Herezja i racjonalność

Może należy obawiać się nie tyle herezji, ile ich braku.

Nad bramą wejściową polskiego parku rozrywki prezentującego średniowieczną technikę widnieje napis: „Średniowiecze: czasy, w których racjonalne myśli były herezją, a uczeni – czarnoksiężnikami”. Hasło to mimo absurdalności (średniowieczni profesorowie uniwersyteccy nie nosili tytułu „czarnoksiężnik”, a skoro pozostawili po sobie fundamenty, na których mogli budować ich następcy, to w ich głowach nie gościły jedynie myśli irracjonalne) pokazuje istotę pewnego rodzaju myślenia o wierze i herezji: wiara wymaga wyzbycia się racjonalności, wszelkie krytyczne myślenie o podawanych prawdach wiary może bowiem doprowadzić do podważenia jej, a tym samym i do herezji. Z drugiej strony dowcip o profesorze teologii, który studentowi chwalącemu się, że wymyślił herezję, odpowiada, że jest na to za głupi, pokazuje, że wyczuwamy, iż porządna herezja musi być oparta na solidnych podstawach intelektualnych. Dlatego trzeba od razu odróżniać herezję od bluźnierstwa (polegającego na werbalnych, wewnętrznych lub zewnętrznych, aktach nienawiści wobec Boga, braku szacunku wobec Niego), które z racjonalnością nie musi mieć wiele wspólnego. Czym zatem jest herezja?

Zgodnie z grecko-łacińskim źródłosłowem herezja to wybór, podział. Chodzi tu zatem o odrzucenie jakiejś części depozytu wiary albo interpretację jakiejś prawy wiary w sposób sprzeciwiający się nauczaniu Kościoła. Według o. Jacka Salija heretyk: „to człowiek, który uwierzył słowu Bożemu, czasem nawet bardzo głośno się tym chlubi, ale używa słowa Bożego do przeprowadzenia swoich ludzkich koncepcji; zamiast być posłusznym słowu Bożemu, próbuje je przymusić do posłuszeństwa sobie”. Trudno zatem mianem heretyków określać np. protestantów, „którzy z żywą wiarą i wręcz z dziecięcym posłuszeństwem otwierają się na słowo Boże i starają się wcielać je w życie”.

Heretykiem może zatem być ktoś, kto bardzo intensywnie zastanawia się nad swoją wiarą, kto o niej myśli, kto stara się nią żyć, dla kogo nie jest ona obojętna. To oznacza, że każdemu wierzącemu może zdarzyć się bycie heretykiem (możliwe, że niektórzy bywają nimi nawet całkiem często), o ile oczywiście dąży do zrozumienia prawd wiary. Trudno bowiem za heretyka uznać osobę, która poproszona o wymienienie osób Trójcy Świętej wymienia Jezusa, Maryję i Józefa (to raczej ignorant religijny). Nie sposób jednak powiedzieć tego samego o chrześcijanach, którzy jak zauważył Karl Rahner, mimo wyznawania wiary w Trójcę Świętą pozostają „monoteistami”. Nie chodzi tu o tych, którym jest wszystko jedno, czy Bóg jest Trójcą, czy nie, ale o tych, którzy nie są w stanie przyjąć nauki o Trójcy. Herezja nie jest więc czymś zupełnie obcym chrześcijaninowi, a może stać się dla niego stanem permanentnym, gdy nie może on pogodzić swych poglądów z doktryną Kościoła.

Oczywiście herezja nie jest dla nas stanem pożądanym (żaden heretyk nie zgodziłby się, że nie jest ważne, w co się wierzy). Bo chociaż w sposób bezdyskusyjny rozmaite herezje przyczyniają się do rozwoju doktryny Kościoła, jak to zauważali Ojcowie Kościoła, to jednak żaden „porządny” heretyk nie uznałby, że jego rola na tym polega. Każdy uważał, że przyjęciu jego nauki decyduje o zbawieniu, a więc przyznawał sobie posiadanie pełni prawdy. Jednak z drugiej strony to, że herezja może się pojawić, świadczy również o tym, że wiara nie jest dla nas obojętna. Tylko człowiek obojętny, niezaangażowany religijnie może nie obawiać się herezji. Pojawianie się naszych osobistych herezji, jak i herezji o szerszym zasięgu świadczy o tym, że w ogóle nad wiarą myślimy, że wiara jest dla nas ważna, że żyje. Tylko gdybyśmy uznali, że może ona obyć się bez myślenia, bez racjonalności, moglibyśmy uznać, że nie grozi nam herezja. Wtedy jednak oznaczałoby to, że nasza wiara umarła.

Może zatem należy obawiać się nie tyle herezji, ile ich braku (co w żadnym razie nie oznacza ich pochwały).

8 myśli nt. „Herezja i racjonalność”

  1. Tak, zgadzam się z Panem. I dlatego do tych przywołanych słów o Trójcy Św. chcę dopisać, moją heretycką interpretację. Prostą, tak jak ”Prosty” jest nasz Bóg.

    Stwórca wszystkiego i Dysponent wszystkiego to Bóg OJCIEC przepełniony Miłością i tworzący z Miłości.

    Mądrość, Geniusz przez Którego wszystko się stało to SYN Boży zrodzony z OJCA a nie stworzony. Przepełniony Miłością Jak OJCIEC

    MIŁOŚĆ czyli Istota Boga w OJCU i SYNU o charakterze Osobowym co jest Jednością.

    Tak rozumiem Trójcę Św. Bez ”owijania w bawełnę”.

  2. Bardzo dziękuję za tę wypowiedź! Czasami mam wrażenie, że w Kościele mało mówi się o wątpliwościach i prywatnych „herezjach”. Kiedy one nadchodzą, osoba pragnąca pozostać w Kościele, a jednocześnie chcąca być w zgodzie z sobą samą nie wie, co ma robić.

  3. Ktoś kiedyś powiedział, że teologia jest mocniejsza w tych krajach, w których pojawiały się herezje (i tu doskonały przykład Niemiec, z licznymi prądami reformacyjnymi, ale i wspaniałą teologią katolicką). Herezja zmusza bowiem teologów do doprecyzowania stanowiska, do uściślenia dogmatyki i jej interpretacji. Teoretycznie zatem teologia katolicka w Polsce powinna być silna, gdyż pojawiały się tu różne herezje (Bracia Polscy, mariawici, polskokatolicyzm). Czy jednak tak jest?

  4. Ale też chyba herezja musi być odpowiednio mocna intelektualnie, żeby mogła spełnić taką rolę. Mimo wszystko jedyna oryginalnie polska „herezja”, jaką jest mariawityzm, nie była zbyt wyrafinowana. Na dodatek została w jakimś sensie zneutralizowana przez objawienia św. Faustyny i kult Miłosierdzia Bożego.

  5. „Bardzo dziękuję za tę wypowiedź! Czasami mam wrażenie, że w Kościele mało mówi się o wątpliwościach i prywatnych „herezjach”. Kiedy one nadchodzą, osoba pragnąca pozostać w Kościele, a jednocześnie chcąca być w zgodzie z sobą samą nie wie, co ma robić.”

    Osobista relacja z Bogiem jest jedyna w swoim rodzaju dla każdego wierzącego i jej i tak nie da się „wystandaryzować” . Żywa relacja jest przecież ważniejsza niż wyznawanie co do szczegółu określonych nurtów i prądów chrześcijaństwa. One mają stanowić ramę i pomoc, a nie pełnić rolę skostniałych strażników moralności i jednego słusznego myślenia.
    Trzeba myśleć samodzielnie i jeśli coś ewidentnie komuś nie pasuje, a zdecydowana większość „zasad” wiary już tak to ja nie widzę powodów, żeby się martwić o pozostanie w Kościele. Ja się z wieloma rzeczami nie zgadzam BARDZO, ale trzon jest dla mnie najważniejszy i nie uważam, żebym była czarną owcą w kościele tylko dlatego, że nie wierzę pod sznurek.

  6. „Herezje utorowały nam drogę do wolności i przełamania opresyjnej ortodoksji religijnej ” To z „racjonalisty”.
    Nie wiedziałam, że herezje mają AŻ taką moc… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *