Czy papież Franciszek przybliży Kościół do świata?

Papież Franciszek zaskakuje prostotą i zwyczajnością. Jeśli jakiś przedstawiciel duchowieństwa, zwłaszcza ten wysoko postawiony w hierarchii, prowadzi w miarę normalne życie, to jest to dla szarych katolików szok, niemal cud. Jeśli papież zachowuje się jak normalny człowiek, to znaczy rozśmieszają go starodawne stroje, które każe mu się nosić, jeśli płaci za hotel, jedzie autobusem, mówi „Dobry wieczór!”, umie zrobić zakupy, coś ugotować i wystarczają mu dwa pokoje – to doprawdy nie może nam się taka kenoza pomieścić w głowach! Jesteśmy wzruszeni i poruszeni. Papież normalnym człowiekiem! Papież schodzi z piedestału. Papież mówi językiem, który każdy rozumie. Gdyby jeszcze zakazał zwracać się do siebie per „Ojcze Święty”, „Wasza Eminencjo” czy coś w tym stylu…

Papież chce przekroczyć barierę, jaką przez setki lat duchowieństwo oddzielało się od świeckich. Przynajmniej tak wynika z jego gestów. Chce zejść ze swojej duchowej góry w ten świat, zobaczyć, jak tu naprawdę się żyje, poznać prawdziwego człowieka. Nie dlatego, że duchowny to nie jest prawdziwy człowiek, ale jest to człowiek, który „odszedł od tego świata” i często tak o nim zapomniał, że wydaje mu się, że świat prawdziwy to księża, zakonnicy, albo nawet jedynie sama kuria watykańska.

Czy coś wyniknie z takiej postawy dla teologii? Obecnie jest tak, że teologią zajmują się ci na górze, duchowni, mający kontakt z Duchem. Świeccy, ci na dole, mający kontakt z przyziemnością, nie mają nic do powiedzenia. Jeśli by tak góra spuściła trochę z tonu, spojrzała na dół i postarała się zrozumieć, czym żyje duchowość świecka, teologia uległaby zbawczej przemianie. Bowiem sprawy duchowe, do których dojrzał „dół” są nadal odległe od pojęć „góry” teologicznej. Będę zadowolona jeśli z tego pontyfikatu wyniknie choćby niewielkie zniwelowanie wysokości, na jakiej mieszkają pasterze w porównaniu z owieczkami, nauczyciele w porównaniu z uczniami, ojcowie w porównaniu z dziećmi, duchowni w porównaniu ze świeckimi, ci, co mówią w porównaniu z tymi, co słuchają, władcy w porównaniu z poddanymi, and last but not least, mężczyźni w porównaniu z kobietami.

Sedno mojej teologicznej nadziei streszcza ten oto cytat z ostatniej książki ks. Hryniewicza „Oczekuję życia w przyszłym świecie”: „W dziejach wiary trwa ustawiczny proces korygowania i poszukiwania nowych form myślenia, bardziej zgodnych z duchem Ewangelii. Teologia nie powinna pozostać w tyle przemian zachodzących w umysłach i sercach ludzi wierzących. Powinna być raczej sojuszniczką i promotorką dobrych przemian, które otwierają oczy na całość dziejów Bożego stworzenia i pomagają zrozumieć, że Bóg prawdziwie jest miłością”.

Papieżu Franciszku, nie pozostawaj w tyle za sercami i potrzebami ludzi wierzących! Wiele masz już do nadgonienia. Coś jednak nie pozwala mi zbyt optymistycznie patrzeć w przyszłość…

Jedna myśl nt. „Czy papież Franciszek przybliży Kościół do świata?”

  1. Pani Anno napisala pani, ze watykanska gora powinna spojrzec na przyziemna duchowosc swieckich.

    Co to jest i czym zyje duchowosc swiecka ?
    (ciekawe, ze ta dyskusje i podzal na duchownych i swieckich jest prowadzona tylko w kosciele katolickim – nie u protestantow (gdzie choc nie teoretycznie to jednak praktycznie pastor jest na swieczniku: najwk. grupa zawodowa rozwodnikow w Niemczech!) ; nie u prawoslawnch, gdzie szacunek/czolobitnosc/ wobec duchownych jest z bizantyjskich rytualow a ikonostas wyraznie oddziela dwa swiaty).

    Sadze, ze mimo roznorodnosci szkol i podejsc teologicznych jest jedna duchowosc chrzescijanska.
    Rozne sa funkcje i zadania w kosciele, kazdy ma swoja funkcje. Vat. II upatruje zadanie wierzacy swieckich w docieraniu tam gdzie duchowny nie dotrze.
    Pierwszym obszarem jest wlasna rodzina, potem zycie zawodowe, hobby itd. To sa kregi – wspolczesne areopagi (JP II w RM) ktore trzeba uswiecac.
    Nie ma co sie klocic o miejsca w hierarchicznej strukturze, bo nie maja one znaczenia (nie tylko doczesnego ale i eschatologicznego: cel jest bycie swietym, jak glosi inter insigniore 1976).

    Swiecka duchowosc nie rozni sie od wersji duchownych.

    Ilustruje to zycie np. malzonkow Raissy i Jakuba Maritainow.
    Bedac w swiecie zyli na sposob zakonny.
    Ulozyli sobie porzadek codzienny dnia: Wstawawanie 6:00, Msza sw. 7:15; o 12:00 Rachunek sumienia i medytacja, 17:00 nawiedzenie Najw. Sakramentu, rozaniec, wieczorem duchowa lektura polaczona z medytacja i rozmowa. I tak dzien w dzien. Nazywali sie mala owczarnia.

    Jest to przesadna dewocja, klerykalizacja swieckich czy prawdziwe zycie w obliczu Bogu ?
    Dodam, ze Raissa i Jakub, borykajac sie z trudnosciami dnia codziennego,, ktore nekaly Raisse i jej siostre Wiere – brakiem pieniedzy, chorobaami – byly ciagle obszarem doswiadczen i proby neofitow. Byly krzyzem.
    Rodzina Maritainow ulozyla regule wspolnego zycia w ktorej napisali szczeze: zyjac w swiecie jestesmy pozbawieni tej pomocy, ktora zakonnicy znajduja w swoich regulach i slubach.

    Zyjac w swiecie byli de facto zakonnikami. Osoby duchowne (takze watykanie) zyja przeciez tez tym rytmem.
    To jest jedna i ta sama duchowosc. Wszyscy czytamy i modlimy sie rownoczesnie (mimo roznych sfer czasowych) tymi samymi tekstami.
    I nikt nie jest samotna wyspa. Wszystkich nas ksztaltuja te same media.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *