Czy zwierzęta mogą mieć duszę nieśmiertelną?

Dzieci, i nie tylko one, pytają czasem, czy w niebie będą zwierzęta. Z teologicznego punktu widzenia nie ma żadnych powodów, aby na tak postawione pytanie odpowiadać negatywnie. Problem komplikuje się, kiedy pytanie dotyczy nie jakichkolwiek zwierząt, ale naszych ukochanych psów, kotów i innych stworzeń, którymi czule się opiekowaliśmy, i z którymi weszliśmy w swoistą relację „na progu języka” jak by powiedział Martin Buber. Innymi słowy, czy można mieć nadzieję, że kiedyś w niebie wybiegną nam na spotkanie czworonożni milusińscy? Tradycyjny, chrześcijański światopogląd przypisuje nieśmiertelność jedynie człowiekowi. Czy nie można jednak – pozostając w kręgu chrześcijańskiej ortodoksji – rozszerzyć daru wiecznego istnienia również na inne stworzenia? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zapytajmy się najpierw, o czym właściwie mówimy, kiedy rozprawiamy o duszy nieśmiertelnej człowieka.

 Nieśmiertelność: przymiot duszy czy dar relacji z Bogiem?

Zapewne większość jest przekonana, że chrześcijańska nauka o nieśmiertelnej ludzkiej duszy opiera się wprost na Biblii. Nie jest to jednak wcale oczywiste… W Starym Testamencie spotykamy hebrajskie słowo „nephesz”, które najczęściej tłumaczone jest właśnie jako „dusza”. Cóż ono oznacza? Generalnie odnosi się do wszystkiego, co żyje, również do zwierząt (Rdz 1,20; 2,19). Najczęściej jednak „nephesz” odnosi się do ludzi wskazując – co trzeba podkreślić – nie na jakąś część człowieka, ale po prostu na człowieka, tyle że pod kątem jego żywotności i witalności (Kpł 25,17). Kiedy Semita mówił, że z człowieka uchodzi dusza (Rdz 35,18), to nie miał na myśli – tak jak Grek – jakiegoś samoistnego, niezależnego od ciała elementu, który – w momencie śmierci człowieka – wyzwalałby się z pęt cielesnych, aby osiągnąć idealny, duchowy świat. Semita wyróżniał w człowieku element duchowy, ale go nie oddzielał od ciała. Dlatego w starotestamentalnym języku można było nazwać ludzkie zwłoki duszą umarłą (Lb 6,6). Z drugiej strony, nawet jeśli Żydzi mówili, że dusze idą po śmierci człowieka do szeolu, to nie oznaczało, iż żyją tam one bez ciał. Istnienie duszy w szeolu było właściwie brakiem istnienia, gdyż dusze bez ciał nie były w stanie nadać swemu istnieniu żadnego wyrazu (stąd ich przyrównanie do cieni). W Nowym Testamencie termin „dusza” odpowiada greckiemu słowu „psyche”, które jest synonimem „życia”. Tak jak w Starym Testamencie, również w Nowym dusza to osoba ludzka, to ktoś w przeciwieństwie do martwej rzeczy. Taki jest na przykład sens słowa „dusza” w zdaniu: „I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz” (Dz 2,41). W perspektywie zatem ściśle biblijnej „nieśmiertelność duszy” oznacza nie tyle filozoficzną koncepcję niematerialnego, wiecznego elementu w człowieku, co raczej przekonanie, że Bóg w swoim miłosierdziu i łaskawości chce, aby człowiek raz stworzony nigdy nie odchodził w nicość.

Znawca tematu Xavier Leon-Dufour podkreśla, że biblijnej „nauki o nieśmiertelności człowieka nie można utożsamiać z pewną koncepcją duchowości duszy. […] Biblia przypisując człowiekowi całemu to, co później będzie zarezerwowane dla samej duszy wskutek wprowadzenia dystynkcji pomiędzy duszą i ciałem, nie umniejsza jednak wiary w nieśmiertelność”[1]. Owa dystynkcja została wprowadzona pod wpływem filozofii greckiej. Chrześcijanie dokonali swoistej inkulturacji Ewangelii wyrażając jej prawdy, w tym prawdę o powołaniu człowieka do życia wiecznego, za pomocą filozoficznej terminologii Greków. Największy wpływ miała tutaj filozofia Arystotelesa. Definiował on życie jako zdolność do ruchu spontanicznego, który zakłada dwa czynniki: materię poruszaną i poruszający akt. Ten akt nazywa Arystoteles duszą (psyche). Nie jest ona jednak jakimś platońskim aniołem, ideą czystą, ale formą materialnego ciała, ściśle z tym ciałem związaną. Arystoteles rozróżniał trzy rodzaje dusz: roślinną (wzrost, rodzenie i żywienie się), zwierzęcą (poznanie zmysłowe) oraz ludzką (rozumowanie i intuicja). Ze względu na ścisłe powiązanie duszy z ożywianą przez nią materią Filozof odrzucał koncepcje nieśmiertelności duszy. Również dusza ludzka – podobnie jak wszystkie inne formy – podlegałaby unicestwieniu wraz z rozpadem elementu materialnego. Do Arystotelesa nawiązał św. Tomasz z Akwinu, którego system przez wiele wieków był wiodący w katolickiej teologii. Przyjął on arystotelesowskie rozróżnienie na formę (duszę) i materię (ciało). Duchowy (niematerialny) charakter duszy św. Tomasz wykazywał odwołując się do duchowego charakteru rozumu i woli. W przeciwieństwie jednak do Arystotelesa twierdził, że dusza ludzka jako czysta forma jest nieśmiertelna. Z drugiej strony, przyjmował ścisły związek pomiędzy duszą i ciałem, stąd nieśmiertelna dusza nie jest – jego zdaniem – osobą, ale częścią osoby, i jako taka nakierowana jest na zmartwychwstanie ciała. W ten oto sposób – nawiązując do Arystotelesa – Tomasz z Akwinu wyraził chrześcijańską wiarę w zmartwychwstanie i życie wieczne. Arystotelesowsko-tomistyczna terminologia dotycząca duszy została przejęta przez oficjalne nauczanie Kościoła. Sobór Powszechny w Vienne (1311-1312) stwierdza: „Każdą naukę lub mniemanie, które przeczy albo podaje w wątpliwość, czy substancja duszy rozumnej, tj. intelektualnej, jest prawdziwie i sama przez się formą ciała ludzkiego, […] odrzucamy jako błędną i przeciwną prawdzie katolickiej”[2]. Natomiast Sobór Laterański V (1513) podkreśla, że dusza rozumna, będąca formą ludzkiego ciała, jest nieśmiertelna[3].

Zauważmy jednak, że doktryna św. Tomasza pozostaje jedynie jednym z możliwych, cząstkowych opisów rzeczywistości zwanej „duszą”. Dusza wymyka się – jak podkreślają niektórzy – wszelkim systemom i definicjom. Ta nieokreśloność nie oznacza, że nie wiemy, o czym mówimy, kiedy rozprawiamy o duszy. Niemożliwość precyzyjnego zdefiniowania pojęcia „duszy” wskazuje raczej na to, że wyjaśnienia problemu nie powinniśmy szukać na płaszczyźnie czystej filozofii, ale raczej w odniesieniu do relacji – danej nam w doświadczeniu wiary – pomiędzy Bogiem a człowiekiem. W perspektywie tej relacji nieśmiertelność nie zasadza się na „nieśmiertelnej duszy”, ale jest darem Boga dla człowieka. Innymi słowy, życie wieczne jest możliwe nie tyle dzięki jakiejś niezniszczalnej, duchowej formie osoby ludzkiej, ale dzięki miłości i wierności Boga. Nie brak teologów, którzy postulują demitologizację mitu o duszy nieśmiertelnej, nie w tym oczywiście sensie, aby negować nieśmiertelność, lecz po to, by ukazywać ją jako dar, nie zaś jako własność lub właściwość człowieka. Gonzales-Ruiz podkreśla, że w Biblii nie ma takiego pojęcia duszy jak w myśli greckiej: „Człowiek biblijny jest «cały z jednej bryły». […] Według Biblii nie ma w człowieku żadnego elementu boskiego, który zapewniałby ludzkiej osobie jakieś dalsze życie”[4]. Nie można zatem uważać duszy za nieśmiertelną boginię; jest ona raczej nastawieniem człowieka wobec Boga. Być blisko Boga oznacza bowiem w Biblii bliskość życia i oddalenie śmierci. Słowo „dusza” oznaczałoby w gruncie rzeczy życiodajną relację Boga do człowieka, która nie zostaje przerwana w momencie śmierci. Relacja ta jest silniejsza od śmierci, a to oznacza, że dzięki miłości Boga również ludzkie, świadome istnienie jest silniejsze od śmierci biologicznej. Skoro w taki właśnie sposób można mówić o duszy nieśmiertelnej człowieka, to powróćmy do naszych sformułowanych na początku pytań i zastanówmy się, czy jest możliwe przypisanie zwierzętom takiego odniesienia do Boga, które również w ich przypadku owocuje wiecznym istnieniem.

 Czy Bóg kocha zwierzęta?

Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju w sposób jednoznaczny wyróżniają ze wszystkich stworzeń człowieka. Tylko człowieka stworzył Bóg na swój obraz (Rdz 1,27). Mężczyzna nadaje imiona wszelkim istotom żywym, ale jedynie w kobiecie znajduje istotę sobie równą, która może wejść z nim w osobową relację (Rdz 2,20-24). Co więcej, człowiek ma królować nad wszystkimi zwierzętami (Rdz 1,28). Pan Jezus nauczał, iż „jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12,7) oraz „o ileż ważniejszy jest człowiek niż owca” (Mt 12,12). Czy jednak ta wyższość oznacza, że jedynie człowiek został powołany do wiecznego istnienia? Psalmista zauważa: „Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła” (Ps 145, 9). Katechizm Kościoła Katolickiego podejmuje tę myśl: „Bóg kocha wszystkie swoje stworzenia, troszczy się o wszystkie, nawet o wróble”. W Księdze Mądrości czytamy: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (2,23-24). Pierwsze zdanie zdaje się otwierać wieczność jedynie przed człowiekiem. Drugie jednak można by odnieść nie tylko do osoby ludzkiej, ale także na przykład do zwierząt, a mianowicie w tym sensie, że śmierć zwierząt nie jest wynikiem Bożych wyroków, ale raczej owocem zła i grzechu.

A skoro tak, to również inne niż człowiek stworzenia mogą „oczekiwać” swego rodzaju odkupienia. Wskazywałby na to słynny tekst z Listu Do Rzymian:  „Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (8,20-22). Komentarze do tego fragmentu podkreślają m.in., iż nierozumna natura, pohańbiona i użyta do złych celów przez grzeszącego człowieka, doczeka się w przyszłym życiu przywrócenia jej pełnej godności i swego rodzaju uwielbienia. Choć dzieckiem Bożym może być tylko człowiek, to jednak inne stworzenia mogą uczestniczyć w wywyższeniu i chwale dzieci Bożych. Wydaje się, iż w tej perspektywie można mieć nadzieję, że to uczestnictwo dotyczyć będzie również nieśmiertelności, czyli wiecznego życia po śmierci. Jeśli – jak czytamy w Liście do Kolosan – „wszystko przez Niego [Chrystusa] i dla Niego zostało stworzone” (1,16), to dlaczego mielibyśmy uważać, że owo „dla Niego” nie dotyczy np. zwierząt, i nie implikuje zachowania ich od unicestwienia.

Pytania o możliwość spotkania ukochanych zwierząt w niebie najczęściej dotyczą psów. Trzeba przyznać, że w Biblii mowa jest o psach raczej w mało pozytywnych kontekstach. „Jak pies do wymiotów powraca, tak głupi powtarza szaleństwa” – zauważa Księga Przysłów (26,11). „Bo lepszy jest żywy pies niż lew nieżywy” – stwierdza sceptyczny Kohelet (9,4). Wrogowie w Biblii wyzywają się od zdechłych psów (2 Sm 16,19; 2 Krl 8,13). Tym bardziej warto zauważyć psią obecność na kartach Księgi Tobiasza (6,1; 11,4). Pies wędruje razem z Tobiaszem Rafałem zdając się rozpoznawać w tym ostatnim anioła, czego Tobiasz nie wyczuwał. Potwierdzałoby to różne opowieści o psiej zdolności wyczuwania duchowej obecności osób, a więc również jakiegoś odniesienia do świata nadprzyrodzonego. Izajasz opisując eschatologiczną szczęśliwość odwołuje się do świata zwierząt: „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę” (11,6-7). Powyższy tekst jest niewątpliwie przenośnią, ale być może mamy prawo dopatrywać się w nim czegoś więcej, a mianowicie zapowiedzi, iż w niebie nie zabraknie zwierząt, również tych, którym dane było zaistnieć pośród nas.

Inspirujące w naszej refleksji mogą być też teksty modlitw eucharystycznych. Niekiedy podczas Mszy św. dzieci wypowiadają głośno swoje modlitwy. Starsi uśmiechają się, kiedy słyszą prośby w intencji ukochanego pieska lub chomika. Wiedzą, że tak nie można się modlić… Czy jednak taka modlitwa za zwierzęta jest rzeczywiście niestosowna? Same teksty eucharystyczne wskazują na to – że nie. W Pierwszej Modlitwie Eucharystycznej z udziałem dzieci wypowiadane są takie oto słowa: „Boże, nasz Ojcze, Ty nas zgromadziłeś; stoimy przy Tobie, aby Cię chwalić, Tobie śpiewać i podziwiać Twoją wielkość. Wielbimy Ciebie za piękny świat i za radość, którą napełniasz nasze serca. Wielbimy Ciebie za słońce i gwiazdy…”. Podczas Eucharystii w rycie bizantyjskim kapłan podnosząc chleb i wino modli się: „To, co jest Twoje, z Twoich darów, Tobie przynosimy we wszystkim i za wszystko”. Podczas przygotowania darów kapłan wypowiada m.in. następujące słowa: „Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich; Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia…”. A zatem nieożywiony chleb ma się stać miejscem  spotkania z żywym Bogiem. Ks. Marek Blaza konkluduje: „Dlatego modlitwa dziękczynna i wstawiennicza za całe dzieło stworzenia podczas sprawowania Eucharystii w żadnym razie nie może być traktowana z przymrużeniem oka. Jeśli bowiem każdy ludzki grzech wywiera zły wpływ na rzeczy stworzone, to o ileż bardziej Eucharystia uzdrawia i dokonuje przemiany w porządku rzeczy stworzonych, aby nastała nowa ziemia?”[5]. Możemy pytać się więc dalej: Jeśli cały świat stworzony jest włączony w Eucharystię, to czy z tego nie wynika, że jest on również włączony w to, co Eucharystia zapowiada, czyli w życie wieczne? Pozytywna odpowiedź na to pytanie nie jest jakimś pewnikiem wiary. Wręcz przeciwnie, zdaje się stawać w opozycji do zakorzenionych w wielowiekowej tradycji przekonań i wyobrażeń. Z drugiej jednak strony, nadzieja na życie wieczne zwierząt na pewno nie jest heretyckim lub frywolnym pomysłem, który zasługiwałby na natychmiastowe odrzucenie. Ma rację ks. Wacław Oszajca, kiedy stwierdza: „Chrystus ofiarowuje siebie nie tylko ludziom, ale całemu stworzeniu. Dzięki czemu, nie tylko człowiek, ale całe stworzenie dostępuje przebóstwienia”[6]. Bóg kocha to, co stworzył, a skoro tak, to można mieć nadzieję, że ta relacja miłości owocuje darem nieśmiertelności również dla zwierząt.

 Filozofia a nieśmiertelność zwierząt

Nasza powyższa refleksja abstrahowała od filozoficznego problemu duszy nieśmiertelnej, a świadomie koncentrowała się na czysto teologicznym wymiarze zagadnienia życia wiecznego. Popatrzmy zatem na kwestię nieśmiertelnej duszy zwierząt w perspektywie bardziej filozoficznej. Św. Tomasz w swojej „Sumie teologicznej” zadaje pytanie: „Czy dusze bezrozumnych zwierząt są samoistne?”. Jego odpowiedź jest jednak negatywna: „Dusze zwierząt bezrozumnych nie są samoistne, skoro nie wykonują żadnych działań same przez się, we wszystkich bowiem sposób istnienia stosuje się do typu działalności” (Suma Teologiczna, I, 75, art. 3). Nie wdając się w zawiłości tomaszowej filozofii wyjaśnijmy jedynie, że św. Tomasz – idąc za Arystotelesem – przypisuje zwierzętom tzw. duszę zmysłową, która – w przeciwieństwie do duszy rozumnej – sama przez się nie spełnia żadnych jej tylko właściwych czynności, a skoro tak, to nie ma też samoistnego (bez ciała) istnienia. Dodajmy też, że Platon postrzegał tę kwestię inaczej i przyznawał duszom nierozumnych zwierząt samoistność. Nauka katolicka szła za tezami filozofii arystotelesowsko-tomistycznej. Na przykład w połowie XX wieku ks. Franciszek Kwiatkowski pisał: „rzymska Kongregacja Studiów potwierdziła tzw. 24 tezy tomistyczne jako główne zasady nauki św. Doktora (1914), a papież Benedykt XV zalecił je szkołom katolickim jako bezpieczną normę kierowniczą (1916). […] Teza 14: Dusza roślinna i zwierzęca nie bytują samoistnie, lecz są jedynie pierwiastkiem bytu i życia istoty żywej, a ponieważ zależą całkowicie od materii, giną pośrednio, gdy ginie byt złożony. Teza 15: Przeciwnie dusza ludzka bytuje samoistnie, a stwarza ją Bóg w chwili, gdy podmiot jest dostatecznie do wlania jej przysposobiony, jest też z istoty swej niezniszczalna i nieśmiertelna”[7].

Dziś można jednak spotkać autorów, którzy uważają, iż również pozostając na gruncie filozofii da się zaryzykować tezę o nieśmiertelności zwierząt. Piotr Lenartowicz i Jolanta Koszteyn dowodzą, że „świat organizmów żywych stanowi zagadkową dziedzinę zjawisk wykazujących cechy materialności z jednej strony i duchowości (niematerialności) z drugiej strony”[8]. Tezę tę rozwijają w duchu filozofii arytotelesowsko-tomistycznej, ale nie przekreślają możliwości istnienia duszy zwierzęcej bez ciała[9]. Dusza – według ww. autorów – to „forma substancjalna bytu żywego, wewnętrzny (immanentny) czynnik, który buduje zintegrowany system organów ciała biologicznego, działa poprzez te organy (poznając otoczenie, modyfikując je wg swoich potrzeb i komunikując się z innymi duszami)”[10]. Pojęcie duszy łączy się z problemem osobowości i osobniczości. Rodzaje roślin i zwierząt składają się z osobników, które różnią się od siebie cechami osobniczymi nie sięgającymi jednak samej istoty gatunku (analogicznie różne wydania i egzemplarze „Pana Tadeusza” co do istoty są identyczne). W przypadku zaś ludzi zawsze mamy do czynienia z osobami, dlatego człowiek nigdy nie jest „kopią”, a zawsze „oryginałem”. „W tym sensie możemy mówić, że człowiek ma nieśmiertelną  duszę «duchową», podczas gdy rośliny i zwierzęta są nieśmiertelne tylko jako gatunki, ale nie jako «osobniki». Świadome unicestwienie jakiegokolwiek gatunku życia byłoby czymś monstrualnym”[11].

Innymi słowy, w wypadku roślin i zwierząt Pan Bóg stwarzał gatunki, które istnieją rozmnożone w osobnikach. W biblijnej historii Noe bierze do Arki po jednej parze z każdego gatunku, gdyż z tej pary wszystkie rasy i odmiany danego gatunku mogą się odrodzić. Jeśli zatem umiera jakiś konkretny pies Burek, to nie oznacza, że jego dusza ginie w sposób absolutny, czyli że ulega anihilacji. Dusza Burka trwa w innych psach jako że jest identyczna z duszami tych psów. W przypadku zniszczenia wszystkich psich osobników tak rozumiana dusza mogłaby się cieszyć darem nieśmiertelności w tym sensie, że choć bez struktur ciała (pozbawiona „parku narzędziowo-materiałowego”) nie byłaby w stanie niczego budować, ani integrować, to pozostawałaby „pod opieką” samego Boga podtrzymującego ją w istnieniu. Dusza zostaje przez śmierć sparaliżowana, ale żadne działanie niszczące ciało nie jest w stanie zniszczyć duszy, bo takie zniszczenie oznaczałoby anihilację, która nie występuje nawet w przypadku materii mineralnej. Zmartwychwstanie na końcu czasów mogłoby w tej sytuacji oznaczać również od-tworzenie gatunków roślin i zwierząt. Trudno jednak w tej perspektywie odpowiedzieć na pytanie o pośmiertny los naszego konkretnego Burka, skoro jego dusza nie jest różna od innych psich dusz… Czy nieśmiertelność psiej duszy jako takiej oznaczałaby możliwość „zmartwychwstania” konkretnych osobników? Filozofia sama z siebie nie jest jednak w stanie odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

***

Powyższe rozważania nie pretendują do jakiegokolwiek całościowego ujęcia tematu. Powinny być one traktowane jako wstępne postawienie problemu. Ważne jest tutaj to, że problem nieśmiertelności duszy zwierząt okazuje się być daleki jest od jednoznacznych rozwiązań. Nie popełnia zatem błędu ten, kto na pytania postawione na początku tego artykułu odpowiada w sposób otwarty, wskazując na różne możliwości, w tym na możliwość przyjęcia nieśmiertelności duszy zwierząt. Niech pointą dla naszej refleksji będzie odpowiedź, jakiej udzielił pewien ksiądz zapytany przez dziecko o los zmarłego, ukochanego pieska: „Jeśli w niebie Twój pies będzie ci potrzebny do pełnego szczęścia, to Bóg tak sprawi, że spotkasz go tam po śmierci”.

 



[1] X Leon-Dufour, Słownik Teologii Biblijnej, Pallottinum, Poznań 1994, s. 241.


[2] Breviarium fidei, V 34.


[3] Tamże, V 63.


[4] Zob. J.M. Gonzales-Ruiz, Ku demitologizacji „duszy odłączonej”, w: Concilium 1-5 (1969), s. 54.


[5] M. Blaza, Eucharystia sakramentem ekskluzywnym czy inkluzywnym?, w: Przegląd Powszechny 9 (2002), s. 204-205.


[6] W. Oszajca, Najświętsza Ofiara, w: Sanktuarium św. Andrzeja Boboli 10 (2002), s. 9.


[7] Fr. Kwiatkowski, Filozofia wieczysta w zarysie, t. I, WAM, Kraków 1947, s. 213-215.


[8] P. Lenartowicz, J. Koszteyn, Wprowadzenie do zagadnień filozoficznych, Wydawnictwo WAM, Kraków 2000, s. 98. Zob. P. Lenartowicz, Elementy filozofii zjawiska biologicznego, Wydawnictwo WAM, Kraków 1986. Zob. także www.jezuici.krakow.pl/sj/lenart/articles.htm


[9] Niestety, temat jest na tyle nowy, że nie mogę – co do istoty sprawy – powołać się na konkretne teksty, a jedynie odwołać się bezpośrednich lub zapośredniczonych kontaktów osobistych.


[10] P. Lenartowicz, J. Koszteyn, Wprowadzenie do zagadnień filozoficznych, dz. cyt., s. 161.


[11] Tamże, s. 101.

 

23 myśli nt. „Czy zwierzęta mogą mieć duszę nieśmiertelną?”

  1. trzeba być pobawionym jakiejkolwiek pokory, aby nie dostrzegać DUCHA w każdym Stworzeniu – Dziele Bożej MIŁOŚCI ! Dziękuję

  2. fajnie ze ktos wreszcie tak napisal, bo niby czemu niewinne zwierzeta maja po smierci nie istniec a grzeszny czlowiek tak? czlowiek nie jest czyms ,,lepszym” od zwierzecia, mam nadzieje ze wszystkie zwierzeta takze te dziko zyjace i wszelkie stworzenie beda kiedys w niebie 😀

  3. Ja to rozumie w ten sposob ze skoro zwierzeta sa niewinne i dobre (bo sa, mimo tego ze niektore sa miesozerne, to nie morduja dla zabawy) to dlaczego ich dusza nia mialaby byc wieczna ? Mysle ze poza wstawkami o tym ze zwierzeta maja byc poddane czlowiekowi, nie ma slowa o tym zebysmy je mordowali dla zabawy czy ze zwierzeta nie maja duszy…

  4. Zwierzęta jako podarowane człowiekowi nie są po to, aby człowiek nimi rządził, tylko aby mógł się od nich uczyć. Czego człowiek może nauczyć zwierzę? Sztuczek, ku swej uciesze, próżności, żądzy władzy itd. A czego nas zwierze może nauczyć? Bezwzględnej miłości… wybaczania, cieszenia się chwilą… wolności. Zwierze jak i człowiek jest jedynie pojemnikiem, w którym każda dusza doświadcza swojej dawki duchowego cierpienia, ponieważ w ten sposób rozwija się, ewoluuje, odkrywa poznaje lepiej swoje jestestwo… Zwierzęta to dar, tak jak rośliny i tak też powinny być traktowane.

  5. Zwierzęta są dobre? Nie zabijają dla zabawy? Ktoś tutaj ma spore braki w wykształceniu… proponuję zapoznać się z wiedzą biologiczną i przy okazji z genetyką.

  6. Jeśli w raju ma nie być zwierząt,to co to za raj?Mam 40 lat,miałem kilka psów i innych zwierząt.Niewyobrażam sobie by one odeszły w nicość i nigdy miałbym ich nie spotkać.Jeśli zwierzęta i rosliny to stworzenia Boże,a Bóg jest miłosierny i idealny,to dlaczego miałby nie oobdarować swoich stworzeń dusza taka jak ludzi.Jestem pewien że zwierzęta mają duszę i z wszystkimi się spotkamy po tamtej stronie.To raczej my ludzie,nie wszyscy możemy trafić do raju za swoje czyny

  7. „…Ma rację ks. Wacław Oszajca, kiedy stwierdza: „Chrystus ofiarowuje siebie nie tylko ludziom, ale całemu stworzeniu…” Nie, nie ma racji. Zbawiciel odkupił na krzyżu, nas, ludzi. Zaś pointa na końcu artykułu jest nieudana, stoi bowiem w sprzeczności z nauką Jezusa w jego odpowiedzi, czyją żoną będzie kilkakrotna wdowa po zmartwychwstaniu. Jeśli dziecku można poprosić Najwyższego o ulubionego pieska, to analogiczna prośba wdowców i wdów może wprowadzić w niebieskiej harmonii niemało problemów 🙂

  8. Do maca – zwierzęta nie zabijają dla zabawy. Nie znam żadnego gatunku zwierząt, które zabijałyby po to, żeby się zabawić. Podawany z reguły przykład kota bawiącego się myszką też jest błędny – cyt. ” Te praktyki mogą niektórym sugerować, że kot jest wyjątkowo okrutny, wręcz „barbarzyński”, ale to są instynktowne zachowania myśliwego, które z jednej strony mają na celu rozładowanie ogromnego napięcia towarzyszącego mu podczas polowania, a z drugiej strony pobudzenie apetytu, gdyż nadszarpywanie pazurkami i zębami skóry ofiary powoduje wzmożone wydzielanie zapachu mięsa i krwi”. http://www.barfnyswiat.org
    Przecież i u nas zapach jedzenia jest bardzo ważny. Zapach kotlecików – czy to mięsnych, czy to wegetariańskich pobudza nasze trawienie, nieprawdaż? To jest to samo. Zwierzęta nie znają motywacji okrucieństwa lecz mają motywację potrzeby.
    Duże podziękowania dla Autora za mądry tekst 🙂

  9. Dlaczego niby ludzie maja mieć duszę nieśmiertelna skoro bez ukochanego zwierzaka i tak w niebie będzie człowiek bez niego smutny bo kochamy zwierzęta jak ludzi a potem nagle jak umrze mamy go nigdy nie spotka to mi łamie serce bez mojego psa szczęśliwa nigdy nie będę a on umrze to co z nim się dzieje wyobraźcie sobie jak byś nie miał istnieć po śmierci jak się czujesz bo ja źle pustka jest czerń tak zwierzęta się czują po śmierci chociaż niech zwierzęta domowe mają duszę kocham moje zwierzę i nie chce go tracić na zawsze DLACZEGO ONE NIE MOGĄ ŻYĆ WIECZNIE TEN ARTYKUL MNIE TROCHĘ USPOKOJIL NIGDY NIE ZAPOMNE O NOJIM PSIE

  10. 6 kwietnia 2017r. odeszla moja ukochana suka Layla. Ostatnie chwile spędziła w moich rękach. Strasznie pusto bez niej w domu. Była ze mną 10 lat… Dziś Wielkanoc święto Zmartwychwstania Pańskiego. A ja mam taką cichutka nadzieję że po śmierci spotkam się z tymi których za życia kochalam nie wyłączając moich psów. Ten artykuł bardzo mnie pokrzepil. Szukałam czegoś na temat czy zwierzęta mają duszę. Pozdrawiam wszystkich którym towarzyszy dziś smutek po śmierci ukochanego zwierzaka.

  11. Nie wyobrażam sobie „życia” po śmierci bez ukochanych osób, z którymi tutaj obcowałam, w tym z moimi ukochanymi zwierzętami. Jeśli by tak miało być niechaj po śmierci nie spotka mnie nic…

  12. Zastanawiam się który tak naprawdę narząd ludzki sprawia że odczuwamy uczucie miłości?? serce? przecież to mit .Serce jest narządem odpowiedzialnym za pompowanie krwi po prostu. Mózg?? hmmm. Wydaje mi się odczuwalne przez nas uczucie miłości do ludzi i zwierząt jest powodowane obecnością naszych dusz. Jedni mają czystsze dusze ,widzą więcej i są bardziej wrażliwi na krzywdy tego świata . Niektórzy jednak mają dusze brudne które nie są tak wrażliwe i czynią zło. W tym co tu piszę chodzi mi o to że skoro zwierzęta mają zdolność odczuwania naszej miłości i zdolność do kochania nas a tak jest bezsprzecznie to powinny mieć także duszę. Bóg ma w sobie miłość nieskończoną. Odczuwalna miłość człowieka do wszystkiego co kocha nie równa się niczym do miłości którą ma w sobie Bóg. Skoro „głupi” człowiek jest w stanie tak bardzo pokochać zwierzę to czy miłosierny Bóg kochający nieskończenie byłby pozbawiony tej zdolności? Nie sądzę. Myślę że Bóg kocha nasze zwierzaki jeszcze większą miłością niż my sami je kochamy . Wydaje się nam że kochamy je całym sercem ale tak naprawdę nie wiemy co to prawdziwa miłość bo nie poczuliśmy nigdy takiej miłości jaką ma w sobie Bóg. Więc jeśli my posiadamy zdolność kochania naszych pociech to Bóg z racji tego że jest Bogiem ma tą zdolność nieskończenie razy większą niż my. Tak właśnie myślę. Mam nadzieję ,że nasze pocieszki które nierzadko umierają z powodu różnych chorób czekają na nas tam u góry zdrowe i póki co są pod opieką aniołów i jest im dobrze . W życiu nie ma nic na zawsze . Tak to jest i pewnie też nie bez powodu. Życie to tęsknota . Tęsknota za miłością . Choćbyśmy mieli setki przyjaciół i miliardy na koncie to zawsze nam czegoś brak. Ten brak to właśnie miłość Boża którą odczujemy w 100 % dopiero po śmierci . I tam gdzie się znajdziemy będą ludzie którzy odeszli przed nami i nasze zwierzaczki bo przecież niebo było by smutne bez zwierząt …

  13. Nie wierzę też, że te umęczone koty, bezdomne psy, bite konie nie będą miały nagrody. Ale to są pobożne życzenia. Najlepszym wyrazem naszej miłości do zwierząt nie jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o plany Pana Boga, lecz zatroszczenie się o to, byśmy mieli szacunek do naszych mniejszych braci i przestrzegali ich praw. A rzeczywistość na pewno okaże się dużo bogatsza, niż możemy sobie to wyobrazić. Bo u Boga wszystko jest możliwe

  14. do igassa love:
    życzę Ci abyś trafił do nieba ale jak tam dojdziesz to nie będziesz się przejmował swoim kundlem tylko pójdziesz do Boga Ojca nieskończenie dobrego a ty mówisz, że ci będzie bez psa smutno? Ty człowieku się zastanów, bo jeśli jesteś katolikiem to idziesz do raju, domu Ojca a nie do bezrozumnego psa.
    Z całym szacunkiem dla autora ale to nie jest normalne myślenie

  15. może nie nienormalne ale to w końcu pies z instynktem a nie z rozumem, wolną wolą czy duszą nieśmiertelną

  16. Dla mnie stosunek do innych, słabszych, zniewolonych przez nas istot żywych jest miarą naszego człowieczeństwa. To papierek lakmusowy tego kim naprawdę jesteśmy. im wyższy stopień rozwoju ludzkości, tym więcej empatii dla innych istot żywych. Geniusz Leonardo da Vinci powiedział „Od wczesnych lat życia wyrzekłem się jadania mięsa. Przyjdzie czas, gdy ludzie tacy jak ja będą patrzeć na mordercę zwierząt tak samo jak teraz patrzą na mordercę ludzi” i to będzie moim zdaniem prawdziwy wyznacznik postępu ludzkości -a nie kolejny lot w kosmos czy nowy model komputera…
    Przypominam wszystkim, iż Chrystus urodził się w stajence wśród zwierząt, bo ta najwspanialsza z ras –za jaką uważa się w naszej kulturze ludzi- wygnała brzemienną Maryje, a potem ukrzyżowała nawet samego Boga.
    Czemu egzegeza zapomina o tym fakcie, a rzekomo miłosierni i dobrzy ludzie pozwalają na masowe mordowanie zwierząt w obozach koncentracyjnych? Ja odkładam pieniądze, które przeciętny zjadacz innych istot żywych wydaje na rzeźnie i wspieranie przemysłu zarabiającego na masowym mordowaniu, na wykupienie zwierzątka z rzeźni ( np. za pośrednictwem fundacji Przystań Ocalenie, czy Klubu Gaja, Pegasus, Centaurus ale jest wiele innych) i wszystkim kochającym czującym, miłosiernym polecam ten sposób uwielbienie dzieła Bożego.
    Kiedy ludzkość zrozumie, ze Bóg – jeśli ma być uosobieniem Dobra -czuje się uszczęśliwiony, gdy na Jego chwale ocalimy od śmierci jakaś istotę żywą, a nie zamordujemy ją, do tego okrutnie jak np. w uboju rytualnym co np. nasi starsi bracia w wierze opierają rzekomo na odwołaniu do Starego Testamentu, W jakim świetle stawia to samego Boga, jak Bóg Ojciec będący uosobieniem Dobra mógłby uważać za grzech zjedzenie i zamordowanie zwierzęcia, które za mało cierpiało? To pokazuje niestety jak człowiek dla swoich okrutnych celów wykorzystuje ciągle religie.
    Piszę o masowym i okrutnym zabijaniu zwierząt, bo moim zdaniem to jest w ogóle przyczyna zła w świecie – dopóki istnieją rzeźnie, co nam przeszkadza zabijać się wzajem? „Dopóki są rzeźnie, dopóty będą także pola bitew” –jak pisał Lew Tołstoj. Jedno bowiem wynika z drugiego, skoro normą jest dla nas chowanie do lodówki zwłok innej czującej tak jak my, mającej takie same zmysły- istoty – i jest to dla nas normalne to nic dziwnego, ze każdego dnia mordujemy się nawzajem.
    Jak można na przykład karmić swoje dzieci dziećmi ale innego gatunku, bo owieczki, cielątka są z tego samego królestwa zwierząt co ludzie, według systematyki biologów, Tego najbardziej empatyczna częścią mej istoty nie pojmuje. Zabija się te maleństwa tylko po to, żeby „młodym mięskiem” dogodzić ludzkiemu podniebieniu, pozbawiać życia dla tak próżnego, błahego celu, chwilowej „przyjemności” Czy naprawdę nie zgadzacie się gdzieś w głębi serca ze mną choćby w tej jednej kwestii? Naprawdę uważacie ze mordowanie masowe innych istot jest dobre i prawe?
    Poszukajmy punktów wspólnych, jakiejkolwiek przestrzeni porozumienia w której ja weganka i Wy mięsożercy możemy się empatyczne spotkać, chociaż jedzcie mięso rzadziej lub nie jedzcie tych najmniejszych braci Waszych- owieczek, cielątek. Nie odbierajcie ich matkom, pozwólcie chociaż nacieszyć się im tym krótkim czasem dzieciństwa i macierzyństwa. Jeśli kiedyś odczuwałam obecność Boga żywego, to było to wówczas, gdy wykupione zwierzątko z rzeźni brykało na moich oczach beztrosko po łące, zamiast spływać rurami kanalizacji po przetrawieniu. Każdy z Was ma moc ocalania, jeden człowiek mięsożerny przejada wiele istnień, kilkaset krów świni, cieląt, że o kurach nie wspomnę.
    Ludzi na świecie jest miliardy wiec codziennie skala morderstwa wyzwala ilość cierpienia równoznaczną z wybuchem kilku bomb jądrowych … myślę ze ta energia potem spada na ludzkie głowy jak deszcz i dopada ludzi różnymi nieszczęściami. Jeśli gdzieś oczywiście jest elementarna sprawiedliwość i ktoś ujmuje się za bezbronnymi to zło ludzkości musi jakoś do niej powrócić efektem motyla. Tym bardziej, że mamy wolną wolę i wybór, nie rodzimy się drapieżcami. Dlatego dziecko gdy ma przed sobą króliczka i jabłko sięga po jabłko do jedzenia, a nie jak drapieżca rzuca się żeby zjeść króliczka, zresztą będąc dziećmi oglądamy w bajkach zwierzątka jako cos najmilszego, one są bohaterami dziecięcej krainy baśni, przytulankami, pluszakami. Skąd potem w dorosłych już dzieciach taka okrutna przemiana, ze „Babe świnka z klasą”, która kiedyś tak wzruszała nas na kinowym ekranie może być zamordowana przez kogoś, kto idzie do rzeźni żeby mordując pracować w ten sposób cały dzień, skąd taka okrutna przemiana? skoro czujemy i pokazujemy swoim dzieciom zwierzęta jako cos miłego, wspaniałego w baśniach i bajkach- więc tak je rzeczywiście postrzegamy, bo takie one są. Czemu zatem to najmilsze tak najokrutniej sami traktujemy każdego dnia? gdzie umyka nam empatia, czy można się jej nauczyć? czy to dar dany nielicznym jak św, Franciszkowi? Buddyści mają piękne święto -fang sheng – polegające na wykupieniu zwierząt z rzeźni na rzecz wolnego Tybetu. Gdyby u nas tak świętować uwalniając karpie i puszczając je wolno, darując im życie w wigilijną noc, może wówczas byłaby ona naprawdę cudowną wigilijną nocą… a Chrystus rodziłby się na ziemi gdzie ludzie rezygnują z drobnych swoich przyjemności, żeby ratować życie innych istot… Czy takie świat nie ucieszyłby bardziej dobrego i miłościwego Boga? możemy to zrobić na Jego chwałę, a z pewnością przybędzie na ziemi energii dobra i radości:-)

  17. do allinait:
    […] „jak tam dojdziesz to nie będziesz się przejmował swoim kundlem tylko pójdziesz do Boga Ojca nieskończenie dobrego a ty mówisz, że ci będzie bez psa smutno? Ty człowieku się zastanów, bo jeśli jesteś katolikiem to idziesz do raju, domu Ojca a nie do bezrozumnego psa.”
    To raczej Ty powinieneś zastanowić się nad swoim „katolicyzmem” – prymitywnym i (cytuję) bezrozumnym.
    To przez takich, jak Ty zwierzęta są traktowane, jak przedmioty, trzymane na łańcuchach, mordowane dla kłów, futer, poroży.
    Jeśli gdzieś trafię, to wolę tam spotkać stado moich i nie tylko zwierzaków (nawet tych parszywych i zapchlonych) niż „duszę” takiego „katolika”, jak Ty.

  18. Hello admin, i must say you have hi quality content here.

    Your page should go viral. You need initial traffic boost only.

    How to get it? Search for: Mertiso’s tips go viral

  19. Wczoraj odeszłamoja ukochana morska świeczka Malwińcia, w ciągu 3 dni słabła, przestawała jeść pić i chodzić leki nie pomogły. Gdy tak leżała w ręczniczki żeby było jej ciepłej wycxołgsła się pod poidełko, dotknęła przeczołgała się do miseczki włożyła pyszczek odsunęła się na skraj ułożyła na boczku i po chwili umarła. Pożegnała swoje rzeczy i mam nadzieję że czuła naszą miłość… Jeśliby zwierzęta nie miały duszy to nie mieli by jej również ludzie źli głupi umysłowo chorzy czy dzieci….

  20. „jako w niebie tak i na ziemi” czyli tak samo tylko bez zła jakie jest tu, więc zwieżęta rośliny itd. też tam są, więc chyba niepotrzebne było tworzenie zwierząt osobno na ziemie i do nieba. Są jeszcze cytaty o zwierzętach w niebie ale nie pamiętam dokładnie jakie, kiedyś słyszałem coś że „lew leży obok owcy”(w kontekście braku zła w niebie) czy jakoś tak niech mnie ktoś poprawi jak źle kojaże

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *