Argumentum ad personam

Ks. Antoni Tronina – do którego obecnie nie chcę mieć zastrzeżeń – wpadł w pułapkę błędnego pierwotnego założenia. Otóż przyjął on za pewnik, iż Andrzej Nowicki zaatakował Kościół. Do przyjęcia tego założenia skłonił go zapewne fakt, że tekst mój dotyczył w dużej mierze ludzi Kościoła katolickiego, a ściślej mówiąc duchownych: ksiądz Tiso (nazistowski zbrodniarz), biskup Hudal (dozgonny sympatyk nazistów) i ksiądz Trzeciak (autor Programu światowej polityki żydowskiej).  Spróbował więc stworzyć tekst apologetyczny. Stanął jednak przed bardzo trudnym zadaniem: jak bronić się przed faktami, które zaistniały i którym nie mogę zaprzeczyć? W tym celu stosuje się metodę: argumentum ad personam. Oto jej definicja z popularnej Wikipedii:

Argumentum ad personam (łac. argument skierowany do osoby) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant porzuca właściwy spór i zaczyna opisywać faktyczne lub rzekome cechy swego przeciwnika. W ten sposób unika stwierdzenia, że jego racjonalne argumenty zostały wyczerpane, a jednocześnie sugeruje audytorium, że poglądy oponenta są fałszywe. Dodatkowo, obrażanie oponenta ma na celu wyprowadzenie go z równowagi, tak by utrudnić mu adekwatne reagowanie na przedstawiane postulaty.

Artur Schopenhauer w swoim dziele „Die eristische Dialektik” („Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów”) wymienia Argumentum ad personam jako ostatni sposób nieuczciwej argumentacji stosowany, gdy wszystkie inne sposoby zawodzą i nie ma szans na wygranie sporu argumentacją merytoryczną.

Zastosowanie tego argumentu, przez ks. Troninę, świadczy o braku możliwości znalezienia luki w moim uzasadnieniu. W ani jednym wypadku ks. Tronina nie odnosi się przecież do twierdzeń z mojego tekstu. Za to gdy rozpoczyna poszukiwanie winnych antyjudaizmu/antysemityzmu, widzi ich tylko i wyłącznie w Żydach. To oni są wszystkiemu winni, ponieważ stworzyli Toledot Jeszu; to oni są winni zamknięcia getcie, ponieważ tego chcieli. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, dla ks. Troniny, że Pan Andrzej Michniewicz przytoczył w całości tekst Cum nimis absurdum Pawła IV; każdy może się z nim zaznajomić (pierwszy komentarz pod tekstem ks. A. Troniny: Czy możliwa jest antykatolicka hucpa na katolickim blogu?); i nie zaczyna się on w następujący sposób:

Po wielu naradach z rabinami i starszyzną żydowską, wychodząc naprzeciw ich życzeniom tworzymy dzielnicę żydowską. W związku z pojawieniem się wśród Żydów mody na chodzenie w żółtych kapeluszach nakazujemy..

Umknął mu również najistotniejszy wątek moich rozważań – mnie interesowało, w jaki sposób ludzie godzili chrześcijaństwo z antysemityzmem. Na zarzut ks. Troniny, że nie stosowałem poprawnej metodologii zgłębiając to zagadnienie, odpowiem wprost: jest to nieprawda. W przypadku np. ks. Trzeciaka odwołałem się bezpośrednio do źródła, aby zgłębić meandry jego argumentacji. Co więcej, aby czytelnik mógł prześledzić zasadność moich konkluzji, każdy wyciągnięty wniosek podparłem cytatem z jego książki. Jest to wzorowo przeprowadzona analiza, ponieważ każdy ma możliwość sprawdzenia czy moje wnioski pokrywają się z poglądami księdza. Wychodząc jednak na przeciw insynuacjom ks. Troniny, jakobym nie potrafił się poprawnie posłużyć metodologią historyka, przygotuję w niedługim czasie życiorysy biskupa Aloisa Hudala oraz ks. dr. Jozefa Tiso (to on zamieszał się w „ohydny proceder” [czynny współudział w Shoah], który zaprowadził go na szubienicę; „ohydny proceder”, w przeciwieństwie do mnie, ks. Tronina dostrzega w czymś co nazywa Shoah – biznes).

Nie wspieram nurtu, który wydaje się reprezentować ks. Tronina. Jestem za Kościołem otwartym, mówiącym bez problemu o swojej złej i dobrej historii. Najbliżej mi do środowiska, które reprezentuje Tygodnik Powszechny oraz miesięcznik ZNAK. To też jest Kościół, ale nie przypomina on oblężonej twierdzy, osaczanej przez wyimaginowanego wroga z Gazety Wyborczej. Kościół otwarty i stawiający pytania. Kościół nowoczesny, ale pozbawiony stereotypów i nie potępiający nikogo. Kościół kochający Chrystusa i starający się zrozumieć innych, nawet tych bardzo innych. Kościół wierzący, że cała ludzkość zgromadzi się kiedyś u stóp Jezusa Chrystusa, aby się nawzajem miłować już po wsze czasy.

Z Bogiem profesorze.

6 myśli nt. „Argumentum ad personam”

  1. Krótki komentarz metatekstowy, który przed chwilą popełniłam też na Facebooku (może teraz rozszerzę o dwa słowa).

    Szkoda, że w tym kierunku potoczyła się dyskusja o relacjach rzymski-katolicyzm – judaizm, której nie da się uniknąć i co jakiś czas będzie powracała. Ja tekst wyjściowy zrozumiałam jako „studium przypadku” ks. Trzeciaka. Ks. prof. Tronina zastosował widocznie figurę pars pro toto – mechanizm opisany też w tekście p. Rynkowskiego. A potem – mam takie wrażenie – lawina ruszyła, bo pojawiło się coraz więcej komentarzy „totalnych”. A skoro już się pojawiły, to może trzeba było zasugerować w nich, że powinny być czytane jako figura odwrotna – totum pro parte?
    Zapewne na mój osobisty odbiór tekstu wyjściowego i komentarzy wpływa nieco „syndrom mniejszości” 🙂 Czasem jest uciążliwy, ale przy takich okazjach pozwala się zdystansować od czytanych treści. Chodzi mniej więcej o to, że w dyskursie publicznym pod określeniem Kościół rozumie się Kościół rzymskokatolicki. Mniejszości więc nauczyły się taki komunikat z leksemem Kościół odczytywać w „systemie” totum (Kościół) pro parte (zamiast precyzyjnie KRK). W powyższych komentarzach z kolei „system” totum pro parte oznacza, że termin Kościół odnosi się tylko do części wyznawców, czasem nawet do jednostek.
    To samo, jeśli chodzi o Żydów/żydów. Trzeba sobie też uświadomić, że ani w czasach Jezusa, ani nieco później Żydzi nie byli jednolitą grupą narodowo-religijną, a Kościół (ten zwany jeszcze niepodzielonym) od początku musiał przezwyciężać wewnętrzne tarcia różnych frakcji .

    Jako mniejszość rozumiem też reakcję (obronną) ks. prof. Troniny, która pojawiła się w jego pierwszym komentarzu do tekstu p. Andrzeja J. Nowickiego. Gdyby mi ktoś przypomniał dosadne i bardzo antyżydowskie wypowiedzi Lutra, to natychmiast, w geście obrony przed zarzutem „genetycznego” antysemityzmu wśród luteranów, przytoczyłabym pismo „Jezus Chrystus urodził się jako Żyd” i fakt, że jednym z najbliższych współpracowników był F. Melenchton spokrewniony z Johannem Reuchlinem; w żyłach Melanchtona płynęła więc żydowska krew… Przecież do antysemityzmu to nie przystaje 🙂 W ten sposób „broniłabym” nie tylko Lutra, ale też – na zasadzie pars pro toto – postrzegania luteraniznmu przez pryzmat antyżydowskich tekstów reformatora. Nie zmienię jednak w ten sposób rzeczywistości, nie sprawię, że problem antyżydowskości Lutra zniknie. Mogę go rozpatrywać z punktu widzenia historycznego i kontekstualnego – tu ukłon w stronę ks. prof. Troniny, który o tym elemencie interpretacji przypomniał. Ale muszę się zmierzyć również z hermeneutyką…
    PS. Wolałam wejść na własne podwórko problemu antysemityzmu/antyjudaizmu…

  2. Pani Kalino!

    Wzmiankuje Pani o – przypomnianym przez ks. Troninę – rozpatrywaniu tekstu z punktu widzenia historycznego i jego kontekstu. Warto jednak zaznaczyć, wracając oczywiście do punktu startu, czyli pierwszego mojego wpisu, że ks. Trzeciak nie żył w średniowieczu, lecz w XX wieku. Żył w czasach kiedy papież Pius XI potrafił stwierdzić, że chrześcijanie duchowo są Semitami; tymczasem ksiądz przeciwstawia Żydom etykę chrześcijańską i charakter aryjski. Przykłady prób budowania poprawnych relacji katolicko – żydowskich, w tamtym okresie, choć nie są zbyt liczne – to jednak występują. Mogę właściwie powiedzieć, że ks. Trzeciak, który bronił do upadłego, autentyczności przesłania Protokołów mędrców Syjonu nawet wśród antysemitów wyróżniał się na minus ( J. Tazbir, Protokoły mędrców Syjonu. Autentyk czy falsyfikat. dost: http://niniwa22.cba.pl/protokoly_janusz_tazbir_1.htm ). Nie sądzę zatem, aby nawet przy bardzo głębokim osadzeniu, antyżydowskiego przesłania wynikającego z książek ks. Trzeciaka w wymiarze historycznym jego ocena mogłaby ulec jakiejś diametralnej zmianie.

    Bardzo trudnym tematem jest wyważone przedstawienie sytuacji Kościoła, w obliczu przejęcia w okresie supremacji Niemiec ( 1933 – 1945 ) władzy w Europie przez ugrupowania, które odwoływały się do więzi właśnie z nim ( Słowacja, Węgry, Chorwacja ). Kościół katolicki w Polsce, właściwie nie ma sobie pod tym względem nic do zarzucenia, ponieważ propozycja współpracy z Niemcami została przez kardynała Hlonda odrzucona w pamiętnych słowach: Pod tą sutanną nie znajdziecie zdrajcy Quislinga. Jak na tle tej odpowiedzi wygląda Quisling- ks. Tiso?

    Biskup Hudal, który po odkryciu już wszystkich okropności i zbrodni nazizmu, kiedy świat właściwie zamarł z przerażenia, postanowił wyświadczyć nazistom przysługę o jakiej nawet nie śnili, czyli zorganizował im nowe życie. Był z tego ogromnie dumny i to osiągnięcie podkreślił w swoich pamiętnikach. Zbiegł dzięki niemu morderca wielu Polaków i naszych polskich dzieci, J. Mengele. Co pomoże biskupowi analiza historyczno – krytyczna?

    Pisałem, także o Positives Christentum, co nie dotyczy właściwie katolików, ale protestantów. W ewangelickich kościołach oczyszczono pieśni i liturgię z żydowskich symboli. Usuwano imiona żydowskie i szeroko rozpowszechniano tezę głoszącą, że Jezus nie był Żydem. Chrześcijanie odpowiednio te działania uzasadniali:

    Przeniknięci bożym posłannictwem narodu niemieckiego i przekonani o rasowej mniejszej wartości żydostwa, którego pochodzenie już Chrystus określił jako prawdziwie diabelskie, jako tutejsza grupa parafialna Niemieckich Chrześcijan ( chodzi o Dortmund – przyp. AJN ) czujemy się zobowiązani do świętej walki przeciw strasznemu rozdziałowi naszego życia w wierze i zmaganiach przeciw fatalnemu zażydzeniu chrześcijaństwa ( A. Woff – Powęska, „A kto jest moim bliźnim?” Kościoły w Niemczech wobec „problemu żydowskiego” (w:) Dramat przemocy w historycznej perspektywie, red. J. Chrobaczyński i W. Wrzesiński, WAM, Kraków 2004, s. 187 ).

    Kościół protestancki przejął bardzo ciężki bagaż doświadczeń związanych z jego postawą w trakcie rządów Adolfa Hitlera, ale bardzo szybko uporał się z nim i nazwał pewne rzeczy po imieniu. Deklaracja Kościelno – Teologicznego Towarzystwa z Wirtembergii z 9 kwietnia 1946 roku:

    Zachowaliśmy się tchórzliwie i biernie, gdy członków ludu Izraela wśród nas pozbawiono czci, upokarzano i mordowano. (…) Za mało sprzeciwialiśmy się ubóstwieniu naszego narodu i jego władców, zniewoleniu sumień, naruszeniu prawa, zatruwaniu młodzieży (…) agresji i uciskowi sąsiednich krajów ( Tamże s. 191 – 192 ).

    Zazdroszczę protestantom, że tak szybko, wręcz błyskawicznie, potrafili nazwać apokaliptyczny terror i określić swoją w nim rolę. Dodajmy, że Positives Christentum rozpatrywany historyczno – krytycznie, biorąc pod uwagę postawę, a chociażby Karla Bartha ( ale przecież też wielu innych wybitnych myślicieli protestanckich ), dalej będzie wyglądał źle.

    Do czego zmierzam? W przypadku tych czterech przykładów ( a odnosząc się przecież do nich ks. Tronina mnie krytykował ) uważam, że umieszczenie ich w kontekście historyczno – tekstualnym, nie tylko, że nic nie zmieni, ale wypadną one jeszcze gorzej. I najważniejsza kwestia, o której niesłusznie się zapomina, a ja ją wciąż przypominam: nie interesowało mnie tyle np. Positives Christentum, co mechanizm w jaki sposób uczynili oni z Żyda – Jezusa aryjczyka i ewangelię miłości zamienili na ewangelię nienawiści. Jeśli ktoś piszę rozprawę o księżach, którzy palili papierosy, to wcale nie zakłada, że nie istnieli księża, którzy ich nie palili ( być może dlatego, że istnieli i jedni i drudzy może pisać o tych pierwszych ); jeśli ktoś zajmuje się tematem: w jaki sposób godzono chrześcijaństwo z antysemityzmem? to logicznym jest, że uda się ktoś taki, na poszukiwanie antysemitów chrześcijan i to takich, którzy pozostawili jakieś uzasadnienie dla swoich poglądów. Badania takie nie oznaczają, że nie istnieli księżą filosemici; oznaczają jedynie, że w tym momencie nie weszli oni w zakres rozpatrywanego materiału.

    Bardzo dziękuję Pani za komentarz i za próbę wczucia się w mniejszość. Empatia jest wskaźnikiem człowieczeństwa, gdyż tylko dzięki niej, możemy chociaż przez chwilę być kimś innym.

  3. Szanowny Panie Andrzeju!
    Pius XI stwierdził rzeczywiście stwierdził: ,,Antysemityzm jest nie do zaakceptowania. Duchowo wszyscy jesteśmy Semitami”.
    Nie było to jednak oficjalne nauczanie Krk ,wyrażone np. w encyklikach, ale tylko słowa skierowane do grupy belgijskich pielgrzymów 6 września 1938 r. Ks. Trzeciak mógł nic o tym nie wiedzieć. Szerzenie wrogości, pogardy i uprzedzeń do Żydów w Polsce tuż przed wojną było czymś powszechnym, co pokazuje artykuł:” Stanowisko Kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego w dawnej Polsce” KS. DR Michał MORAWSKI
    http://www.ultramontes.pl/wobec_niebezpieczenstwa_zydowskiego.htm
    Oto fragment:
    „Kościół, a także i państwa chrześcijańskie w dawnych wiekach, zawsze stały na tym stanowisku, że żydzi, jako wygnańcy palestyńscy, naród odrzucony przez Pana Boga i niewolniczy a przy tym wrogowie Chrystusa Pana, nie mogą i nie powinni w krajach chrześcijańskich zajmować żadnych urzędów publicznych i w ogóle stanowisk, które byłyby połączone z jakąkolwiek jurysdykcją, czy władzą zwierzchniczą nad ludnością chrześcijańską. Toteż już najdawniejsze ustawodawstwo Kościoła Polskiego zakazuje, pod groźbą surowych kar, piastowania przez żydów takich stanowisk, jak np.: dzierżawcy (poborcy) myt, ceł, karczem, dóbr, prowadzenia przedsiębiorstw handlowych we własnym czy cudzym imieniu itd. Duchowni i świeccy właściciele czy zarządcy dóbr i wszelkich godności dostojnicy za przyjmowanie żydów na podobne urzędy i stanowiska wpadali tym samym w klątwę kościelną, od której mogli być rozgrzeszeni dopiero po usunięciu żydów z tych urzędów i stanowisk i po złożeniu przed miejscowym biskupem ordynariuszem wyraźnego zobowiązania, że na przyszłość żyda już nie przyjmą nigdy na tego rodzaju stanowisko

    Następne synody, tak prowincjonalne, jak i diecezjalne oraz listy pasterskie i rozporządzenia biskupów polskich aż po koniec w. XVIII, ponawiają te zakazy, grożąc zarówno świeckim, jak i duchownym właścicielom dóbr i wszelkich godności dostojnikom klątwą, odpowiedzialnością sądową przed Sądami Biskupimi i Trybunałami państwowymi, jak również unieważnieniem wszelkich kontraktów dzierżawnych, zawartych z żydami. Jednocześnie, ustawodawstwo Kościoła Polskiego przestrzega i upomina wszystkich przed tym nadużyciem przedstawiając, jak wielka dzieje się zniewaga samemu Bogu i Chrystusowi Panu, gdy żydzi, naród niewolniczy, rządzą i przewodzą nad chrześcijanami, ludem wolnym, bo odkupionym Krwią Najśw. Zbawiciela (67). Pod wpływem ustawodawstwa kościelnego i prawo państwowe (statuty z 1538, 1562, 1565 i 1567 r.) oraz dzielnicowe zamykało żydom dostęp na urzędy publiczne i stanowiska kierownicze oraz zabraniało im dzierżawienia dóbr, karczem itp Kapłani-kaznodzieje mają obowiązek często przestrzegać i upominać w czasie kazań, by chrześcijanie z żydami nie obcowali . Ponieważ bliższe obcowanie chrześcijan z żydami było wielce niebezpieczne dla czystości obyczajów, zwłaszcza dla niewiast chrześcijańskich, które często były uwodzone przez żydów do grzechu nieczystego, dlatego synody naznaczają szczególnie surowe kary za ten występek.”

    Tego byli uczeni duchowni w Polsce, i nie tylko, i to tuż przed wybuchem wojny!
    W innym artykule http://www.ultramontes.pl/sluzba_chrzescijan.htm
    ” ) Kapłani nie omieszkają, ile razy tego domagać się będą szczególne okoliczności, pouczać lud, czy to prywatnie, czy to z ambony, że dawny zakaz kościelny służenia u żydów po dziś dzień istnieje, i że dlatego Chrześcijanom pod ciężkim grzechem jest zabronione przyjmować stałą służbę u żydów, albo im posługiwać, karmić dzieci albo też uczyć się rzemiosła jakiegokolwiek.”
    Jednym słowem Żydzi nie zasługują na pomoc, szacunek i wsparcie ze strony chrześcijan bo, no właśnie co ? Bo przez wieki Krk uważał ich wszystkich winnych zabicia Pana Jezusa i z tego względu zasługują na pogardę. Niestety, ale dla Żydów to nie był Dobra Nowina.

  4. Dodam, że artykuł http://www.ultramontes.pl/sluzba_chrzescijan.htm posiada imprimatur! Oznacza to, że Krk akceptował, iż; ” Chrześcijanom pod ciężkim grzechem jest zabronione przyjmować stałą służbę u żydów, albo im posługiwać, karmić dzieci albo też uczyć się rzemiosła jakiegokolwiek.”
    Czego jeszcze OFICJALNIE nauczał Krk, gdyż posiada to nauczanie imprimatur? Proszę bardzo. Ks. F ranciszek Pouget w dziele: „Nauki Katolickie w sposób katechizmowy” http://www.ultramontes.pl/pouget_kain_i_abel.htm
    ” Historia Kaina i Abla, czego nas uczy co do Religii? Są wyraźnymi figurami, Abel Jezusa Chrystusa, a Kain Żydów. Bo znamieniem tych, którzy należą do tej społeczności ( Żydów ), jest być przywiązanymi do ziemi, zakładać swoją szczęśliwość na używaniu dóbr, rozkoszy i zaszczytów ziemskich; chcieć panować na ziemi, i do tej fałszywej szczęśliwości wszystkimi swoimi sprawami, nawet samymi czynami Religii zmierzać; nienawidzić, prześladować, trapić, wojnę toczyć z tymi, których rozumieją być sobie na przeszkodzie do tej szczęśliwości, której szukają na ziemi, pragnąc nad innymi zwycięstwa, a nie dbać na niewolę występków w której zostają. Krew Jezusa Chrystusa prosi o miłosierdzie i tylko ściąga zemstę Boską na Żydów i na innych grzeszników, czyniących ją sobie niepożyteczną przez zatwardziałość swoją. Żydzi także za bratobójstwo oraz i bogobójstwo swoje są wypędzeni z własnego kraju, i rozproszeni po całej ziemi. Mają znak obrzezania, który ich różni od innych ludzi, i będą trwać aż do końca świata ”

    Jeśli Krk nauczał pogardy i wrogości do Żydów, to nie dziwi mnie, że katolicy przez wieki ich prześladowali np. ograniczając im prawa, a nawet mordując. Jeśli Krk nauczał, że to wszyscy Żydzi, nawet ci, co żyją wiele wieków po śmierci Jezusa, odpowiadają za Jego śmierć, to jak ich za to nie pogardzać i nie dyskryminować. Jeśli dalej nie wierzą w Jezusa jako Mesjasza, to zasługują na wrogość, a na nich ciąży piętno Bogobójstwa! Ergo: Żydzi, nawet współcześni byli postrzegani jako odpowiedzialni za ten straszny występek, więc jak mam ich za to kochać?
    Czego jeszcze Krk nauczał w Polsce? W artykule ( z imprimatur!) Ks. Józefa Gliwy „Szkice kazań i przemówień na chwilę obecną” są takie zdania:
    ” A więc żydzi, to żywioł ogromnie niebezpieczny, szkodliwy, to zakamieniali wrogowie Chrystusa, Jego nauki, Jego prawa i Jego Kościoła! Nie wierz żydowi; on zawsze szuka sposobności, by cię oszukać i wyzyskać. Kościół nazywa ich „wiarołomnymi”. Choćby nie wiedzieć co obiecywał i przyrzekał, nie wierz mu, bo żyd wiary nie dochowa.”

    Pytam się: Gdzie tego nauczał w Ewangeliach Pan Jezus?

    W „Biblia Łacińsko-Polska, czyli Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Podług tekstu łacińskiego Wulgaty i przekładu polskiego X. Jakóba Wujka T. J.” Krk nauczał, że Żydzi zgrzeszyli i grzeszą nie tylko przeciw Jezusowi, ale również przeciwko samemu Duchowi Świętemu!
    ” Słowo przeciw Synowi człowieczemu. Żydzi grzeszyli słowem przeciw Synowi człowieczemu, kiedy ganili to, co On czynił według człowieczeństwa: zowiąc Go obżartym i pijanicą i przyjacielem grzeszników; że obcował z grzesznymi, i naruszał szabat; i rzeczy tym podobne. Mt. 11, 19. A ten grzech łacniej mógł być odpuszczony, iż Go sądzili jako innego którego człowieka. Ale grzeszyli i bluźnili przeciw Duchowi Świętemu (którego tu zowie palcem Bożym, który cuda czynił) kiedy z uporu i ze złości jasne sprawy Boże w wyrzucaniu czartów, przypisywali samemu czartowi. A ten grzech nie bywa odpuszczony: iż bardzo z trudna może być odpuszczony, jako widzimy w tym pokaraniu potomków żydowskich, aż do dnia dzisiejszego.”

    Krk widocznie ich postrzegał jako wyjątkowo zepsutych, skoro popadają w najcięższy grzech: przeciwko Duchowi Świętemu, tylko dlatego, że są Żydami! W wykładzie Jakuba Wujka to wszyscy Żydzi są za to odpowiedzialni, za śmierć Jezusa, a nie jakaś garstka ( sanhedryn czy Rzymianie), gdyż „widzimy w tym pokaraniu potomków żydowskich, aż do dnia dzisiejszego.” Wg J.Wujka i akceptacji Krk, to Bóg stosuje odpowiedzialność zbiorową i dotyczy ona nawet następnych pokoleń Żydów, którzy przecież nic ze śmiercią Jezusa nie mają wspólnego. Czy taki przekaz uczy szacunku i miłości do Żydów, czy pogardy, wrogośći i uprzedzeń?

    W broszurze: Christus Deus noster. Chrystus Bóg nasz. [Kraków 1918], ss. 27-34 . http://www.ultramontes.pl/niebo_zydow.htm jest przedstawione niebo Żydów m.in. tak:
    ” Przede wszystkim zapytajmy się żyda chasyda, to jest żyda pobożnego, kto się znajduje w niebie żydowskim? On zaraz odpowie, że tam są wszyscy, których żyd kochał za ży­cia, a nie ma nikogo, kim się żyd brzydził i kogo nienawidził w swym życiu. A więc w niebie żydowskim nie ma Pana Jezusa, ani Matki Bożej, ani św. Józefa, ani żadnych Świętych, których czczą Chrześcijanie. Widać więc z tego jasno, że niebo żydowskie, do którego wszyscy żydzi niewierni idą po śmierci, i dokąd pro­wadzą wszystkich ludzi, nie jest nic innego, tylko najgłębsze ogniem siar­czystym gorejące piekło. ”
    Co można po takim artykule sądzić o Żydach? Są zepsuci i zdemoralizowani do cna oraz pełni pogardy do katolików, w rzeczy samej ich nienawidzą.

  5. Szanowny Panie Julianie!

    Nie zaprzeczam i nigdy nie będę tego robił, że było przyzwolenie, a nawet coś więcej niż przyzwolenie, na krzywdzące naród żydowski oszczerstwa i uogólnienia. Ciężko właściwie znaleźć duchownego, który w tamtych czasach stwierdziłby po prostu, że Żydzi są takim samym narodem jak wszystkie inne tzn. że jest wśród nich tyle samo złych i dobrych ludzi co i w każdym innym. Jednak ks. Trzeciak nawet na tle tych skandalicznych świadectw dalej wypada źle. Prof. Tazbir następująco podsumowuje działalność księdza:

    Ksiądz Trzeciak nie miał żadnych wątpliwości co do tego, iż obradującemu w sposób otwarty kongresowi syjonistycznemu w Bazylei towarzyszyły tajne posiedzenia, na których odczytywano Protokoły mędrców Syjonu. Ich autentyczności dowiódł proces w Bernie, gdzie zresztą oskarżeni wzywali Trzeciaka na jednego ze świadków obrony, których – jak pisze – zaprzedany Żydom sąd nie chciał wysłuchać. Swą opinię na temat autentyczności Protokołów… zdołał on jednak ogłosić w zbiorze dokumentów (Gerichts-Gutachten zum Berner Prozess), jakie Ulrich Fleischhauer, subwencjonowany przez propagandę hitlerowską, opublikował w III Rzeszy (Erfurt 1935). Trzeciak zawarł ją w artykule Die Protokolle der Weisen von Zion – der politische Katechismus des Judentums (Protokoły mędrców Syjonu – politycznym katechizmem żydostwa)…Żydzi muszą wyjść z Polski, bo oni są nieszczęściem narodu”. Ksiądz Trzeciak nie wierzy w możliwość ich nawrócenia: „Żydzi ochrzczeni oddają żydostwu niewymowne usługi, pracują po cichu wprawdzie, ale pożytecznie dla sprawy żydowskiej, bez nich Izrael […] nie mógłby wejść do duszy i serca narodów rdzennych”. Świadczą o tym bolesne dla katolicyzmu doświadczenia z maranami w Hiszpanii czy frankistami w Polsce, którzy pozornie tylko porzucili judaizm…Wiadomo natomiast, że ksiądz Trzeciak należał do nielicznej w Polsce grupy potencjalnych kolaborantów, którzy na przełomie lat 1939 i 1940 prowadzili z władzami III Rzeszy rozmowy w sprawie powołania proniemieckiego rządu. Jego udział w tych pertraktacjach stanowił poniekąd logiczną konsekwencję nagród oraz innych dowodów uznania, jakie przed wybuchem wojny otrzymywał od władz III Rzeszy za udział w erfurckich zjazdach Weltdienstu, jak też za antyżydowską publicystykę, demaskującą knowania mędrców Syjonu. Notabene ksiądz Trzeciak chwalił nie tylko Hitlera, nazywając go dobrym pasterzem, który broni stada przed żydowskimi wilkami, ale i Stalina. O ile bowiem Trocki, oczytany w Protokołach mędrców Syjonu dążył do wywołania w ich interesie światowej rewolucji, to „goj Stalin” słusznie – zdaniem księdza Trzeciaka – przepędził „zbrodniczego warchoła”. Autor tych słów zginął jednak nie z rąk żydowskich, lecz niemieckich: ksiądz Trzeciak został zabity 8 sierpnia 1944 roku przed barykadą, wzniesioną w dniach powstania warszawskiego ( J. Tazbir, Protokoły mędrców Syjonu. Autentyk czy falsyfikat, dost: http://niniwa22.cba.pl/protokoly_janusz_tazbir_1.htm ).

    Luterański Kościół w Danii, wystosował list do władz niemieckich odczytany w kościołach ( 3 październik 1943 r. ) w którym wyraźnie stwierdzono:

    Ponieważ prześladowanie Żydów jest nie do pogodzenia z humanistycznym pojęciem miłości bliźniego, wynikającym z przesłania, jakie głosi Kościół Chrystusowy…Rasa i religia nie mogą być w żadnym wypadku powodem pozbawienia człowieka należnych mu praw, wolności czy własności.

    W Danii uratowano przed zagładą wszystkich Żydów, ponieważ stanął w ich obronie Kościół i odpowiednio wyedukowane społeczeństwo. Tymczasem w Niemczech, Kościół katolicki starał się znaleźć modus vivendi z władzami głoszącymi jawny antysemityzm i rasizm. Kościół był nawet w stanie zaakceptować rasizm, pod warunkiem, że przynajmniej oficjalnie nie będzie on zmierzał do eksterminacji. Po ogłoszeniu ustaw norymberskich Kościół nie rozdarł szat na podobieństwo biblijnego Kajfasza, lecz niemieccy biskupi w przewodniku oznajmili:

    Każdy naród jest odpowiedzialny za własną pomyślna egzystencję, a dopływ całkiem obcej krwi zawsze stanowi ryzyko dla narodu, który dowiódł swej historycznej wartości. Żadnemu narodowi nie można odmówić prawa do zachowania bez zmian swego składu rasowego i zastosowania w tym celu odpowiednich zabezpieczeń. Religia chrześcijańska wymaga tylko, by stosowane metody nie naruszały zasad etycznej i naturalnej sprawiedliwości…chrześcijaństwo może tylko powitać z uznaniem naukowe badania rasowe i pielęgnowanie rasy ( Bolshevism/Rasse [w:] C. Graber, Handbuch der religiösen Gegenwartsfragen , Frieburg 1940, pełny tekst opublikowany z „zaleceniami całego niemieckiego episkopatu”: s. 83 – 88; 532 – 537 ).

    Gdy świat chciał się dowiedzieć, dlaczego Kościół niemiecki milczy, gdy wokół prześladuje się ludzi ze względu na rasę, czy też religię, kardynał Michael von Faulbaher z Monachium odpowiedział ( 8 kwietnia 1933 ):

    Nam biskupom stawia się obecnie pytanie, dlaczego Kościół katolicki nie ujmuje się za Żydami tak, jak to miało miejsce często w historii Kościoła. To jest dzisiaj niemożliwe, ponieważ walka przeciw Żydom może być wkrótce walką przeciw katolikom i ponieważ Żydzi mogą pomóc sobie sami, jak pokazała to sytuacja po bojkocie ( cyt za: A. Woff – Powęska, „A kto jest moim bliźnim?” Kościoły w Niemczech wobec „problemu żydowskiego” (w:) Dramat przemocy w historycznej perspektywie, red. J. Chrobaczyński i W. Wrzesiński, WAM, Kraków 2004, s. 183 ).

    Wyżej cytowaną wypowiedź należy pozostawić bez komentarza.

  6. Postaram się szybko i nierozwlekle 🙂 Właściwie wszystko można by skomentować cytatem z J 8,7. Wydaje mi się, że chodzi o to, aby z pokorą przyznać, że Kościoły chrześcijańskie (różne!) nie zawsze zachowywały się jak spadkobiercy, depozytariusze, beneficjenci (akcenty też można rożnie rozkładać) nauki Chrystusa. Można szukać usprawiedliwienia w przytaczaniu prawdziwych lub wyobrażonych „win” drugiej strony – skoro Żydzi…., to chrześcijanie tylko na to odpowiadają. Czy to poprawia samopoczucie? Może.

    Panowie przytaczają wyżej fragmenty międzywojennych antyżydowskich publikacji. I tu bym jednak broniła stanowiska ks. prof. Troniny, który mówi o ich kontekstualnym odczytywaniu. My patrzymy na nie po doświadczeniu Holokaustu i z tej pozycji oceniamy – to jedno. Drugie – właśnie po Auschwitz tak wyraźnie w oficjalnych dokumentach kościelnych zaczęło pojawiać się potępienie dla antyjudaizmu. O zasługach JPII już tutaj wspomniano. I jeśli teraz ktoś próbowałby szerzyć antysemityzm, to ze wszech miar zasługuje na najsurowszą ocenę.

    Na końcu komentarza p. Andrzeja Nowickiego zamieszczona została wypowiedź kard. Michaela von Faulbahera. Jest ona dobrą ilustracją myślenia w tamtym czasie: bierna postawa utożsamiana była z obroną Kościoła. Ponadto, jeśli głos Piusa XI był – a był! – zbyt cichy i odosobniony, to skąd zwykli księża i wierni mieli czerpać wiedzę o grzesznym charakterze antysemityzmu? Od swoich biskupów, którzy starali się ochronić wartości – według nich i wtedy – wyższe niż uznanie Żyda za bliźniego?

    Z seminariów duchowni nie wynieśli przekonania, że antyjudaizm jest grzechem. Egzegezy i hermeneutyki też można nauczać tendencyjnie, zgodnie z panującą ideologią (to jeszcze nie czasy postmodernizmu, gdy KAŻDA interpretacja jest w zasadzie uprawniona). Mogę więc zrozumieć (zrozumieć, ale nie usprawiedliwiać – chcę żeby to jasno wybrzmiało), skąd się brały antyżydowskie wypowiedzi zwykłych księży. Oczywiście, odpowiedzialność spoczywa na ich biskupach i nauczycielach.

    I znów przejdę na bezpieczniejszy dla mnie mój konfesyjny grunt, bo nie chcę doszukiwać się drzazg w cudzych źrenicach, zmagając się z belką we własnych. Proszę mi wybaczyć brak odniesień do literatury źródłowej, nie zajmuję się historią Kościoła, ale będę przytaczać fakty powszechnie znane. Otóż, wspominano wielokrotnie o Pozytywnym Chrześcijaństwie w Niemczech. Ja dodam jeszcze Deutsche Christen, którzy się z PC wywodzili, i bpa Ludwiga Mullera, który marzył o jednoosobowym przywództwie nad wszystkimi ewangelickimi Kościołami landowymi. Nieprzypadkowo zresztą to na przełomie lat 20. i 30. doszło do powstanie EKD z ciemną wojenną kartą. Było to możliwe m.in. dlatego, że istniało społeczne przyzwolenie na ów sojusz Kościoła ewangelickiego z władzami III Rzeszy i wzajemną legitymizację działań oraz ideologii. A wszystko to przy obojętności społeczeństwa, o czym wspomina wielokrotnie, nawet w poetyckiej formie, ks. Martin Niemoller. Nie pamiętam dosłownie, ale chodzi mi oczywiście o ten tekst, w którym przyznaje, że nie protestował, gdy przychodzono po komunistów, Żydów, świadków Jehowy, nieuleczalnie chorych, a gdy przyszli po niego, to już nie miał kto protestować. Dlaczego nie protestował? Bo nie utożsamiał się z żadną z tych grup. Taka przyzwalająca obojętność świadomych w końcu duchownych/pastorów sprzyjała rozszerzaniu się rasizmu, antyjudaizmu i innych nazistowskich -izmów. Co więcej, Niemoller wciąż po wojnie indagowany, dlaczego sprzyjał Hitlerowi w początku lat 30., odpowiadał, że uwierzył Fuhrerowi. Dlaczego i w co uwierzył? Tutaj właśnie pojawi się element kontekstualny – wszechobecna propaganda, która sprawiała, że nawet światli ludzie widzieli w Hitlerze gwaranta obrony chrześcijaństwa przed komunizmem i ateizmem… W poprzednich tekstach były już przytaczane odpowiednie cytaty sławiące Fuhrera.

    Dlaczego przywołuję postać ks. Martina Niemollera, który przecież kojarzy się z opozycyjnym Kościołem Wyznającym, ma piękną kombatancką kartę , był prześladowany i siedział w więzieniu jeszcze przed wybuchem II wojny światowej? Właśnie dlatego, żeby pokazać, że nawet szlachetne jednostki, głęboko wierzący ludzie, znający niewątpliwie dobrze NT i nauczanie Jezusa, mogli ulegać propagandzie mówiącej o zagrożeniu. To da się chyba nawet psychologicznie uzasadnić, że w obliczu zagrożenia szuka się 1. tego, kto skutecznie będzie bronił wartości; 2. precyzuje się jednostkę bądź grupę, która to zagrożenie stanowi (jak wspomniałam – zagrożeniem byli propagatorzy komunizmu i ateizmu, a głęboko wierzono, że za tymi ideologiami stoją Żydzi). Kłania się oczywiście „oblężona twierdza”.

    Ale Niemoller jest też doskonałym przykładem, jak można przezwyciężyć tę obciążającą, bierną przeszłość. Nikt mu przecież nie zarzucał, że mordował Żydów (choć antysemickie slogany typu „Żydzi zamordowali Pana Jezusa” ponoć mu się na kazaniach zdarzały), pytano tylko, dlaczego on i wielu jemu podobnych było tak biernych. Nie chodzi nawet o jego zaangażowanie się w działanie Kościoła Wyznającego, razem z Barthem zresztą i najsłynniejszym męczennikiem ewangelickim – Bonhoefferem. Ale o to, że tuż po wojnie, w październiku 1945 r. z jego m.in. inicjatywy podpisane zostało tzw. Stuttgarckie Wyznanie Winy, podobne do tego, które w swoim tekście przytacza p. Nowicki. EKD bije się w piersi i ubolewa, że (nie pamiętam już dokładnego brzmienia, ale mam nadzieję, że oddam sens) „nie wierzył mocniej, nie kochał goręcej i nie modlił się z większą wiarą”.

    Niemoller jest człowiekiem środka. Takim everymanem, z którym każdy może się utożsamić dużo lepiej niż np. z bezkompromisowym i czynnie zaangażowanym w pomoc Żydom ks. Hermannem Maasem (uprzedzająco dopisuję, że znam te jego sympatie liberalne i syjonistyczne, ale nie są one według mnie dyskredytujące). Z drugiej strony – nikt nie ośmieliļy się porównywać Niemollera do demonicznego, rządnego władzy bpa Ludwiga Mullera czy bałwochwalczo przywiązanego do Hitlera Lefflera. Oznacza to, że Niemoller mógłby przyjąć wygodną postawę: źle się działo, ale to wina jednostek takich jak Muller. Większość była przyzwoita tak jak ja, zwłaszcza gdy przejrzała na oczy. A jednak zdecydował się w imieniu EKD na wyznanie grzechów, właśnie dlatego – mam takie wrażenie – że czuł odpowiedzialność za postawę Kościoła spoczywającą nie tylko na hierarchach, ale i na tej przyzwalającej, milczącej większości.

    Może trochę romantycznie i górnolotnie to wszystko zabrzmiało, ale Kościół przyznającywyznający winy wzbudza większy szacunek niż Kościół zaprzeczający złu.
    Analogie z niedawnym nabożeństwem pokutnym w Krakowie same się nasuwają. Będą oczywiście zawsze tacy, których ten gest nie zadowoli, bo uznają go za zbyt powściągliwy, i tacy, którzy sięgną po argumenty typu „A u was biją murzynów”. Ale taki gest/wyznanie jest też oczyszczający dla samego Kościoła/ów.

    Za zbyt kaznodziejski styl – też przepraszam. Ale dziś jest niedziela 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *