Pascha

Jak rozumieć ofiarę Chrystusa

Ofiara Chrystusa jest jedną z najbardziej kluczowych kwestii chrześcijaństwa. W zależności od tego jak ją interpretujemy, podpisujemy się pod określonym obrazem Boga. Albo też być może w zależności od obrazu Boga, jaki nosimy w sobie, różnie interpretujemy ofiarę Chrystusa. Według mnie ofiara Chrystusa nie polega na zadowoleniu Ojca ze śmierci Syna. Jej istotą nie jest cierpienie, męka i śmierć. Bóg chrześcijan nie łaknie krwawych ofiar, aby darować ludziom winy i dać im zbawienie. Bóg chrześcijan nie pragnie też cierpienia swoich stworzeń. Jego celem jest uwolnienie świata od cierpień. Niestety ofiara Chrystusa była przez wieki rozumiana jako pełna analogia do Starotestamentowych ofiar rytualnych, polegających na zabijaniu zwierząt ofiarowanych Jahwe. Nie świadczy to najlepiej o obrazie Boga, jaki mają niektórzy chrześcijanie. Dobra nowina chrześcijaństwa gdzieś się w tym podejściu zagubiła. Należy zatem na nowo zanalizować i zinterpretować koncepcję ofiary Chrystusa.

Dla zrozumienia idei ofiary w chrześcijaństwie konieczne jest zapoznanie się z kultami ofiarniczymi innych religii, w których istotnym elementem kultu było składanie ofiary. Weźmiemy tu pod uwagę religie Indii, Ameryki prekolumbijskiej oraz  rozmaitych ludów europejskich i azjatyckich.

Obraz boga w religiach ofiarniczych

Ofiarami składanymi bóstwom były zabijane i spalane zwierzęta, czasem ludzie, pokarmy, napoje, w tym napoje odurzające. Ofiary miały trzy podstawowe cele: przebłaganie za złe uczynki (prośba o przebaczenie), prośba o spełnienie życzeń ludzkich oraz dziękczynienie za otrzymane dobra. W jaki sposób zabijanie, unicestwianie ofiar miało zapewnić satysfakcję bogów? Uważano, że bogowie potrzebują ofiar w postaci pożywienia dla wzmocnienia ich sił witalnych, dla podtrzymania bądź uprzyjemniania ich życia. Byli to bogowie, którzy bywali głodni, spragnieni, znudzeni (dlatego potrzebowali rozrywek lub alkoholu). Bogowie byli łasi na komplementy i chętnie słuchali pochwał na swój temat. Jeśli człowiek chciał dostać cokolwiek od boga, musiał mu za to w jakiś sposób zapłacić. Tą zapłatą była ofiara. Bogowie bowiem nie byli bezinteresowni, nie zależało im na szczęściu ludzi. Zależało im na własnym szczęściu i sytości. Nie współczuli ludziom z powodu ich ofiar w postaci zabijanych dzieci, z powodu ich cierpień. Cierpienie ludzkie nie liczyło się dla bogów. Było konieczną ceną ofiary. Bogowie udzielali ludziom swej mocy za odpowiednią zapłatą. Zapłatą tą często było ludzkie życie. Uśmiercony człowiek lub zwierzę stawali się pokarmem boga. Układ człowieka z bogami polegał na wymianie świadczeń. Bóstwa nie przejawiały miłości do człowieka i nie zależało im na ludziach. Ludzie byli środkami do zaspokojenia ich własnych potrzeb. Nie były to bóstwa całkiem wszechmogące i czysto duchowe. Żywiły się materią, a ich moc zależała w pewnej mierze od człowieka.

Uświęcający sens rytuałów ofiarnych

Na pewno nie rozumiemy dzisiaj do końca sensu ofiar rytualnych. Odkrywczą interpretację kultów ofiarniczych przedstawiają Henri Hubert i Marcel Mauss w Eseju o naturze i funkcji ofiary.

Główna ich teza polega na tym, że ofiara jest rozwiniętą formą podstawowego aktu religijnego – konsekracji. Postawą religii jest podział na rzeczy świeckie i święte, profanum i sacrum, a ofiara jest środkiem komunikacji między tymi dwoma światami. Ta komunikacja zachodzi za pośrednictwem żertwy, czyli rzeczy niszczonej w czasie ceremonii.

Ofiary pokutne, ekspiacyjne, błagalne przywracają utracony związek między bogiem a człowiekiem, przywracają zerwane przymierze. Przymierze jest zrywane przez grzechy, a zatem potrzebna staje się ofiara przebłagalna, aby grzechy zostały przebaczone i bóg znów sprzyjał człowiekowi.

Ofiara (sacrifice) zawsze sugeruje konsekrację. W każdym obrzędzie ofiarnym przedmiot przechodzi z dziedziny świeckiej do religijnej, jest konsekrowany, poświęcony. Żertwa (victim) jest czymś innym na końcu obrzędu niż na początku. Jest uświęcona: wchodzi do stanu łaski, wychodzi ze stanu grzechu.

Ofiarujący – ten, kto doznaje korzyści ze złożenia ofiary, nie ma bezpośredniego kontaktu z bogiem, potrzebuje zatem żertwy, która nabrawszy cech świętości ma dostęp do bóstwa. Żertwa jest pośrednikiem w kontakcie człowieka z bóstwem.

Cechą każdej ofiary jest wyrzeczenie się czegoś, aby coś uzyskać. Ofiara nie jest bezinteresowna. Dwie strony wymieniają wzajemne usługi. Bogowie potrzebowali świeckich, jak i na odwrót. Świeckość podtrzymywała świętość.

Ofiara Chrystusa także jest środkiem komunikacji między dwoma światami: ludzkim i boskim. Ma ten sam cel, co ofiary z zabijanych rytualnie zwierząt: uzyskać kontakt z sacrum, uświęcić siebie. Jednak sposób osiągnięcia tego celu jest w chrześcijaństwie inny. To Bóg wykazuje inicjatywę, Bóg ofiaruje dar ludziom.

Rozumienie ofiary Chrystusa w chrześcijaństwie

Powszechnie podzielany pogląd co do ofiary Chrystusa wygląda następująco: Bóg Ojciec nie był zadowolony z ofiar, jakie składali Mu Izraelici w postaci zwierząt. Dla Jego przebłagania za grzechy potrzebna była inna ofiara: nieskalana i święta. Taką charakterystykę posiadał tylko Chrystus, Syn Boży. Ludzie zabijając Go złożyli Ojcu ofiarę z Syna. Ojciec był nią usatysfakcjonowany i odtąd nie chciał już więcej ofiar, bo otrzymał ofiarę doskonałą – życie Swego Syna. Odtąd Syn siedzi po prawicy Ojca i jest na wieki źródłem przebłagania, a co za tym idzie zbawienia ludzi. Pogląd ten jest wielkim uproszczeniem i zafałszowaniem przesłania chrześcijaństwa. Bóg Ojciec jawi się tu jako ktoś odrębny od postaci Syna, ponieważ Syn musi złożyć Mu siebie w ofierze. Ojciec i Syn są w chrześcijaństwie jednością, czyli mają wspólne interesy i nie rozdzielają się na darczyńcę i darobiorcę. Takie oddzielenie dwóch postaci Boskich skutkuje w teologii poglądami jakoby miłosierny Syn chronił wiernych przed gniewem sprawiedliwego Ojca. A przecież Syn jest „w drużynie” Ojca, mają jeden cel: zbawienie ludzi.

Takie „tradycyjne” podejście do ofiary Chrystusa prowadzi do wniosku, że Ojciec pragnął śmierci Syna i ta śmierć dała Mu satysfakcję. Bez tej śmierci nie przebaczyłby ludziom. Dochodzimy do kuriozalnych wniosków, że posłał Syna, aby Go otrzymać zabitego przez ludzi w ofierze. Nawet zaczyna nam się wydawać, że Bóg pragnął męczeńskiej śmierci Syna i że bez cierpień ofiara nie byłaby ważna. Tymczasem św. Paweł wyraźnie mówi, że gdybyśmy znali Pana chwały, nie zabilibyśmy Jego Syna. Zabiliśmy Go przez to, że Go nie rozpoznaliśmy.

Bóg Izraela miał dość ofiar ze zwierząt. Kazał ludziom zastanowić się, jaki miałby mianowicie odnosić z nich pożytek. Bóg Izraela nie chciał, żeby myślano o Nim jako o Bogu, który jest głodny krwi i ciała ofiar. On chciał, żeby ludzie zmienili o Nim zdanie. Żeby myśleli, że On pragnie tylko ich miłosierdzia. Dlatego to On dał ludziom dar (ofiarę) w postaci Syna, który przyszedł nam obwieścić, jaki jest nasz Bóg Ojciec. Ludzie jednak odrzucili ten dar, nie chcieli słyszeć, że Bóg ma wobec nich większe wymagania niż przestrzeganie rytuałów. Woleli iść na łatwiznę, dalej zabijać owieczki i mieć resztę z głowy. Dlatego droga Jezusa nie odpowiadała im, wymagała za dużo pracy wewnętrznej.

To nie myśmy złożyli dar (ofiarę) Bogu, ani Bóg nie złożył daru sam sobie, ale Bóg złożył dar nam w ofierze. Tym darem był On sam. Na tym polega ofiara Chrystusa.

Jednak zabiliśmy Bożego wysłannika, odrzucając Boży dar. Nie rozpoznaliśmy w Nim świętego Pańskiego, samego Boga. Bóg się jednak nie poddawał. Nie zraziło Go odrzucenie Jego daru przez ludzi. Pokazał nam przez zmartwychwstanie Jezusa, że ten Jego dar ciągle żyje, ciągle jest aktualny, ciągle jest dla nas źródłem łaski. Możemy Boga zabić, a On w nas będzie wierzył, On nas nie porzuci – na tym polega wieczne przymierze, „łaska na wieki”. Tak jak Hiob zaręczał, że nawet jeśli Bóg go zabije, On nie przestanie Mu wierzyć, tak teraz Bóg nas zapewnia, że nie przestanie nam pomagać nawet, jeśli będziemy Go odrzucać, nawet jeśli Go zabijemy. Bo Bóg chce, żebyśmy mieli o Nim dobre mniemanie: że jest cierpliwy, wyrozumiały, współczujący, dobrze nam życzy, nigdy nas nie opuści. Bóg nie chce, żebyśmy o Nim myśleli jak o bogach żądających ofiar na przebłaganie, ofiar za pomyślne załatwienie naszych spraw, ofiar na podziękowanie. On jest Ojcem bezinteresownym. Chce tylko nas, naszych serc pełnych miłosierdzia. Miłosierdzie czyni warunkiem kontaktu z sobą, nie ofiarę.

Bóg nie potrzebuje od ludzi ofiar, to raczej On nas obdarza. Św. Paweł mówi tak na Areopagu: „On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko”. (Dz 17, 24-25) To Bóg jest dawcą. My możemy dać Mu jedynie to, że Jego dary przyjmiemy. On tylko tego pragnie.

23 myśli nt. „Jak rozumieć ofiarę Chrystusa”

  1. Wydaje się mi, ze powyższe teksty trącą zadufaniem piszącego(cych). Ludzie dawnych religii, w tym judaizmu, zapewne uważali, że oddawanie najwyższej czci ich bogom (Bogu) to ofiara całopalna. Sądzę, że ludzki rozum nie jest w stanie do końca pojąć dlaczego doszło do całopalnej ofiary Chrystusa. Trudno ludziom pojąć dlaczego Bóg Ojciec pozwolił na ziemską śmierć swojego Syna – Człowieka. A może właśnie w tym tkwi cała tajemnica, że to nie Syn Boży – Bóg poniósł męczeńską śmierć, tylko Syn Boży – Człowiek.
    Zapewne prawdą jest, że Bóg Ojciec nie chciał, aby dalej składano mu ofiary całopalne. Dlatego Syn Boży ustanowił tę ofiarę jako bezkrwawą. Dokonuje się ona w Mszy Świętej.
    I tu pragnę zwrócić uwagę na inny aktualny religijny problem. Czy może na płaszczyźnie wiary dojść do porozumienia między chrześcijaństwem a judaizmem. Uważam, że nie ma na to szans. Różnice są faktycznie nie do pokonania. Bo albo judaizm musiałby uznać istnienie Jezusa Chrystusa jako Boga, który pod ludzką postacią zstąpił na ziemię, poniósł męczeńską śmierć i zmartwychwstał, albo chrześcijaństwo musiało by porzucić to, co jest kamieniem węgielnym chrześcijaństwa – zstąpienie na ziemię Boga – Syna – Człowieka, Jego męczeńską śmierć i Jego zmartwychwstanie. W takie cuda nie wierzę.
    Te religie mogą obok siebie egzystować, lecz nigdy się nie zjednoczą. Chrześcijaństwo swoje korzenie ma w judaizmie (Stary Testament), lecz judaizm kończy się na Starym Testamencie.
    To tak jakby porównywać dwa rosnące obok siebie drzewa. Jedno trzyma się dobrze, lecz nie ma na nim żywych gałęzi i liści. Drugie – ma jeden konar uschnięty, lecz drugi żywy, z gałęziami i liśćmi. Jedynym ich podobieństwem jest to, że są drzewami.

  2. Czy rozumiem, że to drzewo bez gałęzi i liści to judaizm? A drzewo z jednym konarem uschniętym to chrześcijaństwo? Nie mogę zgodzić się z takim stwierdzeniem. Jezus był Żydem i czerpał garściami z judaizmu, z Pisma. Jego nauki są kontynuacją religii judaistycznej. Judaizm, tak samo jak chrześcijaństwo, ulega ewolucji. Jeśli poczytać sobie Abrahama Joshuę Heschela to zdziwimy się, jak blisko chrześcijaństwu do judaizmu. Przecież nie musimy się we wszystkim zgadzać. RZeczywiście Żydzi czekają nadal na Mesjasza, a chrześcijanie uznali Jezusa za Mesjasza. Żydzi uważają, że Mesjasz jeszcze nie nadszedł, bo na świecie nie ma pokoju. Ale mimo tej różnicy popatrzmy ile mamy wspólnego, cały Stary Testament. Oczywiście te religie się nie połączą, ale po co miałyby się ujednolicać? Myślę, że tego, czego teraz potrzebuje chrześcijaństwo to właśnie powrót do źródeł, do Starego Testamentu.

  3. Orwell opisuje w 1984 manipulowanie opinia publiczna. Nawet historia jest pisana na nowo. Stare gazety sa na nowo drukowane, aby pasowaly do nowych standartow.

    Pani Anno, Biblia pochodzi z antycznej, orientalnej kultury. Sadze, ze w imie prawdy historycznej nie mozemy przeinterpretowywac jej przeslania na nowo. Teologia ofiary – na wzor podobnych ofiar Orientu – jest jej integralna czescia. Nie nawracajmy Biblii an sile.

  4. „Ojciec odlaczony od Syna, poniewaz Syn musi mu zlozyc sie w ofierze”!?
    To anachronizm. Chcem zwrocic uwage, ze Pawel z Tarsu nic nie slyszal o niceo-konstanynopolitanskiej jednosci Osob boskich. Dlatego rozumie ofiare Syna w kategorii ofiar ST.
    Ale jest w tym bardzo oryginalny, gdyz mowie o Jezusie, ktory rewitalizuje to co Adam zaprzepascil (dlugo przed koscielna refeksja o grzechu pierworodnym). W Adamie wszyscy zgrzeszylismy !? Mowi o Chrystusie jako o nowym Adamie. Dziwne bo upadek pierwszych ludzi po dzis dzien jest w judaizmie interpretowany jako pojedynczy wypadek (bez konsekwencji na przyszlosc!).
    To jest wlasnie DOBRA NOWINA w kategoriach judeo-chrzescijanskiej wspolnoty popentakostalnej.
    O jaka Dobra nowine chodzi ?
    Ma ona wymiar eschatologiczny: Redemptio tj. odkupienie od niewidzialnego brzemienia/dlugu Adama. To dokonalo sie przez cierpienie/ofiare Chrystusa. Mamy zarezerwowane miejsce w domu Ojca. Drogo zostalismy odkupieni (redemptio). Zbawic (salvatio) musimy sie sami przez dobro i tak dla Jezusa.

  5. No właśnie mnie się wydaje, że reinterpretacja Nowego Testamentu jest konieczna. Nie można przyrównywać ofiar kultów ofiarniczych z ofiarą Chrystusa. Nie jest to bowiem pełna analogia, a w pewnym momencie zupełna odwrotność. Trzeba ciągle czytać Pismo na nowo, świeżym okiem. Nie zostało ono napisane dla jednego pokolenia, ale po to, żeby skarby Pisma mogły odkrywać nieprzeliczone przyszłe pokolenia.

  6. „Reinterpreatcja NT” ?
    Pani Anno !
    Chyby sie nie zrozumielismy.
    Papieska Akademia Biblijna mowi dzis o I Testamencie i II Testamencie.
    Lieberalna Teologia protestancka XIX w. (A. Harnack) uwazala ST za archaiczny zbior babilonskich mitow (m.in rytualne Ofiary). Ulegala pokusie Marciana, ktory juz w IV.w postulowal uwolnienia Biblii od judaisticznego balastu. Takiej relektury NT pani chce ?! Kosciol stanowczo to odrzucil!!! Nowy Testament wyplywa ze Starego wg zasady „claritatis scripture” ! Pierwszy mowi, zapowiada nowy. Pierwszy Testament jest przymierzem nieodwolanym i dla Judaizmu dalej aktualny. Takie sa wskazania kosciola powszechnego (Verbum dei – przedost. Synod biskupow).
    Magisterium K-la ma apostolska wladze nieomylnego interpretowania Biblii (jest osobny dokument pod znamiennym tytulem: „interpretacja Biblii W KOSCIELE”.
    Czyli Slowo Boze ktore otrzymalismy w K-le i przez K-l (na synodzie powiedziano: Biblia jest produktem K-la. Najpierw byl Kosciol, potem NT !).
    Jesli chcemy prywatnie reinterpretowac – czynimy to jak np. swiadkowie jehowy na wlasna reke, bez lacznosci z wlascicelem ksiegi, ktorym jest Kosciol. Tymczasem Duch Biblii jest Duchem Kosciola. Wsluchajmy sie w jego glos.

  7. Wlasciwie chcialem postawic pytanie.
    Czy jest inna interpretacja smierci Chr. niz w sensie ekspiacyjnej ofiary ?

    Odpowiadam:
    JP II. i Dorothe Sölle sa sklanni widziec w pasji kenoze, dowod ostatecznego zjednoczenia sie Stworzyciela ze cierpiacym stworzeniem. Prawdziwy Emmanuel – wspolcierpiacy Bog z nami. To jest aktualna, nowoczesna wykladnia, ktora mozna zauwazyc u rzymsk. i ewang. Chrzescijan. Ewang. Superinterdenci w kazaniach wlk. piatkowych odcinaja sie od „archaiczno-magicznej” teologii ofiary. Ona nie pasuje do dziesiejszych, zhumanizowanych czasow (tak samo mysli Anna).
    Zdecydowanie i otwarcie na telog. Fakultetach jest im jednak wyrzucane, ze nie argumentuja biblijno-historycznie i banalizuja wiare.

    Teraz moje tezy (zwiezle – nie bede ich rozwijal) niestety- na korzysc teologii ofiary:

    1.Sacrificium jest w Biblii I Testamentu w domu.
    Wszystkie modlitwy sa ofiarami (na wzor orientalnych ofiar).
    2. Autorzy II Testamentu mysla i pisza poslugujac sie obrazami ST. Tak interpretuja smierc Chr.
    3. Nie mozna tego pojac bez rozumienia kluczowego hebr. pojecia „goela”. kim jest i jaka role odgrywa prawno-ekonom. instytucja GOEL w ST ?
    tlum.: odkupiciel (ekonom.!) dlugu.
    Jezus to goel.
    4. Wlk. piatek to Jom Kippur – swieto pojednania.
    5. Pawel pisze, ze Jezus jest hebr. KAPORET (gr. HILASTERION) tzn. pokrywa skrzyni z plytami dekalogu / Arki Przymierza
    6. Konsekwencja: Koniec ofiar starotestamentalnych.
    Hebr.: Jezus jest oltarzem, kpl i ofiara rownoczesnie.
    Zadne ofiary nie sa juz potrzebne.
    7. kat. Eucharystia to od Vat. II „anamnesis” – wspominenie, uobecnienie, przeniesienie sie w czasie do pierwszego triduum paschalis.
    Pani Anno
    co pani otym mysli ?

  8. Też myślę, że nie można odrzucać Starego Testamentu jak niektórzy gnostycy to proponowali. Jednak nie ma jednej jedynej interpretacji Biblii, czy to Starego czy Nowego testamentu. Każde pokolenie, każda kultura, ba, każdy człowiek rozumie ją inaczej. Na przykład Żydzi nie upierają się do jednorodności interpretacji Tory, ale mają mnóstwo pomysłów na każdy tekst. Uważam, że ten, kto umie, powinien sam czytać Biblię i sam próbować coś zrozumieć, a nie tylko polegać na oficjalnej wykładni. Zresztą już Ojcowie Kościoła tworzyli różne interpretacje tych samych tekstów wydobywając z nich wiele różnych odcieni.
    Jeśli chodzi o św. Pawła, to nie on pisał o porównaniu Jezusa z ofiarą ST, ale autor Listu do Hebrajczyków przywołal to porównanie, choć i List ten można interpretować w inny sposób. Autorem Listu do Hebr nie jest św. Paweł.
    Nawet jeśli NT nie wiedział nic o soborze i Trójcy to jednak należy się spodziewać pewnej spójności teologicznej pomiędzy nauką soborów a Biblią.
    Jeśli chodzi o ducha Biblii i Kościoła, to wolę czytać źródło – czyli Biblię, to jest dla mnie podstawa. Biorę pod uwagę nauczanie Kościoła, ale nie uważam go za wyrocznię definitywną. Kościól też może się mylić. Kościól składa się z omylnych ludzi. Poza tym ja jako jego członkini też mogę się nazwać Kościołem, a przynajmniej jego częścią. Preferuję podejście indywidualistyczne z wrodzonej nieufności wobec autorytetów. Jeśli chodzi o Świadków Jehowy, to oni nic po swojemu zinterpretować nie mogą. Muszą iść zadanym torem bez indywidualistycznych interpretacji. Wszystko dla nich jest jasne i bez wątpliwości. Natomiast na szczęście w katolicyzmie dopuszcza sie wielość podejść.

  9. Przedstawił to Pan zbyt skrótowo jak dla mnie. Nie rozumiem przebiegu Pana myślenia i związku między poszczególnymi punktami: ofiara ST-przełożenie w NT-goel-Jom Kippur-kaporet itd. W jaki sposób jedno wynika z drugiego itd? Czy może Pan jakoś to rozwinąć? Święto Jom Kippur jest bardzo istotnym elementem, na którym można też oprzeć wiele interpretacji Odkupienia czy ofiary. Pisze o tym Rene Girard w książce „Kozioł ofiarny”: cyt: „Ewangelie nie używają określenia „kozioł ofiarny”, lecz zastępują je innym, stosowniejszym wyrażeniem: „baranek Boży”. Podobnie jak określenie „kozioł ofiarny”, które implikuje konotacje negatywne, odpychające, określenie „baranek Boży” mówi o podstawieniu jednej ofiary w miejsce wszystkich, ale równocześnie, jako że zawiera konotacje wyłącznie pozytywne, mówi nam więcej o niewinności tej ofiary, o niesprawiedliwości wydanego na nią wyroku, o bezzasadnej nienawiści, której jest obiektem.
    A więc wszystko jest całkowicie jasne. Jezus jest nieustannie przyrównywany, jak również sam siebie przyrównuje, do wszystkich kozłów ofiarnych Starego Testamentu, do wszystkich proroków zamordowanych lub prześladowanych przez starotestamentowe wspólnoty – do Abla, Józefa, Mojżesza, Sługi Pańskiego i innych.” Girard podkreśla tu niewinność ofiary i niesprawiedliwość wyroku na kozła ofiarnego oraz to, że Bóg chce dać ludziom znak, że nie chce takich ofiar.

  10. Droga pani Anno !
    Jesli chcem dowiedziec sie jakie poglady ma panstwo polskie, brytyjskie albo niemieckie na temat: aborcji, ochrony srodowiska czy migracji siegne po konstytucje danego panstwa. Potem poslucham co mowi glowa panstwa: prezydent, krol. Rozne poglady znajde w wielu partiach politicznych (czesto diametralnie sprzeczne z ustawa zasadnicza !). Wielu obywateli panstwa ma odmienne poglady od obowiazujacego prawa.

    Ten schemat chcem przeniesc na Biblie, jej interpretacje i Kosciol (chos jest duza roznica: panstwo jest umowa spoleczna, zas Kosciol-Apostolowie otrzymal, przekazuja i interpretuja (!!!) Objawienie, ktore od Boga otrzymali- oczywiscie kwestia wiary).

    Dlatego Konst. Lumen Gentium mowi: Kosciele co mowicz sam o sobie ?

    Nie bede sam interpretowal Biblii (moge poglebic, lepiej zrozumiec decyzje/interpretacje Magisterium np. niceo-konstnt. Credo; Trojca: nie bede szukal nowych dogmatow). Interpretuja ja Apostolowie (ich spadkobiercy Biskupi – sucessio apostolica) maja klucz/laske – robia to w jego imieniu (cokolwiek rozwiazecie na ziemi, bedzie rozwiazane…).
    Dobrze ujmuje to co prawoslawni okreslaja slowem orthodoxa: VII pierwszych soborow (kosciol tez wie sam ktore sa kanoniczne).

  11. goel- jom kippur -kaporet

    W ST Jahwe jest Goelem tym, ktory wybawia. Exodus (jako zdarzenie: ucieczka z Egiptu) to podstawowe religijne wydarzenie z historii Izraela jest tak podczas Paschy przezywane (Hagada).

    Wazna dygresja co do sensu ofiary liturgicznej.
    Byloby nietaktem robienie dzisaj Zydom wymowek, ze Jahwe domaga sie krwawych ofiar. To jest napisane w Torze, ktora jest slowem Najwazszego ! Po dzis dzien Ofiary calopoalne, nie zostaly zniesione. Utrata swiatyni – czy dzisiejsza sytucja na wzgorzu swiatynnym w Jerusalem- nie pozwalaja na ich techniczne wypelnienie. Ofiary calopalne wg. Tory maja takze dzisaj moc obowiazujaca. Synagogalna liturgia Slowa jest tylko konieczna prowizorka.

    Wracam do Goela/Wybawcy:
    Sami nie mozemy sie rozgrzeszyc.
    Np.
    Rozbilem pilka szybe w szkole.
    Trzeba zaplacic za wstawienie nowej. To tylko pare groszy, ale wina w postaci uwagi w dzienniku zostaje juz na cale zycie.

    Jadac wolno samochodem, zabilem nichcaco nietrzezwego pieszego, ktory wtargnal znienacka na jezdnie.
    Sad uznal mnie uniewinnil, ale czlwk lezy w grobie.

    Jest wina, sa konsekwencje.
    Kto ma mnie rozgzeszyc, zabrac wyrzuty sumienia ?
    Sad, lawa przysieglych, Bog. Jak ?
    Wina duchowa pozostaje niezmazana. To jest dlug.

    Usprawiedliwienie, wykupienie, wymazanie – wokol tych okreslen krazy pojecie „goel”
    doslw. ktos wykupil nasze weksle, dlugi finansowe.
    Uwolnil od kredytu.

    Taki jest sens sformulowania: „Chrystus umarl za nas gybylismy jeszcze grzesznikami”.

    Zdumiewa mnie, ze wszyscy autorzy tekstow, ktore wspolnie kiedy okreslano jako „corpus paulinum” reprezentuja ta sama wczesna judeo-chrzescijanska szkole teologiczna. wykorzystujac judaistyczna symbolike religijno-historyczna nadaja jej przez osobe Chrystusa nowa tresc.

    Teologiczna Rewolucja, ktora jest Osoba.
    Osoba Chrystusa.

    Autor Listu do Hebrajczykow sadzi, ze Chrystus zamienia i znosi raz na zawsze ofiary swiatynne w Jerozolimie. Nie sa one juz wiecej potrzebne.
    On jest zertwa, kapl i oltarzem.
    Tu uzywa w tym kontekscie (zniesienia, wypelnienia, posumowanie, zakonczenia) b. wymownego pojecia „kaporet” tj. pokrywa, plyta gorna skrzyni z dekalogiem.
    W momencie ofiary-smierci Jezusa, zaslona w swiatyni, zaslaniajaca „kaporet/hilasterion”, oddzelajaca miejsce swiete od najswietszego zostala rozdarta: zostala otwarta; nie potrzeba zadnych skomlikowanych liturgii ofiarniczych wiecej.
    To jest zakonczenie ofiar (dla Zydow wtedy i dzisaj oczywiste bluznierstwo: zaprzeczenie nakazow Tory).

    W tym sensie triduum paschalis to Jom Kippur, dzien pojednania. W tym dniu kazdy Zyd jesz szczegolnie blisko Boga. Dla nas kazda Eucharystia to niekonczace sie uobecnienie, swieto pojednania z Bogiem i ludzmi.

  12. Ale oczywiście nie zmuszam Pana do interpretowania Biblii. Każdy dokonuje wolnego wyboru. Może Pan przecież polegać na innych interpretacjach. Ja natomiast robię inaczej – sama interpretuję Biblię, bo taką mam ochotę. Osobiście nie ufam interpretacji, dopóki sama jej nie sprawdzę. Ta nieufność pozwala właśnie na rozwój teologii. Gdybyśmy przestali interpretować w VII wieku, to teologia byłaby już niepotrzebna.

  13. Często stawiamy pytanie o sens ofiary Jezusa Chrystusa. Interesującą wskazówkę do znalezienia odpowiedzi zawierają dwa wersety Listu do Hebrajczyków: „Gdzie bowiem jest testament, tam musi nastąpić śmierć tego, który sporządza testament. Testament bowiem po śmierci nabiera mocy, nie ma zaś znaczenia, gdy żyje ten, który sporządził testament” (Hbr 9, 16-17). Fragment ten jest bardzo problematyczny i jak dotychczas nie znalazłem konsekwentnego omówienia powyższych słów.
    Dlaczego księgi Pisma Świętego nazywamy Testamentem?
    Najpierw określmy pojęcie „testamentu”. Otóż, 1) testament jest to ostatnia wola wyrażona przez testatora; 2) testament obowiązuje po śmierć testatora 3) testament nie ma mocy obowiązywania tak długo, jak testator żyje.
    Boży Testament (chrześcijańskie zasady etyki miłości w życiu doczesnym i „dziedzictwo niebieskie” po śmierci) w świetle powyższej charakterystyki ma moc obowiązywania po śmierci testatora. Czyja zatem śmierć jest warunkiem urzeczywistnienia Bożego Testamentu. Innymi słowy: kto jest testatorem Bożego Testamentu?
    Jezus-człowiek, Bóg wcielony raczej nie jest testatorem:
    1) historyczny Jezus nie spisuje żadnego testamentu;
    2) w odniesieniu do Starego Testamentu osoba Jezusa w ogóle się nie pojawia, a przecież Stary i Nowy Testament mają jednego testatora.
    Wydaje się, że testatorem, o którego tu pytamy, jest Bóg jako taki – Bóg w całości jest Tym, który sporządził Testament. Jeśli zgodzić się z powyższą tezą, to warunek obowiązywania Bożego Testamentu należy sformułować następująco: Testament Boży obowiązuje po akcie rezygnacji z atrybutu istnienia, dokonanym przez Boga (Testatora). Nie może to być „śmierć testatora”, bowiem Bóg nie podlega władzy śmierci, ale czy to oznacza, że Bóg dobrowolnie nie może zrezygnować ze swoich boskich atrybutów, w tym i z Bożego istnienia? Wszechmoc Boga jest ograniczona tylko Jego wolą (Ps 135, 6; Łk 1, 37).
    W świetle rozważań dotyczących testamentu, twierdzenie o obowiązywaniu Testamentu Bożego da się pogodzić w sposób konsekwentny wyłącznie z wizją Boga, którego miłosierdzie wobec człowieka jest aż tak wielkie, że pociąga za sobą dokonanie radykalnej, największej możliwej ofiary. Czy największą ofiarą, jaką może uczynić Bóg, jest cierpienie i śmierć Jezusa? Wydaje się, że nie. Największa ofiara Boga to rezygnacja z tego wszystkiego, co Bóg ma najcenniejsze, a przecież cielesność Jezusa nie jest czymś takim. To co jest najbardziej cenne dla Boga, to Jego boskie atrybuty, zwłaszcza atrybut istnienia. A więc największa ofiara Boga to dobrowolna rezygnacja z Bożego istnienia i całkowite utożsamienie się z człowiekiem, w tym również podzielenie kresu egzystencji.
    W tym kontekście nowego sensu nabierają słowa Jezusa na krzyżu: „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46) – być może Jezus był pierwszym świadkiem rezygnacji z istnienia Boga i zatrwożony pyta w imieniu wszystkich ludzi: czemu nas, ludzi opuszczasz? Co teraz będzie? Bóg jednakże nie zostawił całkowicie człowieka, pozostawił swój Testament.
    Moje pytanie: jak inaczej rozumieć pojęcie „Testamentu Bożego”, żeby nie oznaczało to, że Bóg zrezygnował ze swojego istnienia?

  14. Do Mieszka: po grecku testament to „diatheke” i takie właśnie słówko występuje w Liście do Hebrajczyków i jest czasem tłumaczone jako „testament”, a czasem jako „przymierze”. Oznacza też wolę bądź zgodę. Autor Listu do Hebrajczyków chciał przekonać Żydów, że Jezus jest Mesjaszem więc ucieka się do argumentów, które będą przekonujące dla Żydów. Na przykład w tym fragmencie przekonuje, ze Jezus musiał umrzeć, aby Jego testament był wypełniony. Tak tłumaczy śmierć Jezusa. Jednak jaka jest wspólna część testamentu i przymierza? Jest to umowa, zgoda, wola, oświadczenie, zarządzenie co do przyszłości. Taka jest istota testamentu.
    Ojcowie Kościoła tacy jak Tertulian i Orygenes użyli po raz pierwszy terminu Stary Testament na pierwszą część Pisma Świętego. Pisali po grecku, więc chyba użyli terminu „diatheke”. Więc diatheke nie oznacza tylko woli na temat tego, co ma nastąpić po czyjejś śmierci, ale może też oznaczać przymierze. Wtedy byśmy mieli pierwsze przymierze (Stary Testament) i drugie przymierze (Nowy Testament).

  15. Dziękuję za odpowiedź.
    Tak, termin diatheke ma podwójne znaczenie: przymierze i testament. W większości przypadków jest tłumaczony jako przymierze, jednakże w Hbr 9 16-17 jednoznacznie jest mowa o testamencie.
    A jeżeli rozróżnienie przymierze/testament ma głębszy sens teologiczny? I używając ich wymiennie może coś tracimy z rozumienia Objawienia Bożego?
    Wydaje się, że powinniśmy tak nazywać Księgi:
    Starych Przymierzy (było ich kilka) i Nowego Testamentu (jedno, doskonałe i ostateczne – być może dlatego ostateczne, bo strona porozumienia, Bóg, jest Testatorem Bożego Testamentu i spełnił warunek jego obowiązywania?).
    Tak właściwie to dwa są warunki obowiązywania testamentu:
    – śmierć testatora (w naszym przypadku: dobrowolna rezygnacja z istnienia dokonana przez Boga), oraz
    – stwierdzenie śmierci testatora (w naszym przypadku: powszechne zrozumienie i akceptacja przekonania o radykalnym poświęceniu się Boga i obecnym Jego nieistnieniu).
    Pierwszy warunek należał do Boga i został spełniony. Drugi warunek (należący do człowieka) być może czeka na realizację… Jeżeli przyjąć, że Boży Testament to m.in. zasady chrześcijańskiej etyki miłości, to mamy nową, niesformułowaną jak dotąd, próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego dwa tysiące lat społeczeństw chrześcijańskich, to historia raczej daleka od postaw nadstawiania drugiego policzka.

  16. Właśnie sobie zajrzałam do Listu do Hbr, który jest mocno przeze mnie pozakreślany i zobaczyłam, ze obok tego zdania o testamencie postawiłam sobie kiedyś znak zapytania. Też nie rozumiałam tego . Czy teraz rozumiem? Nie za bardzo. Trzeba przeczytać cały rozdział, który mówi o Chrystusie, który poniosl prawdziwą ofiarę, wszedłszy do prawdziwego przybytku, nie ręką ludzką uczynionego, czyli do nieba. Nie tak jak Aaron wchodził do namiotu spotkania. Autor przeciwstawia ofiarę Chrystusa ofiarom ST. Pisze, że dopóki żyje ten kto sporządził testament, nie można go wykonać. Zatem Jezus musiał umrzeć. Jego krew jest porównana do krwi cielców. Krew – śmierć. Przez śmierć, czyli wylanie krwi Jezus wszedł do prawdziwego przybytku. Musiał umrzeć. Tak tłumaczy konieczność śmierci Jezusa autor Listu.

  17. Tak tłumaczy konieczność śmierci Jezusa autor Listu, oraz większość teologów omawiających ten List. Jednakże pozostaje wątpliwość, czy Jezus jest testatorem Nowego Testamentu i stroną Starych Przymierzy? Wydaje się, że nie, raczej jest to Bóg jako taki.

    Mogę się jeszcze podzielić czymś innym. Moje rozważania na temat testamentu są poprzedzone pewną argumentacją, która niezależnie próbuje dowodzić tezy o obecnym nieistnieniu Boga. Jest tu pewna inspiracja dowodem św. Anzelma na istnienie Boga.

    Dowód-rozumowanie opiera się na sześciu wyjściowych założeniach, które są przyjmowane w tradycyjnej teologii katolickiej. Listę założeń można wyrazić następująco:
    (i) jest taki odcinek czasu, w którym Bóg istnieje;
    (ii) Bóg jest istotą osobową;
    (iii) Bóg jest istotą wszechmogącą;
    (iv) Bóg jest czymś, ponad co nic miłosierniejszego nie może być pomyślane;
    (v) miłosierdzie Boga wobec człowieka polega na złożeniu przez Niego ofiary, poświęceniu się;
    (vi) wielkość miłosierdzia jest wprost proporcjonalna do wielkości złożonej ofiary.
    Przedstawiany dowód można nazwać „z miłosierdzia”, bowiem główny ciężar rozumowania spoczywa na pojęciu Boga, jako najmiłosierniejszego bytu, o jakim można pomyśleć. Sformułowanie dowodu przyjmuje postać czterech przesłanek (p1 – p4) oraz wniosku (w):
    Jeżeli
    (p1) Bóg jest czymś, ponad co nic miłosierniejszego nie może być pomyślane, i
    (p2) wielkość miłosierdzia Bożego wobec człowieka wyraża się wielkością poniesionej przez Niego ofiary, i
    (p3) największa ofiara jaką może uczynić Bóg, to rezygnacja ze wszystkich atrybutów boskości, i
    (p4) jednym z atrybutów Boga jest Jego istnienie,
    to
    (w) Bóg, będąc czymś, ponad co nic miłosierniejszego nie może być pomyślane, ofiarował swoje istnienie i obecnie nie istnieje.

    Rozumowanie wydaje się być poprawne logicznie, założenia akceptowalne na gruncie teologii katolickiej, a wniosek skłaniający do głębszej refleksji…

  18. Dlatego właśnie wydaje mi się, ze miarą miłości Boga nie może być Jego ofiara, czyli wyrzeczenie sie czegoś. Jakoś nigdy nie analizowałam dowodów na istnienie Boga, ponieważ nie wierzę, że można to udowodnić, a już specjalnie za pomocą logiki. Ciekawy ten wniosek, ale muszę się zastanowić, co myślę o przesłankach. Faktycznie rezygnacja z atrybutów boskości nastąpiła we wcieleniu Syna, ale jednak Bóg do końca się w tym wszystkim nie zatracił, bo Ojciec uratował Syna. Czyli to poświecenie nie doszło aż do poziomu utraty istnienia przez Boga.

  19. Droga Pani! Dziwię się, że do tej pory nikt z teologów nie zamieścił komentarza pod Pani tekstem.
    Popełniła Pani w nim poważne błędy doktrynalne. Pragnę przypomnieć, że ofiara Chrystusa jest wielokrotnie wymieniana jako wypełnienie Pisma Starego Testamentu np. Ew. św. Jana 13;18
    Relację między Starym a Nowym Testamentem, w aspekcie ofiary Chrystusa, ustalają tzw. proroctwa mesjańskie, o których Pani nie wspomina, natomiast sam akt ofiary Chrystusa ma swoje pierwotne źródło w ofierze, którą składa Abraham. To co Pani robi stanowi wypaczenie nauki K.K. – rozmawiałem na ten temat z egzorcystą – w K.K. nie ma miejsca na osobistą interpretację – to jest religia dogmatyczna – tego typu interpretacje często stają się podłożem opętań u pseudo wiernych, którzy de facto nie są już wyznawcami doktryny K.K. ale swojej własnej.

  20. Gratuluję, Pani Anno, poruszenia tematu – choć nieco mnie zmartwił Pani dystans do poddania się nauczaniu Kościoła.
    Jest to tym bardziej dziwne, że przedstawia Pani (wbrew temu, co piszą Pani Adwersarze – absolutnie ortodoksyjną naukę katolicką).
    Pani Adwersarze odwołują się do św.Anzelma (a raczej do tego, czego nie zrozumiano z św.Anzelma), chwilowo zahaczając nawet o Marcina Lutra (który jest autorem koncepcji „kary zastępczej”).
    Nie chcę się teraz rozpisywać, więc tylko cytat z BXVI:
    „Już wiele razy mówiliśmy o podstawowym tekście Listu do Rzymian 3,25, w którym Paweł nawiązuje do tradycji pierwszej społeczności judeochrześcijańskiej w Jerozolimie i ukrzyżowanego Jezusa nazywa hilasterion. Jak widzieliśmy, słowem tym określano wieko zakrywające Arkę Przymierza, które w czasie składania ofiary ekspiacyjnej, w wielkim Dniu Przebłagania, było skrapiane krwią ekspiacyjną. Powiedzmy od razu, jak chrześcijanie zinterpretowali ten archaiczny obrzęd: człowieka z Bogiem nie może pojednać kontakt krwi zwierzęcia ze świętym sprzętem. W Męce Chrystusa cały brud świata wchodzi w kontakt z nieskończenie Czystym, z duszą Jezusa Chrystusa, a przez to samo z samym Synem Bożym. Jeśli zazwyczaj rzecz nieczysta przez kontakt zaraża i brudzi rzecz czystą, to tutaj spotykamy się z czymś przeciwnym. Gdzie świat z całą swą niesprawiedliwością i z wszelkim okrucieństwem dotyka nieskończenie Czystego, tam On, Czysty, jest równocześnie mocniejszy. Poprzez ten kontakt brud świata jest prawdziwie wchłonięty, zniweczony i przemieniony przez nieskończoną miłość. Ponieważ w Człowieku Jezusie jest obecne dobro nieskończone, teraz w historii świata jest obecna i skutecznie działająca siła zwalczająca wszelkie postaci zła, a dobro jest nieskończenie większe od całego, tak przecież ciągle strasznego, ogromu zła.
    Jeśli spróbujemy wniknąć nieco głębiej w tę rzeczywistość, znajdziemy również odpowiedź na zarzut, który bywa stale wysuwany przeciwko idei ekspiacji. Ciągle powtarza się: Czy Bóg domagający się nieskończonej ekspiacji, nie jest Bogiem okrutnym? Czy nie jest to idea uwłaczająca Bogu? Czy ze względu na czystość obrazu Boga nie powinniśmy odrzucić pojęcia ekspiacji? Gdy mówimy o Jezusie jako hilasterion, widzimy, że rzeczywiste przebaczenie przez Krzyż dokonuje się w dokładnie odwrotny sposób. Rzeczywistość zła, niesprawiedliwości, która deformuje świat i jednocześnie zanieczyszcza obraz Boga – ta rzeczywistość jest czymś realnym, spowodowanym naszą winą. Nie można jej po prostu zignorować, trzeba jej stawić czoło. Nie jest jednak tak, że okrutny Bóg domaga się czegoś nieskończonego. Jest dokładnie odwrotnie. Sam Bóg czyni siebie miejscem pojednania i w swoim Synu bierze na siebie cierpienie. Sam Bóg ofiaruje światu w darze swą nieskończoną czystość. Sam Bóg „pije kielich” całej potworności i w ten sposób przywraca prawo przez wielkość swej miłości, która w cierpieniu przekształca ciemność.
    (…)
    W Starym Testamencie, poczynając od wczesnych Ksiąg Samuela aż po późne proroctwo Daniela, znajdujemy ukazywane na ciągle nowy sposób zmaganie się z ideą, która coraz ściślej wiąże się z miłością pouczającego słowa Boga, czyli Tory. Oddajemy Bogu prawdziwy kult wtedy, gdy żyjemy w posłuszeństwie wobec Jego słowa i – przeobrażani przez Jego wolę – upodabniamy się do Boga.
    (…)
    W wersji, w której słowa Psalmu 40 znalazły się w Liście do Hebrajczyków, zawarta jest odpowiedź na to pragnienie – pragnienie, żeby Bogu zostało dane to, czego my nie potrafimy Mu dać i żeby pomimo to był to nasz dar. Psalmista modlił się: „Nie chciałeś ofiary krwawej ani obiaty, lecz otwarłeś mi uszy”. Prawdziwy Logos, Syn, mówi do Ojca: „Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało”. Sam Logos, Syn, staje się ciałem; przyjmuje ludzkie ciało. W ten sposób możliwe stało się nowe posłuszeństwo, posłuszeństwo, które sięga dalej, ponad wszelkie ludzkie wypełnianie przykazań. Syn staje się człowiekiem i w swoim ciele zanosi na powrót Bogu całe człowieczeństwo. Doskonałym posłuszeństwem jest dopiero Wcielone Słowo, którego miłość dopełnia się na Krzyżu. W Nim nie tylko że definitywny charakter osiągnęła krytyka ofiar świątynnych, ale zaspokojone zostało również pragnienie, które nadal pozostawało. Jego ucieleśnione posłuszeństwo stanowi nową ofiarę, w którą włącza nas wszystkich, i w którym, przez Jego miłość, zostało jednocześnie zniweczone nasze nieposłuszeństwo.”

    Najstarsze interpretacje soteriologiczne nie odwołują się do „kary zastępczej” i tym podobnych, uwłaczających Bogu Miłosiernemu koncepcji. Przeciwnie, Ojcowie piszą o znawieniu przez obraz Jezusa zstępującego po śmierci do „krainy zmarłych” (szeolu, grobu – nie mylić z piekłem – szeol nie był miejscem cierpienia, ale też nie było w nim radości, w czasach Starego Testamentu uważano, że trafiają do niego wszyscy, dobrzy i źli). Wydaje się, że śmierć odniosła zwycięstwo; kiedy jednak Jezus – będący samym Życiem – umiera i wchodzi do Krainy Śmierci , niszczy jej znaczenie. To tak, jakby w zamiarze pokonania morza, zesłać je na pustynię – pozorny triumf wroga morza okazuje się jego klęską, gdyż przeniesione na pustynię morze nie ginie, lecz zamienia pustynię na którą zostało zesłane w siebie (w morze).
    Podobnie Jezus, będący Życiem, wchodzi w śmierć, zamienia ją w samego siebie – w samo Życie.
    „Trzeba, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, aby się przyodziało w nieśmiertelność. A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane:
    Zwycięstwo pochłonęło śmierć.
    Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo?
    Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.”/1 Kor 15,53-57/
    Było to zapowiedziane już w czasach Starego Testamentu, który mówi o Chrystusie:
    „Podziemny Szeol poruszył się przez ciebie, na zapowiedź twego przybycia; dla ciebie obudził cienie zmarłych, wszystkich wielmożów ziemi; kazał powstać z tronów wszystkim królom narodów.” /Iz 14:9/
    „(..) Bóg wyzwoli moją duszę z mocy Szeolu, bo mnie zabierze.”/Ps 49,16/
    Śmierć przestaje już być „wejściem do krainy cieni” jak w Starym Testamencie. Umarli zostają uwolnieni z „szeolu”. Widocznym znakiem tego zwycięstwa staje się tajemniczy z pozoru fragment z Ewangelii wg. św. Mateusza, który zanotował, że po śmierci Jezusa:
    „Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu.”/Mt 27:52-53/
    Śmierć staje się bramą do życia w pełni, do życia wiecznego z Bogiem. Tak wspaniałego, że Paweł napisze:
    „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk.
    Jeśli zaś żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, cóż mam wybrać?
    Nie umiem powiedzieć.
    Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze; pozostawać zaś w ciele to bardziej konieczne ze względu na was.”/Flp 1:21-24/
    Warto zauważyć, że w tym spojrzeniu zmienia się (w stosunku do koncepcji z „zastępczą karą”) rola śmierci Jezusa – to On, a nie śmierć jest „źródłem” zbawienia i życia. Śmierć jest jedynie środkiem „wejścia do krainy umarłych” z której Jezus triumfalnie wyprowadza inne jej ofiary, niszcząc jej znaczenie.
    Stąd tyle w Nowym Testamencie zachęt do zanurzenia się w śmierci Chrystusa:
    Mamy się zanurzyć w śmierć Jezusa:
    „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?
    Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z mar- twych dzięki chwale Ojca.
    Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy [z Nim złączeni w jedno] przez podobne zmartwychwstanie.
    To wiedzcie, że dla zniszczenia ciała grzesznego dawny nasz człowiek został z Nim współukrzyżowany po to, byśmy już dłużej nie byli w niewoli grzechu.
    Kto bowiem umarł, został wyzwolony z grzechu.”/ Rz 6,3-7/
    „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.”/Rz 6,23/
    Umierając w chrzcie, „płacimy” za grzech śmiercią – śmiercią złączoną w Jezusie. Dlatego zaraz potem czytamy fenomenalne wytłumaczenie naszego wyzwolenia od grzechu:
    „Czyż nie jest wam wiadomo, bracia – mówię przecież do tych, co Prawo znają – że Prawo ma moc nad człowiekiem, dopóki on żyje?
    Podobnie też i kobieta zamężna związana jest, na mocy Prawa, ze swoim mężem, jak długo on żyje. Gdy jednak mąż umrze, traci nad nią moc prawo męża.
    Dlatego to uchodzić będzie za cudzołożną, jeśli za życia swego męża współżyje z innym mężczyzną. Jeśli jednak umrze jej mąż, wolna jest od tego prawa, tak iż nie jest cudzołożną, współżyjąc z innym mężczyzną.
    Tak i wy, bracia moi, dzięki ciału Chrystusa umarliście dla Prawa, by złączyć się z innym – z Tym, który powstał z martwych, byśmy zaczęli przynosić owoc Bogu.”/Rz 7,1-4/

  21. Dodam jeszcze, że nieporozumienie – być może – wynika z utożsamiania ofiary z karą. Tymczasem Ofiara – w kontrowersji do religii pogańskich – to coś, co łączy i tworzy więź rodzinną z Bogiem.
    Znów Ratzinger:
    „Niemal we wszystkich światowych religiach właściwym centrum kultu jest ofiara. To ostatnie pojęcie obrosło jednak mnóstwem nieporozumień. Powszechnie przyjmuje się, że ofiara ma coś wspólnego z niszczeniem. […]
    W tym miejscu jednak trzeba od razu zapytać o to, jaką właściwie radość Bóg miałby czerpać ze zniszczenia.
    Czy wskutek zniszczenia On coś zyskuje? Często powiada się, że w zniszczeniu kryje się akt uznania zwierzchności Boga nad wszystkimi rzeczami. Ale czy taki formalny akt może rzeczywiście służyć chwale Bożej? Z pewnością nie.
    Prawdziwe przekazanie Bogu rzeczywistości musi wyglądać zupełnie inaczej. Musi ono polegać, jak sądzą Ojcowie Kościoła odwołujący się do myślenia biblijnego, na zjednoczeniu człowieka i stworzenia z Bogiem. (…)
    Bóg będący wszystkim we wszystkich – oto cel świata, istota “ofiary” i kultu./J.Ratzinger „Duch liturgii”/

  22. Panie Jacku:
    – oczywiście wykładnia „zjednoczeniowa” jest prawidłowa. Tyle że ona NIE przeczy teologii ofiary. Przeczy tylko wizji ofiary jako „kary” (czyli pogańskiemu pojmowaniu tejże).

    – nie spotkałem się u ewangelików z podobnym podejściem – raczej (za Lutrem) przyjmują koncepcję „kary zastępczej”

    – co do Pańskich tez:

    ad.1.
    W pewien sposób jest prawdziwa, jednak skrótowość przedstawienie nie pozwala wypowiedzieć się o ważych szczegółach jak Pan to rozumie.

    ad.2.
    Jest to teza słuszna, ale i niepełna. Autorzy natchnieni posługują się obrazami zaczerpniętymi z ST (a zwłaszcza Paschy), jednak przekraczają znacznie zakres znaczeniowy, jaki był w ST

    ad.3.
    Dług grzechu nie jest rozumiany jako „dług wobec Boga” lecz jako coś, co „zepsuło” ludzką naturę oraz cały Wszechświat.
    To ważny punkt, bowiem owo rozróżnienie pokazuje różnicę pomiędzy koncepcją „rozgniewanego Boga łaknącego zemsty” a koncepcją Boga, który własnym kosztem naprawia szkody uczynione przez nasz grzech.

    ad.4.
    Nie wiem co ma Pan na mysli twierdząc, że ” Wlk. piatek to Jom Kippur – swieto pojednania”. Można by się z tym zgodzić jedynie w bardzo przenośnym i symbolicznym sensie (Jom Kippur odbywa się 10 dnia miesiąca tiszri, czyli we wrześniu-październiku).
    Daleko słuszniej byłoby powiedzieć, że jest to dzień Paschy.

    ad.5.
    Zupełna zgoda. I właśnie to pokazuje, iż istotą jest uświęcenie.
    Na hilasterion kapłan wylewał krew. Normalnie to krew brudzi to, na co jest wylewana – jednak hillasteron był tak święty, że to on oczyszczał krew.

    ad.6.
    Pełna zgoda.

    ad.7.
    Oczywiście Eucharystia jest anamnesis nie od SVII, tylko od zawsze – ponieważ starotestamentowa ofiara Pamiątki (co własnie oznacza „anamnesis”) zapowiadała Ofiarę Jezusa (czemu Ten dał wyraz w słowach „to czyńcie na moją Pamiątkę”).

  23. „Jego celem jest uwolnienie świata od cierpień. ” – nieprawda, gdyby było to Jego celem, na świecie nie było by cierpienia.
    Mamy rozumieć że przez 2000 lat doktorzy Kościoła się mylili dopóki nie odezwała się pani teolog?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *