.S.
    Udało mi się z pomocą prof. Ducha dotrzeć do organizatora konferencji w Toruniu, ale jest jeszcze tydzień na urlopie. Powiadomię o jego odpowiedzi.

  200. JESZCZE O NASZYM POLSKIM KATOLICYZMIE

    Kto ma ochotę, niech posłucha jednego z naszych pogromców herezji. Ja nie potrafię.
    https://gloria.tv/media/gtDbPYSPdRy

    A w „Tygodniku Powszechnym” nr 6, s. 10-14, z 07 02 2016 można poczytać o „Wielkim Szu”, najpopularniejszym duszpasterzu Polaków, najsłynniejszym obecnie polskim kaznodziei. Chciałem załączyć PDF tego numeru, ale KLEOFAS nie przyjmuje.
    Dobrego tygodnia.

  201. POSPIECH WRECZ WSKAZANY (!)
    Darku,

    Moim zdaniem Chiny byly , a wrecz musialy byc tutaj czynnikiem decydujacym. Naukowcy juz duzo wczesniej podzielali opinie prof. J. Hartmana:

    „Już w kwietniu zeszłego roku Chińczycy dokonali udokumentowanej i ogłoszonej w czasopiśmie naukowym zmiany w ludzkim genomie.
    (….)
    „Podejmujemy wielkie ryzyko moralne, ale jeszcze BARDZIEJ RYZYKOWNE byłoby NIE ROBIC NIC. Bez wątpienia bowiem analogiczne eksperymenty będą nadal prowadzone w Azji. Nie byłoby dobrze, gdyby awangardą inżynierii genetycznej człowieka były kraje mające MALO SKRUPULOW wobec ewentualnych ofiar tych praktyk.”

    (duze litery moje)

    Zycie, to sztuka wyborow miedzy wiekszym, a mniejszym ZLEM.
    Nie mamy zbyt duzego pola manewru.
    Mozemy tylko o ile to w ogole mozliwe zamieniac ZLO w MNIEJSZE ZLO.

    „O co będą się toczyć wojny w przyszłości?”
    http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/o-co-beda-sie-toczyc-wojny-w-przyszlosci,154,0,2013594.html

  202. Tekst o „Wielkim Szu” i inne teksty z TP są dostępne za darmo po stworzeniu konta na stronie TP (3 teksty na tydzień). Hm, jak czytałem te fragmenty miałem nieodparte wrażenie, że „Wielki Szu” jest podobny do opisywanego niedawno w TP przez Kalinę Błażejowską – Mateusza Grzesiaka (https://www.tygodnikpowszechny.pl/misja-mateusza-28573). Obydwoje mają swoje misje. Jeden i drugi jest kaznodzieją. Jeden i drugi pozbawiony jest wątpliwości. Raczej stronią od odpowiadania na pytania o ich metody działania. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, co do ich metod, mają na to odpowiedź (np. Mateusz Grzesiak ma taką): „Ludzie zainteresowani rozwojem osobistym są otwarci na nowe doświadczenia. Ludzie sfrustrowani i zazdrośni hejtują. Jeśli krytykujesz, to znaczy, że jesteś hejterem, a więc człowiekiem zamkniętym, zazdrosnym i sfrustrowanym”. Celem jednego jest zarabianie pieniędzy, a drugi chce głosić słowo Boże, ale mam wrażenie, że to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest robienie „szoł”. Jedno „szoł” napędza mechanizmy biznesowe, drugie „szoł” pewnie w wyobrażeniu wielu osób (odpowiedzialnych za „Wielkiego Szu” i pozwalających mu na takie działanie) służy upowszechnianiu Ewangelii wśród ludzi niewierzących. Czy jednak Ewangelię należy upowszechniać w taki sposób? Przykro to stwierdzić, ale gdy potraktować rzecz poważnie, to nadają się te przypadki do analizy przez psychologa.

  203. Apropos polskiego katolicyzmu : https://www.tygodnikpowszechny.pl/co-biskupi-mysla-o-pis-32246

    Henryk Woźniakowski entuzjastycznie o nadziei i KOD’zie:

    „(…) However, there is some unexpected resistance to these restrictions imposed by liberal democracy. A social movement is awakening: the Committee for the Defence of Democracy (Komitet Obrony Demokracji) is organising demonstrations in Polish cities which attract crowds of thousands. The European Commission has just set up an evaluation procedure with a view to ensuring that law and order is respected in Poland. Up until know, the Catholic Bishops have decided not to make a public statement on this issue. It deserves to be said, among the Polish people, the desire to preserve our “European acquis” is powerful and full of hope.”

    Na co odpowiada SG KEP:

    „Czcigodny Księże Daly,

    Piszę ten list w odpowiedzi na artykuł, zatytułowany Co się dzieje w Polsce? który ukazał się w periodyku Europe Infos. Nasze głębokie zaniepokojenie wynika z faktu, że artykuł reprezentujący subiektywną opinię Pana Henryka Woźniakowskiego na temat sytuacji politycznej i społecznej w Polsce został opublikowany w oficjalnym periodyku, który reprezentuje Komisję Konferencji Biskupów Unii Europejskiej (COMECE). Pod koniec artykułu, w jednym z ostatnich zdań czytamy: „Do tej pory biskupi katoliccy zdecydowali się nie składać publicznego oświadczenia w tej sprawie”. Jednak okazuje się, że ani periodyk Europe Infos ani Pan Woźniakowski nie skontaktowali się z Konferencją Episkopatu Polski w sprawie publicznego oświadczenia. Publikacja tego artykułu w Europe Infos, reprezentującym Konferencje Episkopatów Europy, jest przeciwdziałaniem, które ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski. W związku z tym, że wersja papierowa periodyku została już wydrukowana, chcielibyśmy uprzejmie poprosić o wycofanie tego nieobiektywnego tekstu z oficjalnej strony internetowej Europe Infos oraz o publikowanie tekstów, szczególnie dotyczących spraw takich jak te, z większą roztropnością.”

    Tak. I w takich sytuacjach Kościół w Polsce reaguje szybko. Ale w innych sprawach milczy…Widać po jakiej stronie stoi i jak lubi i ceni demokracje…

  204. PO MĄDROŚĆ DO CHIN?

    Jest to prawda, że Chińczycy jako pierwsi zmodyfikowali geny w kilkudziesięciu zarodkach. Z rezultatami tych badań przeprowadzonych przez Junjiu Huanga, genetyka z Sun Yat-sen University w Kantonie, można zaznajomić się na łamach periodyku „Protein & Cell”.

    Z dotychczasowych chińskich eksperymentów można wyprowadzić kilka rozsądnych wniosków. Po pierwsze, chińscy badacze nie posunęli się do tego, by eksperymentować na komórkach jajowych prawidłowo zapłodnionych. Materiał pochodził z komórek jajowych, do których, pechowo, przedostały się dwa plemniki, a w związku z czym z takich zarodków nigdy nie doszłoby do poczęcia dzieci. Po drugie – i o ile mi wiadomo, dotychczas nikt nie zwrócił na to uwagi – posłużyli się oni do tego techniką CRISPR/Cas9 (uznaną przez „MIT Technology Review” za przełomową). Po trzecie, biolog George Daley z Harvard Medical School w Bostonie, ostrzegł, że doświadczenia chińskie powinny być dla nas przestrogą. Dlaczego? Ponieważ chiński badacz uczciwie przyznał w wywiadzie dla „Nature”:

    To jeszcze zbyt niedojrzała technika. Żeby stosować ją do normalnych embrionów, jej wydajność musi być zbliżona do 100 proc. Dlatego przerwaliśmy doświadczenia.

    Wypłynęła gigantyczna liczba niepokojących mutacji. Dlatego środowisko naukowców, zdecydowanie, w marcu 2015 roku, zaapelowało, właśnie na łamach „Nature”, o moratorium na te „katastrofalne” eksperymenty”.

    „Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak podobne manipulacje na ludzkich zarodkach mogłyby przynieść obecnie korzyści dla zdrowia ludzi” – stwierdzili. A w pewnym momencie skonstatowali: „Mogą powstać kolejne – już absolutnie przez nas niechciane – mutacje” (zob. Don’t edit the human germ line).

    Biorąc pod uwagę te chińskie świadectwa, które mają – wg niektórych pospiesznych ocen – usprawiedliwiać decyzję w Londynie, to nie ma to żadnego przełożenia na stan faktyczny; przeciwnie: Chińczycy w jakiś sposób zachowali się w o wiele bardziej cywilizowany sposób, i mam tu na myśli nie tylko wybór materiału, ale także sposób komunikacji ze światem – to ich przejmujące przesłanie nam ostrzeżenia i wyraźnego apelu skierowanego do naszego zdrowego rozsądku, że jest to jeszcze zbyt niedojrzała technika, by stosować ją na normalnych embrionach.

  205. TECHNOLOGIE MEDYCZNE vs DYLEMATY MORALNE .

    Prof. J. Hartman:

    „Ofiary będą na pewno. Nie chodzi mi o kilkudniowe zarodki, które nic nie czują. Chodzi o te dzieci, które przyjdą na świat za kilkanaście i kilkadziesiąt lat, z piętnem „cyborgów”, wytykane palcami i dotknięte swą innością na całe życie.”

    Nie zauwazylam, zeby ktos pietnowal dzieci, po np. przeszczepach, choc byly one z punktu widzenia etyki rowniez bardzo kontrowersyjne.
    Szczegolnie przeszczepy serca. Ponadto takie wdrazanie inzynierii genetycznej bedzie przeciez stopniowe, osobiscie nie dostrzegam wiec mozliwosci wiekszego zagrozenia „stygmatyzowaniem”.
    Zauwazmy tez uczciwie Darku, ze dzieci z IN VITRO, sa stygmatyzowane przede wszystkim przez osoby pokladajace wiare, w jakies osobliwe Boze PRAWO NATURALNE (?).

    Prof. Hartman:
    ” Jeszcze bardziej chodzi mi zaś o dzieci, które urodzą się z wadami, w wyniku nieudanych eksperymentów. To się będzie zdarzać.
    WSZYSTKIE technologie medyczne MAJA takie OFIARY. Tak było ze szczepieniami, transplantacjami, różnymi interwencjami chirurgicznymi. MEDYCYNA NIE JEST BEZPIECZNA.”

    Skoro technologie medyczne ogolnie nie sa bezpieczne, to czy jest to powod powrotu do czasow medycyny naturalnej ?
    Czy dzis ktos mialby jeszcze watpliwosci co do zasadnosci stosowania i rozwoju medycyny wspolczesnej ?
    Czy w naszym zyciu nieustannie nie musimy klasc na szalach wagi zyskow i strat ?

    Prof. Hartman:

    „To, co wyróżnia praktyki transhumanistyczne, to rodzaj skutków społecznych, do jakich mogą prowadzić. Zaczyna się od konfuzji moralnej, wyrażającej się w rozterce: czy osoby, które stać na kontrolowanie cech swojego potomstwa, mają moralne prawo poniechać tego, zdając się w tym względzie na los? ”

    Majac wybor miedzy ryzykiem zachorowania swojego dziecka na chorobe heinego medina, a mozliwoscia skorzystania ze szczepienia skutecznie jej zapobiegajacemu, zdecydowanie wybieram szczepienie, a nie zdanie sie na LOS .

    To samo dotyczy ryzyka poronienia.

    Co do cech, jesli beda istnialy mozliwosci ich wyboru, to dlaczego mam zdawac sie na los, ryzykujac tym, ze dziecko bedzie mialo cechy np. nieakceptowalne przez spoleczenstwo. I nie mam tu na mysli tylko cech zewnetrznych, ale przede wszystkim cechy CHARAKTERU jak np. agresja, psychopatia etc.
    Dlaczego dziecko mialo by CIERPIEC , skoro te cierpienia mozna wyeliminowac ?

    W mojej ocenie, nowinki technologiczne byly zawsze swego rodzaju „KUSZENIEM DIABLA”, ale jak wynika z historii dziejow ludzkosci zwykle ” diabel nie taki straszny jak go maluja”.
    Najwazniejsze, aby ewentualne wdrozenia tych nowych technologii nastapily dopiero wtedy, kiedy taka technologia bedzie na tyle doskonala ze bedzie mozna wyeliminowac, badz tez znacznie zminimalizowac, przypadki niepowodzen, jak napisal jeden z komentatorow artykulu.

    Jak napisalam wczesniej wszystko w naszym zyciu ma swoja cene, a wiec rozwoj cywilizacyjny rowniez.
    Jesli wierzyc w Projektanta, to taki swiat nam zaprojektowal.
    Walka z „ENTROPIA”, to nasza codziennosc, to walka o szczescie, a wiec walka z CIERPIENIEM, starzeniem sie i smiercia .

  206. BARDZO NIEPOKOJĄCE WNIOSKI CHIŃSKICH NAUKOWCÓW

    W przypadku 86 embrionów tylko w kilku wypadkach udało się prawidłowo usunąć fragment genu i zastąpić go właściwym. Gdy naprawia się DNA w jednym miejscu, to w zupełnie innym dochodzi do jego zepsucia! Najbardziej chyba wstrząsającym wnioskiem, z tych eksperymentów, jest zdanie podsumowujące badania chińskich uczonych:

    «Furthermore, the endogenous delta-globin gene (HBD), which is homologous to HBB, competed with exogenous donor oligos to act as the repair template, leading to untoward mutations».

    Co więc zalecają chińscy spece:

    «Taken together, our wok highlights the pressing need to further improve the fidelity and specificity of the CRISPR/Cas9 platform, a prerequisite for any clinical applications of CRSIPR/Cas9-mediated editing».

    Zatem decyzja w Londynie jest nie tylko etycznym bezprawiem, który wywoła nową falę konfliktu na linii Moralność-Nauka, ale, prawdopodobnie, zakończy się ona również naukowym fiaskiem – przynajmniej na to wydają się wskazywać chińskie poszlaki, które zostały – wbrew regułom nauki – zignorowane (zob. Puping Liang i inn., CRISPR/Cas9-mediated gene editing in human tripronuclear zygotes, 18. 04. 2015)

  207. W NAWIĄZANIU DO SYTUACJI W POLSCE

    Otrzymałem te interesujące informacje i przekazuję dalej.
    Dwa opisy/interpretacje małej burzy …
    Dwa linki do tekstów:
    1.
    http://wyborcza.pl/1,75478,19599878,episkopat-zly-na-eurobiskupow-za-krytyke-pis.html
    2.
    http://www.rp.pl/Analizy/302089859-Krzyzak-Tylko-czekac-az-oskarza-biskupow-o-zdrade-JPII.html?#ap-1

    I jeszcze dwa inne linki:
    http://wyborcza.pl/10,82983,19585555,lewandowski-pis-jest-zakladnikiem-obietnic-wyborczych-zastawiaja.html

    http://www.rp.pl/Kosciol/302089861-Abp-Zycinski-Hierarcha-ktory-nie-unikal-trudnego-dialogu.html#ap-1

    Mija piąta rocznica śmierci abpa J. Życińskiego. Był człowiekiem mediów, kultury i dialogu. Potrafił go prowadzić ze wszystkimi. A wśród jego przyjaciół sporo było osób niewierzących.

  208. Nie żadnego dialogu bez chęci wzajemnego zrozumienia. Jeżeli ktoś sprowadza obawy wynikające z paraliżowania prac TK, nieprzyjmowania ślubowania od sędziów, niedrukowania wyroków TK wbrew Konstytucji i przejmowania wszystkich stanowisk przez swoich ludzi za zwykłe przeciwstawianie się PAD i JK to wykazuje się bez wątpienia brakiem chęci zrozumienia drugiej strony i obaw tej strony sporu. Jeżeli ktoś przedstawia autora listu jako brata posłanki PO, to czuć tu chęć przede wszystkim polaryzowania stanowisk, sprowadzenia sporu do zwykłego sporu politycznego. Nie jest to uczciwe, tego chyba nie trzeba mówić. Nie jest to przyzwoite. A czy jest to godne chrześcijanina?

    Kiedyś uważałem, że Kościół może jedną ze stron – prawą, narodowokatolicką, trochę uświadomić i otworzyć jej oczy na pewne sprawy. Zachować się godnie. Zwłaszcza, że w pewnym sensie tą stronę wychował. Ale po tych wszystkich sytuacjach, w których zachował się jak sojusznik siły politycznej, albo jako śpiący rycerz, albo kiedy milczał, bo mu tak było korzystniej, a w których mógł zachować się inaczej, po tych sytuacjach ja już raczej jestem przekonany, że nie odegra żadnej roli. W godzeniu ludzi. W sprzyjaniu demokracji.

  209. ORGANIZATOR KONFERENCJI TORUŃSKIEJ POPARŁ IDEĘ NASZEJ „OTWARTEJ DEBATY WSTĘPNEJ”

    Widzę, że temat pozostał otwarty: nie mam nic przeciwko temu. Uznałem głównie, że nie jest to dobry czas dla mojej dość optymistycznej idei „bram Królestwa w cywilizacji Zachodu”. Natomiast jak najbardziej potrzebna wydaje się dziś poważna debata na temat tego, co czyni nas ludźmi i tego, gdzie są granice nauki, jeśli chodzi o badanie/zmienianie nas samych.

    Z tego punktu widzenia z radością z Andrzejem powiadamiamy, że nasze wspólne ateistyczno-katolickie zaproszenie, skierowane do ks. prof. Piotra Roszaka zostało przyjęte. (Tutaj małe wyjaśnienie – poprzednio omyłkowo podałem, że to prof. Vetulani organizuje konferencję o mózgu i duszy w Toruniu). Ks. Roszak napisał min. „jak najbardziej chętny jestem do włączenia się w debatę i włączenia w nią gości naszej konferencji, jeśli oczywiście indywidualnie wyrażą oni na nią zgodę. To są istotnie jedne chyba z najważniejszych kwestii, którymi dziś warto i trzeba się zajmować”.

    W tej sytuacji skierujemy teraz zaproszenia do pozostałych uczestników konferencji w Toruniu i jesteśmy dobrej myśli.

  210. ZBLIŻAJĄCA SIĘ DEBATA: W KTÓRYM MIEJSCU JESTEŚMY?

    Wszyscy zgodziliśmy się z ks. prof. M. Hellerem, że era neurosciences to kolejne wyzwanie – po Koperniku i Darwinie – przed którym stanie teologia chrześcijańska. Obecnie nie można już chować głowy w piasek i udawać, że wszystko może zostać „po staremu”. Jest wręcz przeciwnie – im dłużej będziemy zwlekać z odpowiedzią, tym bardziej zbliżające się upowszechnienie tej wiedzy, era zmodyfikowanych genetycznie ludzi, stworzenie Sztucznej Inteligencji i jeszcze lepsze techniki odczytywania ludzkiego mózgu zastaną teologię w czasach przedpotopowych, uciekając się do określenia użytego przez ks. prof. M. Hellera. Kwestia jest więc niezwykle poważna i wymaga starannego i wnikliwego rozważenia.

    W trakcie dotychczasowych dyskusji najbardziej frapujące dylematy związały się z zagadnieniami: (1) wolna wola, (2) grzech pierworodny, (3) możliwość kontaktu z Bogiem, (4) nieśmiertelna dusza ludzka, (5) zmartwychwstanie ciała (mózgu?) i (6) sens ofiary Jezusa Chrystusa na Krzyżu oraz (7) teodycea a teistyczny ewolucjonizm. Inne problemy były podjęte marginalnie.
    W przypadku (1) po raz pierwszy w Polsce eksperyment neurosciences został zinterpretowany teologicznie przez ks. prof. Wacława Hryniewicza. Czysto naukowy i filozoficzny wniosek został wykorzystany przez teologa do kwestii doktrynalnych związanych z chrześcijańską perspektywą wolnej woli (zob. Wacław Hryniewicz OMI, 28 sierpnia 2015 o 12:03, PROBLEM NAJBARDZIEJ UPORCZYWY I FRUSTRUJĄCY).

    Zarysowały się dwie różne perspektywy. Wydaje się czymś nieodzownym i koniecznym (chciałbym jeszcze dodać, że niezbędnym), by się z nimi zaznajomić:

    1. Prof. W. Duch, Czy jesteśmy automatami?, 2010.

    2. Prof. W. R. Klemm, Free will debates: Simple experiments are not so simple, 2010.

    Niektórzy dyskutanci proponowali różne rozwiązania dla rysującej się możliwej, a w zasadzie nieuchronnej, konfrontacji Cywilizacji Informatycznej z chrześcijaństwem.

    Pan Robert Koss skłonił się w kierunku możliwego apokaliptycznego zderzenia, wojny ideologicznej, w której chrześcijaństwo zostanie na powrót zepchnięte do katakumb. Jego intuicja – przeze mnie skrytykowana – wydaje się realizować. Dopuszczenie przez angielskich uczonych decyzji o edycji ludzkiego genomu w ramach badań podstawowych, decyzji uznawanej niekiedy za początek epoki transhumanizmu, uruchomi już w niedługim czasie rozbieżne trajektorie, w których będzie poruszać się etyka laboratorium i etyka chrześcijańska.

    Warto jednak zauważyć, że od etyki chrześcijańskiej, a nawet humanistycznej odeszliśmy już nawet w polityce, która powinna charakteryzować państwa demokratyczne. Kiedyś uznawaliśmy, że nawet największy zbrodniarz, taki jak np. Adolf Eichmann zasługuje na sprawiedliwy werdykt Niezawisłego Sądu. Dziś, kiedy się okazało, że operacja ujęcia Osamy bin Ladena była egzekucją, akcją w stylu find-and-kill-misson, nie podniosły się żadne głosy protestu (zob. M. Owen, Niełatwy dzień, 2012). Od czasu objęcia prezydentury w 2010 roku (styczeń) Barack Obama wielokrotnie przychylił się do propozycji wyroków śmierci bez sądu. Wyroki te wykonywały – w końcu jesteśmy w Cywilizacji Informatycznej – amerykańskie drony, tj. „drapieżnik” (predator), „jastrząb” (global hawk) czy też żniwiarz (reaper). Jak informuje, wielokrotnie nagradzany dziennikarz Egmont R. Koch, Barack Obama opuścił kciuk, czyli podpisał wyrok śmierci w 2010 roku więcej razy niż jakikolwiek inny prezydent USA przed nim. „Działa jak sędzia i kat w jednej osobie. Cyniczny prezydent” – zauważa dokumentalista (E. R. Koch, Licencja na zabijanie, 2015, 29).

    Afera goni aferę. John Rizzo, pracownik CIA – gorąco popierający program tortur George’a Busha, a następnie kampanię dronów Obamy – w lutym w wywiadzie dla Tary McKelvey z „Newsweeka” odpowiedział (przy steku w jednej z waszyngtońskich restauracji), na pytanie o kampanię egzekucji, następująco:

    „To wszystko dobywa się bardzo sprawnie, zanim przerobi się ich na małe kawałeczki. W zasadzie to odhaczamy pewną listę”.

    W pewnym momencie urzędnik przestał zajadać się stekiem i przyłożył dziennikarce palec do głowy, jakby to był pistolet:

    „Iluż profesorów prawa może powiedzieć o sobie, że podpisali wyrok śmierci”.

    Po tym wywiadzie wybuchł skandal. Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi dochodzenie przeciwko Johnowi Rizzo z powodu zdrady tajemnicy państwowej (E. R. Koch, 96-97).

    W zasadzie fakty te są szeroko znane i nikt nie protestuje przeciwko jawnemu bezprawiu – ani organizacje religijne, ani organizacje humanitarne. Zaakceptowaliśmy w stosunkowo krótkim czasie prawo linczu.

    Kiedy przedłożono Obamie satelitarne zdjęcie, by podjął on decyzję o wydaniu na widniejącym na nim osób wyroków śmierci, ponieważ mogli być oni potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA, Obama stwierdził:

    „Ileż lat mają ci ludzie. Jeśli zaczniemy angażować do tego dzieci, to wkroczymy w zupełnie inną fazę” (E. R. Koch, 20).

    Nie wszyscy wiedzą, że w nią wkroczyliśmy: zlikwidowano nieletnie „cele”; obiekty zostały zneutralizowane – uciekając się do eufemizmu znanego z II wojny światowej.

    Dyskusje, takie jak nasza, stają się więc nie tylko konieczne ze względu na relacje chrześcijaństwo-nauka, ale także ze względu na to, iż obecna cywilizacja – patrząc obiektywnie – wypiera się wszystkich swoich wartości.

  211. ABY ZAKOŃCZYĆ PORUSZONY WCZEŚNIEJ WĄTEK…

    CO NAPISAŁ HENRYK WOŹNIAKOWSKI, WYWOŁUJĄC PROTEST POLSKICH BISKUPÓW?

    https://www.tygodnikpowszechny.pl/co-napisal-henryk-wozniakowski-wywolujac-protest-polskich-biskupow-32248

    _______________________________
    Oto przekład jego tekstu:

    CO SIĘ DZIEJE W POLSCE?
    Źle się mają rzeczy w państwie polskim. Europa ma prawdziwe powody, aby niepokoić się tym, co się w Polsce zdarzyło.
    Dlaczego kraj, który oparł się kryzysowi i prowadził wzorcową politykę trwałego rozwoju, zaczął osłabiać demokratyczne instytucje i forsować środki działania zmierzające do ograniczenia wolności obywatelskich?

    SCHYŁEK
    Dwa ostatnie lata były trudne dla Platformy Obywatelskiej, partii centrowej, która rządziła od 2007 do jesieni 2015 roku. Latem 2014 roku wybuchła „afera podsłuchowa”. Media zdobyły nielegalne nagrania prywatnych rozmów ministrów i urzędników wysokiego szczebla. Brutalne wypowiedzi polityków i ich wulgarny język zdegustowały odbiorców, odkrywając zarazem kulisy gry politycznej, w której zdradzieckie ciosy mieszają się z intrygami.
    Opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego zatriumfowało, wołając: polityka PO jest brudna! Kiedy zaś z opóźnieniem ogłoszono wyniki wyborów samorządowych, ruszyła nowa fala oskarżeń dotyczących rzekomego sfałszowania rezultatów przez rząd.
    Wreszcie, w grudniu 2014 roku, Donald Tusk, premier i przywódca PO, opuścił krajową scenę polityczną, aby objąć funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. Na czele partii zastąpiła Tuska Ewa Kopacz, osoba pracowita, ale bez charyzmy.

    ZMIANA
    Wszystkie te wydarzenia – podobnie jak kryzys europejski, a zwłaszcza konflikt rosyjsko-ukraiński – wywołały obawy i pragnienie zmiany. W maju 2015 roku prezydent Bronisław Komorowski przegrał nieoczekiwanie z Andrzejem Dudą – mało znanym, ale energicznym kandydatem PiS. Pojawiły się dwa nowe ugrupowania: Kukiz15, partia antysystemowa, i Razem – partia radykalnej lewicy. Jesienią, PiS skupił się w swojej kampanii wyborczej na obietnicach socjalnych, prostych i populistycznych, takich jak podwyższenie świadczeń rodzinnych i obniżenie wieku emerytalnego. Na odnowionej scenie politycznej, wobec niskiej frekwencji wyborczej (51 proc. głosujących), PiS zdobył 37 proc. głosów, co dało mu 51 proc. miejsc w Sejmie. W ten sposób partia ta osiągnęła absolutną większość w Sejmie, choć wsparło ją tylko 18 proc. ogółu Polaków uprawnionych do głosowania.

    „WŁADZA SUWERENNA”
    Po zwycięstwie wyborczym PiS odsunął na dalszy plan swój program socjalny i skoncentrował się na kamieniach węgielnych systemu politycznego.
    Jarosław Kaczyński utrzymuje, że polskie przemiany po 1989 roku, oparte na umowach Okrągłego Stołu – a więc wynegocjowane z komunistami – są skażone wadami i że jego partia musi odbudować Polskę na wzór Węgier rządzonych przez Orbana.
    Zmiana polega na scentralizowaniu władzy i ograniczenia mechanizmu checks and balances (równoważenia się organów państwa). Ponieważ PiS nie może zmodyfikować konstytucji RP, Sejm wraz z prezydentem paraliżują prace Trybunału Konstytucyjnego. Te działania pozwalają przegłosowywać ustawy zagrażające porządkowi konstytucyjnemu. Służba cywilna została uzależniona całkowicie od decyzji politycznych. Media publiczne mają się stać „mediami narodowymi”, kontrolowanymi bezpośrednio przez rząd. Uprawnienia policyjne w dziedzinie nadzoru nad obywatelami znacząco rosną.
    Jarosław Kaczyński nie respektuje zasady podziału władz, steruje prezydentem i panią premier, kontynuuje realizację swojego marzenia o „władzy suwerennej”. Na przekór antyrosyjskim wypowiedziom Kaczyńskiego, jego polityka nieufności wobec Unii Europejskiej oraz resentymenty antyniemieckie sprzyjają Putinowi. Kaczyński wydaje się być wiernym uczniem Carla Schmitta, błyskotliwego niemieckiego prawnika minionego wieku, teoretyka „stanu wyjątkowego” i „decyzjonizmu” politycznego, czyli stanowiska mówiącego o indywidualnej woli władzy politycznej, która wznosi się ponad prawo.

    NADZIEJA
    Jednakże ograniczanie liberalnej demokracji napotkało nieoczekiwany opór. Obudził się ruch społeczny: Komitet Obrony Demokracji zorganizował w wielu polskich miastach demonstracje gromadzące tysiące ludzi. Komisja Europejska wszczęła niedawno wstępny etap procedury dotyczącej ochrony państwa prawa w Polsce. Do tej pory biskupi katoliccy w Polsce postanowili nie wypowiadać się publicznie na ten temat. Ale wśród Polaków wola bronienia naszych „europejskich zdobyczy” jest potężna i wypełniona nadzieją.

    Henryk Woźniakowski, prezes Wydawnictwa Znak, członek Grupy IXE – Inicjatywy Chrześcijan dla Europy.

    Przełożył z francuskiego oryginału Szymon Łucyk
    _______________________________________________

    Fundamental rights
    European Union

    What’s happening in Poland?
    At the explicit request of the Polish Bishops’ Conference, EuropeInfos withdraws the article ‚What’s happening in Poland?’ by Henryk Woźniakowski from its Website.

    NA WYRAŹNĄ PROŚBĘ Konferencji Episkopatu Polski, “EUROPEINFOS” WYCOFUJE ARTYKUŁ HENRYKA WOŹNIAKOWSKIEGO „CO SIĘ DZIEJE W POLSCE” ZE SWOJEJ STRONY INTERNETOWEJ.
    http://www.europe-infos.eu/europeinfos/en/home

  212. Rzeczywiście jeżeli tekst jest wycofany z EI to jest to smutna wiadomość i dobry pokaz skuteczności zabiegów taktycznych KEP, którzy w jakiś ekwilibrystyczny sposób dokonali niemożliwego. Jeżeli rzeczywiście tekst zostanie wycofany. Czy już został wycofany.

    Otwieram sobie w tej chwili Charektery z lutego 2016 roku. Dwójka psychologów dr Katarzyna Jaśko z UJ i prof. Arie W. Kruglański z Univ. Of Maryland o obecnej sytuacji w Polsce i konflikcie piszą: „W Polsce gdzie wiara katolicka jest istotnym elementem tożsamości wielu Polaków po obu stronach, Kościół ma do odegrania kluczową rolę. Może albo łagodzić nastroje, promując akceptację, pokój i otwartość umysłu, albo zwiększać podziały społeczne. Polska zbliża się do niebezpiecznego zakrętu na swej drodze, zatem wybór kierunku jest niebywale pilny.”

    Swoją Kluczową rolę obecny Kościół w Polsxe już odgrywa po swojemu.

  213. Ks. prof. Heller: NOWA EWANGELIZACJA POTRZEBUJE NOWEJ EDUKACJI

    Tomku, według mnie załatwianie spraw poprzez cenzurę, której biskupi nawet nie starają się merytorycznie uzasadnić – to tylko jeden z przejawów sytuacji, kiedy nie mają oni chyba jakiegoś spójnego pomysłu na rzeczowy dialog ze współczesnym, mało ortodoksyjnym społeczeństwem, a zwłaszcza z arcykrytyczną nauką. Z czym do ludzi?

    Plan taki co prawda teoretycznie istnieje i nazywa się „nowa ewangelizacja”. Ks. Heller zwraca jednak uwagę, że ten projekt także się nie powiedzie bez reformy edukacyjnej:

    „Idea jest piękna, ale żeby nowa ewangelizacja mogła naprawdę się zrealizować, trzeba spełnić dwa warunki, co jednak aktualnie nie jest możliwe. Pierwszy to odnowienie stylu i podniesienia poziomu edukacji chrześcijańskiej, która w tym momencie – tak mi się wydaje – zmierza w stronę prowizoryczności; drugi – odbudowa żywej więzi pomiędzy kulturą kościelna a naukową”

    Sam naiwnie próbowałem zaangażować biskupów, najgłośniej wypowiadających się o owej „nowej ewangelizacji” w debatę o ewolucji, o definicji człowieka jako fenotypu – z marnym skutkiem. Ks. Heller ma jednak takie marzenie:

    „Obecnie – powtarzam – nie widzę prostych rozwiązań. Może w przyszłości wyjdą one od dobrze wykształconych zarówno w dziedzinie religii, jak i nauki grup osób świeckich oraz kleru. Wyobrażam sobie naukowców, którzy będą jednocześnie dobrymi katolikami i dobrymi teologami”.

    Jak Państwo widzą, wiele z zarzutów, jakie tutaj postawiliśmy ks. Hellerowi, on sam już wcześniej postawił sam sobie – i całej kulturze katolickiej, nie tylko w Polsce. (Zarzuty takie muszą być zresztą formułowane równolegle z krytyką kultury świeckiej, ateistycznej – opartej niekonsekwentnie na religijnych standardach moralnych, co nawet w nauce prowadzi dziś do poważnego kryzysu). Bardzo go także cenię za niesłychanie odważną – udaną czy nieudaną – publiczną próbę wyartykułowania jego własnego światopoglądu jako chrześcijanina i naukowca zarazem. Mam nadzieję, że nasza debata o duszy i umyśle dojdzie do skutku – i może jakoś wpisze się w ks. Hellera projekt nowej syntezy Sensu i Wiedzy?

    „„Nauka daje nam Wiedzę, a religia daje nam Sens. I Wiedza, i Sens są niezbędnymi warunkami godnego życia. I jest paradoksem, że obie te wartości często pozostają w konflikcie”

  214. Gdyby tu jeszcze chodziło o jakąś ortodoksję w sensie wierności chrześcijaństwu albo Ewangeli albp jakimś przyzwoitym zasadom. A to raczej jest symptom postawy ideologicznej, którą Stanisław Obirek próbował pokazać w książce Polak katolik? Gdzie pisze, że to nie jest żadna religia, ale ideologia. Żeby można było stosować szantaż wobec takiego stonowanego stanowiska i uważać się za chrześcijanina to trzeba mieć klapki na oczach i wdychać od dawna opary ideologii. Denerwuje mnie, że nikt nie reaguje w obliczu takiej sytuacji, nie licząc Katarzyny Wiśniewskiej z GW, Jarosława Makowskiego z Polityki, Adama Szostkiewicza z Polityki i może Artura Sporniaka z TP, który jednak napisał coś tak łagodnego, że właściwie nie wiadomo o co chodzi. A reszta?, a ludzie ze struktur Kościoła? Wszyscy milczą w kompletnej bezradności…Wobec szantażu. Tchórzostwa i układów.

    Jestem ciekaw bardzo tego jaki obraz Kościoła utrwali się dzięki temu przez następne lata. Co o nim ludzie, którzy są młodzi teraz, pomyslą za kilkanaście lat? Ludzie to zapamiętają. A Kosciół, gdyby wtedy próbował grać rzekomo poszkodowanego… Niech się nie zdziwi jak dzięki takim postawom jak obecnie zrazi do siebie ludzi na długo.

  215. NIEZWYKŁE ODKRYCIE

    Data 11 lutego 2016 r. zapisze się w dziejach nauki odkryciem istnienia i promieniowania FAL GRAWITACYJNYCH. Nie mylił się genialny Einstein:

    “One hundred years ago, Albert Einstein published his general theory of relativity, which described how gravity warps and distorts space-time.
    While this theory triggered a revolution in our understanding of the universe, it made one prediction THAT EVEN EINSTEIN DOUBTED COULD BE CONFIRMED: THE EXISTENCE OF GRAVITATIONAL WAVES.
    Today, a century later, we have that confirmation, with the detection of gravitational waves by the Advanced Laser Interferometer Gravitational-Wave Observatory (aLIGO) detectors.
    Here we collect reactions and analysis from some of the leading astronomers and astrophysicists from around the world”.

    Oto tylko dwa z mnóstwa LINKÓW:

    http://theconversation.com/gravitational-waves-discovered-top-scientists-respond-53956

    http://www.iflscience.com/physics/gravitational-waves-discovered-how-did-experiment-ligo-actually-work

    Chciałem załączyć cztery, ale komentarz nie pojawia się w ogóle.

    Dobrej Niedzieli!

  216. PRZYSPIESZENIE…

    Fale grawitacyjne. Mamy kolejny, arcyczuły „sztuczny zmysł”. Co zdołamy przy jego pomocy odkryć i jak bardzo znów będziemy musieli zmienić wyobrażenie o nas i świecie?

    Impet nauki jest dziś tak duży, że powstała idea tzw. „trzeciej kultury”, w jakiej „science is the only news„. Inne historie, polityka, wojny, romanse, zbrodnie powtarzają się w gazetach od stuleci – i powtarzają się w kółko. Naprawdę NOWE przychodzi tylko z nauk.

    To ujęcie skrajne oczywiście, ale dające do myślenia. Wszyscy uczymy się jakoś szybciej i sprawniej łączyć przeszłość z przyszłością, otwieraną przez nauki. Co ciekawe, bp. Pieronek widzi w odpowiedzialności za przyszłość, połączonej z pogłębioną autorefleksją – sposób na obecne głębokie konfikty społeczne w Polsce:

    „Jeśli szukamy czegoś, co nas jako naród może zjednoczyć, powinniśmy kopać głębiej. Nie przez pomniki, ale rewizję poglądów. Z mojego punktu widzenia jako chrześcijanina musi to być jakieś głębokie nawrócenie się. Z obu stron. „Nawrócenie” nie znaczy jednak odwrócenia poglądów o 180 stopni. To raczej rzetelna próba odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy i na czym chcemy budować przyszłość”.

    Nie wszyscy biskupi milczą, Tomku. Polecam ten wywiad.

  217. CHCIAŁ KOŚCIÓŁ PiS-U – TO MA

    Słusznie, P. Dariuszu!

    No to jeszcze jeden urywek z tego wywiadu:

    – Dlaczego Kościół milczy? Henryk Woźniakowski, opisując sytuację w Polsce dla jednego z europejskich portali chrześcijańskich, przyznał, że w tych fundamentalnych dyskusjach brakuje głosu Kościoła. Oberwał za to od polskich biskupów.

    – Kościół to nie tylko duchowni i nie tylko biskupi. Widocznie BISKUPI nie widzą potrzeby, żeby zabierać głos. Można by zapytać: dlaczego? Wydaje mi się, że tak czy inaczej WSPIERALI PIS RÓŻNYMI SPOSOBAMI. CHCIELI, TO MAJĄ.

  218. GRAWITON,

    Darku,
    tak mamy najprawdopodobniej dotychczas hipotetyczny GRAWITON. Wczesniej hipotetyczny bozon Higgsa, tak wlasnie nastepuje rozwoj nauki, wraz z rozwojem technologicznym pozwalajacym na konstrukcje coraz bardziej nowoczesnego sprzetu badawczego.
    Wczesniej zderzacz hadronow, teraz olbrzymie interferometry laserowe.
    Oba odkrycia sa bardzo istotnymi dowodami na efektywnosc fizyki TEORETYCZNEJ .
    Nauka prze naprzod wielkimi krokami, latajac dotychczasowe luki . BRAWO !

    http://physics.aps.org/articles/v9/17

    http://journals.aps.org/prl/pdf/10.1103/PhysRevLett.116.061102

  219. ROZWAZANIA WIELKOPOSTNE,

    LEK GZYSTENCJALNY czyli przemijanie, smierc, dobro i zlo to kwestie, ktore dotyczyly czlowieka od zawsze.

    Jak podaje Wojciech Czabanowski w artykule zatytulowanym:
    „Przemijanie dzisiaj i u zarania dziejów” na lamach „Rzeczpospolitej”:

    ” Już na wiele stuleci przed Hiobem i Koheletem powstawały mezopotamskie teksty poruszające w ciekawy i dojrzały sposób tę samą tematykę.”

    Caly artykul:

    http://www.rp.pl/W-sieci-opinii/160219602-Przemijanie-dzisiaj-i-u-zarania-dziejow.html

    NASTEONE TEMATY do zadumy wielkopostnej :

    „Korea Północna potwierdza, że przeprowadzono test bomby wodorowej. ”

    „Rosyjski analityk wojskowy: Rosja szykuje się na wielką wojnę, możliwy konflikt ogólnoeuropejski”

    WALKA O WLADZE, CHORE AMBICJE, PAZERNOSC, ZACHLANNOSC, napedzane ewolucyjna selekcja plciowa, czyli syndrom chromosomu plci meskiej Y, to jest to, z czym walczy m.in. prof. B. Sykes.

    ” Jednak nie można zaprzeczyć, że selekcja płciowa, działając poprzez bogactwo i władzę, silnie zachwiała równowagą między obiema płciami i stworzyła patriarchalne struktury społeczne, w których mężczyźni posiadają i utrzymują kontrolę. Głównym beneficjentem tego procesu był do tej pory chromosom Y, lub przynajmniej te chromosomy Y, które zdołały podczepić się pod bogactwo i władzę oraz były w stanie reprodukować się ponad wszelką miarę. W swej drodze do przyszłych pokoleń wspomagały je powszechne zasady dziedziczenia po linii ojca, na mocy którego bogactwo, własności, tytuły i nazwisko zwykle przechodzą z ojca na syna.”

    Osobiscie wciaz, nie potrafie pogodzic tych faktow z Inteligentnym, MILOSIERNYM, WSZECHMOGACYM Projektantem.

  220. Dzięki Darku za link do tekstu. Wywiad z TP czytałem na papierze. Fragment, który przytoczyłeś dotyczy propozycji Andrzeja Nowaka z wywiadu:

    http://wyborcza.pl/magazyn/1,150175,19554141,andrzej-nowak-wybudujmy-kopiec-jana-pawla-ii-spotkalbym-sie.html?disableRedirects=true

    …żeby godzić strony sporu przy budowie kopca Jana Pawła II.

    Wystarczy zerknąć na ten wywiad z AN, żeby zobaczyć, że oprócz tego groteskowego pomysłu godzenia obywatelskiego ruchu KOD’u (który wyraża niezgodę na działanie związane z uchwalaniem ustaw w nocy bez vocatio legis, na paraliżowanie TK) ze stroną rządową, która tego wszystkiego dokonuje i sympatykami, padają tam inne zdumiewające stwierdzenia, że GW jest wzorcem manipulacji ideologicznej, na co podobno jest mnóstwo przykładów, ale podany jest tylko jeden dotyczący pogłosek w sprawie szczytu NATO (bardzo dyskusyjny przykład). Zdumiewające, że tak wypowiada się przecież chrześcijanin…

    W obliczu takiego zacietrzewienia środowiska prawicowego i wspierania go przez kościół instytucjonalny – reakcja TP jest dosyć łagodna.

    Nie neguje, że pomysł łagodzenia konfliktu jest złym pomysłem i należy się przerzucać winami, ale jeżeli ci ludzie są chrześcijanami i tam bardzo się tym szczycą niechże się ruszą i zaproponują coś mniej groteskowego niż kopiec Jana Pawła II. Niechże najpierw po chrześcijańsku poszukają winy u siebie. Osobiście widziałbym to tak, żeby wspólnie przeprosili jako chrześcijanie za milczenie wobec słów o pasożytach u uchodzców. To byłby niezły początek. Mogliby się do tego przyłączyć biskupi.

  221. DYGRESJA: TELOMERAZA i nie tylko vs ENTROPIA, CZYLI SPOSOBOW NA DLUGOWIECZNOSC cd.

    Poniewaz pod tym wpisem Dariusza poruszamy kwestie niepokonanej, wszechwladnej ENTROPII, Andrzej zas w najnowszym wpisie: ” SYNTETYCZNA TEORIA EWOLUCJI A DARIUSZ KOT” poruszyl watek utraconej przez nas w toku ewolucji szansy na wzgledna NIESMIERTELNOSC, ja pozwole sobie po raz kolejny na odrobine realnego optymizmu 🙂

    http://www.listyznaszegosadu.pl/nauka/aktywacja-telomerazy-moglaby-prowadzic-do-leczenia-samej-starosci

    „Dr Fossel jest jednym z pionierów badań nad klinicznym użyciem telomerazy, enzymu, który powoduje, że pewne rodzaje komórek stają się właściwie nieśmiertelne. Wśród nich są wolno żyjące pierwotniaki, komórki rakowe i komórki zarodkowe, z których powstają plemniki i jajeczka. Jak o tym pomyślisz, to zapłodnione jajeczko, z którego powstałeś, ma za sobą trzy miliardy lat ciągłego życia, a nie wygląda na ani jeden dzień powyżej zerowego.

    Jest tak z powodu telomerazy. Resetuje ona poziom aktywności genów, tak że każde życie rozpoczyna się młodo. Telomeraza robi to przez ponowne przedłużenie powtarzalnych sekwencji DNA zwanych telomerami na końcach chromosomów. Sześcioliterowy szereg TTAGGG powtarza się 15 tysięcy razy na końcu każdego chromosomu w większości twoich komórek, kiedy jesteś niemowlęciem, ale tylko 8 tysięcy razy, kiedy jesteś stary. To skrócenie jest główną przyczyną starzenia się.

    Poza twoimi komórkami zarodkowymi i niektórymi komórkami macierzystymi wszystkie inne komórki zamykają swoje geny telomerazy, a wynikiem jest skracanie się telomerów przy każdym podziale komórkowym. Starość nie jest akumulacją ZUZYCIA i USZKODZEN; jest skróceniem się telomerów, co prowadzi – nadal nie jesteśmy pewni, w jaki sposób – do spowolnienia tempa, w jakim uszkodzone cząsteczki zostają naprawiane, co z kolei prowadzi do większej liczby uszkodzonych komórek.”
    ***
    http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/homary-nie-umieraja-ze-starosci-ich-organizm-nie-jest-na-to-zaprogramowany,99022,1,0.html

    „Homary nie umierają ze starości. Ich organizm nie jest na to zaprogramowany
    GDY SKORUPIAK „ZRZUCA” PANCERZ, JEGO ORGANIZM MŁODNIEJE.
    ***

    INNE sposoby na DLUGOWIECZNOSC :
    „MLODA KREW SPOSOBEM NA DLUGWIECZNOSC ”

    https://www.theguardian.com/science/2015/aug/04/can-we-reverse-ageing-process-young-blood-older-people

    „Czy młoda krew leczy alzheimera ?”
    http://wyborcza.pl/TylkoZ…alzheimera.html

    ***
    Mózg na diecie zawsze młody

    http://www.eureknews.pl/i…wsze-mlody.html
    ***
    „POSCIC DLA MLODOSCI ”

    „Geny na długowieczność

    Drożdże i myszy żyją dłużej, gdy ograniczy się im dietę.
    Ostatnie odkrycia genetyków pozwalają lepiej zrozumieć tę zależność.
    Czy zaowocują lekami przeciwko cukrzycy, a może pigułką przedłużającą życie bez konieczności głodzenia się? ”
    http://www.remus.com.pl/poscic-dla-mlodosci.htm

    Co sie okazuje, owa pigulke najprawdopodobniej juz mamy (sama jej uzywam). Lek stosowany w leczeniu podwyzszonego poziomu cukru w organizmie o nazwie METFORMINA, jak wszystko wskazuje przedluza zycie. Czyli mamy juz mozliwosc siegniecia po pigulke zamiast glodzenia sie (?)

    http://www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Ruszaja-badania-nad-metformina-Ten-lek-przedluza-zycie,157884,11.htm

    „Ruszają badania nad metforminą. Ten lek przedłuża życie ?”

    „W 2016 r. rozpoczną się pierwsze badania kliniczne, które mają wykazać czy metformina stosowana w terapii cukrzycy może przedłużyć życie – informuje New Scientist.
    Zauważono nawet, że metformina wydłuża życia chorych na cukrzycę typu 2, co jest jeszcze bardziej zdumiewające. Zwykle żyją oni o 8 lat krócej niż osoby, które nie chorują na cukrzycę. Tymczasem z badań przeprowadzonych wśród 180 tys. diabetyków przez specjalistów Cardiff University w Wielkiej Brytanii wynika, że ci, którzy regularnie zażywają metforminę, cieszą się o 15 proc. dłuższym życiem od osób zdrowych.

    Jeszcze bardziej optymistycznie wypadły badania na zwierzętach. Eksperymenty na myszach wykazały, że metformina dodawana do karmy jest w stanie przedłużyć im życie nawet o 40 proc. Dłużej żyły również nicienie, na dodatek rzadziej chorowały i nie wykazywały tego, co u ludzi nazywamy zmarszczkami. Myszy miały z kolei mocniejsze kości.”
    ***
    I jeszcze cos dla potrafiacych poscic.

    „Gen SIRT1 powstrzymuje długowiecznośc ”

    http://www.biotechnolog.p…-dlugowiecznosc

    „Obiecujące odkrycia”
    „Stwierdzono, że białko SIRT6 pełni ważną funkcję w naprawianiu DNA, co może być ważne w powstrzymaniu starzenia na poziomie komórkowym. Vera Gorbunova stwierdziła, że „nadekspresja białka SIRT6 wydłuża życie myszy” ”
    ***
    „Chcesz żyć wiecznie? KONIEC Z SEKSEM! ”
    „REWELACYJNE WYNIKI BADAŃ NAD DŁUGOŚCIĄ ŻYCIA PŁAZIŃCÓW
    Receptę na długowieczność znają płazińce z gatunku PlanariaShutterstock
    Któż nie chciałby żyć wiecznie… Niektóre płazińce w imię długowieczności zrezygnowały z seksu. Wszystko dzięki temu, że rozmnażają się przez podział komórki.

    Brytyjscy naukowcy odkryli, że jeden z gatunków płazińca może przezwyciężyć proces starzenia się i osiągnąć długowieczność. Wyniki badań rzucają nowe światło na możliwość opóźnienia, a nawet wstrzymania procesu starzenia także u ludzi.
    Planarian znają sposób na nieśmiertelność

    W artykule opublikowanym w czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences”, naukowcy informują, że płazińce z gatunku Planaria potrafią utrzymać długość kluczowego elementu ich DNA, zwanego telomerem, w trakcie regeneracji. Telomer skraca się podczas każdego podziału komórki.

    – Nasze badania dają odpowiedź na pytanie, co robią zwierzęta, by osiągnąć praktycznie NIESMIERTELNOSC – powiedział prowadzący zespół badawczy Aziz Aboobaker z Uniwersytetu w brytyjskim Nottingham.
    Receptą podział komórki.
    Płazińce z gatunku Planarian od dawna fascynują naukowców. Między innymi ze względu na swoją niezwykłą zdolność do regeneracji: z przeciętego na pół robaka powstaną dwa odrębne osobniki.
    Zespół naukowców badał dwa rodzaje płazińców: te, które rozmnażają się płciowo, tak jak ludzie, oraz te, które rozmnażają się przez podział komórki.

    Oba typy posiadają zdolność do regeneracji skóry i narządów wewnętrznych. Aboobaker wyjaśnił jednak, że te, które rozmnażają się bezpłciowo są w stanie dodatkowo odnowić fragment chromosomu skracający się przy każdej reprodukcji.
    Naukowcy są pewni, że za nieśmiertelność odpowiada właśnie długość łańcucha telomerów. Krótsze telomery sprawiają, że organizm szybciej się starzeje.
    Telomery kluczem do długowieczności
    Poprzednie badania (za które w 2009 r. przyznano Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny) wykazały, że długość telomerów może być utrzymywana przez aktywność enzymu telomerazy. W większości organizmów rozmnażających się płciowo enzym ten jest najbardziej aktywny we wczesnym okresie rozwoju.
    Zespół Aziza Aboobakera odkrył, że u reprodukujących się bezpłciowo płazińców z gatunku Planarian, poziom enzymu gwałtownie wzrasta podczas regeneracji. To z kolei pozwala komórkom macierzystym odbudować utracone podczas podziału tkanki oraz zachować pierwotną długość łańcucha telomerów. ”

    ***
    „O śmierci mówimy, że jest stanem naturalnym, jednak wiemy, że istnieją organizmy, które się NIE STARZEJA.

    „Stułbia, kilkumilimetrowy wodny wielokomórkowy organizm, który jeśli reprodukuje się aseksualnie nie starzeje się, a komórki nie tracą telomerów, czyli nie starzeją się ani nie umierają.
    Jeśli stułbia może i dla niej śmierć nie jest naturalną rzeczą, to może śmierć w ogóle nie musi być naturalną rzeczą?
    Z kolei meduza Turritopsis Nutricula ma niezwykłą zdolność dorastania i powrotu do stanu polipa, czyli odmładniania. Jej komórki przy odpowiednich sygnałach mogą stać się dowolnymi komórkami, w tym macierzystymi, w rzadkim procesie zwanym transdyferencjacją. Tym samym uważa się, że meduza ta jest NIESMIERTELNA i może zmieniać swój stan wielokrotnie.”

  222. PREZYDIUM KEP OCENZUROWAŁO KRYTYCZNY GŁOS HENRYKA WOŹNIAKOWSKIEGO

    Do TOMKA
    Dopiero teraz dowiadujemy się, że ocenzurowania dokonało Prezydium KEP. Ta inicjatywa nie była konsultowana w ogóle z innymi biskupami.

    Zachęcam do lektury artykułu red. Artura Sporniaka pt. „POLSKA, KOŚCIÓŁ, DEMOKRACJA”, „Tygodnik Powszeczhny” nr 8, 21 lutego 2016 s. 30-32.

    Kilka cytatów:

    „Co na to inni biskupi? Kilku z nich przyznało „Tygodnikowi”, że kwestia tekstu Woźniakowskiego nie była konsultowana poza Prezydium Episkopatu. Natomiast subtelnych rozrożnień i odpowiedzialność za nią przypiszą całemu Episkopatowi. To jest, jak się ostatnio wydaje, problem w łonie Episkopatu – pojawiają się inicjatywy promowane przez niektorych „funkcyjnych” biskupow, ktore niekorzystnie wpływają na wizerunek Kościoła, a w mediach „idą na konto” całego Episkopatu.
    (…)
    Zamieszanie wokoł tekstu Woźniakowskiego może mieć pozytywny skutek, jeśli doprowadzi do dyskusji, ktora przypomni, że KOŚCIOŁ nie tylko NIE JEST WROGIEM DEMOKRACJI, lecz UWAŻA JĄ ZA USTROJ NAJBARDZIEJ ODPOWIEDNI SPOŁECZNEJ NATURZE CZŁOWIEKA. A jeśli tak, to w sytuacji zagrożenia fundamentow demokracji ma prawo się o nią dopominać.
    (…)

    Ale jak wskazują badania sprzed kilku dni przeprowadzone przez CBOS, WIĘKSZOŚĆ POLAKOW NIEPOKOI SIĘ O POLSKĄ DEMOKRACJĘ (patrz ramka)”.

    Sporniak tak kończy swój artykuł:

    „Kościoł nie chce mieszać się do doraźnej polityki, co nie znaczy, że jest obojętny – mowi o sobie jako o „gwarancie demokracji”. Przydałby się dziś w Polsce taki gwarant-rozjemca. Pytanie, czy Episkopat potrafiłby podjąć się takiej roli. Na pewno musiałby MÓWIĆ O FUNDAMENTACH DEMOKRACJI MĄDRZE JEDNYM GŁOSEM. Sprawa Woźniakowskiego nie napawa jednak optymizmem” (wyróżnienia moje, WH).

    ________________________________________

    RAMKA W TEKŚCIE ARTYKUŁU RED. SPORNIAKA
    _________________________________________________

    OBYWATELSKI LĘK O DEMOKRACJĘ

    Od ostatnich wyborów parlamentarnych
    niezadowoleni z jakości demokracji
    w Polsce zaczęli przeważać nad zadowolonymi
    i w styczniu ta przewaga jeszcze się powiększyła
    – czytamy w opublikowanych 10 lutego
    badaniach CBOS „Opinie o demokracji”.
    Niezadowolonych jest połowa Polakow (wzrost
    o 1 proc.), zadowolonych zaś 39 proc. (spadek
    o 4 proc.). Jednocześnie obserwujemy umacnianie
    się rangi demokracji jako wartości
    politycznej. Odnotowano wzrost popularności
    postaw prodemokratycznych: przekonanie, że
    demokracja ma przewagę nad innymi formami
    rządow, podziela 70 proc. badanych (wzrost
    o 6 proc.), oraz krytycznego stosunku wobec dopuszczalności
    rządow niedemokratycznych
    – wyraża go co drugi Polak (wzrost o 10 proc.),
    natomiast 30 proc. badanych (spadek o 10 proc.)
    zgadza się ze stwierdzeniem, że niekiedy rządy
    niedemokratyczne mogą być bardziej pożądane.

    _______________________________________

  223. Dziękuję za wskazanie tekstu Artura Sporniaka. Dla każdego zainteresowanego – tekst będzie dostępny poniżej, w całości za darmo, o ile ktoś zechce założyć swoje konto, albo zalogować się na istniejące:

    https://www.tygodnikpowszechny.pl/polska-kosciol-demokracja-32397

    Natomiast co do szczegółów:

    „Co na to inni biskupi? Kilku z nich przyznało „Tygodnikowi”, że kwestia tekstu Woźniakowskiego nie była konsultowana poza Prezydium Episkopatu. Natomiast komentujący ją dziennikarze nie będą robić subtelnych rozróżnień i odpowiedzialność za nią przypiszą całemu Episkopatowi.”

    Przepraszam, ale mam wrażenie, że żyjemy na innych planetach. Kościół instytucjonalny i zwykli ludzie. Mam też jakieś nieodparte wrażenie, że chce się odpowiedzialność za ciężar spawy kierować w stronę dziennikarzy, którzy będą niechętni do dokonywania subtelnych dystynkcji(!), Pewnie, że prezydium KEP mogło wyjść z samodzielną inicjatywą szantażu wobec tekstu Woźniakowskiego (tzw. „kwestia tekstu Woźniakowskiego” z fragmentu Artura Sporniaka to tak naprawdę rozpaczliwy i prawdopodobny szantaż prezydium), ale dlaczego reszta biskupów nie protestuje? Chcą siedzieć cicho wobec takiej sytuacji i narzekać na dziennikarzy, którzy nie zechcą brać pod uwagę tego, że nikt nie konsultował z nimi szantażu…

    Do tej pory jednak „reszta” biskupów, z którymi nie konsultowano szantażu wobec EI i rozpaczliwych prób zdjęcia tekstu Henryka Woźniakowskiego – nie odezwała się w sprawie paraliżu TK, ani wobec nieodbierania przysięgi od zaprzysiężonych sędziów zgodnie z zapisami Konstytucji, ani wobec uchwalania ustaw nocą (są wyjątki jak np. Tadeusz Pieronek), ani wobec rezygnacji z vacatio legis, ani wobec wstrzymywania druku orzeczeń TK, ani wobec zamachu politycznego na media, którego nawet nikt nie próbuje przeprowadzać w białych rękawiczkach, ani…ah… przede wszystkim przed rozbudzaniem nienawiści przez idola sił prawicowych w Polsce – Jarosława Kaczyńskiego, który mówiąc o pasożytach u uchodzców zachował się tak samo jak zachowała się władza PRL wobec osób narodowości żydowskiej w 68 roku, kiedy antysemityzmu użyto instrumentalnie jako elementu walki o władzę. I to jest w dodatku człowiek, który przewodzi obozowi katolickiemu…

    Wprost nie do wiary. To co, reszta biskupów nie chce walczyć o Kościół? Jak można jeszcze to milczenie ubierać w płaszczyk dystansowania się Kościoła od polityki? Czy sprzeciw wobec słów nienawiści jest angażowaniem się w politykę, tylko dlatego, że wypowiadający te słowa jest politykiem? Bardzo wygodne ze strony Kościoła i moim zdaniem bardzo tchórzliwe.

  224. KOŚCIÓŁ PIS? [Ireneusz Krzemiński]

    Gazeta Wyborcza 19.02.2016
    „Protestuję, bo nie chcę należeć do Kościoła o. Rydzyka i biskupów – przyjaciół PiS” deklaruje na łamach „Gazety Wyborczej” Ireneusz Krzemiński, nawiązując do wycofania „na żądanie” sekretarza Episkopatu Polski, artykułu Henryka Woźniakowskiego z czasopisma Komisji Konferencji Biskupów Unii Europejskiej. Zdaniem Krzemińskiego, reakcja na artykuł była „znakiem jednoznacznego politycznego poparcia przez polskich biskupów działań rządów PiS” a „autorytet religii i Kościoła został użyty, jako element walki politycznej”.

    ***
    Wiadomość przekazana także przez Internetowy Dziennik Katolicki (IDK) , przegląd prasy .
    Od siebie dodaję: jak widać, nie ma końca ten incydent z
    tekstem H. Woźniakowskiego. A konsekwencje smutne dla Kościoła w Polsce.

  225. Jest nadzieja dla Kościoła, ale płynie od Franciszka, a nie od polskich biskupów (generalizacja może być krzywdząca, ale właściwie wobec braku protestów z ich strony, z powodu ich milczenia może jest zasadna). Nie wiem na ile prawdą jest to, o czym pisze Jarosław Makowski na swoim blogu w Polityce:

    http://makowski.blog.polityka.pl/2016/02/19/franciszek-po-stronie-czlowieka/?nocheck=1

    „Franciszek zastrzegł, że nie chce mieszać się w amerykańską politykę, ale dodał: „Ktoś, kto chce wznosić mury, a nie budować mosty, nie jest chrześcijaninem.”

    Jeżeli Franciszek rzeczywiście tak powiedział (dotyczy to wypowiedzi Donalda Trumpa – prawdopodobnego kandydata na prezydenta USA) w drodze z Meksyku, pokazuje to z jednej strony jego siłę i z drugiej strony słabości polskich biskupów. Jakby się chciało takiego odważnego stanowiska w Polsce. Wygląda na to, że Franciszek zdobyłby się na odwagę powiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim, że nie jest chrześcijaninem. Gdyby miał wiedzę co też u nas się działo i dzieje. Polscy biskupi mają „odwagę” mówić, że nie mogą się mieszać w sprawy polityki, ze względu na wyższe dobro – Kościół w Polsce nie może mieszać się do polityki…

    Litości.

  226. UCHODZCY czyli o CHRZESCIJANSKIEJ ZASADZIE ROWNOWAZNOSCI MILOSCI DO BLISKICH I SIEBIE Z MILOSCIA DO BLIZNIEGO.

    „Franciszek zastrzegł, że nie chce mieszać się w amerykańską politykę, ale dodał: „Ktoś, kto chce wznosić mury, a nie budować mosty, nie jest chrześcijaninem.” ”

    Sprawa obecnego kryzysu migracyjnego w gruncie rzeczy jest sprawa niezwykle trudna, gdyz ocieramy sie o niebezpieczenstwo przekroczenia plynnych granic zachowania ZDROWEGO instynktu SAMOZACHOWAWCZEGO.

    Tu polecam:

    „Hipnotyzujący taniec śmierci” na portalu EUROISLAM .

    Zlota zasada WZAJEMNOSCI mowiaca: „Traktuj innych tak, jak Ty byś chciał być traktowany”, w ujeciu negatywnym brzmiaca: „Nie czyń innym tego, czego nie chcesz, by czynili tobie”, podaje nam pewne OGRANICZENIA co do czynienia DOBRA INNYM.
    Wg. Ew. Mat. zasada ta w ustach Jezusa brzmi:

    „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.” (Mt 7)

    „Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. (Mt 22).

    Zauwazmy, wiec, ze powinnismy kochac blizniego TAK SAMO JAK , a NIE PONAD siebie samych.
    Naszym chrzescijanskim obowiazkiem jest wiec rownowazne dbanie o naszych bliskich i o siebie z dbaniem o blizniego.

    Ja jako matka, czuje sie w obowiazku dbac rowniez O INTERESY swojej RODZINY, w tym przede wszystkim swoich dzieci jak i swoje wlasne , Obowiazek ten wyplywa wlasnie ze zdrowego instynktu samozachowawczego, w ktory wyposazyla nas ewolucja biologiczna.
    Stawianie milosci blizniego PONAD milosc wlasna i swoich bliskich jest SAMODESTRUKCJA.

    „A jeśli kto o SWOICH , zwłaszcza o DOMOWNIKOW nie ma starania, ten zaparł się wiary i jest gorszy od niewierzącego.” (1 Tym )

    Nota bene w kontekscie ETYKI CHRZESCIJANSTWA , w ta fundamentalna zasade powinnismy tez wkomponowac REALNE znaczenie MILOSCI do naszych WROGOW.

  227. I see you don’t monetize your blog, don’t waste your
    traffic, you can earn additional cash every month because
    you’ve got hi quality content. If you want to
    know how to make extra bucks, search for:
    Boorfe’s tips best adsense alternative

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *