Czy Mesjasz naprawdę przyszedł? – kazanie Paula Tillicha

„Teraz o Władco pozwól odejść swemu słudze w pokoju, według             słowa Twojego. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów. Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. Łk 2, 29-32

 

„Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli»”.  Łk 10, 23-24

 

Kilka dni temu rozmawiałem z moim przyjacielem Żydem na temat idei Mesjasza w judaizmie i chrześcijaństwie. Ostatecznie różnica między nami pojawiła się mniej więcej tam, gdzie pobrzmiewa pytanie skierowane do Jezusa przez uczniów Jana Chrzciciela: „czy to Ty jesteś tym, który miał przyjść, czy też innego mamy oczekiwać”? Zgodziliśmy się, że Żydzi czekają na kogoś innego, podczas gdy chrześcijanie twierdzą, że ten który miał przyjść, rzeczywiście już przyszedł. Chrześcijanie mówią z Symeonem: „nasze oczy ujrzały Jego zbawienie”. Żydzi odpowiadają: „my nie widzieliśmy Jego zbawienia, czekamy wciąż na nie”. Chrześcijanie czują się już szczęśliwi, zgodnie ze słowami Jezusa, ponieważ zobaczyli obecność zbawczej mocy w świecie i historii. Żydzi uważają takie przeświadczenie za niemalże bluźniercze, skoro według ich wiary nic czego należy się spodziewać od epoki mesjańskiej jeszcze nie nastąpiło.

I kiedy bronimy naszej wiary chrześcijańskiej Żydzi przypominają, że świat nie stał się lepszym od czasów Ozeasza czy Jeremiasza, że Żydzi i wraz z nimi ogromna część ludzkości cierpi nie mniej niż dwa tysiące lat temu, że prorockie wizje zagłady są dziś nawet bardziej realne niż w czasach samych proroków.  Trudno na to wszystko odpowiedzieć, ale musimy spróbować, skoro nie tylko Żydzi, ale niezliczona liczba chrześcijan i niechrześcijan, naszych przyjaciół i naszych dzieci, a także coś w nas samych zadaje te właśnie pytania. Trudno na nie odpowiedzieć. Co na przykład możemy odpowiedzieć, gdy dzieci pytają nas o Dziecko w żłóbku, kiedy w niektórych częściach świata wszystkie dzieci „w wieku do lat dwóch” umierały i umierają, już nie z rozkazu Heroda, ale z powodu wciąż wzrastającego okrucieństwa wojny i jej skutków w epoce chrześcijańskiej, a także z braku wyobraźni samych chrześcijan. Albo jak możemy odpowiedzieć Żydom, gdy ci spośród nich, których wrócili z obozów śmierci, gorszych niż cokolwiek w Babilonie, nie mogą znaleźć schronienia nigdzie na ziemi, a już na pewno nie wśród ludów mieniących się chrześcijańskimi? Lub co możemy odpowiedzieć chrześcijanom i niechrześcijanom, którzy uświadomili sobie, że owocem chrześcijańskiej cywilizacji technicznej i społecznej stało się zagrożenie całkowitej zagłady ludzkości? A co mamy odpowiedzieć samym sobie, gdy patrzymy na własne życie, wciąż nieuzdrowione i niezbawione po tym, jak od dwóch tysięcy lat słuchamy orędzia o zbawieniu i uzdrowieniu?

Czy może mamy powiedzieć, że świat oczywiście jest niezbawiony, ale w każdym pokoleniu są mężczyźni i kobiety, którzy są zbawiani ze świata? Nie takie jest orędzie Bożego Narodzenia. Wszyscy ci, co w opowieści o Bożym Narodzeniu oczekują Chrystusa i przyjmują Jego bóstwo, szukają jednocześnie zbawienia Izraela i pogan, a także zbawienia całego świata. Dla nich wszystkich, i dla samego Jezusa, i dla Apostołów, królestwo Boże, uniwersalne zbawienie jest już blisko. Ale skoro takie było oczekiwanie, czy nie musimy stwierdzić, że rozminęło się ono z rzeczywistością? To pytanie jest tak stare jak samo orędzie chrześcijańskie i odpowiedź jest w zasadzie równie stara, jak mówi nasz biblijny tekst. Jezus bierze swoich uczniów na stronę i rozmawia z nimi na osobności błogosławiąc ich, jako że widzą to co widzą. Obecność Mesjasza jest tajemnicą, nie może być ogłoszona nikomu, ani zobaczona przez nikogo, jak tylko przez tych, którzy jak Symeon są kierowani Duchem. Jest coś zaskakującego, niespodziewanego w ukazaniu się zbawienia, coś co przeczy wszelkim pobożnym opiniom i intelektualnym przewidywaniom. Tajemnica zbawienia jest tajemnicą dziecka. Tak była przepowiedziana przez Izajasza, ale także w ekstazie Sybilii i poetyckiej wizji Wergiliusza, w doktrynach misteryjnych i w rytach religijnych celebrowanych w oczekiwaniu nowego eonu.  Wszyscy oni czuli, tak jak pierwsi chrześcijanie, że wydarzenie zbawienia to narodziny dziecka.  Dziecko jest prawdziwe i jakby jeszcze nie prawdziwe, jest w historii, ale jeszcze nie jest historią. Ma naturę widzialną i niewidzialną, jest tutaj i nie tutaj. I taki jest właśnie charakter zbawienia.
Zbawienie ma naturę dziecka. Jak chrześcijaństwo wspomina każdego roku, w najbardziej hucznym swoim święcie, dzieciątko Jezus, a zatem zbawienie, jakkolwiek jest widzialne, jest także niewidzialne. Kto chce zbawienia tylko widzialnego, nie zobaczy Boga w dzieciątku w żłobie, tak jak nie zobaczy Boga w człowieku na krzyżu, nie zobaczy wreszcie w ogóle Bożego działania, które zawsze jest paradoksalne. Zbawienie jest dzieckiem, a gdy urośnie, zostanie ukrzyżowane. Tylko ten, kto zobaczy moc w słabości, całość we fragmencie, zwycięstwo w porażce, chwałę w cierpieniu, niewinność w winie, świętość w grzechu, życie w śmierci, może powiedzieć: moje oczy widziały Twoje zbawienie. Ale to zawsze było trudne i zawsze będzie trudne. To było i będzie tajemnicą, tajemnicą dziecka. I jakkolwiek głęboko świat by nie upadł, nawet ku samozagładzie, jak długo będą żyć ludzie, będą doświadczać tej tajemnicy i mówić: „szczęśliwe oczy, które widzą to, co my widzimy”.

tłum. marval

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *